DRUKUJ

 

Fehli Jumo

Publikacja:

 03-08-12

Autor:

 chajr-ad-din
Fehli Jumo
Pogromca Demonów

Opowieść o początkach i pierwszych sukcesach tego wielkiego maga, stworzycielu Zakonu Pogromców Demonów, walczącego w przyszłości z tymi niebezpiecznymi sługami Zobny i Kultu Boga Afabolisa. Według pewnego barda biorącego udział w bitwie z Kultem, w bitwie o Bramę Umarłych.

Sobotni wieczór 5 czerwca roku 3371 e.i. (era imperium) Poprzedniego dnia zakończyła się wielka bitwa między częścią zjednoczonych sił Haliburgu i Eifenburgu pod dowództwem elfiego Generała Barona Elinga Denao, a armią Odrodzonego Kultu dowodzoną przez Haramidzkiego generała Hrabiego Zupo Dulathaaga. Siłom Haliburgu udało się obronić twierdzę i odeprzeć atak. Bitwa o system bram i twierdzę kompleksu obronnego zwanego niegdyś Bramą Wodospadu a teraz Bramą Umarłych, nazwaną tak bowiem tędy prowadziła jedyna droga do serca Kultu, na bagna Zobny, oraz do zamku Gerhori - miasta Nekromantów. Brama Umarłych stanowiła trzy stopniowy mur w dolinie rzeki Emalver, od południowego krańca Gór Brunatnych aż do północnego krańca Gór Białych. Nad samą rzeką i wodospadem znajdowała się twierdza wybudowana jeszcze w roku 2978 p.e.i. oraz kilka bram przez które prowadziła jedyna droga od Gerhori do Królestwa Haliburgu.
Tegoż wieczora gdy zwycięzcy świętowali do pewnej z karczm na jednym z dwóch dziedzińców wpadł nagle zdyszany żołnierz.
- Widzieliście ! Na placu demon, demon dostał się do twierdzy.
- Jak to?! To paskudztwo, co z nim ?! Wezwijcie Pogromcę !
- Spokojnie już się nim zajął.
- Paskudne demony. Dobrze że Pogromca był w pobliżu.
- Apropo Pogromców. wiecie skąd się oni w ogóle wzięli ? I kto był pierwszym Pogromcą i założycielem Zakonu ? Może pan pułkowniku ?
- Nie wiem ale chętnie się dowiem.
- Nie słyszał pan nigdy opowieści o Fehlim, pierwszym Pogromcy demonów ?
- O Fehlim ? Słyszałem ale o tym co to ruszył do piekła aby zemścić- się na zabójcy swej rodziny, czy jakoś tak.
- Tak ale wcześniej jako pierwszy zniszczył demona a nie tylko wygnał. Zaraz wam o tym opowiem.
- Dajcie wina, będzie opowieść- !!
- A więc tak:
Po I Wielkiej Wojnie z Kultem latach 1488 - 1657 e.i. we wschodniej części Gór Brunatnych, ogromnym paśmie górskim ciągnącym się aż do gór Mroźnych, w niewielkim miasteczku Ag’Ojob leżącym w prowincji Imsygard, a dziś Księstwie, żył pewien ludzki czarodziej, zwany przez wszystkich Mudetaapa.
Był on potężnym czarodziejem, siłą swej woli potrafił kierować zwierzętami jak i pogodą, mógł sprowadzać deszcz, wichury, zamiecie i inne tego typu rzeczy. Jak każdy człowiek starzał się jednak, a jego dni powoli zaczynały dobiegać końca, rozpoczął więc poszukiwania następcy godnego przejąć całą jego wiedzę i mądrość.
W roku 1672 urodził się w Ag’Ojob u rolniczej rodziny mały chłopiec któremu rodzice nadali imię Fehli. W tym czasie jeszcze bystre oczy starego Mudetaapy śledziły potencjalnych następców. Po kilku latach gdy chłopiec podrósł jego oczy skierowały się ku niemu. Mały Fehli Jumo interesował się bardzo opowieściami starego maga, jak i jego magiczne sztuczki. Nie w głowie były mu zabawy małych dzieci, on już wiedział kim chciałby być w przyszłości. Nie chciał zostać ani wielkim generałem, ani poszukiwaczem przygód albo znanym odkrywcom, interesowała go tylko magia.
Mudetaapa wiedział o tym zaczął więc nauczać już wtedy 10 - letniego chłopca jakichś prostych magicznych sztuczek. Jedną z bardziej ulubionych, było rozpalanie ogniska jeszcze za pomocą czaru. Jakież wielkie było zdziwienie Mudetaapy gdy po tygodniu zobaczył jak chłopiec rozpala ognisko już siłą swej woli. Używanie w magii woli wymagało ogromnej wewnętrznej siły od każdej istoty niezależnie czy był to człowiek czy karamin (którzy byli urodzonymi magami), a przy użyciu czaru dostawano wsparcie od swego boga oczywiście pod warunkiem że się do niego modliło. A przy zwoju wystarczało jedynie przeczytanie go na głos.
Mudetaapa postanowił więc. To Fehli Jumo z Ag’Ojob miał stać się jego uczniem a później następcą. Na początku rodzice Fehliego nie byli zachwyceni takim obrotem sprawy. Liczyli bowiem że ich syn zostanie rolnikiem tak jak rodzice, ci bowiem do najbiedniejszych nie należeli i mieli spory kawałek ziemi jaki dostali od Imperium Caberolu w nagrodę za chwalebną służbę Cimerisa Jumo, dziadka Fehliego w wojnie z Kultem. W gruncie rzeczy martwili się o niego, był ich jedynym synem a szkolenie na maga nie należało do najprostszych i niekiedy mogło być nawet niebezpieczne. Fehli jednak nalegał, nalegał tak bardzo że otrzymał w końcu zgodę, ruszył więc do chaty Mudetaapy niedaleko od własnego domu, aby powiedzieć mu o decyzji swych rodziców.
Przez 10 następnych lat czarodziej przekazywał chłopcu swą wiedzę na tematy magii, chłopiec zgłębiał tajniki w dziedzinie zjawisk niematerialnych oraz o ideach bogów, również Afabolisa. Uczył się o ziołach, miksturach, w szczególności interesowało go wytwarzanie alkoholu, z tym jednak Mudetaapa poczekał aż chłopak trochę podrośnie. Bardzo szybko przyswajał całą wiedzę jaką przekazywał mu stary mag. Stał się bardzo potężnym czarodziejem a dzięki pracy w polu wraz ze swymi rodzicami i innymi rolnikami, silny i wytrzymały jak na przyszłego maga. W końcu osiągnąwszy ostatni ze stopni uczniowskich stał się potężniejszy niż jego nauczyciel w jego wieku. Kiedy Fehli miał 20 lat Mudetaapa widząc że chłopak jest już gotowy postanowił oficjalnie i uroczyście nadać mu status Maga.
W nocy z 9 na 10 maja 1693 r. e.i. odbyło się w Ag’Ojob zgromadzenie magów pod przewodnictwem Tivora, jednego z najpotężniejszych magów boga Ilzo, oraz wieloletniego przyjaciela Mudetaapy. Przy wielkim ognisku, wśród innych magów, przy śpiewach i winie oraz pośród padających ciągle modlitewnych zaklęć, Fehli Jumo zyskał święcenia jednego ze stwórców ludzi, boga Ilzo Wspaniałego. Fehli tak jak jego nauczyciel zyskał status Władcy Zwierząt i Pogody.
Fehli jako jeden z nielicznych magów pragnął mieć żonę, chciał bowiem założyć rodzinę i toczyć spokojnie żywot w rodzinnym mieście. Pewnego dnia w karczmie usłyszał o przepięknej młodej kobiecie mieszkającej w Górach Eskuz.
- W odległych górach za niziną Ahiburgu, nad wodospadem rzeki Coska, mieszka piękna Randis wraz ze swym ojcem. Dziewczyna jest tak piękna że wielu próbuje się starać- o jej względy . Nikt jednak stamtąd nie wraca. W lesie na jedynej drodze ku wodospadowi stoi dziwna budowla zbudowana ponoć- przez sam Kult w której podobno mieszkają demony, razem z demonem Salruga, niegdyś prawego rycerza który przeszedł na stronę Kultu ale nikt nie wie dlaczego.
Fehli wysłuchał się wiele tych opowieści od przechodzących często przez Ag’Ojob bardów i wędrowców, zainteresowało go to na tyle że pewnego dnia oznajmił swoim rodzicom iż ma zamiar wyruszyć w góry Eskuz aby odnaleźć Randis i prosić ją o rękę. Rodzice zbytnio się tym nie martwili wiedzieli bowiem że mimo młodego wieku ich syn jest silnym magiem, lub też po prostu ukrywali swój strach o jedynego syna. Jedynie stary Mudetaapa wiedział co tak naprawdę czeka Fehliego w drodze do gór, jak i w samych górach. Tam bowiem znajdowała się pewna budowla jakich po wojnie z Kultem wiele było na całej Kecie. W budowlach tych swe siedziby miały demony Afabolisa, potężne duchy przywrócone z zaświatów podległe całkowicie woli swego boga, a w dodatku niezniszczalne, używające całej swej mocy w imię zniszczenia wrogów Kultu.
- Słuchaj mnie chłopcze. Zdajesz chyba sobie sprawę z czym musisz się zmierzyć- . Czytałeś księgi, wiesz kim a raczej czym są demony. To nie zabawa to nie upiory albo anioły że można je zabić- zaklętym mieczem albo unicestwić- magicznymi zaklęciami. Nadal chcesz tam jechać- ?
- Tak. Tak wiem czym są demony i kim byli przed śmiercią. Wiem również że są silne i nikt ich do tej pory nie zdołał unicestwić- , ale wiem również że ktoś w końcu musi to zrobić- , wiem także iż starczy mi sił aby tego dokonać- . Mam takie bardzo silne przeczucie że mi się uda.
- Obyś się nie przeliczył. Jesteś zbyt pewny siebie.
- Możliwe, ale to jest klucz do sukcesu. Musze być- pewien że mi się uda. Moja wola jest silna.
- Masz zbyt mało doświadczenia jesteś jeszcze młody. Po twojej minie widzę jednak że chyba nie odwiodę cię od tego szalonego pomysłu. Szkoda. Skoro już postanowiłeś iść- na pewną śmierć- to chociaż przyjmij moją pomoc, ruszył bym z tobą ale mam już 263 lata i tak dużo jak na człowieka.
- Dziękuję z chęcią przyjmę twą pomoc.
Stary mag dał Fehliemu swą magiczną laskę, ciemno - brązowy bogato zdobiony kij zwieńczony szafirem, oraz wiele różnych czarów spisanych na specjalnych pergaminach, z których mógł mieć w swej podróży jakikolwiek pożytek. Poradził mu również aby po drodze wstąpił do miasta Mywir i odwiedził Tivora znawcy na temat wędrówek dusz, upiorów i demonów. Posiadał on wiedzę jakiej Mudetaapa nie miał ani w swej głowie ani w księgach. Mudetaapa dał również znać wszystkim zaprzyjaźnionym z nim czarodziejom o podróży swego ucznia i trasie jego wędrówki aby w razie czego udzielili mu pomocy.
W dniu swych 21 urodzin we wtorek 14 sierpnia roku 1693 e.i. Fehli ruszył na wyprawę ku Górom Eskuz. Czekała go daleka droga przez niziny Ahiburgu , ok. 3000 km dzieliło młodego maga od celu - Gór Eskuz. Dostał od rodziców zapasy żywności, głównie suszone, sproszkowane bardzo pożywne mięso, oraz bardzo czystą wodę ze źródeł Gór Brunatnych. Od przyjaciela rodziców - burmistrza Ag’Ojob Pahipa, Fehli otrzymał wspaniałego czarnego konia Tone, liczył na to że wizerunkiem młodego czarodzieja rozsławi małe malownicze miasteczko.
Założył więc na siebie magiczne szaty chroniące magia od różnych przeciwności losu, zielony płaszcz z kapturem przykrywające całe ubranie aż do kostek. Z pod kaptura widać było długie blond włosy, a w ręku trzymał magiczną laskę Mudetaapy zwieńczoną szafirem. Widzący go z daleka pomyśleli by że to jakiś elf.
Stary mag nie przybył na uroczystość pożegnalną, tak jak uczyniła to prawie cała wioska, patrzył tylko z dalekiego wzgórza na miasteczko i opuszczającego je Fehliego. Patrzył ja żegnają go mieszkańcy wioski, rodzice, jak przemawiał burmistrz, jak przejeżdżał pod skalnym łukiem znaczącym wjazd do miasta i jak znika gdzieś na wschodzie. Matka Fehliego stała jednak najdłużej ze wszystkich wpatrzona w skalne załomy którymi prowadziła droga do Gubesh (niedaleko jakieś 520 km stąd), pierwszego dużego miasta jakie leżało na drodze młodego maga. Dopiero późnym wieczorem przyszedł po nią ojciec czarodzieja i zabrał do domu.
Fehli przemierzał na swym koniu górskie przełęcze, między brunatnymi pojedynczymi skałami, piękne jeszcze zielone łąki i polany, ciche lasy i puszce Ahiburskich równin. Wiele wiosek i miasteczek witało go z radością i przyjaźnią, wieść o potężnym młodym czarodzieju jadącym na spotkanie tak wielkiego niebezpieczeństwa, biegła bowiem przed nim i otwierała mu drogę podróży. Ludzie witali go z szacunkiem i nadzieją. Mimo iż wojna skończyła się dawno temu a Kult został pokonany, to nadal działali jego dawni słudzy a demony panoszyły się w pobliżu swych strażnic i nikt nie mógł na to nic poradzić. Przejechał przez Gubesh, oraz wiele innych miasteczek aż wreszcie w sobotę 8 września 1693 roku e.i. po długiej i wyczerpującej wędrówce dotarł przed bramy warownego miasta Mywir. Mywir leży na południowym skraju wyżyny Ofau, dziś jedno z ważniejszych miast Imperium Detzego.
Miasto jak to na duże miasto przystało nie było zbytnio przyjazne, mieszkało tam wtedy ok. 250000 mieszkańców, głównie ludzi, ale byli również karamini, elfy, często można tam spotkać nawet dziś krasnoluda. Blisko Mywir za Emalverem Błękitnym znajdują się ich rodzinne Góry Sajsi . Młody mag przekroczył główną bramę przez nikogo nie niepokojony, był ranek i wartownicy byli zbyt „zmęczeni” po nocy aby o cokolwiek pytać. Po wielkiej wojnie Cesarstwo Caberolu nie miało za bardzo czego się obawiać, resztki sił Kultu nie były liczne a silna zawodowa armia i Gwardia Bezpieczeństwa zapewniały spokój, toteż obrona miasta stała się koniecznym ze względów prawnych wydatkiem z budżetu miasta. Wartownicy nie mieli co robić więc nocami bawili się do upadłego (razem z wieloma żołnierzami jacy stacjonowali w mieście). Miasto wzniesione architektonicznie w stylu większości ludzkich miast, gładkie kamienne lub ceglane mury, z niewielką ilością rzeźb bądź kolumn. Zbudowane na planie owalu podwójny mur, pierwszy z bastejami a następny wyższy z licznymi wieżami. W południowej części miasta znajdował się zamek z urzędami imperium, siedzibą burmistrza i wojewody, w centrum mieści się rynek i siedziby rzemieślników, gildii i pozostałych świątyń.
Na północnym krańcu miasta znajdowała się główna brama z dwiema ogromnymi basztami broniącymi wejścia, niedaleko od bramy znajdowały się dwie główne świątynie, wraz z kompleksami mieszkalnymi dla mnichów, magów i wszystkich innych należących do świątyni, wyznaczające krajobraz miasta. Pierwsza świątynia należała do boga Mautusa, a następna do boga Ilzo i to właśnie do niej skierował się Fehli w poszukiwaniu Tivora, który już go oczekiwał w swojej komnacie. Tivor przywitał z życzliwością swego gościa, udzielił mu wsparcia, odnowił zapasy. Przez dwa tygodnie Fehli przebywał w przy świątynnym klasztorze zgłębiając wiedzę na temat demonów, pomagał mu również swą wiedzą sam Tivor. W międzyczasie Fehli naraził się w Mywir okoliczny zbirom grasującym włoku miasta, ale to zupełnie inna historia.
24 września w poniedziałek młody mag ruszył w dalszą wędrówkę, najpierw ku rzece Emalver a dokładnie jej odnodze Emalverowi Błękitnemu, by wędrując wzdłuż niej dotrzeć do gór. Dojechał w końcu do miejsca gdzie rzeka Coska wpadała do Emalveru Błękitnego a następnie skierował się na północ w górę Coski aby dotrzeć do wodospadu. Podróżując ku swemu przeznaczeniu Fehli dotarł do niewielkiej puszczy znajdującej się już w Górach Eskuz tu zaczynała się jedyna droga przez puszczę w góry, do wodospadu gdzie ponoć mieszkała Randis. Jadąc na swym koniu 17 października trafił na dziwną kamienną budowlę w kształcie sześcianu. Przywiązał konia do najbliższego drzewa kilka metrów od budowli i podszedł obejrzeć ją dokładniej. Była to jedna z licznych strażnic Zobny jakie Kult budował w czasie wielkiej wojny dla swych demonów albo żołnierzy. Fehli wiedział o tym, czytał o tym u Tivora. Budowla nie miała żadnych okien a wejście było zawsze ukryte, w budowlach zawsze znaleźć żywność oraz złoto dla sług Afabolisa znajdujących się w potrzebie. Dzięki wiedzy jaką zdobył od Tivora wiedział gdzie znajduje się wejście do strażnicy, musiał tam tylko wejść i pozbyć się demonów, w drodze powrotnej jak wracał by już z Randis i tak musiał by stanąć z nimi do walki. Jak się wydawało Fehliemu była to największa trudność w jego długiej i trudnej wędrówce. Całą grupą jaka znajdowała się w budowli przewodził demon człowieka, Salruga żołnierza Haliburskiego, mściwego i zazdrosnego ale prawego rycerza, który pod wpływem organizacji Erydor (założonej przez Kult w celu rozpowszechniania polityki Zobny) przeszedł na stronę Kultu jeszcze dawno przed powstaniem Cesarstwa Caberolu.
Fehli podszedł ostrożnie do strażnicy, ale został zauważony przez jednego z wilków pilnujących obejścia, ten wyskoczył z krzaków wprost przed młodego czarodzieja i zaczął warczeć aż zleciały się inne otaczając go. Piana toczyła im się z pysków, włosy zjeżyły im się na karku, a w oczach widać było śmiertelną zajadłość.
Fehli wyprostował się, spojrzał na otaczające go warczące zwierzęta i powiedział
- Zamilczcie moi leśni przyjaciele. Zawrzyjcie swe pyski, nie odważcie się mnie zaatakować- . Zaklinam was i rozkazuję abyście powrócili do swych domostw i nigdy już nie wracali w te strony i nie służyli nigdy ciemnym panom !
Nagle wilki zamilkły spuściły uszy, podkuliły ogony i uciekły w siną dal wieczornego lasu.
Fehli podszedł do ściany i pchnął z trudem ukryte kamienne wrota, wszedł do środka. Już za chwilę miał się zmierzyć z nieśmiertelnymi dotąd demonami, duszami istot żyjących na Kecie a teraz przywróconych do życia dzięki mocy Afabolisa Mrocznego.
Za pierwszymi wrotami nie było nikogo, a młody mag znalazł się w niewielkim pomieszczeniu oświetlonym dwoma świecami, dalej był ciemny korytarz zakończony kolejnymi, tym razem już widocznymi z daleka dębowymi drzwiami spod których widać było słabe światło. Pchnął je z łatwością jak po maśle, staną przed kolejną niewielką salą z pożółkłymi od świec ścianami. Tam ujrzały go dwa demony, dwa półprzeźroczyste duchy przypominające gorące powietrze, w momencie doleciały do czarodzieja.
- Ejjj tyy głupii śmiertellnniku. Kkimm jesssteśś i czego tuu chceszsz ?
- Jeślii nam nieee odpowiesz tooo zarazzz zginiesz tyy marnaa luuudzka tkanko.
- Zaraz się dowiecie, jak tylko pozbawię wassss egzystencji. - Nadszedł moment jego wielkiego triumfu lub totalnej klęski. Fehli zdjął z głowy kaptur i donośnym głosem skierował swe słowa ku szykujących się do ataku demonom - Gińcie ! Odejdźcie z tego świata !! Odejdź na zawsze pomroku najokrutniejszych dzieci Ziji !!! Precz zawistne zjawy !!!! Precz !!!!
Ziemia lekko zadrżała, cienie na ścianach poruszyły się a niektóre ze świec zgasły. Taką bowiem niosły w sobie moc i siłę słowa wypowiedziane przez Fehliego Jumo z Ag’Ojob. Demony spojrzały na siebie a pomieszczenie wypełniło się potworną jasnością, taką jakiej nikt jeszcze nie widział, Mag zakrył oczy ramieniem i odwrócił głowę, W jaskrawo niebieskiej poświacie zaczęły znikać dwa straszliwie syczące z przerażenia demony. Taki był koniec dwóch dotąd niepokonanych duchów.
Gdy światło znikło razem z demonami Fehli odsłonił oczy, w pomieszczeniu panowała ciemność, świece stopiły się od ciepła, jakie spowodowało jasnoniebieskie światło wydobywające się z demonów. Nie mogąc złapać tchu z gorąca i ze zdumienia że oto jako pierwszy unicestwił (a nie tylko wygnał) demona, Fehli wyszedł na chwilę na zewnątrz. Panowała już noc, po złapaniu kilku stuknął laską Mudetaapy o ziemię a umieszczony na jej szczycie szafir zaświecił się dając jasnozielone światło. Z powrotem wszedł do strażnicy i otworzył kolejne drzwi za którymi znajdowała się główna komnata z czterema pozostałymi demonami i ich przywódcą Salrugiem.
- Kim jesteś i czego tu chcesz. To musi być- coś ważnego skoro moi strażnicy cię tu wpuścili - powiedział normalnym głosem Salrug.
- Niie ufffam muu o Pano. Zaabijmy go od razzzu.
- Twój sługa ma rację że mi nie ufa. Twoi strażnicy nie wpuścili mnie, nie mogli mnie zatrzymać- - zaśmiał się Fehli - można powiedzieć- że pośpieszyli z powrotem na tamten świat tak jak to zaraz się stanie z wami !
- Chyba sobie kpisz nędzna kupo ludzkiego mięsa.
Zgromadzone demony nie zdawały sobie sprawy z tego co stało się przed chwilą w poprzednim pomieszczeniu.
Ku zdumieniu obecnych tam duchów, czarodziej stanął na środku sali, podniósł w górę ręce, wykrzywił twarz w dziwnym grymasie, zaczął zbierać w sobie potężną energię ze zniszczonych wcześniej przywróconych z powrotem do życia duchów.
Czarodziej pochylił się i cofnął ręce do tyłu, w potoku ogromnego krzyku wydobytego z najgłębszych otchłani swej duszy, Fehli wyrzucił z siebie nagromadzoną w nim energię siły woli. Demony wraz z Salrugliem spoglądały przez moment ze zdziwieniem na stojącego maga, dopóki ziemia nie zadrżała. W tym momencie z demonów padł jaskrawo niebieski blask, w który zaczęły znikać gdzieś w przestrzeni, przeraźliwie jęcząc i piszcząc.
Fehli padł na kolana, był całkowicie wyczerpany.
Salrug przeżył. Zdumiony i zaskoczony rzekł cicho do klęczącego maga :
- Mój bóg chciałby wiedzieć- jak udało ci się zniszczyć- moich pobratymców ?
- To się nie dowie - wykrztusił z ledwością Fehli
- To powiedz chociaż dlaczego oszczędziłeś mnie ? Nie sądzę aby był to gest twojej dobrej woli.
- Może akurat się mylisz. A teraz lepiej znikaj zanim podzielisz los pozostałych
Salrug zdenerwował się na Fehliego, miał zamiar go zabić, ale wola Afabolisa była dla demona zbyt mocna, a ona kazała mu zniknąć i zaatakować później. Afabolis potrzebował wiedzy o młodym czarodzieju a Salrug był jedynym żywym demonem w okolicy nie mógł więc ryzykować jego śmierci. Gdyby jednak Salrug był upiorem niezależnym od mocy swego pana uderzył by od razu na wycieńczonego maga i zabił go, ale był tylko demonem. A jak to demon nie mógł zrobić nic niezgodnego z wolą swego boga, który dzięki temu steruje nimi jak marionetkami.
Demon Salruga przeżył jednak z zupełnie innych powodów, Fehli był zbyt zmęczony, wręcz wyczerpany, nie miał już siły aby ustać na nogach a co dopiero zniszczyć kolejnego demona, lub chociaż go przegnać. Walka wymagała od Fehliego ogromnej siły której po prostu mu brakło.
Ostatkiem sił podniósł się i oparł na lasce, opuścił budynek, wsiadł na Tone i ruszył w dalszą wędrówkę ku swemu przeznaczeniu. Przejeżdżając obok strażnicy wyciągnął jeden z czarów zniszczenia jaki dostał od Mudetaapy, rozwinął zwój, przeczytał z ledwością a w tym momencie sześcienny budynek zamienił się w kupę gruzów stojącą do dziś na starej drodze w górę rzeki Coska.

Drzwi karczmy otworzyły się, chłodny, wilgotny wiatr wpadł do wnętrza i zgasił niektóre ze świec. Do gospody wszedł wysoki Eifenburski żołnierz, z zieloną wstęgo na napierśniku. Adiutant generała Elinga.
- Jest tu może pułkownik Adramel ?
- Tak jestem. O co chodzi ?
- Generał wzywa pana na naradę. Przygotowuje plan przegrupowania sił, w tym pańskich i wyruszenia ku zamkowi Gerhori.
- Ehh. Powiedz temu elfiemu magnatowi, że mnie nie znalazłeś, przyjdę za parę minut jak tylko skończy opowiadać- . Dobra ?
- No dobra, ale radzę przyjść- szybko, bo nie będzie zadowolony ze spóźnienia. Wie pan jakie są elfy.
- Wiem nie musisz mi mówić- .
Adiutant opuścił karczmę, wyraźnie nie zbyt szczęśliwy tym jaką musiał przekazać wieść generałowi, dowódcy wojsk sprzymierzonych.
- Poszedł. Możesz kończyć- .
- W porządku. Na czym ja to stanąłem ? A już wiem.

Demon Salruga opuścił strażnicę przygotowując zemstę, a Fehli Jumo po przejechaniu kilku kilometrów rozbił namiot z w pobliżu rzeki, udał się na spoczynek.
Następnego dnia z rana wsiadł z powrotem na konia i ruszył dalej wzdłuż rzeki. Opuścił wreszcie puszczę, trafił na niewielką polanę za którą widać już było tylko górskie skały i żlebowiska, a gdzieniegdzie pojedyncze drzewa. Rzeka stawała się coraz węższa i kręta, dookoła pojawiało się coraz więcej skał a samotne drzewa znikały w miarę jak Fehli posuwał się naprzód. Znikła również całkiem droga którą konno podróżował mag, pozostała mu więc jedynie rzeka jako punkt orientacyjny. Po trzech dniach dotarł do wysokiej skalnej, biało - szarej ściany, z której spływała Coska tworząc wodospad którego szukał. W pobliżu nie było jednak żadnego śladu ludzkiej egzystencji. W oddali za krzakami widać było niewielkie wejście do jaskini, jakieś 10 metrów od wodospadu. Niezdecydowany mag przywiązał konia do jakiegoś krzewu a sam postanowił ruszyć do ciemnej, tajemniczej jaskini. Koń przejawiał pewien niepokój o pana gdy ten zanurzał się w ciemnościach, parskał i tupał o skały, czarodziej jednak poszedł dalej.
Jak tylko znikło dzienne światło wpadające do jaskini, Fehli tak jak to wcześniej uczynił w strażnicy, uderzył laską o skały a cała jaskinia rozjaśniła się zielonkawym blaskiem szmaragdu zwieńczającego drewnianą laskę Mudetaapy. Wszelkie owady i żyjące w ciemności stworzenia rozpierzchły się nagle nie mogąc znieść jakiejkolwiek obecności światła.
Droga przez jaskinię nie trwał długo, po kilku minutach szybkiego marszu po łagodnych, gładkich skalnych kamieniach młody mag dotarł do niewielkiej doliny, zamkniętej w skalnym pierścieniu. Dolina cała pokryta była jesiennymi liśćmi z okolicznych pojedynczych drzew które tam rosły. Na drugim końcu doliny widać było dużą drewnianą chatę, z której unosił się dym, stojącą pod nachylającą się nad nią skałą.
Nie zastanawiając się dłużej Fehli ruszył w kierunku domostwa, wyprostowany, pewnym siebie krokiem. Wiedział że jest już u celu swej wędrówki. Podszedł do solidnych drewnianych drzwi, chwycił za kołatkę i zastukał kilka razy. Czekał przez chwilę aż nagle drzwi otworzyły się, stanął w nich poważnej postury starszy człowiek z przypiętym do pasa krasnoludzkim młotem bojowym. Postać była wysoka, wyższa od Fehliego, z postury wnioskować można że ma w sobie wiele siły, a z broni i szat jakie posiadał widać było że jest bogaty wojownik, zapewne oficer. Blizny na ciele i twarzy zdradzały wiele stoczonych (zapewne z Kultem) bitew.
- Czego tu chcesz - powiedziała opryskliwie postać- .
- Nazywam się Feh...
- Nie interesuje mnie jak się nazywasz. Pytałem po co tu przylazłeś.
Fehli wyprostował się, podniósł głowę, spojrzał wojownikowi w oczy i dumnym głosem wyrzekł :
- Chciałbym prosić- o rękę pewnej pięknej dziewczyny zamieszkującej te strony. Imię jej brzmi Randis.
- Taa. A ja jestem Ofab jej ojciec. A więc powiadasz że chciałbyś ożenić- się z moją córką ?! Nawet jej nie znasz a chciałbyś ją poślubić- ? A jeśli ona na przykład nie będzie chciała nawet na ciebie spojrzeć- ?
- Brałem to pod uwagę.
- No dobra, skoro już tu przylazłeś to wyświadczysz mi przysługę. Oczywiście jeśli chcesz zobaczyć- Randis.
- Co to za przysługa ?
- Otóż na nizinie miedzy Eskuz a wyżyną Ofau żyje pewien koń. Ludzie nazywają go Błysk, bo jest tak szybki i trudny do złapania. Właściwie to jeszcze nikt go nigdy nie złapał. Jeśli przyprowadzisz mi go tutaj to wtedy może pogadamy.
Drzwi zamknęły się z trzaskiem tuż przed nosem Fehliego zanim ten zdążył cokolwiek odpowiedzieć.
- Dziękuję za tak wielką gościnę i wspaniałomyślność. Na pewno znajdę tego konia, w końcu mam do przeszukania kilka tysięcy kilometrów. Szkoda że ni poprosił o gwiazdkę z nieba - mówił do siebie rozgoryczony mag odchodząc od domu Ofab.
Fehli wsiadł na swego konia i ruszył z powrotem w dół rzeki Coska do najbliższej wioski Toch dowiedzieć się czegokolwiek owym Błysku. Tam od karczmarza dowiedział się o koniu dużo więcej niż się spodziewał. Ogier był znany w okolicach. Dowiedział się również że najczęściej można go spotkać przy południowym brzegu jeziora Gaegua, na północny - zachód od Gór Eskuz. Był początek listopada, zbliżała się zima, wkrótce miał spaść śnieg. Fehli postanowił że przeczeka zimę w Toch, a z początkiem wiosny ruszy na poszukiwania.
20 lutego zaczęły się już roztopy. Dwa dni później mag spakował się i ruszył nad jezioro Gaegua. Był już rok 1694 e.i., pamiętny rok. Wtedy to 5 lipca w piątek umarł żyjący bardzo długo jak na człowieka bo 322 lata, Cesarz Wielkiego Imperium Caberol, Sandor Selegus. Sandor z rodu Selegusa, rodu panującego nad Cesarstwem od początku jego istnienia, aż do jego końca w 2889 r., pogromca Wszechpotężnego Kultu Afabolisa w pierwszej wojnie z Kultem, zmarł w swoim pałacu w Edoban, podziwiając z fotela zachód słońca nad morzem i panoramę tego największego na Kecie miasta.
12 dni później 6 marca w środę po południu, Fehli dotarł w końcu do sporego, ciemnego jeziora Gaegua. Kilka dni krążył wzdłuż brzegu jeziora nim zauważył w oddali ogiera, który pasował do opisu jaki dostał w wiosce Toch.
Nie zastanawiając się dłużej, bez przygotowań, prosto z marszu czarodziej ruszył w kierunku srebrno - szarego konia. Liczył na szybkie, łatwe zwycięstwo i zakończenie całej wyprawy. Pomylił się jednak i to tak bardzo jak sobie tego nawet nie mógł wyobrażać. Koń był na tyle szybki i przebiegły że gonitwy po równinach Ahiburgu trwała dobre 10 miesięcy. Fehli nie mógł sobie poradzić z Błyskiem, nawet przy pomocy magii, wymyślnych pułapek, a nawet kiedy z pomocą przychodzili mu okoliczni wieśniacy. W trakcie pogoni na początku września padł jego własny rumak.
Dopiero 3 grudnia tegoż samego roku nadszedł wreszcie długo oczekiwany przełom.
Czarodziej zauważył ogiera na niewielkim polu między miastem Ekhee a lasem który okoliczni mieszkańcy zwali Dzikim lasem. Duże pole pokryte było sporą warstwą śniegu. Założył więc kupione w jakimś miasteczku narty, rzucił na siebie najmocniejszy czar prędkości i z niewyobrażalną dotąd szybkością ruszył ku nic ni przeczuwającemu Błyskowi. Zbliżał się do niego bardzo szybko, kiedy był już bardzo blisko, Błysk spostrzegł go. Zwierze zerwało się i ruszyło na południe do lasu. Zdeterminowany Fehli zbliżał się jednak z sekundy na sekundę, był coraz bliżej ogiera. W tym momencie ujawnił się z ukrycia Salrug, który do tej pory z woli swego pana śledził i obserwował maga Fehliego, w tym momencie jednak kończyła się misja demona. Afabolis wiedział już o nim wszystko co chciał, Salrug miał więc za zadanie zabicie młodego czarodzieja. Demon przygotował więc na niego pułapkę, dzięki swej mocy wiedział którędy pobiegnie koń. Wielki, głęboki rów wypełniony kopiami i tym podobnymi drzewcami, czekał na maga. Koń wyczuł niebezpieczeństwo i przeskoczył nad zamaskowaną pułapką, Fehli jednak oślepiony żądzą schwytania rumaka nie domyślał się czyhającego na niego niebezpieczeństwa.
Sunąc na nartach z zawrotną prędkością za Błyskiem wjechał na przykrywające pułapkę gałęzie przykryte cienką warstwą śniegu które pod ludzkim ciężarem połamały się i Fehli wpadł do rowu...
Wpadając do ziemnego otworu połamał swe narty, jedna z kopii przebiła mu skórzany plecak, potargał zimowe odzienie, poobdzierał się, tudzież poobijał. Nie odniósł jednak żadnych bardziej poważnych obrażeń. Krew wypływała mu z niewielkich ran, poobijany podniósł się pomiędzy wbitymi w ziemie kopiami, zdjął swój plecak.
Aby upewnić się że Fehli zginął, Salrug podleciał do rowu. Jakież było jego zaskoczenie i zdenerwowanie gdy ujrzał podnoszącego się i jedynie poobdzieranego maga.
- Ty mały głupi człowieku teraz naprawdę zginiesz !!!
Demon zebrał przed sobą i cisnął kulę ognia wprost w Fehliego. Ten jednak korzystając z magicznych sztuczek i własnego sprytu wyskoczył z rowu, unikając tym samym spalenia. Kula uderzyła z hukiem, tak że w momencie cały rów wypełnił się momentalnie ogniem, a kopie spaliły się w ciągu kilku sekund. Mag upadł kilka metrów za demonem, zaraz podniósł się i rzekł do Salruga.
- Parszywy, marny, śmieciu. Pożałujesz tego że wróciłeś na ten świat, pożałujesz że nie uciekłeś jak dałem ci szansę.
Salrug nic nie odpowiedział, tylko znów zaatakował. Pchnął Fehliego jakieś 10 metrów tak że czarodziej upadł na plecy. Młody czarodziej był już jednak doświadczony w walce, jeszcze leżąc wyciągnął przed siebie ręce zduszając moc demona tak że ten nie mógł nawet się ruszyć. Wielka była jego moc. Wstał więc otrzepał się ze śniegu podszedł do nieruchomego Salruga i powiedział :
- - No i co ? I tak zginiesz po co ci to było ?
- - Mój pan jeszcze cię dopadnie !
- - Tak zapewne. Ale na razie giń gnido !!!!
Demon zakończył swój żywot tak samo jak pozostałe. Rozmył się przeraźliwie jęcząc w jaskrawo niebieskim świetle wydobywającym się z chmury przypominające gorące powietrze. Krzyk Salruga był jednak inny, bardziej przerażający, bardziej donośny i mroczny. Słyszano go nawet w tak oddalonych od Ekhee miastach jak Mywir czy Wegu (stolica Ahiburgu).
Błysk który obserwował wszystko z oddali, wystraszył się pisku umierającego demona i tak jak inne zwierzęta uciekł do pobliskiego lasu. Fehli osłabiony wielomiesięczną gonitwą, jak i niewielką batalią z Salrugiem siadł na śniegu, dopóki ten nie roztopił się od demonicznego ognia wynurzającego swe języki z rowu. Odpoczął chwilę i ruszył śladami ogiera wprost do Dzikiego Lasu. Osłabiony mag nie miał za bardzo siły aby szukać pomiędzy gęstwiną drzew, ukrywającego się z przerażenia konia, miał jednak pomysł.
Resztkami swych magicznych sił rozkazał drzewom szumieć i machać gałęziami, rozkazał wilkom wyć a niedźwiedziom zbudzić się i ryczeć. Musiało to wyglądać niesamowicie tak jakby las ożył. Śnieg spadał z gałęzi, a zwierzęta uciekały w popłochu z lasu, również Błysk dla którego wydarzenia tego dnia były nie pojęte, uciekał z Dzikiego Lasu. Wyskoczył wprost na czekającego już z przygotowanym lassem Fehliego. Ten zarzucił linę na szarą szyję ogiera. Koń był już jego, dostatecznie przestraszony poddał się bez walki. Wiedział już że mag nie da za wygraną i będzie go ścigał do końca, do tego był bardzo silnym czarodziejem, nie miał więc zbyt wielkich szans.
Zadowolony mag wskoczył na uległego mu już konia i udał się do Ekhee. Jakież wielkie było zdumienie i zaskoczenie mieszkających tam ludzi gdy zobaczyli prowadzonego przez Fehliego Błyska. Osiodłał tam ogiera i z rana następnego dnia ruszył do Ofaba ze zdobyczą, a raczej na zdobyczy. Fehli dumny z siebie przemierzał pola i łąki Ahiburskiej Niziny. Przejechał przez Toch podziwiany przez mieszkających tam wieśniaków. Dotarł w końcu do Eskuz i do domu Ofaba, przywiązał konia do jednego z pobliskich drzew i tak jak ostatnio zastukał kołatką w drzwi.
- Jestem i schwytałem Błyska tak jak mi mówiłeś, stoi tu osiodłany i przywiązany do drzewa.
- Niemożliwe ? Faktyczni schwytałeś go, jestem pełen podziwu dla ciebie chłopcze. Chodź wejdź do środka. Rozgość- się. Musisz być- naprawdę niezłym łowcą skoro schwytałeś tego nieposkromionego ogiera. Chociaż myślałem że już nie wrócisz minął w końcu ponad rok od kiedy byłeś tu ostatnio.
- Trochę czasu minęło to prawda, ale tak naprawdę to jestem magiem boga Ilzo.
- Czarodziej ?! Który chce się ożenić- , a w dodatku jeszcze łapie dzikiego konia, to naprawdę niezwykłe. Zaskakujesz mnie chłopcze, może chcesz coś jeszcze powiedzieć- bo niezwykłym jesteś magiem.
- Nie no bez przesady nie jestem aż taki niezwykły - Fehli nie chciał się chwalić- pokonaniem demonów Afabolisa, Ofab mógłby się nie zgodzić- aby jego córka wyszła za kogoś kto naraził się w ten sposób (co prawda już oficjalnie nie istniejącemu) Kultowi.
- No dobra. Pewnie chciałbyś zobaczyć- Randis ? Nie ma jej jednak tu, choć- zaraz powinna wrócić- nie martw się. - Uśmiechnął się Ofab. Było to niezwykłe z jego strony po tym jak potraktował Fehliego przy pierwszym spotkaniu. - Więc jak ci na imię ? Bo ostatnio nie miałem okazji się dowiedzieć- .
- Jestem Fehli Jumo z Ag’Ojob, w prowincji Imsygard, Góry Brunatne.
- Tak wiem gdzie to jest, walczyłem tam kiedyś z Kultem podczas ostatniej Wielkiej Wojny. To kawałek drogi stąd. Żył tam w okolicy pewien mag Mudetaapa, żyje jeszcze ?
- Żyje na pewno byłem jego uczniem, a do Ag’Ojob jest parę kilometrów, ale droga przez niziny jest łatwa i przyjemna.
- To dobrze, dobry z niego człek. Zapewne chciałbyś zabrać- Randis ze sobą w rodzinne strony, jeśli się oczywiście zgodzi.
- Tak chciałbym ją wziąć- z nią ślub w moim rodzinnym miasteczku. Wszyscy tam na mnie czekają z niecierpliwością.
- Możesz ją wziąć- ze sobą, masz moją zgodę. Zostało mi jeszcze trochę życia, a nie chcę aby moja córka musiała się mną opiekować- jak będę już niedołężny i patrzyła jak umieram. A w tych ostatnich latach jakie mi tu pozostały chciałbym jeszcze zobaczyć- kawałek Kety, poczuć- się znów jakbym miał 80 lat. Ha i po to właśnie był mi potrzebny ten koń.
- A jak nie będzie chciała ze mną jechać- ?
- Na pewno się zgodzi, jest podobna do matki. A poza tym już moja w tym głowa, wiem że będzie z tobą szczęśliwa. Twój Bóg czuwa nad tobą.
I rzeczywiście, Randis zakochała się młodym magu jak tylko go ujrzała. I była najpiękniejszą kobietą jaką Fehli widział w swoim życiu. Jasna cera, długie blond włosy aż do łokci, oraz błękitne oczy wkomponowane w smukłą twarz. Przez kilka tygodni przebywali ze sobą i poznali się lepiej. Dowiedział się wielo o Ofabie, o tym jak walczył podczas ostatniej Wielkie Wojny, o rodzie Zamocz, z którego pochodził Ofab i którego miał się wkrótce stać częścią. Dowiedział się też o tragicznej śmierci żony Ofaba a matki Randis która zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Po licznych rozmowach i spotkaniach Randis zgodziła się jechać z Fehlim do Ag’Ojob i wyjść za niego.
- - Za dwa lata chciała bym jednak wrócić- tu w Góry Eskuz żeby odwiedzić- mego ojca.
- Dobrze ale nie puszczę cię samej.
- Nie musisz przyjeżdżać- , jak będę miał czas to odwiedzę was w Ag’Ojob - Ofab mrugnął jednym okiem do Fehliego. Te wiedział bowiem że Ofab nie przyjedzie do Ag’Ojob, ani nie będzie go tu już niedługo po tym jak wyjadą.
Z początkiem marca Fehli wraz z Randis ruszyli w drogę na dotychczasowym koniu Ofaba Ceji. Podróż przebiegała bez trudu, zatrzymali się też na trzy tygodnie w Mywir Tivora aby odpocząć i podziwiać miasto. W rzeczywistości chodziło jednak o to aby przeczekać u Tivora kilka dni. Na zachód od miast grasowała bowiem banda wyjętych z pod prawa złodziei i roninów, z którymi to miał wcześniej odczynienia Fehli podczas swojej ostatniej wizyty w Mywir. Młody mag nie chciał narażać swej przyszłej żony na niebezpieczeństwo podróży, związane z grasującą na drogach bandą. Roninowie zostali jednak szybko schwytani przez Służby Imperium, osądzeni i osadzeni w więzieniu Selga, zbudowanemu w wyrobionych krasnoludzkich kopalniach pod podziemnymi miastami w Górach Sajsi. Najcięższym więzieniu jakie kiedykolwiek istniało. Wkrótce po tym ruszyli w dalszą drogę do rodzinnego miasta Fehliego, aby tam pobrać się. Dalsza wędrówka przebiegała już bez żadnych przeszkód.
Przed odjazdem Ofab powiedział Fehliemu by ten opiekował się Randis tak bardzo jak tylko będzie mógł, powiedział mu również aby nigdy nie popełnił żadnego niegodziwego czynu, bo zemści się to na nim w straszliwy sposób.
Jak wam jednak wiadomo długo po tym jak Fehli ożenił się z Randis i po tym jak stworzył Zakon Pogromców Demonów...
- Która to godzina ? - Zapytał Adramel.
- A będzie gdzie koło północy. - odpowiedział jeden ze starych żołnierzy.
- Dobra idę już. Generał jest już pewnie wściekły że mnie tak długo nie ma.
- Ale jeszcze nie skończyłem mojej opowieści.
- Znam resztę całej historii z dzieciństwa, wiele razy ją słyszałem. A zbierać- się muszę bo nie mam zamiaru wysłuchiwać- gadaniny tego całego, wrednego elfiego magnata, barona, generała czy jak mu tam.
- No to żegnamy pułkowniku, miłej narady, ha ha ha.
- Niech się pan dobrze bawi. - śmiali się zebrani w karczmie żołnierze i oficerowie tak Haliburgu, Eifenburgu jak i najemnicy sił sprzymierzonych.
- Tak jasne. A żebyście wiedzieli. Poruczniku idziemy !
- Tak jest.
Pułkownik Adramel Saus wyszedł z jednym z poruczników Haliburgu, który przysłuchiwał się opowieści. Rzeczywiście była już od dawna noc. Na dziedzińcu prze koszarami, w których na parterze mieściła się karczma, nie było widać nikogo oprócz patrolujących żołnierzy Haliburskich. Po prawej widać było jeszcze dymiące zgliszcza zniszczonej przez orków jednej z głównych bram. Obaj oficerowie skierowali się w lewo do głównej twierdzy górującej na całym kompleksem na półokrągłej skale, zaraz obok wodospadu. Tam w najstarszej części zamku, mieściła się siedziba sztabu Barona Elinga, który planował uderzenie na zamek Gerhori, ostatni punkt jaki stał mu na drodze do zajętego przez Kult i obleganego przez Eifenburg - Bien’Mhu.

Data:

 10 lutego 2003 r.

Podpis:

 Chajr-Ad-Din

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=938

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl