DRUKUJ

 

Z cyklu: Leszek Knebelowicz

Publikacja:

 04-09-09

Autor:

 margot
Leszek K. zawsze był dumą swoich rodziców. Już jako trzylatek potrafił wyliczyć
ile kosztowała budowa Pałacu Kultury a w wieku pięciu lat
zaprognozował sprzedaż pluszowych misiów szytych przez rzeszę szwaczek ojca
i sprzedawanych na wschodnim rynku przez rzeszę mrówek szmuglujących też
na alkoholu. Leszek K. poszedł wcześniej do szkoły a mimo to czytał
zawsze szybciej niż jego rówieśnicy i na lekcje przychodził nauczony z
materiałem do przodu, z jakiej to przyczyny mama musiała często zajmować się
jego śliwkowymi podkowami pod oczami. Rok szkolny kończył z czerwonym
paskiem a maturę napisał w wieku 12 lat.

Mama zemdlała ze szczęścia, kiedy
dowiedziała się, że jej Leszek zaczyna studia jako dwunastolatek. O zdanym
egzaminie dowiedziała się przerywając oglądanie 2376 odcinka „Mody na
sukces", kiedy Bruk ledwo co nie poślubiła Ricza. Ekonomia zawsze była
konikiem Leszka K., ale najbardziej ukochał sobie wycenę przedsiębiorstw,
analizy finansowe i przepływy pieniężne. Leszek K. piął się po szczeblach kariery
a mama z dumą śledziła jego występy w „Pulsie Biznesu".

Będąc doktorem
habilitowanym Leszek K. wydał kolejną swoją książkę na temat metod wyceny
przedsiębiorstw, która przyniosła mu ogólnopolską sławę. Przedstawiał ją na
konferencjach, konsultował z kolegami równie jak on uwielbiającymi czerwone i
fioletowe skarpetki na znak wspomnienia z lat dzieciństwa.
Książka w niedługim czasie stała się bestsellerem w kręgach wypranych
kołnierzyków w kolorze blue.

Leszek K. miał swój gabinet i swoich doktorantów.
Któregoś roku, przyszła do niego studentka z pytaniem czy nie przyjąłby ją na
studia do jego katedry. Leszek K. bardzo polubił skromną Danusię, która często
pomagała mu w jego pracach. Jak się okazało, przyjęcie Danusi do swojego
grona nie było najlepszym pomysłem. O mały włos ta niewinna dziewczyna mogła
przyczynić się do pogrzebania pozycji Leszka K.

Któregoś razu Danusia musiała napisać artykuł. Postanowiła
więc skorzystać z bestselleru swojego mistrza. Ale dziewczę okazało się osobą
niezwykle dociekliwą. Zauważyła, że w książce mistrza jest błąd. Leszek K. nie
pokazywał swojej wściekłości na zewnątrz. Uchodził za osobę opanowaną,
chociaż nikomu nie przyznawał się do tego, że jego wieloletnim towarzyszem jest
nerwosol. Pierwszy raz podarowała mu go mama widząc szlochającego syna o
trzeciej nad ranem kończącego przygotowanie ostatniego rozdziału swojej pierwszej książki do druku. Bo Leszek K. zawsze dotrzymywał terminów!

Kazał więc Danusi znaleźć
książkę, która przyzna rację mistrza. Niestety wszystkie fakty przemawiały na
jego niekorzyść. Leszek K. łyknął sporą dawkę nerwosolu. Za dwa dni
konferencja a w następnym tygodniu wznowienie edycji jego książki. Po powrocie
do domu mama ściągnęła z Leszka K. przepoconą koszulkę z długimi rękawkami
mówiąc: " Tyle razy ci powtarzałam, że latem nie nosi się podkoszulki a tym
bardziej z długimi rękawkami" Ale Leszek K. był tak zestresowany, że nie zdołał
nawet zapisać rady mamy do szóstego już tomu pod tytułem: „Rady Mamy".
Myślał tylko o tym, co ma zrobić w takiej sytuacji. Leszek K. zasnął. W nocy
przyśnił mu się diabeł, który wciąż powtarzał jakieś słowo na k. Leszek K. wierzył,
że sny coś znaczą, bo był wychowany na tradycyjnych metodach. Często
wsadzany był do pieca, żeby mógł pozbyć się okrutnego kaszlu towarzyszącego
Leszkowi K. przez większość dzieciństwa. Rano znalazł na swoim krześle
drewniany przedmiot w kształcie doustnym. Mistrz niczym w transie nie
zakładając już żadnej podkoszulki udał się do swojego gabinetu i zapytał
Danusię czy mówiła komuś o jej nowym odkryciu. Kiedy Danusia zaprzeczyła
profesor włożył jej przedmiot w usta mówiąc: Proszę nie wyjmować tego knebla
dopóki nie pozwolę na to, to dla dobra nauki! Danusia jako dziewka niezwykle
posłuszna potrząsnęła twierdząco głową.

Odtąd na uczelni coraz częściej z roku
na rok pojawiali się doktoranci z zakneblowanymi ustami, którzy wcześniej
obiecali mistrzowi, że wytrwają dla dobra nauki. Powstał nawet sklepik z kneblami
im. Leszka K. Nikt nie wiedział zresztą, na czym polegał fenomen
zakneblowanych doktorantów, niemniej inni profesorzy wzięli z niego przykład i
czekali efektu. Leszek K. umarł 7 lat później na zawał serca i wrzody na żołądku.
Powiedział, że wyniki badań dotyczące knebli przedstawią jego doktoranci. Sam
wiedział, że nie zniósłby porażki, bo nigdy w życiu jej wcześniej nie doznał.

Data:

 luty

Podpis:

 M

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=8951

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl