|
|||||||||
|
Niedokończona histeria |
|||||||||
|
|||||||||
| Działo się to pod koniec lutego 2012 roku. Chris, student fortepianu na stanowym uniwersytecie w północnym Arkansas, zarezerwował sobie na niedzielę na godzinę osiemnastą salę koncertową. Planował poćwiczyć etiudy Chopina na koncertowym fortepianie. Jednakże, gdy przyszedł poćwiczyć, okazało się nagle, że w sali ćwiczy kwartet saksofonowy, który oświadczył, że mają salę zarezerwowaną do godziny dziewiętnastej. Chris był bardzo pilnym studentem i wkurzył się porządnie, doszło do ostrej wymiany zdań, ale saksofoniści nie ustąpili. Może po prostu pani sekretarka w biurze zapomniała wstukać jego rezerwację w komputer? Chris natknął się w budynku na swojego profesora, Stanleya Nyezvisky’ego i poskarżył się na kolegów. A profesor, idąc właśnie do domu, na parkingu spotkał panią Janet de Witt, młodziutką profesorkę saksofonu. Już dobrze wiedziała o całej scysji. „Sama osobiście zrobiłam w piątek po południu tą rezerwację” powiedziała Janet. Pożartowali sobie. „Gdyby to było sto lat temu, to pewnie nasi kowboje przychodziliby na uniwersytet uzbrojeni, co by to dopiero było?” żartował Stan Nyezvisky, a pani de Witt potakiwała, że, „thank God, jak to dobrze, że mamy już inne czasy”. W poniedziałek rano profesor Nyezvisky miał najpierw kilka spotkań. O ósmej rano dyskutowano o przyznaniu stypendiów na rok przyszły, budżet był tego roku bardzo ograniczony, ale Stanleyowi udało się uzyskać stypendia dla dwójki utalentowanych pianistów z Chin. O dziewiątej rano, w innym gronie, Stanley dyskutował awansy dwóch kandydatów na stanowisko profesora zwyczajnego. Przegłosowano je bezproblemowo, ale zabrało to całą godzinę, dopełniono przede wszystkim prawne wymogi godzinnej dyskusji. O godzinie dziesiątej Stanley udzielił wreszcie lekcji fortepianu. Yan Li grała całkiem dobrze Scherzo h-moll Chopina, a Ryan Johnson przyniósł bardzo świeżą Fantazję c-moll Mozarta. Po lunchu Stanley wziął udział w spotkaniu całego wydziału muzycznego, gdzie przez godzinę dyskutowano zmiany słownictwa w misji wydziału. Profesorowie Smith i Anderson wyszli bowiem z propozycją, by ze zdania „misją wydziału jest przyczynić się do wzbogacenia kultury muzycznej stanu Arkansas, Stanów Zjednoczonych i całego świata” usunąć słowa „całego świata”. Według nich słowa te były w niezgodzie z dokumentem założycielskim uniwersytetu z roku 1848, w której nie było wzmianki o „całym świecie”. Po godzinnej dyskusji dużą większością przegłosowano usunięcie tych słów. Nowa misja wydziału będzie teraz musiała być przegłosowana przez senat uniwersytetu oraz stanową radę powierniczą uniwersytetu. Cały proces zajmie około rok i gdy to nastąpi, wydział będzie musiał zmienić swą misję we wszelkich dokumentach. Stanley głosował przeciw tej zmianie, obawiając się, że ta zmiana będzie potem użyta do tego, by nie sprowadzać na uniwersytet studentów zagranicznych. O godzinie czternastej, po wykładzie na temat „Iberii” Albeniza na zajęciach z literatury fortepianowej Stanley miał godzinną przerwę. Spojrzał więc w swoją skrzynkę odbiorczą email. Było tam około trzydzieści nowych wiadomości. Ktoś sprzedawał fortepian i prosił o pomoc. Ktoś pytał o lekcje dla swego sześcioletniego syna. Ktoś pytał, czy może zostać zaproszony do Arkansas na koncert. Ktoś chciał oddać uniwersytetowi nuty na fortepian swojej zmarłej babci, która była absolwentką fortepianu z roku 1947. Organizator koncertu Stanleya w Sydney potrzebował natychmiast program koncertu, życiorys i zdjęcie. Koleżanka z sąsiedniego uniwersytetu w Missouri pytała, czy Stanley mógłby być jurorem na ich konkursie dla młodych pianistów za dwa tygodnie. Młody pianista z Brazylii pytał o stypendia, opisując swe dokonania artystyczne. Było też przypomnienie o głosowaniu na kandydatów do senatu uniwersytetu (głosowanie kończy się za kilka dni!) oraz informacja o obowiązku przeprowadzania ocen własnego nauczania wśród własnych studentów w systemie TEVAL. Dziekan prosił o nominacje na coroczne nagrody dla najwybitniejszych studentów. Znajomy ze studiów prosił o list rekomendacyjny, złożył bowiem podanie o pracę na uniwersytecie w Teksasie. Stanley wziął głęboki oddech i próbował choć uporządkować te emaile. Odpowie na nie później, według stopnia ich ważności. Dziś czekały go jeszcze trzy lekcje fortepianu. Nie dawał już rady. Miał dziś jeszcze poćwiczyć. Zamykał już swój laptop, gdy zauważył nagle kątem oka, że właśnie przyszedł email od jego szefa, doktora Mortensena, zaznaczony na czerwono jako „important”. Jego stosunki z szefem były od lat bardzo napięte. Stanley natychmiast przeczytał więc tą wiadomość: „Professor Nyezvisky, proszę potraktować ten email jako oficjalne ostrzeżenie. Uniwersytet nie będzie tolerował gróźb wobec członków naszej społeczności”. Stan, z rozdygotanym nagle sercem, nie wiedział, o co chodzi i odpisał natychmiast, prosząc o wyjaśnienie. „Nie potrzebuję Panu tłumaczyć. Pana zachowanie jest nie do zaakceptowania, szczególnie biorąc pod uwagę obecną sytuację w kraju. Profesor de Witt bierze pod uwagę oficjalne zażalenie w Pana sprawie. W porozumieniu z dziekanem powołam specjalny komitet, który zajmie się tą sprawą”. Stanley zapytał więc o co ma pretensje profesor de Witt, a w międzyczasie pomyślał, że powinien sprawdzić jaka jest „obecna sytuacja w kraju”. Zabrało mu to parę sekund. Okazało się, że była tego ranka strzelanina w liceum w Ohio, zginęło trzech młodych uczniów. Republikanie właśnie oferowali już „myśli i modlitwy”. A w międzyczasie nadeszła odpowiedź od Mortensena. Była równie zdecydowana: „Dziś po południu profesor de Witt przyszła do mojego gabinetu w szoku, cała zapłakana, mówiąc, że Pan właśnie groził jej i jej studentom użyciem broni palnej. Była tak przerażona, że bała się wyjść z mojego gabinetu. Zgodnie z naszymi przepisami będzie w tej sprawie postępowanie administracyjne. Jak może się Pan tak zachowywać, a już szczególnie w obliczu ostatnich wydarzeń w Ohio?”. Stanley, już trochę bardziej na spokojnie, wstukał w komputer szybką odpowiedź, że przyszedł dziś do pracy o ósmej rano, był cały dzień bardzo zajęty, aż do obecnej chwili nie wiedział nic o sytuacji w Ohio, a rozmowa z profesor de Witt, w której użył niefortunnego żartu, który, by the way, absolutnie nie był żadną groźbą, miała miejsce w poprzedni wieczór. Przez następne dwie godziny spocony Stanley starał się koncentrować na muzyce. Uczył Intermezza op. 118 nr 3 Brahmsa, Preludiów Debussy’ego i Sonaty e moll Haydna, co kilka minut sprawdzając nerwowo email w komputerze i w telefonie. I tak potoczył sią cały tydzień. Profesor Nyezvisky nie mógł zasnąć. Sprawdzał co kilka minut email. Po kilku dniach wyglądało na to, że sprawa ucichła, bo nie otrzymał już nigdy więcej od Mortensena żadnej korespondencji na ten temat. Od tego pamiętnego dnia Stanley unikał jak mógł profesor de Witt, a widząc ją w mieście czy na campusie grzecznie i szybciutko usuwał się z jej pola widzenia. Było jasne, że zapytanie jej osobiście co się właściwie stało byłoby potraktowane przez Mortensena jako dalsze zastraszanie i groźby. Stanley definitywnie nie miał zamiaru z Janet już nigdy rozmawiać, aż do samej emerytury. Kilka razy śniła mu się profesor de Witt jako Salome a Mortensen jako Herod. Lecz po kilku tygodniach pomyślał, że jest przecież możliwe, że cała ta afera została zainscenizowana przez Mortensena, który doskonale wiedział, że Stanley nie będzie miał odwagi porozmawiać z Janet. Może chciał dać Stanleyowi małą nauczkę, dla własnej przyjemności? Mortensen od lat nie cierpiał Stanleya. Możliwe, że Janet po prostu wspomniała mu o niedzielnym zajściu, a on, gdy tylko usłyszał o strzelaninie w Ohio po prostu wymyślił i poukładał sobie całą resztę. Było to intrygujące, że spotkana przez przypadek w korytarzu Janet uśmiechnęła się do Stanleya tak jakby nic nie wiedziała o swych własnych oskarżeniach... Na jesieni profesor Stanley Nyezvisky otrzyma od dziekana coroczną ocenę swej działalności pedagogicznej i artystycznej. Znajdzie w niej zdanie o „budzącym niepokój, potencjalnie nieprofesjonalnym zachowaniu wobec koleżanki w pracy”. |
|||||||||
|
|
|||||||||
|
|||||||||
|
|
|||||||||
|
Powyższy tekst został
opublikowany w serwisie opowiadania.pl. |
|||||||||