DRUKUJ

 

Pęknięcie - Rozdział 3

Publikacja:

 26-01-10

Autor:

 Hitomi44
ROZDZIAŁ 3

Puste opakowania po chińszczyźnie zajmowały stolik kawowy, a dziewczyny siedziały na dywanie, syte i milczące. Cisza rozlewała się między nimi od kilkunastu minut, ale niepokój powoli ustępował pod wpływem bliskości, którą mogły się podzielić. W tle leciała właśnie jedna z ulubionych piosenek Nisy – Turning Page zespołu Sleeping at Last.
Doskonale pamiętała moment, w którym usłyszała ją po raz pierwszy. Pracowała wtedy nad artykułem o profilaktyce raka piersi, mając włączoną muzykę w losowym wyszukiwaniu. Urwała pisanie w środku zdania, gdy dotarły do niej pierwsze nuty fortepianu, a po chwili odpłynęła razem z falą dźwięków. Jej serce wypełniło się tak wielkim uczuciem, jakby miało zaraz pęknąć. Nie zauważyła kiedy niekontrolowane łzy zaczęły spływać po jej policzkach.
Teraz, słuchając jej w tle, czuła pulsowanie melodii w żyłach, ale myśli miała zajęte czymś zupełnie innym.
Po powrocie do domu Ellie wparowała do pokoju Nisy i zarządziła zebranie w salonie, więc teraz siedziały tu i próbowały zrozumieć, jak bardzo zwariowały.
— Dobra. Podsumowując — odezwała się w końcu Ellie — obie coś widziałyśmy i trwało to w najlepszym wypadku kilka sekund. Zastanawia mnie jednak to, że widziałyśmy to mniej więcej o tej samej porze. I… jesteśmy pewne, że to nie było przewidzenie?
No jasne, że nie były tego pewne, a to pytanie padło już trzeci raz, pozostając bez odpowiedzi. Przewidzenie. Słowo zawisło między nimi, jak pyłek kurzu, którego nie można się pozbyć.
— Wybacz mi to pytanie, ale… — powiedziała cicho Ellie, zanim uniosła głowę i spojrzała przyjaciółce w oczy — czy ty wiesz coś więcej niż mi powiedziałaś?
— Nie — Nisa odpowiedziała szybko i bez zastanowienia. — Wiesz wszystko. Po prostu od wczoraj czuję ciągły niepokój, który powoli narasta. Gdybyś nie powiedziała, że widziałaś praktycznie to samo, to pomyślałabym, że mam kolejny epizod lękowy — zastanowiła się przez chwilę. — Chociaż jeszcze nigdy nie był aż tak realistyczny.
Położyła się na podłodze, zakrywając oczy ramieniem.
— Nie wiem, co się dzieje, Ell.
Dziewczyna podeszła do niej na czworaka i położyła się obok, obracając głowę w jej stronę.
— Obiecaj mi coś.
— Co takiego? — westchnęła Nisa i też spojrzała, wyczuwając powagę w jej głosie.
— Nie ukrywaj niczego przede mną — jej niebieskie tęczówki przewiercały na wylot. — Przysięgnij.
Nisa przewróciła oczami, na co Ellie zmarszczyła groźnie brwi:
— Przysięgnij na paluszek! Nawet nie waż się wykręcać!
Przysięga na paluszek, pokazuje, jak poważna jest sprawa – ten rodzaj to najwyższy poziom paktu, nierozerwalny nawet w przypadku choroby, zdarzeń losowych, uderzenia meteorytu lub nagłej śmierci. Tutaj nie było miejsca na żarty.
Nisa uniosła się na łokciu i przywołała na twarz całą powagę, na jaką było ją stać. Wyciągnęła rękę z wyprostowanym najmniejszym palcem i powiedziała poważnie:
— Przysięgam, Ell.

Kolejne trzy dni robocze nie przyniosły żadnych dziwnych zdarzeń. Choć uczucie niepokoju wisiało w powietrzu, Nisa oddała się pisaniu artykułów zleconych na ten tydzień, a Ellie siedziała do późna w agencji ze względu na duży kontrakt z firmą kosmetyczną. Nie widywały się zbyt często, ale postanowiły nadrobić to w weekend.
Dlatego właśnie dziś wystroiły się w swoje najlepsze kiecki i podjechały samochodem pod restaurację. Co prawda była to zwykła burgerownia, ale w oficjalnej nazwie używano sformułowania „restauracja”, więc miały prawo ładnie się ubrać.
Zajęły mały stolik przy oknie i czekały na przygotowanie zamówienia. Było sobotnie popołudnie, więc lokal pękał w szwach, ale kompletnie im to nie przeszkadzało. Gwar rozmów zagłuszał ich własne głosy, więc głównie obserwowały otoczenie.
Jak na razie największym wydarzeniem był dramat dziecka, któremu trafiła się nie taka zabawka w zestawie z niespodzianką. Pisk, który następnie przerodził się we wrzask, był tak głośny, że przyciągnął spojrzenia wszystkich ludzi wokół. Mała kilkuletnia dziewczynka przeżywała swój największy koszmar, gdy okazało się, że zamiast kucyka pony, trafiła na figurkę żółwia ninja. Po spektakularnym rzuceniu się na podłogę, rodzice postanowili opuścić przybytek, z zarumienionymi ze wstydu policzkami i wijącym się dzieckiem na rękach.
W końcu zamówienie dziewczyn dotarło do ich stolika i mogły zająć się jedzeniem. W międzyczasie nadal rozglądały się dookoła i posyłały sobie spojrzenia i mruknięcia, gdy zauważyły coś ciekawego.
W pewnym momencie Ellie kopnęła pod stolikiem nogę Nisy. Przestała na chwilę jeść i zapatrzyła się w ten jeden punkt. Wskazała głową za jej plecy.
— Ktoś na ciebie patrzy — szepnęła.
Nisa zerknęła za siebie, starając się zrobić to niepostrzeżenie, ale gdy kątem oka zauważyła to samo co przyjaciółka, po prostu obróciła się na krześle.
To był on.
Chyba.
Granatowa kurtka i czarny kaptur na głowie ukrywały twarz i sylwetkę faceta kilka stolików dalej. Jego pozycja sugerowała, że jest całkowicie pochłonięty jedzeniem i patrzeniem w ekran telefonu.
Nisa powoli wróciła do Ellie i przez chwilę patrzyły na siebie czując narastający niepokój. Ich serca zaczęły bić w tym samym przyspieszonym rytmie.
— Co robi? — zapytała po chwili Nisa samym ruchem ust.
Ellie wzruszyła ramionami, po czym sięgnęła po telefon leżący na blacie i zrobiła zdjęcie. Mężczyzna na zdjęciu nadal zajmował się jedzeniem i scrollowaniem.
— Może wpadłaś mu w oko? — zapytała cicho.
Nisa spojrzała na nią z uniesioną brwią. Ten tydzień obfitował w zbyt wiele przypadków.
— Idziemy stąd? — kolejny szept przyjaciółki.
To było dobre pytanie. I w sumie miały w tym momencie trzy wyjścia: wybadać faceta, udawać, że nic się nie dzieje albo po prostu uciec. Po krótkiej wymianie spojrzeń, postawiły na tę pierwszą opcję. Być może chciały zyskać choć trochę kontroli nad ostatnim chaosem.
Nisa uśmiechnęła się sztucznie i podniosła z krzesła. Poruszała się powoli, lawirując między stolikami i krzesłami. Chciała pozornie zupełnie przypadkowo trafić na drogę w pobliżu nieznajomego. Była już bardzo blisko, ale nadal nie mogła dostrzec twarzy mężczyzny. Z cienia kaptura wyłaniały się tylko usta, wykrzywione w ironicznym uśmiechu i mocno zarysowana linia szczęki. Gdy go mijała, nonszalancko sięgnął po kolejną frytkę i dalej czytał coś na ekranie. Nie zauważyła tam niczego charakterystycznego. Może po prostu przeglądał wiadomości.
Co ty kombinujesz?
Przez chwilę miała ochotę się zatrzymać, ściągnąć mu ten cholerny kaptur i zaspokoić ciekawość. Szczególnie, że teraz wydawał się kompletnie obojętny na jej obecności.
Niechętnie dotarła do łazienki. Umyła ręce i oparła o umywalkę, patrząc w lustro. Orzechowe oczy były czujne, choć zmęczone. Co ty wyprawiasz? Przez ułamek sekundy ogarnęły ją wątpliwości. Opuściła powieki, czując narastający ból głowy. Odetchnęła głęboko, choć klatka piersiowa ledwo się uniosła. Po chwili zebrała się w sobie, ale otwierając drzwi, wiedziała już, że zaraz przekroczy coś więcej niż tylko próg toalety.
Chciałaby się pomylić.
Dźwięki sali dobiegały jakby z oddali. Powietrze stało się dziwnie nieruchome i ciężkie. Wilgotne. I choć zimą nie było to nic wyjątkowego, zapach był zupełnie inny. Nie pasował do smażonych frytek i burgerów. Serce wybijało jej powolny rytm kroków. Czas stał się gęsty. Trzy kroki, które musiała pokonać wcześniej po skręceniu za róg, stały się teraz trzydziestoma. W końcu zauważyła Ellie siedzącą na swoim miejscu. Wyglądała na kompletnie zdezorientowaną. Inni ludzie poruszali się wolniej, ale każdy nadal był pochłonięty własnymi sprawami. Ruszyła w jej stronę, mijając uśmiechnięte dzieci i ich rodziców. Nie od razu dotarło do niej, że zakapturzony mężczyzna zniknął. Na jego stoliku zostały tylko niedojedzone frytki i pogniecione serwetki. Nagle jej uwagę przyciągnął migoczący ruch przy drzwiach restauracji. Ellie podążyła za jej spojrzeniem i uniosła się z krzesła. Jej twarz zbladła, a oczy stały się wielkie jak u łani w świetle reflektorów.
Przez szczelinę pod drzwiami wlewała się woda. Powoli i bezgłośnie rozlewała się szerokim łukiem. Nisa zbliżyła się do niej, aż omyła podeszwy jej butów. Wyjrzała przez szklane drzwi, ale świat poza nimi wydawał się normalny – zachmurzone niebo, ruch samochodów, sporadyczni przechodnie. Wróciła spojrzeniem do kałuży i pochyliła się lekko, żeby znaleźć jej źródło. Wyglądało to tak, jakby brała swój początek wprost z progu. Jakby wybijała z jakiejś ukrytej szczeliny między płytkami. Była nieprzejrzysta i wydawała się bardziej gęsta niż zwykła woda.
Ellie obserwowała zafascynowana, jak ciecz dosięga stóp ludzi siedzących przy stolikach. Nadal byli nieświadomi tego, co się dzieje. Nisa wróciła do stolika, pluskając cicho przy każdym kroku, i usiadła naprzeciwko niej.
— Gdzie podział się ten facet? — zapytała, jakby nic innego nie miało znaczenia.
— Nie wiem. Chyba wyszedł — Ellie wzruszyła ramionami, nie przerywając mięcia i rozrywania papierowej serwetki na kawałeczki. — Co się dzieje?
— Nie mam pojęcia — Nisa pokręciła powoli głową i mówiła prawdę.
Gdy ostatnie słowo unosiło się jeszcze w powietrzu, drzwi restauracji stanęły nagle otworem, a woda wlała się do środka falą na tyle dużą, że momentalnie jej poziom sięgnął do kostek. Zimno, które wdarło się im do butów było paraliżujące. Jednocześnie wstrzymały oddech. Nisa wyciągnęła rękę i objęła dłoń Ellie. Trzymały się kurczowo, licząc mijające sekundy i czując, jak lodowate macki pełzną coraz wyżej po ich nogach. Zadrżały, wpatrując się w siebie przerażonymi oczami.
A potem po jednym mrugnięciu wszystko nagle zniknęło. Woda. Zimno. Gęsia skórka na ramionach. Powietrze wypełniły zwyczajne zapachy i dźwięki.
Oprócz jednego…

— Cześć — rozległ się męski głos tuż obok nich.

Data:

 Styczeń 2026

Podpis:

 Hitomi

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=82758

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl