|
|||||||||
|
Elita : LOST |
|||||||||
|
|||||||||
| ELITA: LOST Część I – Start Poranek był chłodny i cichy. Na płycie lotniska wojskowego unosiła się mgła, przysłaniając sylwetki stojących w rzędzie żołnierzy. „Elita” — dziesiątka ludzi, którzy przeszli przez szkolenia, testy i misje, jakich większość nie chciała nawet wspominać. Teraz mieli wyruszyć w kolejną — tajną operację pod kryptonimem „Echo-17”. Samolot transportowy C-130 stał gotowy do startu. Jego silniki ryczały, a zapach paliwa mieszał się z napięciem, które czuć było w powietrzu. Kuba, dowódca drużyny, stał z rękami skrzyżowanymi na piersi i obserwował swoją ekipę. Każdy miał własny rytuał przed misją — Stefan sprawdzał broń, Daria poprawiała kaburę, a Krzychu żartował, że jak wrócą, to chce tydzień przepustki i nowy materac w koszarach. — Zbiórka! — krzyknął Kuba. — Wchodzimy na pokład, pełne skupienie. Szczegóły misji poznacie w powietrzu. Paulina spojrzała na Martę i uśmiechnęła się niepewnie. — Czujesz to? Coś w tym locie mi nie gra… — Zawsze coś ci nie gra — mruknął Jeżu, zakładając hełm. — To tylko kolejny kurs z punktu A do B. Drzwi samolotu zamknęły się z głośnym szczękiem. Światło wewnątrz przygasło, gdy maszyna zaczęła kołować. Wibracje silników wypełniły kadłub, a chwilę później wszystko uniosło się w powietrze. W środku panowała rutyna: przegląd sprzętu, ciche rozmowy, sapanie w słuchawkach. Jednak gdy minęli nad oceanem, coś się zmieniło. Radiostacja zaczęła szumieć, a wskaźniki przy radarze zamigotały na czerwono. — Dowódco, tracimy łączność — powiedział Wiktor, pochylając się nad panelem. — Wszystkie częstotliwości padły. Kuba spojrzał na Stefana. — To burza? — Na radarze czysto — odpowiedział z napięciem. — Ale czuję… coś nie gra. Wtedy samolot gwałtownie szarpnęło. Cała Elita rzuciła się w fotelach. Zgasło światło, z głośników popłynął przerywany komunikat: > „Uwaga… awaria silnika… przygotować się do ewakuacji…” Powietrze przeszył huk eksplozji. Prawy silnik stanął w płomieniach. Przez okno widać było ocean, który z każdą sekundą zbliżał się coraz szybciej. — PASY! — wrzasnął Kuba. — TRZYMAĆ SIĘ! Samolot runął w dół. Krzyki, metaliczny zgrzyt, trzask pękającej konstrukcji. Potem — tylko ciemność. … Kiedy Kuba otworzył oczy, usłyszał szum fal. Leżał na piasku, obok wraku, z raną na czole. Wokół porozrzucane skrzynie, dym i ciała. — HALO! — zawołał zachrypniętym głosem. — Czy ktoś żyje?! Z dżungli wyłoniła się sylwetka — Stefan, cały w błocie, ciągnący za sobą ranną Darię. — Mamy kilku żywych — powiedział ciężko. — Ale to nie koniec, Kuba. Zobacz… Dowódca odwrócił się. W oddali, za linią palm, unosił się dym. Ale nie z ich wraku — z głębi wyspy. > Elita nie wiedziała jeszcze, że „Echo-17” nie było zwykłą misją. A wyspa, na której się znaleźli, miała swoje własne zasady. |
|||||||||
|
|
|||||||||
|
|||||||||
|
|
|||||||||
|
Powyższy tekst został
opublikowany w serwisie opowiadania.pl. |
|||||||||