DRUKUJ

 

Pi耩 Domen: Opowiadania - Przyjaciel: cz. 12

Publikacja:

 23-05-03

Autor:

 MKP
安iat這 wczesnego poranka pog豉ska這 klasztorne mury pogr捫one w 瘸這bie po setkach m這dych m篹czyzny, kt鏎zy dokonali tu 篡wota, modl帷 si do Arkturosa o bezbolesn przemian. Nawet je郵i by豉 dla nich szansa na ratunek, to kilkudniowa podr騜 spod Planfert przypiecz皻owa豉 losy wi瘯szo軼i z ci篹ko rannych.

畝dna z zakonnic czuwaj帷ych w lazarecie nad tymi, kt鏎zy jeszcze toczyli bitw o 篡cie, nie zauwa篡豉 nadej軼ia kolejnego dnia, a Matka Sainik nie stanowi豉 w tym wypadku wyj徠ku. Ca陰 noc wspiera豉 swoje podopieczne, jak tylko mog豉 i gdyby nie wie嗆 o przybyciu genera豉 dowodz帷ego kontratakiem, nie opu軼i豉by lecznicy przez kolejn dob.

Genera Herman Skortel, stary wilk po逝dnia, ze zgroz patrzy, jak przerzucano zw這ki jego ludzi na podstawione powozy i wywo穎no do spalenia. Wyznawcy Arkturosa nie praktykowali poch闚k闚, wierz帷, i ogie przynosi bosk przemian i uwalnia dusz od martwego cielesnego wi瞛ienia.

– Panie generale, co z nimi robimy? – spyta telmia雟ki piechur, wskazuj帷 berdyszem na grup pokiereszowanych sungardzkich je鎍闚, kt鏎zy pod obstaw wojskowych wyczekiwali na os康.

Skortel otrz御n掖 si z pochmurnych rozmy郵a i spojrza na wskazanych piechur闚. Jeden z nich mia prowizoryczny opatrunek przesi彗ni皻y 鈍ie膨 karminow krwi, dw鏂h kolejnych odnios這 ci篹kie rany ci皻e, a ostatni, z twarz blad jak nieboszczyk, ledwie siedzia oparty o mur.

Genera by 鈍iadkiem tego, co pasiaste nied德iedzie wroga robi造 z rannymi. Gniew i ch耩 zemsty wzi窸y g鏎 nad etyk rycersk. Zas瘼i wzrok, splun掖 s捫ni軼ie i doby miecza.

– Ten brodaty z opask na 豚ie wygl康a na wysokiego rang; jego przes逝cham. Reszt dobi. Mamy wystarczaj帷o swoich rannych do opieki.

– Je郵i ktokolwiek wyci庵nie miecz w tych murach, to osobi軼ie utn mu nim 貫b! – rykn窸a Matka Sainik, koncentruj帷 na sobie ca陰 uwag.

– Z ca造m szacunkiem… Ma這 Matka ma roboty z naszymi? A to w豉郾ie dzi瘯i nim. – Skortel wskaza palcem na sungardczyk闚.

Matka podesz豉 do niego szybkim pewnym krokiem.

– TU!… Nie ma WASZYCH… NASZYCH ani SWOICH! – wyja郾i豉 z emfaz i dost徙i豉 do genera豉 tak blisko, 瞠 ten odruchowo zacisn pi窷 na r瘯oje軼i. – TU! – kontynuowa豉, uderzaj帷 go zaczepnie palcem w napier郾ik. – TU jest sanktuarium, gdzie leczy si wszystkich: niezale積ie od tego, kim s.

– Ale oni… – Skortel podj掖 obron.

– Historia uczy – wesz豉 mu w s這wo ¬– 瞠 dzisiejsi ONI to jutrzejsi MY. No, chyba 瞠 genera zapomina, sk康 si tu wszyscy wzi瘭i鄉y i co zrobili鄉y z poprzednimi osadnikami, 瞠by m鏂 tu by? Po minie widz, 瞠 z histori nie jest pan na bakier, panie generale. – U鄉iechn窸a si drwi帷o.

Skortelowi zagotowa豉 si krew, ale nie pyskowa. Tylko jego twarz przyj窸a czerwony ceglany kolor.

Pu軼i uchwyt broni.

– Mistrzyni Karevis! – Tatiana przywo豉豉 mistyczk, kt鏎a rozdawa豉 wod i prowiant l瞠j rannym u這穎nym pod arkadami okalaj帷ymi dziedziniec.

Milena odstawi豉 mis i podbieg豉 do Matki.

– Tak, Matko Sainik?

– Zatamuj krwawienie tego bladego Sungardczyka. On tu zaraz zejdzie.

– Oczywi軼ie, Matko – przytakn窸a mistyczka i ruszy豉 w stron pilnowanej grupki zbrojnych.

– Frolrencjo! Nino! – Tatiana zawezwa豉 dwie adeptki. – Opatrzcie pozosta造ch je鎍闚 i zszyjcie 貫b temu brodatemu: leje si z niego jak z zarzynanej 鈍ini. – Nakaza豉 i rzuci豉 Skortelowi gro幡e spojrzenie. – Starczy ju 鄉ierci na dzisiaj. Rozumiemy si? – sykn窸a mu w twarz i nie czekaj帷 na odpowied, ruszy豉 w stron wewn皻rznej bramy.

Wspominany brodaty Sungurdczyk, na kt鏎ego pokrwawionej zbroi widnia造 insygnia Oru雟kich Skrzydlatych je寮嬈闚, odprowadzi Matk wzrokiem a do miejsca, w kt鏎ym znikn窸a za murem. Wtedy jedna z si鏀tr, ze szczer pogard w g這sie, nakaza豉 mu zagry潭 podan 軼ierk zaplecion w gruby supe.

– B璠zie bola這 – warkn窸a.

Nim zd捫y zacisn望 z瑿y na materiale, dziewczyna zacz窸a odrywa przyklejony do rany opatrunek bez nale篡tej delikatno軼i.

Czerwie sp造n窸a mu na oczy. Nawet nie j瘯n掖, cho b鏊 by potworny.



****************************************************************



W sali zgromadze telmia雟kiego pa豉cu, panowa豉 nienaturalna cisza. Zwyczajowe szepty prowadzonych pok徠nie rozm闚 ust徙i造 grobowej atmosferze i nawet kr鏊, cho targany przez delirium, siedzia teraz pokornie, w napi璚iu wyczekuj帷 raportu z frontu.

Dostarczenie tych wie軼i przypad這 diukowi Lindanowi, jako 瞠 to w豉郾ie Linden by formalnym zwierzchnikiem Telmia雟kiej armii. Niet璕a mina i ci篹ki oddech arystokraty nie zapowiada造 opiewania sukces闚: nikt te na to nie liczy, gdy miasto by這 pe軟e rannych z frontu, kt鏎zy nie ukrywali tego, jak potoczy豉 si bitwa o Planfert. Jedynie kr鏊 nie by do ko鎍a pewien, co si wydarzy這, ale czu w ko軼iach, 瞠 jego dalsze beztroskie 篡cie stoi pod znakiem zapytania.

Pozostali diukowie, hrabina i Matka Sainik chcieli tylko wiedzie, jak bardzo 幢e by這 w rzeczywisto軼i. Marazm udziela si nawet pi鏎om w kapeluszu Halendora, kt鏎e oklap造 na stylowe rondo.

– Diuku Lindenie… – rozpocz掖 Artwell, kt鏎y nie m鏬 ju wytrzyma ciszy. – Prosimy o prawd: bez owijania w bawe軟 i robienia z逝dnych nadziei.

Linden powsta i opar ramiona o blat wiekowego sto逝; tego samego, przy kt鏎ym pokolenia jego przodk闚 walczy造 o przywileje, a w ko鎍u uda這 im si wyrwa w豉dz z r彗 kr鏊ewskiego rodu. Niestety los wybra w豉郾ie jego, 瞠by przypomnie oligarchom, i owa w豉dza niesie ze sob tak瞠 odpowiedzialno嗆.

– Panowie i panie. – Podni鏀 g這w. – Po niespodziewanej inwazji Sungardzkiej armii na po逝dnie naszego ksi瘰twa wyznaczy貫m najlepszego genera豉, aby poprowadzi kontratak i wyzwoli Planfert spod jarzma okupanta. Dwa regimenty piechoty wraz z kilkoma szwadronami kawalerii wyruszy造 niezw這cznie, zmierzy si kilkutysi璚znym oddzia貫m cesarskich miecznik闚 i ich ci篹k jazd. Wywiad doni鏀, i miejscowa ludno嗆 prowadzi豉 walk partyzanck i, tworz帷 zagony, mocno k御a豉 wroga z ka盥ej strony: nie mogli鄉y czeka, a Sungard opanuje ten ba豉gan. Uderzyli鄉y natychmiast, z pe軟 si陰. Armia naje寮嬈y by豉 liczna, ale my mieli鄉y przewag taktyczn. Wygraliby鄉y, gdyby nie… – diukowi zadr瘸 g這s. – Gdyby nie te potwory, kt鏎e wylaz造 z lasu i zaatakowa造 praw flank. Nie wiem, dlaczego zwiad zawi鏚, ale nie mogli鄉y odeprze takiego ataku. Nied德iedzie uderzy造 w naszych bez lito軼i, rozrywaj帷 cia豉 i pancerze. Odci瘭i nam drog ucieczki i zacz瘭i ubija jak byd這. – Zacisn掖 pi窷ci a zbiela造 mu knykcie. – To by豉 skrupulatnie przygotowana inwazja… Od dawna planowana i przemy郵ana.

– Diuku – przerwa豉 mu hrabina – wiemy, co si sta這, ale nie wiemy co dalej. Co planuje Sungard? Czy s gotowi podj望 rokowania?

– S, hrabino Kadmantel – oznajmi Linden i bez entuzjazmu si璕n掖 po zw鎩. Opatrzony piecz璚i s這鎍a papirus rozwin掖 bardzo powoli, zupe軟ie jakby chcia cho熲y o chwil op騧ni odczytanie tre軼i.

– Ja郾ie o鈍iecony Cesarz Sungardu Ferdynand Pierwszy Tares o鈍iadcza, co nast瘼uje: Telmonton natychmiast z這篡 bro i zaniecha wszelkiego oporu wobec 鈍i皻ej krucjaty w celu zjednoczenia rasy ludzkiej, a podleg豉 kr鏊owi arystokracja oficjalnie zrzeknie si stanowisk pa雟twowych…

– To oburzaj帷e! Wstr皻ne! Co on sobie my郵i ten… Ten suczy syn! Warcho! – kl窸a hrabina, a jej wachlarz trzepota jak skrzyd豉 poirytowanego kolibra.

– To jeszcze nie koniec… – obwie軼i Linden.

– Czytaj! No… Dalej! – ponagla go zaczepnie Artwell. – Czytaj, co nas czeka, kiedy odpu軼imy miasto.

Linden rzuci mu ostrzegawcze spojrzenie, ale ze wzgl璠u na sytuacj zignorowa zniewag i kontynuowa:

– W豉dza zostanie przekazana w r璚e sungardzkiego namiestnika: oficjalnie, przy uczestnictwie wszystkich mo積ych ksi瘰twa, kt鏎zy tu po ceremonii, b璠 mieli dob, aby opu軼i teren Telmonton.

Wojska Cesarstwa Sungardu zapewni im eskort a do granicy z Walonem.

– Nigdy! – Artwell uderzy ber貫m o st馧. – Nigdy nie do鈍iadczy貫m takiej zniewagi! – Ten b瘯art wyskrobany! Ta szuja! Ten cesarzyna w mord bi…

– Prosz da diukowi sko鎍zy – wtr帷i si Halendor, kt鏎y zalewany potem zdj掖 kapelusz i wytar wysokie czo這 zwie鎍zone idealn 造sin.

– Dzi瘯uj, Halendorze – westchn掖 Linden i przeszed do ostatniej cz窷ci ultimatum.

Po uznaniu Cesarza za w豉dc prowincji Telmonton odb璠zie si chrzest miasta i jego ofiarowanie Matce Imaltis oraz jej wiernemu pos豉鎍owi, Cesarzowi Ferdynandowi Pierwszemu, kt鏎y to oficjalnie og這si obywateli Telmonton bra熤i i siostrami Sungardu: bez podzia堯w i na r闚nych prawach.

Koniec.

– Niech sobie w dup wsadzi te roszczenia! ¬– wypali nagle kr鏊, powstaj帷 z tronu. – Mnie si ta w豉dza nale篡! Z dziada pradziada! – uderzy si w pier i opr騜ni podstawiony kielich jednym haustem.

– Tobie! – Artwell ruszy w stron monarchy jak rozsierdzony nied德ied. – Tobie, 瘸這sna namiastko swoich przodk闚! – Rzuci mu wrogie spojrzenie. – Tobie, to si akurat g闚no nale篡! – Kr鏊 zrobi wielkie oczy i 造pn掖 na stra積ik闚 z nadziej na wsparcie.

Nawet nie drgn瘭i. Przysiad na miejscu.

– Lindenie, kiedy dotr pod mury!? – Artwell rykn掖 w stron diuka.

– Zwieraj szyki w obozie o dwa dni drogi st康: w najgorszym wypadku mamy dwa dni.

– Wiec przygotuj ka盥ego, kto mo瞠 utrzyma miecz w r瘯u! B璠ziemy si broni do ostatniego piechura, kurwa 瞠 jego ma!

– B璠ziemy? – wtr帷i豉 si Matka Sainik. – B璠ziecie, diuku Artwell? – powt鏎zy豉. – Wy, czy to Telmianie b璠 walczy i umiera, 瞠by ochroni wasze maj徠ki i przywileje?!

– Nie wa si tak do mnie m闚i, wied幟o! – Artwell pogrozi Tatianie bu豉w.

Matka, nie pozostaj帷 d逝積, dopad豉 do niego jednym susem i przypar豉 zwaliste cielsko arystokraty do kolumny.

Diuk poblad.

– B璠 m闚i, co b璠 chcia豉, a ty jeste nie mniej 瘸這sny od tego trz瘰帷ego si pijaka. – Wskaza豉 na kr鏊a.

– Matko Sainik… Prosz. – Halendor z豉pa j za rami; wygl康a przy tym, jak ma造 panicz, kt鏎y prosi rodzicielk, 瞠by nie bi豉 ojca. Tatiana odst徙i豉 od Artwella i odwr鏂i豉 g這w w stron Lindena i Hrabiny.

– Je郵i nie skapitulujecie teraz, to za kilka dni ka盥e z was straci g這w i poci庵nie za sob tysi帷e niewinnych, i w imi czego!? Co!? Zachowania wygodnego rozpustnego 篡cia!? Widzia豉m, co te pasiaste potwory potrafi zrobi z do鈍iadczonym rycerzem; ranni i cywile to dla nich tylko zak御ka.

– Nied德iedzie nie umiej si wspina, Matko Sainik – o鈍iadczy豉 niespodziewanie Hrabina – a Telmonton ma wysoki mur – dopowiedzia豉, daj帷 sygna, 瞠 nie poprze kapitulacji.

– Zatem zapytajmy Kr鏊a – o鈍iadczy spokojnie Linden i popatrzy na przera穎nego monarch. – W ko鎍u to jego pierwszego zetn, 瞠by unicestwi lini dziedziczenia, je郵i oddamy miasto. Nie nam decydowa o twoim 篡ciu, panie – odda pok這n.

Kr鏊 zblad i polu幡i paski od dubletu. Hrabina u鄉iechn窸a si lekko i zakry豉 twarz wachlarzem.

Niez貫 zagranie Linden, pomy郵a豉, naprawd nie幢e.

Data:

 2021-2022

Podpis:

 MKP

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=82050

 

Powy窺zy tekst zosta opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do tre軼i nale膨 do ich tw鏎cy. Wszelkie prawa zastrze穎ne.
Szczeg馧y na stronie opowiadania.pl