DRUKUJ

 

Fioletowy motyl ROZDZIAŁ 1

Publikacja:

 20-05-11

Autor:

 zapachprozy
ROZDZIAŁ 1

Klara i Mikołaj Marczukowie bardzo długo starali się o dziecko. Od ponad dwóch lat czekali na cholerną kreskę na teście ciążowym. Gdy pewnego ranka wreszcie się pojawiła, Klara wybiegła z toalety, skacząc pod sufit ich wynajmowanego mieszkania i krzycząc z radości. Za chwilę w drzwiach pokoju stanął Mikołaj, orientując się o co chodzi. Nie dał rady nic powiedzieć, ani się ruszyć. Stał tylko jak wmurowany w podłogę, a po jego policzkach płynęły wielkie krople.
Po tygodniu udali się do ginekologa, aby potwierdzić ciążę i sprawdzić czy przebiega ona pomyślnie.
- Gratuluję. Trafił pan na podwójną kumulację - powiedział lekarz ściskając dłoń Mikołaja.
Ten nie od razu zrozumiał, ale za chwilę zmiarkował że chodzi o bliźnięta. Najpierw zbladł, a następnie wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu i podziękował. Spojrzał na Klarę, leżącą na kozetce. Nie widział jej w takim stanie nigdy, choć znał już od wielu lat. Na jej twarzy malowało się nieopisane szczęście.

Mikołaj Marczuk był architektem. Projektował głównie dla dużych deweloperskich molochów. Zarabiał bardzo przyzwoicie, a zarazem pracował przy czymś co sprawiało ogromną satysfakcję. Zważywszy na to, że nigdy nie miał swojego domu, był szczęśliwy tworząc je obcym ludziom.
Wychowywany był w gdańskim domu dziecka przez całe grono pedagogów, psychologów i opiekunów, którzy na próżno starali się zastąpić rodziców. Nie było to jakieś patologiczne miejsce, w którym krzywdzono dzieciaki, ale miało też kilka ciemnych stron. W końcu to bidul. Okolica była spokojna. Pokoje były schludne i zadbane. Dzieci, które zamieszkiwały ośrodek, choć pochodziły często z nieciekawych środowisk, zwykle zachowywały się wobec siebie w porządku.
Najbardziej w porządku według Mikołaja był Grzesiek Dębski - jego rówieśnik z jedną nogą krótszą od drugiej i bujną, rudą czupryną, którego mógł z czystym sumieniem nazwać najlepszym przyjacielem. Tworzyli niezwykle dobrany duet. Mikołaj - ten spokojny, Grzesiek - wybuchowy. Mikołaj stronił od konfliktów z innymi dzieciakami, a Grzesiek w gorących sytuacjach czuł się jak ryba w wodzie. Nieraz zdarzało się, że kulejący, ale rękoma władający w iście bokserskim stylu, kolega ratował z opałów Mikołaja. Ten zaś odwdzięczał się odrabiając za przyjaciela prace domowe z przedmiotów ścisłych. W skrócie - Mikołaj był rozumem, natomiast Grzesiek walącym jak młot sercem tego tandemu.
Ich drogi zaczęły się rozchodzić kiedy Mikołaj poszedł na studia zaoczne w gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych. Wydział architektury, o którym myślał od kilku lat okazał się strzałem w dziesiątkę. W weekendy pilnie uczęszczał na zajęcia, a w ciągu tygodnia imał się przeróżnych zajęć i prac dorywczych. Był dostarczycielem pizzy, telemarketerem, pomocnikiem na budowie, kelnerem, ankieterem, korepetytorem, a nawet sprzedawcą lodów przy sopockim molo. Zanim załapał się na pierwszy staż w biurze projektowym jego CV miało już formę książki.
Przyjaciele coraz rzadziej się kontaktowali. Grzegorz, po tym jak nie zdołał ukończyć szkoły zawodowej, rozpoczął żywot dorywczego pracownika fizycznego, który zarabiane sporadycznie pieniądze przeznaczał na alkohol, narkotyki i panienki o wątpliwej renomie. Kilka razy zdarzało się, że Mikołaj udostępniał kawałek swojego pokoju, aby kumpel mógł przespać się na kocu rozłożonym na podłodze. Jednak w miarę jak Grzesiek pojawiał się w coraz bardziej wskazującym stanie i pożyczał coraz większe sumy pieniędzy bez szansy na zwrot, Mikołaj musiał uciąć toksyczną relację.

Na drugim roku, Mikołaj wybrał się na studencką balangę w jednym z nadmorskich, sopockich klubów. Nie był raczej typem imprezowicza. Nie lubił głośnej muzyki. Tańczyć nie umiał, podrywaczem był słabym, a po nawet niewielkiej ilości alkoholu dochodził do siebie przez cały, następny dzień. Dał się jednak namówić kilku kolegom z uczelni na wyjście.
Gdy siedział przy barze i dopijał swoje trzecie (obiecał sobie, że ostatnie) piwo tego wieczoru, zobaczył dziewczynę o długich kasztanowych włosach. Miała na sobie turkusową sukienkę do kolan. Siedziała zamyślona przy jednym ze stolików i sączyła czerwone wino. Odczekał kilka minut, aby upewnić się, że jest sama i zupełnie jak nie on, wstał i podszedł do niej pytając czy może się przysiąść. Pozwoliła.
- Widzę, że nie jesteś fanką dzikich pląsów - spróbował przekrzyczeć dudniącą muzykę,
wychylając się przez stolik w jej kierunku.
- Ty raczej też nie - uśmiechnęła się - siedzisz przy barze cały wieczór.
Mikołaj był bardzo zaskoczony. Te słowa oznaczały, że nie tylko on ją obserwował dzisiejszego wieczoru, ale i ona nie pozostawała dłużna.
Okazało się, że ma na imię Klara i studiuje dziennie fotografię cyfrową na tej samej uczelni. Przegadali razem resztę wieczoru popijając niespiesznie drinki. On – kolejne piwa, ona – czerwone wino. Rozmawiali o studiach, swoich zainteresowaniach i planach na przyszłość. Żadne z nich jeszcze wtedy nawet nie przypuszczało, że tą przyszłość będą dzielić razem.

Data:

 kwiecień 2020

Podpis:

 Zapach Prozy

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=81348

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl