DRUKUJ

 

Mój świat

Publikacja:

 19-10-16

Autor:

 Kemilk
Krew na rękach

Odbicie w lustrze ukazuje przerażenie i strach. Biała koszula unurzana w czerwonej cieczy. W krwi! Dyszę ciężko i boję się odwrócić. Nie chcę wiedzieć co się stało. Nic nie chcę wiedzieć!
Wbijam wzrok w podłogę i widzę błyszczące ostrze noża. Nieubłaganie nadchodzi niechciana decyzja, odwracam się, by spotkać nicość. Niczego ani nikogo nie widzę. Jak ślepiec szukam odrobiny światła w otaczającym zewsząd mroku. Zatapiam się w nim i rozpływam gnębiony przez niewyraźne wspomnienia.

Życie we mgle

Budzę się i mam nieodparte uczucie, że coś ważnego się stało. Umykające wspomnienia kołaczą się w głowie, przypominając i walcząc o pamięć.

– Wstawaj! – ostry głos wyrywa mnie z matni. – Zapijesz się kretynie.

Tym razem ton głosu jest nieco łagodniejszy. To mój ukochany Gienek próbuje przywrócić mnie do świata żywych.

– Weź, napij się. – Podaje butelkę z piwem, jakby zapomniał o tym, co chwilę wcześniej powiedział.

– Dzięki – odpowiadam i zamieram uderzony urywanym wspomnieniem.

Siedzę na nagiej krzyczącej kobiecie i jak w amoku dźgam ją nożem. Zabiłem!?

– Nie najlepiej wyglądasz. Kiedy właściwie wróciłeś? Gdzie byłeś?

Pytania wbijały się we mnie, a ja nie znałem odpowiedzi. Nie znałem?

– Nie wiem. Chyba w naszej knajpce. – Intensywnie myślałem, a rozsadzający głowę ból nie pozwalał na myślenie. Może to i dobrze?

Pierwsza "miłość"

Każdego dnia dotykała mnie coraz śmielej, a ja nie umiałem odmówić. Bo i czego? Myślałem, że tak jest w każdym domu.

Zaczęło się niewinnie. Pocałunek w czoło, w usta, a później błądzące ręce matki, które znajdowały się pod moimi majtkami. Przypadkiem? Miałem tylko dziesięć lat.

A ona mówiła jak mnie kocha, jakim jestem pięknym, młodym mężczyzną. Po każdej "przygodzie" wymiotowałem i płakałem. Jakże chciałem być dzieckiem, ale do czasów niewinności nie było powrotu. Mrok ogarniał duszę, nieznajdującą ukojenia w modlitwie i Bogu. To On mnie zdradził, zostawiając z samotną zdesperowaną matką.

Będąc nastolatkiem wiedziałem już, że Boga nie ma, a każdy jest kowalem swojego losu.

Wolność zabierająca wszystko

Ucieczka z domu, pierwszy chłopak, chwilowo uwolniły mnie z traumatycznego dzieciństwa. Miałem szesnaście lat i dojrzałego faceta. Pokazał czym jest prawdziwa, wyrafinowana miłość. Przekraczał kolejne granice, a ja z entuzjazmem realizowałem jego wizje.

Wolność, tak mi potrzebna, teraz stała otworem i pozwalała na realizację najbardziej zwariowanych pomysłów. Lubiłem przebierać się za kobiety i podrywać napalonych mężczyzn. Ich zdziwienie i obrzydzenie, gdy odkryli, że nie jestem kobietą, śmieszyły mnie. Nie mieli problemów ze zdradą, bez problemu oszukiwali żony. Udawali przykładnych ojców, ale jak trafili na mnie, to próbowali moralizować. Często nazywali mnie zboczeńcem.

Powszechnie akceptowane granice, zniknęły i już nigdy nie miały się pojawić. Wiedziałem, że moralność jest sztucznym tworem, a dobroć nie istnieje. Taniec z życiem rozpocząłem na dobre, bawiąc się i eksperymentując.

Skopanie zarzyganego i nawalonego żula przyszło wyjątkowo łatwo, a pojawiająca się kałuża krwi, była niczym afrodyzjak.

To właśnie tego dnia poznałem Gienka. Całe jego ciało po kilku godzinach znajomości nie miało dla mnie żadnych tajemnic. Znałem go pewnie lepiej niż on sam. Niewinny chłoptaś.
Granice. Po co właściwie człowiek je wyznacza, jeżeli końcem naszej egzystencji jest pustka. Po co się zadręczać, udawać dobroć i poprawność.

Zmiany

W końcu przyszedł czas na zmiany. Kolorowe marsze LGBT były niczym lep na muchy. Jak wspaniałe było nosić transparenty o miłości, jednocześnie profanując symbole religijne. Za płaszczykiem równości, wprowadzaliśmy ludzi w nasz brudny świat.

Nikt nie lubi sam taplać się w błocie, więc i my także tego nie chcieliśmy. Chcieliśmy zniszczyć myślących inaczej i wykluczyć ich ze społeczeństwa. W końcu Sodoma i Gomora to my, tylko ludzie nie są przygotowani, by im to wprost powiedzieć. Za to równość, miłość i wolność to hasła, z którymi trudno walczyć i właśnie one zdobią nasze sztandary.

Symbol tęczy też nie był przypadkowy. Tęcza w końcu symbolizowała przymierze z Bogiem. A my wprowadziliśmy ją jako symbol braku jakichkolwiek granic. Czy myślicie, że przekraczanie kolejnych granic moralnych nie ma wpływu na zachowanie i postrzeganie świata?

Czy zdrada powoduje, że człowiek staje się bardziej wolny i lepszy?

Rozliczenie z przeszłością

– Cześć mamo – powiedziałem i uśmiechnąłem się do niej.

Wciąż była piękną kobietą, a uśmiech rozjaśniał jej twarz i nadawał wygląd anioła.

– Adaś. – zaskoczona wpatrywała się we mnie. – Jakże wydoroślałeś.

– Tak, wydoroślałem – mruknąłem i głośno dodałem. – Może wpuścisz mnie do domu? Chyba, że nie jesteś sama?

Odsunęła się od drzwi, a ja wszedłem do domu. Momentalnie zalały mnie wspomnienia, nieuleczony koszmar dzieciństwa. Tego nie dało się zapomnieć!

– Pójdę się trochę odświeżyć – powiedziała i skierowała taneczne kroki w kierunku łazienki. Jej kształtna pupa bujała się i zachęcała do czegoś więcej. Czy to była zachęta dla mnie?

Dlaczego nikt mi nie pomógł? Nauczyciele ignorowali moje dziwne zachowanie, a próba samobójcza stała się raczej lokalną ciekawostką, niż początkiem pomocy. Sąsiedzi uśmiechali się dwuznacznie, a ja nikomu nie byłem wstanie opowiedzieć o relacji z matką. Teraz zaś stała przede mną w szlafroku i czekała na gest. Ona znowu chciała to zrobić!

– Połóż się na podłodze, ja za chwilę przyjdę – wychrypiałem i poszedłem do kuchni.

Pamiętam z dzieciństwa wielki nóż do mięsa. To właśnie nim nieudolnie podciąłem sobie żyły. Mamie to jednak nie przeszkodziło, by wciąż go mieć. Teraz miałem go w ręce i szedłem do pokoju, w którym zostałem poniżony i zbrukany. A tam na podłodze leżała naga kobieta. Moja matka! Ukląkłem nad nią i uniosłem nóż.

Życie zatoczyło koło, a sprawiedliwość zebrała żniwo.

Życie we mgle

– To co, powiesz gdzie byłeś? – Gienek ponowił pytanie.

– Już Ci mówiłem, w naszej knajpie.

– Zazdrość go kiedyś zabije – pomyślałem. – Tak jak niezdrowa miłość zabiła matkę.

Zacząłem się śmiać i nie mogłem przestać. Teraz byłem naprawdę wolny.

Data:

 08.2019

Podpis:

 Józef Kemilk

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=81242

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl