DRUKUJ

 

Córka Jokera (2)

Publikacja:

 16-11-09

Autor:

 Nikita39
Była już późna noc, gdy wracała do domu z pracy. Nie miała daleko, zaledwie jedną przecznicę dalej. Zmęczona powłóczyła obolałymi nogami, te cholerne wysokie szpilki, które musiała nosić w pracy zwyczajnie ją dobijały. Była kelnerką w klubie dla panów. Nienawidziła tej pracy z całego serca, ale z czegoś trzeba przecież żyć i kupić leki dla chorego brata. W takich chwilach jak ta miała dość nawet swojego brata. Gdyby nie on odłożyłaby kasę na studia i zmieniła swoje życie diametralnie. A tak to harowała jak głupia i stać ją było tylko na opłaty, leki i skromne życie. Przestała się nad sobą użalać, gdy odniosła dziwne wrażenie, że jest obserwowana. Obejrzała się do tyłu, ale nikogo nie zobaczyła. Mimo wszystko niepokój pozostał a ciemność nocy jeszcze bardziej potęgowała wrażenie strachu. Co z tego, że wystawy sklepowe były oświetlone i świeciły uliczne lampy? Jasność ta była całkowicie złudna i nie dawała poczucia bezpieczeństwa, jakie odczuwa się przy dziennym świetle w tłumie ludzi.
Gdy więc usłyszała czyjeś kroki nie obejrzała się do tyłu tylko zwyczajnie zaczęła uciekać. Panika dodała jej skrzydeł i niemal nie czuła bólu zmęczonych nóg. Torba, którą niosła przewieszoną przez ramię boleśnie obijała się o biodro. Nagle potknęła się o krawężnik i syknęła z bólu, gdy poczuła ból promieniujący od kostki. Upadła tłukąc sobie kolano a w oczach pojawiły się gwiazdy bólu. Dystans między nią a napastnikiem zmniejszył się niebezpiecznie.
- Nic się pani nie stało? - usłyszała głos i ktoś pomógł jej wstać.
Dziewczyna z niepokojem spojrzała na zakapturzoną postać. Nie wiedziała czy ma dziękować, czy wyrwać się i uciekać gdzie pieprz rośnie. Druga opcja okazała się nie do wykonania z powodu skręconej kostki. Nie zamierzała jednak tego mówić obcej osobie, której zamiarów nie znała. Może to ktoś nieszkodliwy a może wprost przeciwnie. Wolała jednak nie ryzykować.
- Nic - odparła. - Dziękuję za troskę.
- Nie ma, za co - dziwnie roześmiał się jej wybawca. - A ja przepraszam, że tak panią wystraszyłem - dodał widząc jej lęk. - No, nie trzeba się tak chmurzyć - zdawał się być uśmiechnięty, czego nie było widać w cieniu kaptura. - Proszę się uśmiechnąć. Taka ładna a taka ponura - zagadną.
Uśmiechnęła się blado pomimo bólu i chciała odejść. Obcy jednak mocno przytrzymał ją za ramię.
- Co do diabła? - zaklęła, gdy nagle dłoń nieznajomego znalazła się na jej szyi a silny nacisk kciuka na punkt pomiędzy krtanią a nasadą mostka spowodował, że straciła przytomność.
- A trzeba się było tylko ładnie uśmiechnąć - stwierdził mężczyzna biorąc na ręce bezwładne ciało.
Otworzyła oczy i nie wiedziała gdzie się znajduje. Siedziała bezwładnie przywiązana do krzesła w jakimś osobliwym namiocie z czarnej foli i czuła się jak w studiu fotograficznym. W jej twarz była wycelowana lustrzanka Nikona na nieruchomym statywie. Otaczały ją statywy oświetleniowe i soft boksy. Z wysoko umieszczonej lampy padało na nią światło, nadając całej scenerii jakiegoś upiornego wrażenia. Dziewczyna poczuła na plecach ciarki strachu. Gdy nagle światło buchnęło jej w twarz odruchowo zamknęła oczy.
- No nareszcie się obudziliśmy - usłyszała bezcielesny głos dochodzący spoza lampy.
Gdy oczy już jej się przyzwyczaiły dojrzała cień człowieka.
- Czego ode mnie chcesz? - spytała nieswoim głosem szarpiąc się z linką, którą była przywiązana do krzesła. - Wypuść mnie! - zażądała.
- Oczywiście, że cię wypuszczę - odpowiedział nieznajomy wzruszając ramio-nami.
Zabłysły lampy ustawione na statywach a nieznajomy podszedł do aparatu i zaczął ustawiać ostrość. Znieruchomiała ze zdziwienia. To, po co mnie tu przywiózł i uwięził? Przemknęło dziewczynie po głowie. Coś tu było nie w porządku i zaczęła się cholernie bać.
Podszedł do niej i palcem uniósł jej głowę do góry. Z niepokojem spojrzała w zielone oczy mężczyzny.
- Piękna - stwierdził jakoś ze smutkiem i ustawił jej twarz pod odpowiednim kątem do obiektywu. - Szkoda tylko, że taka poważna - westchną. - Ale coś temu zaradzimy - odsuną się.
- Czego chcesz? - ponowiła pytanie, odruchowo podążając za nim wzrokiem.
- Nie ruszaj się - odezwał się zimno i ponownie upozował jej twarz. - Poza tym niewiele od ciebie chcę. Tak niewiele - dodał z naciskiem, podszedł do aparatu i staną za nim. - Uśmiechnij się - polecił. - Gdy będzie idealnie puszczę cię wolno - obiecał.
- I tylko tyle? - spytała z niedowierzaniem.
- Aż tyle - odparł.
Próbowała się uśmiechnąć i nie okazać niepokoju, który mimo wszystko gnieździł się tuż pod skórą. On jednak doskonale widział jej emocje i brak entuzjazmu w sztucznym uśmiechu. Ale to nic, on był tu po to, aby wywołać uśmiech na twarzach swoich ofiar i móc to uwiecznić.

Data:

 05.11.2016

Podpis:

 Tamarisa

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=80089

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl