DRUKUJ

 

Ojciec Timothy II: Rozgrzeszenie

Publikacja:

 16-10-13

Autor:

 Delly92
Ojciec Timothy II: Rozgrzeszenie

***Spowiedź***

Pomieszczenie było surowe, zimne. Śnieżno białe ściany oświetlała niemrawo jedna żarówka, wisząca bezpośrednio nad solidnym, dębowym stołem i dwoma bliźniaczymi krzesłami. Jedno z nich było już zajęte, drugie wciąż czekało na swego gościa. Zaskrzypiały jedyne drzwi w pokoju, snop światła przedarł się przez framugi rozświetlając marmurową posadzkę. W drzwiach stanął mężczyzna. Przekroczył próg. Zamykając za sobą drzwi, ucinając tym samym wpadającą jasną poświatę, zajął miejsce na wolnym krześle. O stół uderzył sporych rozmiarów czarny segregator. Starszy jegomość o siwych, delikatnie kręconych włosach splótł ręce i położył je na skórzanej oprawie segregatora. Wzrok, przesłonięty okularami wbił w mężczyznę siedzącego na przeciwko.

- Jak się księdzu podoba Watykan? - Starzec miał zmęczony głos, pytanie wybrzmiewało jakby zadane setny raz w ciągu najbliższych godzin. Mężczyzna z naprzeciwka rozejrzał się po pomieszczeniu, po czym oddał spojrzenie swemu gospodarzowi.
- Na górze wyglądał. . . dostojniej - Niewielu ludzi ma. . . możliwość. . . zwiedzenia tej części Watykanu, Ojcze Timothy - Dłonie na których czas odcisnął swoje piętno zjechały z obszycia dokumentów znikając pod stołem. Starzec oparł się o krzesło, co najpewniej zwiastowało dłuższą rozmowę. Siwy jegomość sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki wyjmując paczkę papierosów. Otworzył ją i skierował w stronę towarzysza.
- Zapali ksiądz? - Timothy nie drgnął. Papieros powędrował do spierzchniętych ust. Płomień zapalniczki na chwilę rozświetlił pomarszczoną twarz. Dym zaczął oplatać zwisającą samotnie żarówkę i przestrzeń wokół niej.
- Dlaczego pan ją zabił? - Starzec wypowiedział te słowa tak spokojnie i naturalnie, jakby pytał o godzinę. Młody ksiądz poprawił się na krześle. Jego włosy, kiedyś do ramion, teraz prawie sięgały piersi. Broda, niegdyś równo strzyżona, teraz gęsta i pokaźna. Ale to wszystko były detale. Szczegóły. Największa zmiana zaszła wewnątrz Timothy'ego. Nienaturalnie błękitne oczy nie były już przysłowiowym "zwierciadłem duszy". Patrząc w nie, miało się wrażenie, że za nimi czai się mroczna otchłań pełna niewiadomego. Timothy oparł ręce o dębowy blat i nachylił się nad stół.
- Dobrze wiesz, dlaczego - Po tych słowach, plecami znów przywarł do oparcia krzesła. Chwilę ciszy przecinały równie bezgłośne wzajemnie spojrzenia. Starszy mężczyzna zaciągnął się, jakby dym papierosowy równie wydajnie zastępował mu powietrze.
- Wiesz że policja wciąż cię szuka? - Timothy nie odpowiedział.
- Gdybyś nie odezwał się do nas, teraz siedziałbyś w więzieniu a twoja twarz gościłaby we wszystkich wiadomościach - Siwy uraczył się papierosem po raz kolejny - Na szczęście, jurysdykcja tutejszych służb porządkowych sięga dokładnie do bram Watykanu. Potrafimy sobie radzić z poszczególnymi przypadkami pedofilii w naszych. . . zastępach, ale to? Nie masz pojęcia jakiego syfu byś narobił. Timothy zdawał się praktycznie nie oddychać. Nie zmieniał pozycji, nie wiercił się, siedział, słuchał.
- Problem jest taki, że nie mamy pojęcia co z tobą zrobić. Oczywiście, możemy cię tu trzymać do usranej śmierci, ale to też niekoniecznie korzystnie wpłynie na wizerunek kościoła. Społeczeństwo domaga się sprawiedliwości. . . - Ksiądz cisnął papierosem przed siebie - . . . Do kurwy nędzy! Nie mogłeś zadzwonić zanim ją zastrzeliłeś! Starzec natychmiast stłumił dalszy wybuch emocji, poprawiając się na krześle i równając okulary na nosie. Na młodym ojcu nie zrobiło to jednak żadnego wrażenia.
- Zastrzeliłeś ją bo była opętana - Mężczyzna otworzył segregator, przewertował kilka stron, zamknął go i rzucił na drugi koniec stołu.
- Proszę bardzo, wszystkie udokumentowane opętania na przestrzeni. . . a huj wie. . . odkąd istnieje Watykan. Fakt, pewna część osób umarła. Ale w skutek wygłodzenia, odwodnienia nie od postrzału w głowę! - Siwy jegomość machnął ręką - Poza tym, jak się przyjrzysz, jakieś dziewięćdziesiąt procent okazało się chorobą psychiczną a reszta to też nic pewnego.
- Ona, była opętana - Odezwał się wreszcie Timmy. Słowa wypowiadał z nieobecnym, wlepionym w blat stołu wzrokiem. Jakby widział coś, czego nie widzi nikt inny. Starzec rozłożył ręce w geście bezradności.
- Osobiście brałem udział w dwudziestu przypadkach z tego segregatora - Wskazał palcem na wciąż zamknięty stos dokumentów - Opętania, demony, diabły to jest symbolika, ludzki umysł jest niedoskonały, przy odpowiednich bodźcach zacznie wierzyć i tłumaczyć sobie wszystko na swój sposób. Filmy dokumentalne które się pokazuje mają tylko jedno przeznaczenie. Pchnąć co podatniejszych bliżej boga. Timothy podniósł wzrok na swojego rozmówcę.
- Chce mi pan powiedzieć, że diabła nie ma? - Zapytał. Starzec splótł ręce na piersi.
- Chcę ci powiedzieć, że zabiłeś tę dziewczynkę z przyczyn które nigdy nie zostały potwierdzone - Timothy uśmiechnął się smutno.
- Czyli całe seminarium uczono mnie czegoś. . . co nigdy nie zostało potwierdzone i mówi mi to człowiek zajmujący stanowisko w samym sercu kościoła - Młody ksiądz odchylił głowę do tyłu, jeszcze bardziej napierając na oparcie krzesła. Timothy po raz kolejny oparł splecione dłonie o blat stołu.
- Skończ te gierki - Mówił nisko, jego ton sprawiał wrażenie, jakby buzował od środka. Mężczyzna o siwych włosach uniósł równie siwe brwi.
- Myślisz że cię nie widzę? - Powiedział Tim, przewiercając swoimi błękitnymi oczami starszego jegomościa.
- Chyba nie bardzo rozumiem . . . - Powiedział zdziwiony starzec. Timothy uśmiechnął się delikatnie i przechylił głowę na bok.

***Spowiedź cz. 2***

- Jak znudzi ci się pogrywanie ze mną, to daj znać, wtedy pogadamy - Po tych słowach Timothy spokojnie rozsiadł się na krześle, nie zrzucając wzroku ze postaci przed nim. Pomarszczoną dłonią mężczyzna wsadził sobie w usta kolejnego papierosa.
- Kiedy się zorientowałeś? - Zapytał z wyraźnym zaciekawieniem, zaciągając się dymem.
- Jakiś czas temu - Odpowiedział Tim. Starzec wyraźnie się rozchmurzył, nawet delikatnie zachichotał - Kurwa, tego. . . - Ręką z papierosem wskazał na młodego księdza - . . . sam lucy by się nie spodziewał - Wsadził papieros w usta, wstał, zgięciami kolan odpychając krzesło tak mocno, że to wywróciło się za starcem, po czym głośno, z uznaniem, zaczął klaska.
- Pięknie, kurwa, pięknie - Mówił, starając się nie wypluć przy tym tańczącego w jego ustach papierosa - Stary, a myślałem, że jestem takim dobrym aktorem, zrobiłem cię w konia co? Przyznaj - Usiadł na kancie stołu, tak, aby dobrze widzieć młodego księdza - No i ta akcja, chłopie, majstersztyk, jak zobaczyłem cię następnego dnia w szpitalu z bronią w ręku, miałem ochotę zatańczyć na środku sali! - Starzec zaciągał się papierosem jak oszalały, mówił z taką ekscytacją, że dym co chwila uciekał mu nosem i kącikami ust. Timothy znów siedział nie ruchomo, obserwował, słuchał. Starzec nieco się uspokoił. Ściągnął swoje okulary i rzucił nimi za siebie.

- Nie sądziłem że pociągniesz za spust - Powiedział już poważniejszym tonem - Zaskakujące, do czego zdolny jest człowiek, jeśli odpowiednio go nakierować. Naprawdę, wasz umysł wciąż jest dla mnie nader interesujący - Siwy mężczyzna założył prawą nogę na lewą a prawą ręką poparł się o stół - Powiedz mi proszę. . . - Zapytał z wyczuwalnym zaciekawieniem -. . . jak się z tym czujesz? Timothy wciąż wpatrywał się w rozmówcę.
- No tak - Powiedział starzec - Słuchaj, nie ma co się dłużej bawić, jeśli sądziłeś że wystarczy zabić człowieka żeby zabić i mnie. . . niespodzianka księżulku - Starzec zeskoczył z blatu, podskoczył w miejscu i wykonał gest podobny do tego który zawsze wykonywał Michael Jackson na swoich koncertach - Here I am - Starzec zaczął krążyć w około krzesła na którym siedział Timothy.
- Skoro już wygrałem - Mówił splatając ręce za sobą - To muszę dotrzymać naszego zakładu, jak sądzisz, ile dusz jeszcze mogę zabrać? - Nachylił się nad uchem młodego księdza szepcząc - Tym razem, pozwól, bez twojej pomocy - Timothy poczekał aż siwy znajdzie się w zasięgu jego wzroku.
- Wiesz, kiedy to wszystko do mnie dotarło, nie wiedziałem co ze sobą zrobić - Timothy utopił wzrok pełen nienawiści na mężczyźnie który znów opierał się o stół.
- Przez ciebie, zabiłem te dziewczynkę - Starszy jegomość ukłonił się delikatnie i wtrącił - Taki był mój cel - Po czym słuchał dalej - Długo myślałem co robić - Wzrok Timothy'ego znów zawisnął gdzieś w martwym punkcie - Od samobójstwa, przez oddanie się policji, po przybycie tutaj - Starzec prychnął, po czym przetarł ręką usta i podniósł ją w geście przeprosin, kiwając głową aby ten kontynuował - I wiesz co? Wiedziałem, że się zjawisz skurwielu, a tutaj mam największą swobodę - Siwy mężczyzna złapał się za głowę - Proszę księdza! Takie słowa? W Watykanie?! - Położył się na blacie stołu - Zabijasz mnie takim brzydkim słownictwem - Timothy wstał i zaczął kroczyć w stronę drzwi. Starzec usiadł zdziwiony na blacie stołu wodząc wzrokiem za młodym księdzem.
- Księżulku. . . a ty to dokąd? - Timothy otworzył drzwi i sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki.
- Wiesz, że demony istnieją praktycznie w każdej religii? - Wyciągnął szklane, okrągłe naczynie wypełnioną czymś co przypominało mętną wodę.
- Chrześcijaństwo słabo sobie z wami radzi, fakt. . . na szczęście - Timmy wyciągną rękę z naczyniem, po czym rozluźnił uścisk. Szkło robiło się uwalniając gęstą ciecz.
- . . . Inni znają się na tym nieco lepiej - Odwrócił się w stronę zdziwionego starca.
- Chrześcijaństwo nie myli się w jednej sprawie, nie potraficie przechodzić przez poświęcone mury - Timothy uśmiechnął się - Do zobaczenia. Przekroczył próg i podążył wzdłuż korytarza. Starzec zerwał się ze stołu i rozpędzony gnał w stronę otwartych drzwi. Zatrzymał się zaraz przed nimi, spoglądając na kawałki rozbitego szkła i ciecz wylaną przy samych framugach. Podniósł wzrok i wlepił go w plecy oddalającego się duchownego.
- To nie koniec słyszysz! Dopadnę cię ty mały skurwysynku, przysięgam! SŁYSZYSZ! - Echo słów starca odbijało się jeszcze długo od murów Watykańskich podziemi.

Data:

 10-10-2016 / 13-10-2016

Podpis:

 Daniel Klos

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=79975

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl