DRUKUJ

 

Ludzie cienie odc1

Publikacja:

 14-10-03

Autor:

 Niechciany
Rozdział 1. Dzień w którym karty zostały odkryte.


Las Sto Dusz był miejsce ponurym i odpychający za dnia a po nocy to w ogóle człowieka ciarki przechodziły na samą myśl o nim. Korony drzew pozbawione liści ziemia pokryta metrową trawą i mgła unosząca się półmetka nad ziemia. Ale najgorsza była cisza. Ta nienaturalna przerażająca cisza. Nikt nie chciałby spędzić w tym lesie nocy. Ale on musiał. Człowiek odziany w czerń przekradał się ostrożnie przez ten las w zimną noc. Szedł na północ już od godziny. Poruszał się cicho nie chcąc zwrócić na siebie uwagi lasu. W rankach trzymał opuszczony czarny łuk i strzałę gotowy do oddania zabójczego strzału. Ominą szerokim łukiem małe jeziorko a pół kilometra dalej zatrzymał się raptownie chroniąc się za krzakami. Pięć i pół metra przednim stały dwa czarne smoki. Były to istoty wielkości dorosłego człowieka o kształtach mniej więcej podobnych do człowieka. Chodziły na dwóch gadzich łapach ale rance miały dłuższe od człowieka sięgające do kolan zakończone ostrymi szponami. Mieli długie gadzie pyski o wąskich ludzkich oczach. Byli pokryci twardą czarną łuską dzięki którym wtapiali się w noc. Skrzydła mieli złożone. Czekał chwile nie mając śmiałości odetchnąć. Przygotował się do oddania strzału wiedząc ze grot nie przebije twardej łuski. Ale głupio było by zginąć tak bez walki. Był ostatni miesiąc jesieni i niedługo nastanie zima. Była pora godowa smoków te dwa osobniki właśnie tworzyły nowe potomstwo. Powoli nie wstając z Przykuca zaczął ich okrążać trzymając się za linii krzaków. W takich chwilach był wdzięczny swojemu darowi kociego wzroku. Ostrożnie i powoli robił kolejne kroki jednym okiem dalej obserwując smoki. Dwie godziny później był na tyle daleko od nich ze mógł przestać się chować. Jakiś kilometr szedł dalej na północ i nagle skręcił na zachód przy pustym powalonym pniu. Szedł tak aż znalazł się przed rozpadliną skalną. Był na miejscu. Z torby na ramieniu wyciągną trzy pęki grubych lin które tak mu ciążyły do tej pory. Każda miała z pięć i pół metra długość. Znalazł solidnie wyglądające drzewo niemal na samej krawędzi rozpadliny i przywiązał do niej dwie liny a następnie obwiązał się nimi w pasie. Trzecią oplótł ciasno pod pachami. Ostrożnie i powoli zaczął schodzić w dół rozpadliny W ciemnościach i w mgle nie było to bezpieczne ale dla niego to niebyła pierwszyzna. Zejście w dół zajęło mu więcej czasu niż się spodziewał i teraz naprawdę musiał się śpieszyć. Ruszył na północ uważnie stawiając nogi. Dno rozpadliny było kamieniste. Droga zajęła mu dwie godziny ale w końcu wyszedł z lasu i znalazł się na trakcie którym trzymając się na uboczu chowając za linią drzew ruszył na zachód. Droga zajęła mu godzinne ale w końcu trafił nad most którym łączył dwa brzegi rzeki Aven. Dziś po południu mają trendy przejść wojska lorda Edwina. Trzy i pół tysiąca konnych i pieszych przejdzie przez ten most by dotrzeć do Ostatniego Świtu i wesprzeć oblegające go siły hrabiego Sitarka. On miał sprawić żeby się spóźnili o dwa dni. Musiał brać się do roboty.


Kiedy przybywali ziemia trzęsła się a dogłos ich marszu niósł się kilometr przed nimi. Na szczęście udało mu się skończyć w samą porę by teraz ukryć się za linią drzew i obserwować. Widok trzytysięcznej armii nie robił na nim wrażenia od dawna. Służył już tak długo i wiedział wiele licznych armii. Zadufane barany niemogące się doczekać plądrowania i gwałcenia. Właśnie dla tego wstąpił do Garnizonu Ludzi Cienia. Z ukrycia obserwował jak niemal dwa tysiące piechurów w ciężkich kolczugach z tarczami i włóczniami wstępuje zwartym szykiem na most. Poczekał Pozwolił im przejść. Czekał aż wejdzie kawaleria a wraz z nią lord Edwin. Dopiero kiedy był w połowie drogi zapalił grot strzały i strzelił ją w stronę worka z prochem podwiązanej do belek nośnych mostu. Niemal całą noc zajęło mu zaminowanie mostu. Strzała poszybowała idealnie w cel. Nastąpiła wielka eksplozja która sprawiła ze most zaczął się palić i walić do wody. Ale on już uciekł znikając z miejsca „zbrodni” jak cień.



Max przybył do zamku lorda Ismira kiedy miał cztery lata. Jego rodzina wioska został zaatakowana przez bandytów i musiał razem z dziesięcioletnia siostrą uciekać. Spędzili tydzień w lesie aż natrafili na karawanę kupiecką która wzięła ich z sobą do zamku Duran. Zuzanna znalazła prace w zamkowej kuchni. Dostali skromny pokój i wyżywienie. Max dorastał w zamku imając się wszystkich możliwych zajęć dorabiając pieniądze. Zuzanna nie zarabiała dużo a chciała by jej brat się uczył, został czeladnikiem i miał stałe źródło utrzymania. Max robił wszystko by jej nie martwić ale problemy same się go trzymały. Zdążył popaść w konflikt z Maurycym podopiecznym lorda Ismira. Dlaczego tak się stało? Max po prostu rzucił się na Maurycego kiedy ten zaczął rzucać kamieniem w starego kalekę Alena który nic nie widział i chodził o lasce. Max nie znosił kiedy ktoś komuś dokuczał. Miał tak od zawsze choć nie był muskularny ani silny. Od tamtej pory on i Maurycy co jakiś czas bili się z sobą choć między nimi stopniowo zaczęła powstawać wież opierająca się na szacunku. Oboje darzyli się pewnym uznaniem ale i tak się nie znosili. Lepiej było z kucharzami. Jego siostra szybko zdobyła sympatie w zamkowej kuchni tak samo jak Max. Ludzie im współczuli i starali pomóc jak mogli. Kiedy miał dziesięć lat siostra załatwiła mu nauki u posłańców. Było fajnie ale dłużej niż rok nie wytrzymał. Wywali go za zastawianie pułapek na innych uczniów i nie chcieli słuchać że to tylko wygłupy. Potem dosłał się do szkoły rycerzy lecz szybko znienawidził to miejsce. Nie podobało mu się surowa dyscyplina i nawalanie głupim drewnianym mieczem w kawał drewna. Wywali go za przedrzeźnianie nauczyciela i to że uciekł z biegu terenowego. –Max co się z tobą dzieje? –zapytała go siostra kiedy się dowiedziała ze znów go wywalili. –Musisz zdobyć jakiś zawód i mi pomóc. Max naprawdę się starał. Kiedy udało jej się namówić mistrza łowczych do wzięcia go na ucznia pilnował się jak tylko morze. Nawet podobały mu się lekcje tropienia i poruszanie po lesie. Z łuku strzelać szybko się uczył tylko że… nie miał serca zabić dzikiego zwierza. Specjalnie pudłować i przeszkadzał łowczemu. Po niecałym roku go wywalił a siostra się na niego wydarła jak nigdy. Nikt już nie chciał go wsiąść w zamku na czeladnika. Wieść się rozeszła. Wszystko się zmieniło kiedy miał trzynaście lat i został wezwany do gabinetu lorda Ismira. Po Max’ a przyszedł Borch. Był on szambelanem lorda i jego przyjacielem. Zaprowadził przestraszonego chłopaka prosto do przytulnego gabinetu gdzie lord raczył pracować. Lord Ismir był człowiekiem smukłym o długich włosach koloru siana. Wąskie ciemnobłękitne oczy, twarz pokrytą zmarszczkami. Nosił przewiewną niebieską tunikę sięgającą ziemi. Było to dziwne bo zbliżała się zima a poza tym to nie był struj odpowiedni na audiencje. Lord siedział wygodnie za biurkiem i wertował spokojnie kartki książki. Kiedy weszli zapowiedziani przez służącego lord dalej czytał książkę. Odprawił tylko gestem ranki Borch’ a. Ten wyszedł posłusznie zostawiając ich samych. –Usiądź proszę i poczekaj chwile –poprosił lord wskazując Max’ owi jeden z foteli po drugiej stronie biurka. Chłopak posłusznie usiadł wpatrując się uważnie w hrabiego. Doszedł do wniosku że Lord jest bardzo przystojnym mężczyzną. Wąsy i kozia bródka dodawały mężczyźnie wyrazistości. Czekał w milczeniu patrząc jak lord czyta książkę kiedy po pięciu minutach Ismira odłożył książkę i spojrzał na chłopaka. –Max Gordon –westchnął opierając głowę na rankach. –Jesteś bratem Zuzanny Gordon która pracuje w kuchni. Co ja mam chłopce z tobą zrobić? Masz niezłą reputacje wśród moich mistrzów. Mówią że jesteś zdolny ale nie znosisz rygorystycznej dyscypliny. Mówią też że nie lubisz robić rzeczy które wydają ci się bez sensu. Roderyk mój mistrz szkoły rycerskiej powiedział: chłopak ma podstawy by być dobrym szermierzem ale brakuje mu masy mięśniowej. Szczerze mnie też dlatego używam Kharijskiej szabli. Lżejsze od tych którymi walczy większość rycerzy. Markus natomiast powiedział że byłby z ciebie świetny łowczy gdybyś zaczął strzelać do zwierząt. Tak po prawdzie uważam go za barbarzyńcę. Polowania nigdy mnie nie bawiły a mięso mi nie smakuje chyba że rybie. Flint mówi że jesteś szybki w nogach ale zbyt lubisz psikusy. Między nami dwoma –zbliżył swoja twarz w stronę Max’ a. –Naprawdę zastawiałeś na nich wnyki? –Max z krótkim wahaniem przytaknął a cień uśmiechu pokazał się na jego twarzy. Lord Ismir oparł się wygonie o oparcie fotela. – Widzę twoją przyszłość chłopce w ciemnych kolorach. Masz dwie opcje jak przejść przez życie: a) znajdujesz byle jaką prace i żyjesz nudnie b) idziesz na moja propozycje. Wiec jednak że ja proponuje ci życie w niebezpieczeństwie, groźną przygodę i kilka lat nauki. Decyzja należy tylko do ciebie. –A o co chodzi z tą drugą opcja? –zapytał z wahaniem po krótkiej chwili myślenia. –Musisz najpierw podjąć decyzje –odparł lord. Max nie chciał nudnego życia. Pragnął przygód jak każdy młody chłopak w jego wieku. Wyobrażał sobie wielokrotnie że jest wielkim wojownikiem a piękne damy padają mu u stup. Nie chciał tak jak siostra pracować w kuchni albo na roli. Marzył o zastaniu kimś wielkim. A „niebezpieczeństwo”? Pluć w twarz niebezpieczeństwu! On Max nie boi się! Ale co powie Zuzanna? Ona chciała by znalazł spokojną prace i ustatkował się. Ledwie przełknęła tą szkołę rycerską! –Zgoda – odparł patrząc w oczy lorda. Lord Ismir się uśmiechnął. –Wyjdź Loki! –Już wyszedłem – oznajmił spokojny głos tuż obok Max’ a. Chłopak krzyknął zaskoczony. Kiedy on? Spojrzał na mężczyznę stojącego obok. Był niski i dosyć kościsty. Miał wściekle rude włosy i zielone oczy. Mógł mieć chyba z trzydzieści parę lat. Nie był ani brzydki ani przystojny. Było w nim coś co sprawiało że w ogóle nie zapadał w pamięć. Max był pewien że za godzinne nie będzie w stanie sobie przypomnieć jak wyglądał. Nosił struj o kolorze zeschłych liści i kaptur teraz zsunięty na plecy. Na plecach wsiał mu krótki miecz bez jelca z prostą rękojeścią. –Max od tej pory będziesz uczniem Loki’ ego –oznajmił Lord Ismir uśmiechając do Loki’ ego. Chłopak spojrzał z zaciekawieniem na Loki’ ego a on na niego. –Witaj w garnizonie chłopce.

Data:

 2013

Podpis:

 Winter is Coming (fan gry o tron)

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=77462

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl