DRUKUJ

 

Symacja (3)

Publikacja:

 14-05-26

Autor:

 MorgoScition
Martwa mitologia

Co z tego, że samodzielna społeczność suborów powinna charakteryzować się wzajemną współpracą i dopasowaniem ideowym. Jeden cel nie określił wyraźnego środka zdobywczego. Hegemon Ariad przewodniczył zgrupowaniu tylko teoretycznie. Nie znosił chaosu, który zastąpił jego miejsce. Suborowie wariowali z braku właściwej metody przybliżającej do wybudzenia nieznanych Arkanolii umiejętności. Zacieniona strona ludzkiej świadomości wyniosła Pierwotnych poza zwierzęce prawa bez rozwoju inteligentnych posunięć. Badacze dawnych śladów dysponowali w większości domysłami niż fizycznymi dowodami.
Ariad pilnował przed niezrównoważonymi członkami kawałki skał, które poddano obróbce termicznej i chemicznej. Prymitywny lud nie był w stanie ogniem i naturalnymi wydzielinami stworzyć nowych materiałów. Jako najważniejsza głowa tej jednostki społecznej musiał pod gorszą presją ogłosić wkrótce jakiś przełom, mentalny lub materialny. Introksyny wyprzedzały popularnością resztę możliwości i jak do tej pory żaden konsument nie pochwalił się niczym odkrywczym.
Ludzie posiadający wielkie maszyny do przekopywania ziemi żądali za usługi wysokiej ilości punktów. Hegemon z własnego zajęcia nigdy w życiu nie uzbiera potrzebnej sumy. Sensowna wydawała mu się kradzież symbiotyków z jednego źródła i sprzedaż po obniżce od powszecjnej stawki. Aby pomysł miał jakieś prawo bytu, wybrał wiernych mu suborów i przedstawił ogólny zarys działalności. Za pomocą taktyki oszustwa i ataku na biotyków przewożących zapasy substancji do gabinetów albo i napadu na nieostrożnych swatystów Ariad liczył na spełnienie płatniczej potrzeby. Tak rozpoczęło się polowanie.
Powodzenie w przedsięwzięciu nie mogło pominąć okresu obserwacji. W ubraniach niewyróżniających się Arkanolijczyków Ariad i zespół obeszli krańce dzielnic średnio zaawansowanych plantatorów. Napotkanie sprzyjającej okazji należało wykorzystać od razu, inaczej starania poszłyby na marne.
W tym samym czasie na żer wyruszyły inne grupy suborów, polujące na szmuglerów z introksynami. Parked tracił swobodę poruszania się po swoim terytorium. Złość narastała także po stronie oczekujących na przemycone symbiotyki. Przez ciągłe patrole ze strony zwolenników Pierwotnych ilośc ludzi takich jak Parked zmalała prawie do zera. W dzień, kiedy hegemon obrał własną taktykę, mieszkańcy w pobliżu Strefy SYM postanowili rozpędzić bezczelnych złodziejów. Uzbrojeni w pałki wyszli na ulice mając nadzieję, że suborowie wystraszą się pokazu siły. Zapomnieli, że desperacja popycha człowieka do popełniania brutalnych czynów.
Ukrytym świadkiem zajścia był nie tylko Parked. W prowizorycznych stacjach znajdowało się kilku szmuglerów, których pomocnik Lafraela zauważył w drodze do osiedla. Stamtąd przyglądano się zamieszaniu, na razie niedostrzeżonemu z dalszych części miasta.
Suborowie utworzyli zwarty szyk przeciwko przygotowanym do uderzenia oponentom. Niezrzeszonym wydawało się, że zabezpieczenie pałkami ochroni ich przed ciosami. Już w pierwszych chwilach starcia przekonali się, że suborowie znają się na walce wręcz. Ćwiczenia wystosowane na co dzień przez hegemona przydały się do wszczęcia przemocy. Mieszkańcy osiedla padali na ziemię, a klasa uduchowiona kierowała się powoli do atuariów, gdzie przetrzymywano introksyny. Obrońcy substancji nie zostali dotkliwie pobici, podnosili się na nogi i w dalszym ciągu próbowali powstrzymać usiłowanie przywłaszczenia ich własności.
Również w interesie Parkeda leżało zachowanie introksyn na starych pozycjach. To on ponosł największe straty w handlu wymiennym, ale jego udział w pomocy współpracownikom nic by nie zmienił. Szmuglerzy nie stanowili bojowników na dobrym poziomie. Nie wiedział kogo ewentualnie wytypowałby do rozgromienia napaści. Jak dotąd nigdy nie dochodziło do masowych agresji.
Rodziny pozostawione w atuariach były zagrożone bezpośrednim narażeniem się na uderzenie. Albo dobrowolnie oddadzą suborom pochodne symbiotyków, albo spróbują powalczyć. Dwuosobowe rodziny nie potrafiły przeciwstawić się sprawcom, Uduchowieni wynosili uzbierane dla szmuglerów introksyny i uciekali z nimi drugim końcem dzielnicy do swojego rejonu.
Co działo się w Strefie SYM, Ariad nie dostał od podopiecznych ostrzeżenia w tej sprawie. Nieświadomy bałaganu i rychłych konsekwencji wybryku, sam stworzył podobną sytuację. Laboratoria plantacyjne budowano za siedzibami mieszkalnymi swatystów. Często maskowano je dla większej dyskrecji drzewami, aby sąsiedzi nie wypatrzyli czegokolwiek, co wiązało się z otrzymywaniem ważnej substancji. Dzięki temu hegemon otrzymał ochronę przeciwko świadkom. Początkujący plantatorzy nie brali pod uwagę buntu ze strony mniej znaczących klas.
Naiwny właściciel symbiotyków w prosty sposób trafił w pułapkę suborów. Ariad zabrał mu klocek magnetyczny i otworzył nim wejście do sali chemicznej. Gotowe ampułki z modyfikatorami dawały już pewną podstawę punktów. Ariad nie przywłaszczył wszystkich zapasów. Sumienie nie pozwalało mu odebrać wszystkiego nawet swatyście. Nim mężczyzna ocknął się po ataku, złodzieje znajdowali się daleko od miejsca rabunku.
Alarm po zajściu w laboratorium zbiegł się w czasie z wielką pogonią suborów zaopatrzonych w introksyny. Tłum ludzi przeniósł się na bardziej zagęszczone strefy Arkanolii zwracając n siebie uwagę wielu osób. Nikt nie pofatygował się z włączeniem w konflikt. Mieszkańcy dzielnicy SYM darowali sobie gonitwę w centrum miasta. Zmęczeni, na głos skarżyli się do eteru na wytworzone nieszczęście. Przechodnie zwyczajnie nie wiedzieli jak powinni zareagować – być obojętnym wobec chuligaństwa, czy zorganizować służbę porządkową. Widocznie decyzję oddano do podjęcia swatystom.
Parked wyszedł z kryjówki i ocenił gdzie suborowie zrobili najmniej szkód. Pojawiał się w tych atuariach, w których mógł dokonać wymiany. Mimo szerokiego rozmachu kradzieży udało mu się pozyskać szukane związki, a części pokrzywdzonych wydał rekompensatę bez konieczności zwrotu. Należało od nowa zainwestować w dzielnicę i wymyślić przeciwwagę wobec przyszłych napaści ze strony duchowej warstwy.
Ratunek widział jedynie w Lafraelu. Udał się do niego od razu po zakończeniu handlu. Ulica swatystów także przestała spokojnie funkcjonować. Dopóki nie wszedł do pokoju znajomego był przekonany, że zamieszanie dotyczy bitki z suborami. Symbiotyczni Arkanolijczcy komentowali z przejęciem wydarzenie, które z reguły nie powinno wywrzeć na nich takiego wrażenia. Lafrael wyjaśnił drugi incydent z kradzieżą u plantatora, dziwnie pasujący do świeżo ułożonej teorii.
- Facet twierdzi, że zauważył kilku normalnych ludzi stojących koło jego posesji. To ich wini za przeprowadzenie napadu. Plotki o odcięciu desperatów od nielegalnych symbiotyków połączyły obie sceny. Obrabowani sami zrobili to samo, ale już przeciwko górnemu źródłu tych chemikaliów – opowiedział szmuglerowi podsłyszane wiadomości.
- Poszkodowany nie wyjawił, czy wykona jakieś posunięcia w sprawie wykroczenia? - zawód Parkeda stawał się coraz bardziej zagrożony.
- Wrzeszczy ze złości i wygraża się bandziorom. Co zamierza w ramach zemsty, nie wiadomo. I tak jest bezradny, jedynie może uchronić się przed podobnymi wypadkami.
- Nadchodzą zmiany w Arkanolii. Jeśli ktoś odważył się uderzyć na swatystę, niedługo pojawi się więcej takich śmiałków.
- A wszystko przez pragnienie opanowania idealnej kreacji. Modyfikując się do stopnia niezniszczalności ciała w ludziach obudziła się zazdrość. W końcu klasa Kelaya przestanie być czczona i nastąpi gwałtowne niezadowolenie. Właśnie wypuściłem „niechcący” informację do jego konkurencji o powikłaniach zdrowotnych Namad – Lafrael gestami okazywał radość z wyrządzanych bratu szkód.
- Nienawidzisz go tylko dlatego, że jest symbiotyczny?
- Nie tylko. Plantację założył nasz ojciec, kiedy uzbierał punkty za wykupienie ziemi z rosnącymi na niej symbianami. Nauki uzyskiwania z nich ostatecznego związku zdobył prawie na kolanach od znajomego swatysty. Długo nie nacieszył się swoim nowym dobytkiem, bo starość zaatakowała go od wewnątrz. Kelay zastępował go w produkcji symbiotyków, chociaż od zawsze marzył o pracy biotyka. Wtedy zdradził mnie jako brat. Bez mojej zgody postanowił poświęcić mnie dla ojca, aby przedłużyć jego życie. Symbiotyki mogły jedynie przyspieszyć zgon, więc lepsze rozwiązanie stanowiły przeszczepy organów. Obudziłem się w samą porę na stole zabiegowym. Do dzisiaj nie wiem jak Kelay wykonał tak skomplikowane przedsięwzięcie. Ojciec zmarł kilka dni po nieudanej operacji. Dla upustu złości podpaliłem plantację, niestety symbiotyki znajdowały się w atuarium brata. Pierwszą kolejkę zaaplikował dla siebie, żebym nie był zdolny do uszkodzenia jego ciała.
- Dlaczego wybrał dobro ojca ponad ciebie? - Parkeda zszokowały relacje Lafraela.
- Dwóch plantatorów oznaczało podwojenie zysków. Ja sprzeciwiałem się takiemu doskonaleniu, nie miał ze mnie żadnego pożytku.
- I po tych przejściach mieszkasz prawie obok niego? Gdyby mnie potraktowałby tak brat, uciekłbym w ostatni kąt przed nim.
- Wolę zostać bliżej plantacji i z łatwej pozycji atakować jego symbiotyki. Pokażę ci co obmyślił Natenial.
Lafrael poprowadził szmuglera do pomieszczenia z amatorkim laboratorium. Parked przychodził tu często w celu zbadania składu introksyn, aby nie zażyć przypadkowo trucizny z rąk niedostosowanych do wymaganych warunków klientów. Na przyrządach Lafrael znał się tak sam dobrze jak on. Gospodarz wskazał na szybkę z próbką.
- Struktura symbiotyków zaczyna się psuć. Nie są to duże i znaczące wady, ale jakość upada. Natenial rzeczywiście potrafi dobrać odpowiednie rośliny do naszej odtrutki – Lafrael pokazał palcem, aby Parked przyjrzał się bliżej substancji.
Cząsteczki tworu plantatorów zostały skażone małymi zielonymi plamkami. Jak do tej pory nie wydano do obiegu niczego silniejszego od przetworzonych symbian.
- Warto sprawdzić ich działanie na ludziach. Nawet malutkie odchylenia od prawidłowości dają poważne skutki – zauważył Parked.
- Znasz kogoś, kto zgodzi się świadomie zaryzykować zdrowiem?
- Po co świadomie... . Twoi ludzie na pewno przyjmą bez pytania wszelkie ilości towaru. Idealność pozbawiła ich rozsądku.
- Co dokładnie chcesz otrzymać z przekształcenia symbiotyków? - Parked wystraszył się bezwzględności Lafraela.
- Najlepsze rozwiązanie to wybicie wszystkich plantatorów i zniszczenie receptury tworzenia tego świństwa. Teraz zleży mi na neutralizacji właściwości, po dotarciu do skutecznego składu testowanej cieczy użyję jej w najcięższej formie – brt Kelaya zbyt mocno zatracał się w swoich ponurych planach.
Szmugler wolał nie przyczyniać się do cudzej śmierci, ale wyłączność swatystów na obieg introksyn stanowiła rzecz, która przeszkadzała mu w egzystencji.
- Miejmy nadzieję, że wreszcie uda wam się osiągnąć cel – powiedział niezbyt przekonująco.
- Nie wiem tylko jak zachowa się społeczeństwo. Nagłe odcięcie go od materiłu kreacyjnego wywróci podstawę funkcjonowania. Wszyscy staną się równi i zwyczajni, taki stan wbrew logice grozi niepokojem.
- Poczucie wyjątkowości samoistnie kształtuje hierarchię i jedni kontrolują drugich?
- To też. Dzisiaj Arkanolia posiada sens tworzenia. Dzieki mnie utraci wspólny element dla każdego człowieka, główną ideę. Ludzie pozbawieni możliwości kultu głupieją.
Lafrael otrzymał sygnał, że przed wejściem do atuarium czeka na niego gość. Szybko wyszedł z doświadczalnego pomieszczenia, a drzwi zamaskował zasłoną. Parked przeszedł do najmniej używanej części budynku unikając w ten sposób styczności z przypadkowym wizytatorem. Okazała się nim być Faar. Napięcie wywołane po niespodziewanych odwiedzinach zniknęło. Lafrael uznał kobietę za nieszkodliwą dla jego działalności. Kiedy otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, wyprzedził ją i przywołał ręką do środka atuarium. Rozmowy na zewnątrz były ryzykowne ze względu na swatystów.
- Chciałam się tylko dowiedzieć co u Namad. Nie pomyślałam o bezpośrednim zapytaniu o to, a jestem ciekawa jej stanu zdrowia – wyjaśniła nieco zawstydzona.
- Parked, nie musisz się chować. Widziałem się z nią wczoraj rano. Uzgodniliśmy nasz interes i wróciła do siebie. Wygladała na zadowoloną, wspominała o nowej pracy – Lafrael przypomniał sobie szczegóły ze spotkania.
- Powinna dbać o siebie. Praca w jej przypadku stoi na drugim miejscu, sam czytałeś notatki biotyka.
Parked ukłonił się Faar w progu i usiadł z powrotem obok kolegi.
- Przed chwilą opowiadałem mojemu pomocnikowi o Kelayu. Nie dałem Namad dobrej oferty w sprawie zadośćuczynienia, ale przynajmniej brat usłyszy, że nie jest tak bezpieczny jak dawniej – Lafrael przewidział, że i do tego nawiąże kobieta.
- Może twoje ataki na symbiotyki spowodowały komplikacje u tej Arkanolijki? - wypalił bez zastanowienia Parked.
- Na razie jedynie skutecznie mu je podkradam – odparł zmieszany wzrokiem Faar.
- Nie w nikam w wasze relacje rodzinne. Czuję się trochę odpowiedzialna za Namad, bo sama pogubiła się między presją otoczenia a własnym dobrem. Za szybko ufa nieznajomym ludziom, na przykład tobie. Akurat ty jej nie oszukałeś, bo chodziło ci o coś innego niż materialny zysk. Następni przyjaciele mogą być fałszywi. Chory człowiek zrobi wszystko dla odzyskania zdrowia.
- Zgadzam się z tobą – przytaknął Lafrael. - Ja też nie interesuję się twoim życiem osobistym, ale myślałem, że obie znacie się od lat. Tymczasem opiekujesz się bez wzajemności obcą kobietą. Nic z tej pomocy nie ptrzymasz, narażasz się nawet na problemy.
- Jeśli miałeś na myśli moją rodzinę, to jej nie mam. Jestem jeszcze za młoda – dodała usprawiedliwiająco.
- Nie brakuje u nas zatwardziałych samotników – Lafrael zażartował z Parkeda.
- Hej, łatwo jest wytykać innych i milczeć o sobie – odgryzł się.
- Mieszkacie razem ze sobą? - spytała Faar.
Mężczyźni roześmiali się na głos. Nie byli aż tak osamotnieni, aby skazywać się na wspólne atuarium.
- Muszę jeszcze odwiedzić kolejne miejsce, zostawię was obowiązkom – Faar podniosła się do wyjścia.
- Odprowadź ją i wyjśnij czym się zajmujemy, żeby w razie kłopotów nie spadły na nas pierwszych podejrzenia – Lafrael zwrócił się do Parkeda.
Pomocnik posłuchał się polecenia. Już w otwartych drzwiach dochodziły do nich głośne debaty swatystów. Prawie wszyscy powychodzili na ulicę i wspólnie się naradzali. Atak na plantatora dopiero nabierał emocji.
- Zamierzałam iść do biotyka... - powiedziała Faar.
- Tutaj? Lepiej nie kręcić się w tej dzielnicy. Z powodu afery wywołanej przez niesymbiotycznych ludzi powinnismy jak najszybciej stąd odejść – Parked obawiał się przesadnego podejścia swatystów do zabezpieczeń przed takimi jak on.
Faar nie rozeznawała się w aktualnej sytuacji, ale skorzystała z rady mężczyzny. Tłum rozgorączkowanych zmodyfikowanych osób nie wyglądał przyjaźnie. Na odchodzących nie skupili wzroku, lecz za atuariuum Lafraela w oknach pojawiały się głowy, które ich obserwowały. Parked najpierw zajął się nowinami z otoczenia, potem przystąpił do omówienia działalności brata Kelaya. Gdy Lafrael został sam, wrócił do laboratorium w celu uporządkowania odczynników i próbek. Jeszcze raz spojrzał na fragment, który pokazywał Parkedowi. Najpierw uznał, że przyrząd samodzielnie się przestawił. Pomimo ponownego nastawienia obraz przedstawiał to samo – cząsteczki symbiotyków pozbyły się zielonych plamek. Zdolność do regeneracji wcale się nie uszkodziła. Lafrael krzyknął ze złości. Środek dał prowizoryczny efekt, który okazał się za słaby na własności zwalczanej substancji. Wysiłki nie przybliżyły mężczyzny do odkrycia ostatecznego związku. Próbkę pozostawił w przyrządzie na wypadek kolejnych reakcji.

Obojętność na bezczelność szaraków, jak nazywał Kelay Arkanolijczyków bez symbiotyków w organizmie, zagrażała także jego spokojowi i tak zakłócanemu przez Lafraela. Przewidywał, że nikt nie ułożył korzystnej taktyki w przeciwstawieniu się kradzieżom. Sam nie posiadał bardzo wysokiej pozycji, więc nie potrafił oszacować ile osób zgodzi się na jego propozycję. Podejście na skraj grupki plantatorów nie zostało zauważone. Żeby doszło do przerwania wzajemnych narzekań, musiał użyć całego potencjału swojego gardła.
- Nie mam dowodów na własną hipotezę, jednak jest wielce prawdopodobne, iż za napaścią stoi mój brat Lafrael – ogłosił.
Mieszkańcy dzielnicy otrzymali poszlakę do znalezienia motywu kradzieży symbiotyków.
- Od dawna podkrada mi zapasy, ale nie upubliczniałem sprawy ze względu na rodzinny status. Nie wykluczam, że swoją niechęć do plantatorów Lafrael przeniósł dalej. To już nie mój problem, ale nasz.
- Co jest powodem tej antysympatii? - słuchacze zainteresowali się opinią Kelaya.
- Ojciec wybrał mnie na dziedzica zamiast niego. Teraz się mści, zamiast postarać się o wejście na zakres usług. Żerowanie na cudzej prcy stało się dobrze punktowane. Proponuję mieć go na uwadze, gdyby doszło do kolejnego incydentu.
Kelay rozsiał pogłoskę, która trafiła do szerokiego grona wystraszonych ludzi. Nawet niewielkie insynuacje mogły urosnąć w efekcie wybujałej wyobraźni. Swatyści traktowali własne ciało jak świętość. Próby jego uszkodzenia działały intensywnie na ich odczucia.
- Może pójdziesz do brata i zapytasz go, czy ma coś wspólnego z napadem? - zaproponowano.
- Myślicie, że mi się przyzna? Nie wiem z jakimi kolegami się przyjaźni, ale stawiam raczej na zorganizowaną grupę. Sam nie zaszedłby tak daleko – chciał, żeby Lafraela postrzegano jako niebezpieczną personę.
Plantatorzy dokończyli za Kelaya układanie historii spiskowych. Jego wkład, minimlny, miał doprowadzić do zrobienia z brata winowajcy wobec rzeczy, z którymi nie musiał być połączony. Skoro Lafrael zdobywał się na różne sposoby oczerniania jego imienia, spokojne znoszenie nieprzyjemności tylko mu szkodziło.
Pokazał wszystkim atuarium krewnego i odszedł. Nikt nie śpieszył się z zatrzymaniem go i dalszym wypytywaniem o charakterystykę podsuniętego oprawcy. Rezygnacja z modyfikacji Lafraela dzisiaj utrudniała mu życie jak nigdy wcześniej. Wyeliminowanie szaraka nie wpisywało się w moralność swatysty. Kelay brudną robotę zostawiał innym.

Po udanym ataku hegemon wrócił do posiadłości, aby do wieczora aczekać na drugą fazę planu, czyli wymianę symbiotyków na punkty. Wizja lokalna wyłoniła najlepszych kandydatów na dyskretną transakcję, gdzie przemytnicy często się wśród nich nie ujawniali. Tamtejsi ludzie z ostatnich części Arkanolii, sąsiadujących z lasami i pustymi ziemiami, posiadali te same potrzeby co osadnicy z rozwiniętych stref. Suborowie przygotowywali się na zdobycie dobrych kontaktów, zwłaszcza dbających o potajemne widzenia.
W głównym holu panowało zamieszanie. Ariad wkroczył do niego jak zwykle zlekceważony, jakby wyłącznie przeszkadzał w naturalnym rytmie dnia młodszych członków. Nawzajem przekazywano sobie małe pudełeczka wydalające charakterystyczny zapach. Hegemon zmarszczył brwi, kiedy introksyny wędrowały do mężczyzn zaślepionych uzależnieniem od radości w płynie. Zdziwił się, że dysponowano aż taką ilością substancji. Duży zapas narkotyku równał się ożywieniu i przekrzykiwaniu. Bez radzenia się wróżbitów dało się przewidzieć rychły upadek zrzeszenia, jeżeli doznania w mózgu będą stałym obowiązkiem duchowych praktyk.
Patrząc na godne pożałowania starania o dawki specyfiku Ariad przecisnął się do prywatnego pomieszczenia. Nigdy by nie przypuszczał, że jego wataha stoczy się do nędznego poziomu. Zamknięcie się przed nią dało pewien odpoczynek psychiczny. W spokoju wyłożył uprowadzoną własność i posortował ją w równych pakietach. Dwa razy mniejsze wymagania za serum doskonałości to konkurencja nie do przebicia. Hegemon był świadomy zamieszania wokół jego czynu. Upadek jedynych zainteresowanych pochodzeniem Pierwotnych jawił się jako katastrofa całej Arkanolii. Wchłonięcie człowieka przez symbiotyki zataczało cykl istnienia życia na planecie. W dodatku nikt nie zważał na konsekwencje trwałych deformacji i okaleczeń w następnych pokoleniach.
Ariad nie nacieszył się długo wyłącznością.Poddany jego poleceniom subor wszedł do pokoju z miną oznajmiającą złe wieści.
- Nie tylko my posunęliśmy się dzisiaj do odebrania siłą czegoś, na czym nam zależy. Grupa naszych ludzi zaatakowała obok Strefy SYM osoby, które handlowały introksynami. W przeciwieństwie do nas nie zastosowali zamaskowania – powiedział szybkim tempem.
Ariad najpierw przemyślał wiadomość, potem zezłościł się na tyle, aby dać komentarz.
- Idioci! Zanim uzbieramy punkty poszkodowani rozniosą nas w miazgę za tę głupotę! Koniec z ignorancją. Masz mi natychmiast spisać imiona uczestników z popołudnia, a ja zajmę się odpowiednią karą.
- Teraz główni sprawcy zajęci są odurzaniem. Postaram się dowiedzieć kto należał do bandy od prawdomównych osób.
- Tak, w otępionym stanie stracą panowanie nad prostymi funkcjami. Już ja im obiecuję twardy powrót do rzeczywistości – hegemon wyżyłby się na czymś materialnym, ale pod ręką miał wyłącznie symbiotyki.
Subor zostawił Ariada samego i wtopił się w zagęszczenie kolegów. Introksyny spożywano w holu zaraz po zabraniu ich w ręce. Zachłanność wzmogła się w porównaniu do wcześniejszej konsumpcji. Przewodzący sam wkrótce opuścił miejsce odosobnienia. Patrząc na zespołowe narkotyzowanie tym bardziej chciał własnoręcznie odpłacić za nieposłuszeństwo.
Drogę zagrodził mu Natenial. Nie przystawał do zwolenników introksyn, ale Ariad nie zauważył, aby posiadał w nim poparcie.
- Proponuję eksmisję – odparł zwyczajnie Natenial.
- Najpierw rozprawię się z najgorszymi nieudacznikami w zgromadzeniu – hegemon szukał w myślach nadającego się na więzienie pomieszczenia.
- Ludzie nie wiedzą z imienia kto ich zaatakował. Co z tego, że my ukarzemy winnych, kiedy wszyscy będziemy postrzegani jako przestępcy.
- Czy dobrze rozumiem, że radzisz mi oddać uzależnionych w ręce poszkodowanych?
- Właśnie tak. Uratujemy siebie przed niesprawiedliwym rewanżem.
Rozgorączkowanie Ariada faktycznie wnosiło mniejsze korzyści dla całej załogi.
- Chyba warto by dokonać wydaleń z naszego towarzystwa. Liczba nie przekłada się na jakość. Wyrzucimy ich osłabionych pod atuariami przy Strefie SYM i po problemie – uznał starszy mężczyzna.
- Musimy się pośpieszyć zanim tamci nas nie wyprzedzą.
Symbiotyki stanowiły wrażliwy punkt Arkanolijskiego człowieka. Jeśli ktoś zamieniał się w potwora, to właśnie za ich przyczyną. Natenial obawiał się o masowy lincz, podczas którego sam ucierpiałby fizycznie i otrzymałby społeczne wykluczenie.
- Nie martw się, ja się wszystkim zajmę – dodał hegemon.
Ariad dotrzymał zdania. Kiedy wyznaczony subor spisał uczestników introksynowej akcji, osoby przeciwne jawnemu wystawianiu się na potępienie wyprowadziły prawie na rękach otępionych zdrajców. Wypite substancje pokazywały umysłom zupełnie coś innego. Podstawy świata prawdziwego zakrzywiły się i odsłoniły nieznane elementy obecnego wymiaru. Uśmiechnięci złodzieje przeżywali wrażenia przeciągnięte z perspektywy Pierwotnych. Dla takich impulsów warto było zrezygnować z kontroli nad ciałem.
Hegemon z politowaniem odprowadzał wzrokiem niepełnosprawnych dorosłych ludzi, traktowanych jak na wpół umarłych. Reakcja mieszkańców dzielnicy mogła zdziwić całe zgrupowanie. Przynajmniej odeszły pasożyty niestarające się o punkty.
Wśród pieszego konwoju znajdował się również Natenial. Scena zachowania suborów po raz trzeci tego dnia zaskoczyła postronne osoby wyglądem. W ramach przeprosin niesiono ofiary pojednania – rytuał pasujący do praktyk badaczy Pierwotnych. Zabrane introksyny zwracano w wnętrznościach konsumentów.
Transportowanie bezwładnej formy męczyło mężczyzn. Dochodząc do początku dzielnicy od razu zostali przywitani przez wściekłych tubylców. Ci obawiali się następnej fazy ataku, chociaż obecność upojonych narkotykami przeczyła logicznej taktyce. Natenial wyszedł na przód, aby powstrzymać nagłe rozruchy przed wytłumaczeniem przyczyn powrotu do poszkodowanych.
- Suborowie, którzy zabrali waszą własność, już nie należą do nas. Możecie się na nich odegrać, bo my nie chcemy mieć z nimi nic wspólnego – ogłosił poddenerwowanym gapiom.
Przeciwnicy stali w bezruchu nie wiedząc co odpowiedzieć na apel. Podrygujące w wizjach ciała nie wzbudzały już agresji. Zrzucono organiczny balast przed posesjami „katów”, którzy nie kwapili się do interwencji. Oba obozy postawiono w niezręcznej sytuacji. Złość szybko minęła, a to ona miała posłużyć za narzędzie.
- Pomijacie swoją odpłatę? - zapytał Natenial zmieszany, bo sam obmyślił taki plan.
- Przecież w tym stanie nic nie czują i nie rejestrują – odpowiedziała pierwsza osoba z brzegu.
- Kiedy się obudzą znowu mogą ruszyć po introksyny – zauważył subor obok Nateniala.
- Szlag. Na pewno nie przyjdzie wam potem do głowy zemsta? - główny opertor liczył jeszcze na Strefę SYM.
- Jeśli pokażą się tu z identycznymi intencjami, my się przygotujemy na zemstę – zapewniał przedstawiciel mieszkańców.
- Holujemy ich do kontenerów – zdecydował Natenial.
Towarzysze niechętnie wznowili wysiłek, jednak przyszli dla załagodzenia konfliktu. Zaczęto powoli zabierać odrzuconych ludzi z ulicy, gdy doszło do skomplikowanej przemowy jednego z nich. Umysł otrzeźwiał w stopniu, gdzie osobowość zmieniła się w obcą formację. Mężczyzna używał głosu, ale nie panował nad budowaną treścią. Natenial nie zanotował w pamięci przypadku wieszczenia rzeczy wykraczających poza zwykłe schematy opisu otoczenia. Wszyscy słuchali z zainteresowaniem inwencji introksyn.
- Kreacja jest przekazywana dziedzicznie każdemu wytworzonemu pierwiastkowi. Przejawia się w inteligencji i bytach pozbawionych duszy. Od narodzin budujemy różne twory, z kolei one robią to samo z innym materiałem. Kreujemy będąc jednocześnie kreowanymi – subor opowiadał na leżąco poruszając tylko ustami. - Zastanawialiście się co wykreśliło kosmos? Jakim cudem prochy skalne i gazowe utrzymują przy istnieniu tak wielki obiekt? Ktoś nakazał cząstkom używać akurat takich sił i wiązań. Ten ktoś, po przygotowaniu gruntu do życia, wcielił się w skórę człowieka. Dopiero od tego momentu rozwijał się tak, jak tego chciał. Nie wszystkie postacie są warte kontynuowania. Powielanie wykonuje się dotąd, aż osiągnie się stan idealny. Niestety „idealność” nie istnieje, bo jeszcze jej nie wymyślono, zawsze jeden z braci dominuje w różnych okolicznościach.
- Co on wygaduje? - spytał inny subor.
- Majaczy w transie – odparł Natenial nie wierząc w zasługi introksyn.
Przemowa trwała dalej.
- To wina obranej taktyki. Podobno bez niej nie opuszczono by podstawowego poziomu. Nadmiar kreacji objawia się przewrotem w stronę zła. Nie można konstruować i wychodzić poza równowagę sił. Teraz płacimy cenę naszego życia najgorszą opcją. Destrukcja musi odrobić tyle, ile wykonał konstrukcjonizm. Sami wywołaliśmy prawa, których nie da się obejść. Rzeźbiarz uzależnił się od kamienia, starszej od niego materii. Taka jest prawda, że znajdujemy się w stanie przejściowym. Dopiero po jego zakończeniu będziemy mogli zająć się tworzeniem siebie w wymyślony sposób. Darujcie sobie próby dojścia do celu szybciej niż to zaplanowano.
- Przecież śmierć jest destrukcją. Nic nie utrzymuje się w wieczności – wtrącił ktoś z ludzi.
- Co się tyczy materii, fazy przechodzą między sobą. Jednak zakryta przez nią nasza część nie podlega niszczeniu. Musi godzić się na złe doświadczenia, żeby pozbyć się długu wobec postępowi.
- Kim więc byli Pierwotni? - Natenialowi właśnie to przyszło do głowy.
- Na pewno nie ludźmi. Oni nie pochodzili stąd.
Mieszkańcy komentowali zajście we własnym gronie, suborowie także. Obie grupy lekceważyły własności introksyn ze względu na hamowanie normalnego sposobu rozumowania. Opetany improwizacją metafizyczną mężczyzna nawet nie wiedział co się z nim dzieje, a nagle doznał olśnienia filozoficznego. Odrętwienie języka pojawiło się równie niespodziewanie jak słowotok. Razem z resztą uległych narkotykom trafił do pochodu zmierzającego w stronę Strefy SYM.
Natenial obawiał się, że wypadek z wieszczeniem „prawdy” zmotywuje pozostałych przy normalnym funkcjonowaniu do sięgnięcia po introksyny. W końcu lepszej metody na otwarcie utajonej jaźni nie wynaleziono. Jako, że substancje te pochodzą bezpośrednio od symbiotyków, nie sprawdzono, czy i w takiej postaci nie dochodzi do mutacji genetycznych. Niekontrolowane zmiany w organizmie mogły przybliżyć konsumentów do zgonu niż objawienia.
Ciała położono przy kontenerach. W ten sposób zadrwiono sobie z nikomu niepotrzebnych członków zrzeszenia. Uprzedmiotowienie suborów nie wywoływało sprzeciwu żadnej klasy społeczeństwa. A zapewne zawierali się w Arkanolii i tacy, którzy ucieszyli się z rozłamu Sewojetowych i Starkowych pomyleńców.
Zamieszanie poza granicami rejonu hegemona wykorzystano do drugiej napaści na plantatora. Ariad wymknął się z posiadłości w przebraniu z tymi samymi zaufanymi osobami co poprzednio. Jego taktyka opierała się na powszechnej logice człowieka. Od nadmiaru symbiotyków inteligencji nie przybywało. Zgodnie z przewidywaniami swatyści mieli zbyt mało czasu na zabezpieczenie się przed kradzieżami. Zapewne uważali, że szybko nie dojdzie do kolejnego incydentu. Teraz Ariad zdecydował się na równoczesne ataki w wielu miejscach. Plantatorzy osiedlali się w oddzielnych strefach, uwaga skupiona była tylko na tej z poszkodowanym producentem.
Kiedy suborowie poradzili sobie z kompanami na Strefie SYM, pokój hegemona nie miał już swojego właściciela. Natenial poszukiwał Ariada, aby zameldować mu wprowadzone zmiany w planie. Okazało się, że w atuarium nie ma żadnego człowieka odpowiadającego za zwierzchnictwo zgrupowania. Oznaczało to, że przewodzący nie dbał o pozycję i przyzwala na samowolne postępowanie. Dopiero teraz Natenial uświadomił sobie, że również tutaj zastosowanie otrzymała metoda siłowej eliminacji niepotrzebnych osobników. Jeżeli nieprzytomni zechcą powócić do domu, wypchnięcie ich za drzwi nie będzie łatwe.
Arkanolijczycy upadali mentalnie. Mężczyzna dostrzegał to wszędzie, u młodych i starych. Subor w transie mijał się z rzeczywistością w swoich poglądach. Dusza uległa destrukcji. Odrzuciła jakiekolwiek wartości, zaczęła zwalczać innych i samą siebie, chyba że ludzie od początku posiadali okropne cechy, wtedy hipoteza byłaby prawdziwa. Mit o istnieniu Pierwotnych przeczył niedoskonałości ducha. Cywilizacja zjeżdżała właśnie ze szczytu, a nie się na niego wspinała. Tylko swatyści twierdzą odmiennie od opozycji. Natenial jeszcze nigdy nie zapytał się ich o punkt widzenia wobec człowieka. Niby nie negowali wiary w Sewojeta i Starkę, ale tworzenie ograniczali do ciała. Może uznali, że modyfikcje formy przekształcą głębszą warstwę bytu dzieki ulepszeniom fizycznym.
Niewykluczone, że przez osiągnięcia mądrych i cudownych przodków nowa generacja pokolenia zwraca równowartość mentalnej siły w utracie dawnych przywilejów. Zapędzenie Arkanolii do uzależnienia od sztucznej interwencji dopiero nabierało szybkości. A szukanie duchowych aspektów w związkach chemicznych było poniżające.
Natenial westchnął rezygnująco. Gdyby nie brak własnego atuarium, odszedłby z warstwy suborów. Sam Ariad powiedział kiedyś, że do tej warstwy należy się do śmierci, nawet jeśli oficjalnie zrzeka się jej tytułu.

Wieczorem Gondez otrzymał połączenie od bliskiego współpracownika Tortela. Wybrana chwila na konwersację nie odpowiadała biotykowi, ale tak ważnej osobie ze słuchawki się nie odmawia. Sprawdzał stan zdrowia nagich ludzi odpowiadając jednocześnie Tortelowi. Wyhodowane okazy przyglądały się Gondezowi, które rzadko słyszały jego mowę. Zazwyczaj badania odbywały się w ciszy. Poziom rozumianego słownictwa twórca określił na niski, wyjątek stanowiły wyuczone komendy.
- Ja w ogóle się nie przejmuję dzisiejszymi wypadkami. U siebie mam niewielkie ilości symbiotyków. Teraz nawet ich rzadko używam – powiedział biotyk.
- Nie chodzi mi o nie. Wystarczy włamanie w złe miejsce i do publiki przedostaną się wiadomości o naszych projektach – tłumaczył nerwowy Tortel.
- To nie są idioci. Uderzają tam, gdzie ryzyko wpadki jest małe. Dorze wiedzą, że stoimy na wysokim poziomie człowieczeństwa.
- Ludzie trochę zwariowali. Nie zachowują się rozsądnie, posuwają się do podstępów i wykroczeń. Przestali zgadzać się na rozwarstwienie i utrzymywaie z punktów. Lepiej, że przestaliśmy ufać swojej pozycji.
- Kiedyś wszystko musi ulec wymianie. My się rozwijamy, reszta pozostaje w stagnacji. Ciebie by nie denerwował taki system?
- Pewnie, że nie zgadzałbym się na skazanie uczestniczenia w gorszej roli – Tortel pogubił się w egoizmie i poczuciu równości.
Żywe części eksperymentu siedziały nieruchomo czekając na decyzje Gondeza. Zawsze były apatyczne, pozbawione energii. Taki zamysł przyświecał kreatorowi. Na jego życzenie potulne stworzenia miały zmieniać się w biologiczną broń bez emocji. Śmierć według ich światopoglądu posiadała abstrakcyjne zabarwienie, na jakim nie skupiały uwagi. To, że nagle ktoś przestał się poruszać i oddychać, niczego dla nich nie znaczyło. Na co dzień wywołujące litość marnym wyglądem i ponurymi twarzami, przechowywały w sobie przełącznik, do którego dostęp zastrzegł Gondez.
Symbiotyczne sangusy wymagały od biotyka zapobiegliwości i ostrożności. Pierwszy raz skomponował organizmy o zmodyfikowanej do maksimum psychice. Zachowanie normalne dla niego mogło wywołać agresję tworu, a potem ciężkie obrażenia na ciele mężczzny.
- Co teraz robisz? - zapytał Tortel.
- Zajmuję się naszymi sangusami.
- Nie rozumiem dlaczego poświęcasz im tyle czasu. Wkrótce zaczną traktować cię jak ojca, nie jak pana.
- Spokojnie. One nie są zdolne do przywiązania emocjonalnego – Gondez popatrzył w oczy najbliższego człowieka nie zauważając przez nie własnego odbicia.
- To się jeszcze okaże na testach środowiskowych.
- Chyba nadeszła pora, żeby moje prototypy zapoznały się z twoimi. Sprawdzimy jak zareagują na siebie nawzajem. Ważne, aby dobrze współpracowały przy wykonywaniu zadania.
- Akurat w czasie, gdy dochodzi do napadów na plantatorów... . Przecież mogą nas wypatrzeć i zaalarmować ludność o niewolnictwie. Wyjaśnisz takim prostakom, że sangusy są ułomnymi imitacjami Arkanolijczyków?
- Trochę się zdziwią, że ci ułomni pod względem właściwości stoją lepiej od nich. Być gorszym od golasa z małym móżdżkiem – dołująca świadomość.
- Trzymaj się tego, co powiedziałeś i uważaj na podglądaczy – powtórzył ostatni raz Tortel.
- Ubierz własne stworzenia w ciuchy i przyprowadź je do mnie zaraz po wybudzeniu się. Nikt tak wcześnie nie wychodzi z atuarium – Gondez potraktował prośbę jak rozkaz.
- Jeżeli coś nam wyjdzie nie po myśli, ty zwracasz mój wysiłek w projekt.
- W ogóle mi nie ufasz. Nigdy przy mnie nie poniosłeś strat.
- Na razie. Zobaczymy się o świcie – Tortel przerwał łączność.
Gondez popatrzył się jeszcze na biologiczne dokonanie przed wejściem do następnego pomieszczenia biotycznego. Na pewno podejrzenia współpracownika były wyolbrzymione. Bez potrzeby korzystania z klatek sangusy przebywały w wydzielonym obszarze całe życie.
Oprócz nimi mężczyzna zajmował się innymi badaniami i modyfikacjami. Zbliżała się pora snu, potrzebnego dla ciała, a do poradzenia sobie z obowiązkami wymagał nieco więcej nocnego czasu. Zdecydowanie ktoś musiał pomóc mu w prostych czynnościach, bez znajomości specjalnej wiedzy. Ponieważ o świcie umówił się na spotkanie, a chciał zachować się w dobrym stanie umysłowym i fizycznym, postanowił teraz wesprzeć się dodatkowym personelem. W głównym gabinecie połączył się z urządzeniem podarowanym niedawno nowemu zatrudnionemu.
Osoba odpowiadająca Gondezowi od razu zgodziła się przyjść do pracy bez względu na włsne zmęczenie. Oddanie swatyście miało kilka powodów, które biotyk przetwarzał do własnych celów. Kiedy opiekę nad okazami zlecił zmiennikowi, mógł poświęcić się przyjemniejszym obowiązkom, bo związanym z dbaniem o siebie samego. W trakcie kąpieli pomyślał o losie ludzi pozbawionych symbiotyków – organicznych papek, rzadzonych przez procesy fizjologiczne i uzależnionych od wszystkich zewnętrznych czynników. Aż dziwne, że w tak prostej substancji zawierały się emocje i odczucia identyczne z przejawianymi przez swatystów. Udoskonalona powłoka powinna przyczynić się do intensywniejszych wrażeń, jednak to nie działało w podany sposób. Pod względem formuły istnienia Arkanolia nie dzieliła się na wyższych i niższych. Nie podobało się to Gondezowi. Symbiotyczne osoby stanowiły odrębny gatunek, nie mogą posiadać wspólnych elementów z przodkami genetycznymi. Chociaż swatystą się nie rodziło, a stawało, metoda otrzymywania ulepszonej wersji ludzi wyznaczyła inwazyjny kierunek kreacji żywych organizmów. Nieśmiertelnym pozwolono zastąpić królestwo zwyczajnych zwierząt, które rzekomo pochodziły w prostej linii od Pierwotnych.
- Chciałbym wreszcie się dowiedzieć kim oni byli. Dlaczego swoją doskonałość rozdzielili na fragmenty, zamiast zachować ją dla siebie? Sewojet miał dość Starki? - Gondez mówił do wody.
Gdy kończył kąpiel, jego pomocnik właśnie otwierał zamek w drzwiach.

Data:

 2013

Podpis:

 Morgo

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=76970

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl