DRUKUJ

 

Symacja (2)

Publikacja:

 14-04-30

Autor:

 MorgoScition
Rozdział 2.
Dzieci biotyka Gondeza

Gwiazda Losa dopiero pokazała kawałek swojej tarczy nad ziemią, a Lafrael biegł w stronę osiedla niedaleko Strefy SYM. Mieszkańcy o tej porze jeszcze odpoczywali oprócz swatystów, którzy zredukowali czas snu trzykrotnie i właśnie teraz powinni być zajęci zabiegami dbającymi o ciało. Niska symbiotycznie dzielnica zapewniała Lafraelowi dyskrecję. Na miejscu uważnie rozglądał się za rewelacjami o jakich niedawno usłyszał od swojego szmuglera. Sama ulica wyglądała zwyczajnie, nawet Parked pozostawał niewidoczny, jakby w ogóle nie przyszedł pod wskazaną lokalizację. Bez opisanych szczegółów mężczyzna musiał zdać się na dokładne poszukiwania anomalii.
Na końcu dzielnicy dostrzegł wystające zza kontenera nogi. Zapewne miały należeć do wspomnianego osobnika. Nieprzytomny leżał na wznak z małą probówką. Lafrael zabrał mu ją i powąchał – zabrakło charakterystycznego zapachu introksyn. Teoria Parkeda nie pasowała do sytuacji znalezionego obcego. Ubranie subora dawało jasno do zrozumienia, że rzeczywiście nadeszły nieciekawe czasy dla tej grupy Arkanolijczyków. Odurzanie się nieznanymi substancjami w wykonaniu amatorów niosło ryzyko poważnych skutków ubocznych. Subor oddychał, ale na pewno w jego zamierzeniu nie zależało mu na przerwaniu łączności ze świadommością.
Lafrael uderzył lekko mężczyznę w twarz, który tylko jęknął niezadowolony z przerywania mu odpoczynku. Pomysł o zaczekaniu na kolegę wydał się najkorzystniejszy. Nie wiadomo jak denat zachowałby się po gwałtownym wybudzeniu. Chemiczne środki mogą zaburzyć osobowość do stanu pozbawiającego samodzielnej kontroli.
Kiedy do osiedla dołączył Parked, dopiero wtedy zainteresowanie suborem przeszło na etap praktycznego działania. Szmugler powtórzył wstępne badanie probówki dochodząc do podobnego co wcześniej wniosku. Ktoś wymyślił nową recepturę i pierwszy ochotnik albo eksperymentator sprawdził ją na sobie w ukryciu przed innymi. Lafrael cucił nieprzytomnego do skutku. Parked na wszelki wypadek położył koło siebie łom, aby mieć czym się bronić przed agresorem. Subor otworzył oczy, ale na początku nie kojarzył otoczenia, otępiony swoimi środkami. Nie ruszał się, nie zadawał pytań. Po prostu leżał próbując ułożyć sobie ostatnie wydarzenia przed wyłączeniem z percepcji.
- Co wypiłeś? - zapytał Parked kładąc rękę obok łomu.
- To już się ściemnia? - zdziwił się odurzony.
- Mamy wczesny poranek. Musiałeś przesadzić z degustacją – stwierdził rozbawiony widokiem Lafrael.
- Przesadziłem z dawką. Najgorsze jest to, że wszystko przespałem i całe moje przedsięwzięcie do niczego mi się nie przydało. Dobrze, że nikomu nie przyszło do głowy zająć się mną w upokarzający sposób.
Subor usiadł gotowy do powrotu na własne terytorium. Lafrael i Parked zareagowali przeciwko odejściu mężczyzny bez przeprowadzenia wywiadu na temat nieznanej substancji.
- Co wypiłeś? - powtórzył się Parked.
- Tajny specyfik, który powinien być lepszy od introksyn zalepiających umysł kolorowymi obrazkami – odpowiedział przesłuchiwany.
- Jak się nazywasz? - teraz wtrącił się Lafrael.
- Natenial. Mieszkacie tutaj i interesujecie się mną, bo chcecie, żebym opuścił cudzą własność? - subor wystraszył się nieprzyjemności ze strony dwóch nieznajomych.
- Nic ci nie zrobimy. Ważniejsza dla nas od ciebie jest substancja twojej roboty. Z czego ją otrzymałeś? - Lafrael przejął inicjatywę śledczego.
- Przestałem bazować na symbiotykach i całym świństwie będącym ich pochodną. Sztuczne związki wypierają naturalny budulec ciała i umysłu, przez co zamieniamy się w ożywione manekiny. W takiej postaci oddalamy się od kreacji Sewojeta i Starki, a swatyści i biotycy zaprzeczają postępowaniem głównej idei naszych braci. Wypróbowałem mieszanki roślin, które w składzie posiadają elementy występujące w większości w ludzkim organizmie.
- Taka prosta zasada dała efekt w postaci utraty przytomności na ponad dobę?
- Myślicie, że tylko laboratoryjne dzieła mają dobrą skuteczność? Arkanolia nie odkryła potencjału dostępnych środków. Stosuje się jedynie te zioła, które mają poprawić urodę, a nie bierze się pod uwagę innych, groźniejszych właściwości.
Lafrael rozumiał zamysł Nateniala. Sam wykonywał podobne zajęcia, tyle że przeznaczone do różnych celów. Swatyści zbyt mocno zaufali symbiotykom, aby spojrzeć na utajone materiały znajdujące się w środowisku.
- Jako subor używasz płynu do przełączenia się na odbiór innego świata? - Parked bliższy był zamiarom Nateniala niż Lafrael.
- Jeżeli jesteśmy dalszymi wcieleniami Pierwotnych, powinniśmy zachować gdzieś w sobie informacje o sensie istnienia i tworzenia. Nawet bez takiej genealogii wypada, by każda istota kierowała się jakimś planem kreacji. My sugerujemy się łatwiejszą metodą nie mogąc sprawdzić jak daleko odeszliśmy od celu braci – tłumaczył Natenial.
- Według mnie żaden Sewojet i żaden Starka nie żyli przed Arkanolią. Skoro byli na tyle potężni, aby dokonać rozdzielenia ciała i duszy, dlaczego my w porównaniu z nimi nie potrafimy wykorzystać swoich umiejętności i zdajemy się na symbiotyki? - szmugler przeszedł na temat metafizyki, co oddalało jego i Lafraela od przyczyny tak wczesnej wycieczki.
- Owszem, bracia syjamscy to mit ułożony przez naszych poprzedników. Wykopaliska sugerują, że kiedyś żyła kultura całkowicie pozbawiona technologii. Mimo to radzili sobie z rzeczami niewykonywalnymi bez zastosowania maszyn. Oni wiedzieli o zasadach działania materii i wykorzystywali tę znajomość w praktyce. Pierwotni to kod do ich wiedzy. Niestety bez pomocy przyrządów nie wygrzebiemy z ziemi więcej od obecnego stanu zaplecza – subor zaciekawił swoimi wywodami mężczyzn.
- Wywary z roślin mają odpowiedzieć na twoje pytania wobec przeszłości? - Lafrael nie rozumiał naiwności uduchowionej grupy.
- Skoro informacje nie znajdują się w materii, muszą być w nas samych. Coś skłoniło przodków do zmiany egzystencji i rezygnacji ze starego typu tworzenia. Gdzie są ich kości, budowle? Ktoś perfidnie zaciera po nich ślady, aby wiedza Pierwotnych pozostała utajona.
- W związku z poważną sytuacją proponujemy ci współpracę – Lafrael ułożył szybko korzystny plan związany z umiejętnościami subora.
Parked spojrzał się na znajomego z zaskoczeniem, ale i jemu wydawało się, że Natenial nie jest prostym człowiekiem zaciśniętym między doktryną klasy a realiami współczesności.
- Ja także zajmuję się chemią, kolega zna się w dziedzinie introksyn, ale i to się przyda naszej działalności. Nie chciałbyś połączyć swojego doświadczenia z intencjami takich ludzi jak my? - kontynuował Lafrael.
Natenial myślał nad słowami dopiero poznanego człowieka. Brak symbiotyków w ciałach obojga Arkanolijczyków przemawiał na ich szanse do zdobycia zaufania.
- W czym miałbym wam pomóc? - dopytał.
- Od dłuższego czasu opracowuję związek skażający symbiotyki. Niestety plantatorzy stosują zabezpieczenia przed szkodliwymi czynnikami. Nikomu do tej pory nie udało się stworzyć niczego mocniejszego od symbiotyków, więc i moje starania są mało realne. Udowodnisz swoją teorię o możliwościach natury i Pierwotnych poprzez zastosowanie własnej metody – zachęcał Lafrael, a Parked przytakiwał głową.
- Konkurencyjna eliminacja? Jeszcze nie spotkałem człowieka, któremu zależy na zwykłym zniszczeniu podstawy pozycji swatystów. Co za to dostaniesz, gdy uda ci się zlikwidować symbiotyki? - Natenial analizował psychologię postępowania Lafraela.
- Mam dość niewoli przez nie wywołanej. Mój rozsądek działa bez zarzutu, ale dzięki swatystom czuję się jak ułamek człowieka, podgatunek Arkanolijczyka. Ich dominacja doprowadzi kiedyś do strat albo utworzenia nowej ideologii skierowanej przeciwko zwykłym ludziom. Posiadam brata plantatora i zauważyłem jak bardzo zmieniły go symbiotyki.
- Większość z nas po prostu zazdrości pozycji uprzywilejowanych i idealnego ciała. My chcemy tylko normalnie funkcjonować, bez poświęcania się w imię Pierwotnych sztucznemu ulepszaniu – Parked dopowiedział własną opinię.
- Doskonale was rozumiem. Życie swatystów jest uzależniające. Przyznajcie się, nie kusi was wizja nieśmiertelności i niezniszczalności? - subor znał ludzkie popędy i słabości, nie wierzył, że jego rozmówcy są całkowicie przeciwko otrzymania takich atrybutów.
- Pewnie, że dobrze byłoby się wyposażyć w coś takiego. Jednak symbiotyki wykreowały poczwary niezdolne do naturalności. Rozwiązanie biotyków nam nie odpowiada – skomentował Lafrael.
- Chyba możemy spróbować zdziałać razem jakąś alternatywę – Natenial ostatecznie zdecydował się na pomoc.
Lafrael uśmiechnął się do Parkeda zadowolony z nowego stronnika. Przypadkowe okoliczności zawiązały dla niego pomyślne impulsy w postaci niezdecydowanego społecznie subora. Kelay posiadał wpływy i zrzeszonych w koalicji towarzyszy, co mimo wszystko nie spisywało jego starań na przegrane wyskoki.
- Zabiorę cię do swojego atuarium i zapoznam z przyrządami. Lepiej, żebyś nawet współbraciom nie wygadał się z naszej umowy – zastrzegł Lafrael, kiedy podnosił Nateniala na nogi.
Dzielnica nadal pozostała bezludna, ale zawsze istniało ryzyko, że ktoś zauważy dwoje zwykłych mężczyzn z przedstawicielem duchowego zgrupowania, a to nie należało do sytuacji zyskujących aprobatę w Arkanolii. Parked szedł przodem, aby utrudnić widok charakterystycznych cech subora. W ten sposób miał się odbyt przemyt człowieka aż do strefy sąsiadującej z posesjami swatystów. Nawet szmugler w czasie znajomości z Lafraelem bywał w niej zaledwie kilka razy. Pojawianie się niesymbiotycznych ludzi w rejonie zmodyfikowanych uznawano zazwyczaj za szpiegostwo i natręctwo. Nie brakowało Arkanolijczyków, którzy do przesady śledzili wymarzone ideały i podziwiali ich w chorobliwej obsesji.
Eskorta Nateniala minęła się w drodze tylko z jedną kobietą zanim dotarła do docelowego atuarium. Namad była tak roztrzęsiona, że nie pofatygowała się rzucić okiem na obcych przechodzących obok niej. Pora odwiedzin biotyka nie pasowała do przyjętego zwyczaju, ale zdenerwowanie nie pozwalało jej na spokojne oczekiwanie umówionej wizyty. Stanęła przed zamkniętym budynkiem i całkowicie straciła panowanie nad emocjami. Chodziła w kółko i wpadała w krótkotrwałe napady płaczu. Świadomość rychłego zgonu gorzej pogrążała ją niż choroba. Sama nie wiedziała jak zaradzić niszczeniu ciała, nawet biotycy rozkładali ręce, więc reagowała na wszystko tak histerycznie.
Znajomy Faar nie spodziewał się, że Namad będzie go ciągle odwiedzać i wymuszać na nim leczenie. Wystarczy, że poświęcił się dodatkowej pracy przeanalizowania symbiotyków Kelaya. Zdesperowana kobieta prawie wczepiła się rękoma w biotyka prosząc o zaradzenie jej schorzeniu. Efrad nie lubił okazywania uczuć ze strony swoich pacjentów. Krępowało go to i odciągało od profesjonalnego podejścia do ludzi.
- Proszę się uspokoić – nalegał. Namad zaczynała działać mu na nerwy.
- Ja naprawdę umieram. Nie wierzę, że niczego nie da się już zrobić – nie poddawała się kobieta.
- Osobiście nie jestem na tyle urządzony, żeby odbudowywać fragmenty DNA. Mogę jedynie przekierować cię do biotyka starszego praktyką, który często zajmuje się dogłębnie symbiotykami, bo sam poddał się dużym modyfikacjom.
- Dam ci tyle punktów ile zechcesz, tylko powiedz gdzie go znajdę.
- Dzielnica swatystów w starej części Arkanolii. Poproszę znajomą, żeby cię tam zaprowadziła. Sama nie jesteś w stanie się kontrolować – zapowiedź dobrej zapłaty mimowolnie podziałała na biotyka łagodząco.
Efrad skontaktował się z Faar i wyjaśnił w jednym zdaniu problem, z którego odciąży go od rozwiązania. Zanim przyjaciółka przybyła pod gabinet, musiał wytrzymać towarzystwo Namad i jej uskarżanie się na los. Jako osoba poboczna uważał lamentowanie za przesadzone. Podobnie reagowały inne panie, które zawiodły się efektami modyfikacji. Dla Efrada jeden i drugi przypadek były sobie równe.
Faar przyszła najprędzej jak mogła, ale biotyk zdążył stracić cierpliwość wobec Namad. Faar zauważyła, że niewiele brakowało do jego wybuchu nieprzyjemności.
- Zabieraj ją do Gondeza – Efrad prawie pchnął pacjentkę w stronę znajomej.
- Bez żadnej dokumentacji od ciebie? - pomyślała Faar.
Biotyk przyznał rację dla usłyszanej uwagi. Z chęcią opuścił niewieście towarzystwo zostawiając przyjaciółce do odegrania rolę pocieszycielki. Namad sądziła, że definicja śmierci jest na tyle straszna, iż każdy będzie jej współczuł i empatycznie odpowiadał na jej użalanie się. Umieranie to zjawisko prawie najgorsze w doświadczalnym życiu, jednak kobieta sama doprowadziła się do takiego stanu. Gdyby nie symbiotyczna obsesja, nie wpadłaby w obecne załamanie nerwowe.
Wyniki badań organizmu i użytych związków Kelaya zostały dokładnie opisane. Efrad uwzględnił nawet przewidywany czas egzystencji, którego Namad raczej nie znała. Niszczenie komórek odbywało się zaprogramowanym procesem, rzeczywiście możliwości młodego jeszcze biotyka nie wystarczały w zwalczeniu schorzenia. Poszkodowana i tak nie była świadoma wszystkich obciążeń. Faar zabrała dane medyczne, aby ciekawość Namad nie pogrążyła jej bardziej w roztrojeniu. Spodziewała się, że droga do Gondeza będzie dla niej trudna ze względu na uczuciową wylewność chorej. Ta nie potrafiła zamknąć ust i przestać powtarzać ciągle tej samej kwestii, tyle że w zmienionej formie. Niewyspanie Faar łagodziło wysłuchiwanie powierniczki. Mimo chwilowej niedogodności zależało jej na pomocy Namad.
Dzielnica mieszkalna Gondeza należała do typowych obszarów zarezerwowanych dla swatystów. Atuaria nie odbiegały złożonością budownictwa od siedzib niesymbiotycznych ludzi. Tylko odpowiednie tabliczki wskazywały na pozycję tutejszych osadników. Namad zaniemówiła skupiona na oglądaniu własności Arkanolijczyków stanowiących dla niej wizję ideału.
Swatyści nie zamierzali jeszcze wychodzić na zewnątrz. Nie wiadomo, czy odwiedziny o tak wczesnej porze uznawali za kulturalne. Niektórzy z nich okazywali niezadowolenie gościom, gdy ci pojawiali się o czasie nieadekwatnym do nastroju i obowiązków. Efrad tak jak inni zwyczajni biotycy rozpoczynał aktywność, kiedy ludzie dopiero przygotowywali się do rozpoczęcia dnia. Gondez lepiej dbał o siebie, stąd Faar podejrzewała go o brak przyjęcia kobiet na konsultację.
Właściwe drzwi opatrzono w informację o zawodzie właściciela atuarium i aktualnej ilości punktów. Liczba poraziła obie kobiety. Nie potrafiły wyobrazić sobie w jaki sposób jednemu człowiekowi udało się zgromadzić tyle zapasu środka płatniczego. Namad podbudowała się psychicznie myślą, że zaprowadzono ją do profesjonalisty.
Z przycisku dołączonego do sygnału dźwiękowego skorzystała Faar. Gondeza widywała kilkukrotnie, kiedy pośredniczyła w interesach biotyków. Mężczyzna nie pokazał się jej ze złej strony, co jednak nie dawało pewności, że teraz przywita ją bez grymasów. Pierwsza oznaka wywyższenia się swatysty zawierała się w długim czasie zejścia do oczekujących go przybyszek. Gondez rozsunał drzwi niezadowolony z odwiedzin zwyczajnie wyglądających kobiet. Faar zauważyła zmiany w jego ciele od ostatniego spotkania. Skóra zupełnie odbiegała od ludzkiego standardu. Symbiotyczna powłoka nadała sztucznej konsystencji nabłonkowi, ale w połączeniu z resztą ciała oddała nadzwyczajny efekt. Biotyk był żywą, starannie wytworzoną kukłą, która wbrew złości przeciwników prezentowała się idealnie. Nawet Faar pozwoliła ponieść się zachwytowi. Gładkie rysy twarzy wykreowały z Gondeza nierealną w naturze postać o jakiej można tylko pomarzyć. Namad onieśmielona bliskim kontaktem ze swatystą zamarła w sztywnej pozycji.
- Co tak pilnego sprowadziło do mnie dwie koleżanki? - powiedział gospodarz zniecierpliwiony ciszą ze strony wizytatorek.
- Przyprowadziłam pacjentkę Efrada. Trudny przypadek wymagający twojej wiedzy i możliwości. Nie jestem pewna, czy mnie pamiętasz. Należałam do... - Faar czuła, że respekt przed Gondezem oddziałuje na jej zachowanie.
- Tak, tak, pamiętam – wtrącił się w zdanie. - Nie narzekałem na twoją współpracę, nawet szkoda mi było zakończenia naszej umowy. Nowi pośrednicy nie mają takiego wyczucia w podejmowaniu decyzji co oswojeni pomocnicy.
Uwaga biotyka zrobiła na Faar pozytywne wrażenie.
- Niestety bez względu na to w jakich relacjach byśmy żyli, muszę na razie was wyprosić. Jestem teraz zajęty własnymi sprawami i zapraszam ponownie o czwartej – dosyć kulturalnym tonem oddalił od siebie kobiety.
- Namad jest naprawdę pilnym przypadkiem. Trzeba szybko się nią zająć, inaczej umrze. Nie lekceważ jej – Faar dała Gondezowi do zrozumienia, że nowa pacjentka nie przyszła do niego w celu zwykłej modyfikacji.
- O czwartej na pewno się nią zainteresuję.
Drzwi na powrót zamknęły się przed kobietami. Namad nie przeszkadzało traktowanie biotyka. W końcu stał od niej dużo wyżej w hierarchii i miał powody do widzenia się wartościowszym od początkującej symbiotyczki. Sama stałaby dotąd długo z twarzą zwróconą w wejście do atuarium, dopóki Gondez nie zawezwałby ją na wizytę. Faar ani myślała stróżować obok Namad. Wzięła ją pod rękę i wyprowadziła na spacer po dzielnicy swatystów. Chora widocznie nigdy nie wchodziła na terytorium uprzywilejowanej klasy, chłonęła wzrokiem wszystko, co należało do idealnych Arkanolijczyków. Przynajmniej przewodniczka nie musiała wysłuchiwać pojękiwań agonii.
Przechodzące w pobliżu kobiety przeszkadzały Lafraelowi w przeniesieniu Nateniala do odpowiedniego dla subora miejsca. Wolał, aby po drodze nie spotkał żadnych świadków. Panie od tyłu nie różniły się od swatystek, więc tym bardziej nie zamierzał ryzykować swoimi nowymi znajomościami. Stał przy bramie i obserwował trasę poruszających się osobniczek, Natenial zgięty w pół liczył na hasło do odejścia. Gdy tylko nadarzyła się sprzyjająca okazja, Lafrael „wyskoczył” z suborem na drogę i prawie biegiem przeprowadził go strefą plantatorów.
Faar spoglądała na twarz Namad, która była nadal pod wrażeniem formy Gondeza. Zamyślona nad własnymi imaginacjami żyła póki co bliską obecnością zmodyfikowanego człowieka.
- Gondez jest utalentowanym biotykiem. Powinien cię szybko naprawić – Faar postanowiła omówić kwestię zdrowia Arkanolijki.
- Dobrze, że zaczęłam niedawno wykonywać wysoko punktowane prace. Mam nadzieję, że będzie mnie stać na niego – Namad już uznała, że śmierć odroczono w dalszą przyszłość.
- Jemu nie zależy już na punktach. Osiągnął taki poziom, że niższe warstwy zapewniają mu utrzymanie, a inni swatyści dostarczają mu symbiotyki i różne surowce za darmo.
- I zgodził się na leczenie tak prostej istoty jak ja? Nadzwyczajny człowiek...
- Obowiązkiem każdego biotyka jest pomoc w ochronie ciała. Przez to, że zaczynają kaprysić, nabieramy powoli ich światopoglądu – Faar nie była za sposobem osądu ludzi koleżanki.
- A ty dlaczego nie poddałaś się modyfikacji? Należałaś do współpracowników Gondeza i nie poprosiłaś go o zabieg? - słowa Namad zabrzmiały jak oskarżenie.
- Bałam się rezygnacji z bycia człowiekiem.
- Przecież nadal się nim pozostaje. Regeneracja organizmu czy dodatkowe właściwości tylko poprawiają egzystencję.
- Dla mnie symbiotyki wyżerają ludzkie tkanki powodując, że Arkanolijczycy zbliżają się do bez duchowego tworu, a nie pożądanego wzorca.
- Głupoty mówisz – żachnęła się Namad.
- Fajnie jest mieć niezniszczalne ciało i wiecznie młody wygląd. Wydaje się, że dzięki tym czynnikom znikają wszelkie problemy. Ale według mnie ukazując potęgę symbiotyków udowadnia się z drugiej strony słabość naszego gatunku niezdolnego do przetrwania bez wspomagaczy.
Namad przygotowywała się do odpowiedzi na zarzut jej ideologii, jednak Faar skupiła się na małej postaci krążącej wokół atuarium i tam ją zaprowadziła. Zatrzymały się prawie przed samą bramą, aby lepiej przyjrzeć się zajętej zabawą dziewczynce. Dziecko najwyżej sześcioletnie posiadało bladą skórę i białe włosy. Twarz ukształtowana symbiotykami upodobniła właścicielkę do lalki dając jeszcze bardziej fantastyczny efekt niż u Gondeza. Nawet dłonie różniły się od standardowego modelu, a oczy odwzorowano od mitycznego zwierzęcia towarzyszącego Pierwotnym na freskach. Namad spodobała się dziewczynka, lecz jej mina okazywała pewne zniesmaczenie frywolnością rodziców.
- Ona w rzeczywistości ma tyle samo lat co ja, albo jest jeszcze starsza – powiedziała Faar.
- Czy takie szybkie modyfikacje są bezpieczne dla młodego organizmu? - kobieta chyba po części zazdrościła córce swatystów.
- W dzieciństwie przyjaźniłam się z nią nie wiedząc, że mam do czynienia z symbiotyczną osobą. Jej rodzicie postanowili mieć wieczne dziecko, dlatego zatrzymali jej rozwój na obecnym etapie. Nie tylko ciało musiało stanąć w czasie. Robiono filtrowanie umysłu, by dziewczynka nie dorosła również mentalnie. Dorosły uwięziony w posturze kilkulatka oszalałby przez swoje kalectwo.
- Nie przeszkadza jej to, że inni się zmieniają? Zwykle dzieciom zależy na szybkim przeobrażeniu w ostateczną formę.
- Nie wiem. Dzięki rodzicom jest ograniczona umysłowo, wręcz zaprogramowana na konkretne zachowania.
- Kiedy przestałaś się z nią zadawać? - Namad mogła teraz porównać przeciwstawne idee korzystania z symbiotyków.
- Zauważyłam, że moja koleżanka się nie starzeje. Wszyscy wokół poważnieli, zaczynali zajmować się czymś więcej niż jedynie zabawą, a ona postępowała w dalszym ciągu infantylnie. Wolałam przebywać z osobami adekwatnymi do moich zainteresowań – Faar do tej pory nie wspominała dawnej znajomości i dopiero przy rozmowie z Namad uświadomiła sobie patową sytuację małej swatystki.
- Pozbawili ją woli decydowania o samej sobie. Może i odpowiada jej takie życie, ale mnie osobiście znudziłoby się zakleszczenie w tak młodym wieku.
Dziewczynka dostrzegła, że patrzą na nią nieznajome kobiety, które nie zamierzają wejść na posesję. Podeszła do nich ustawiając się w bezpiecznej odległości przed bramą. Faar czuła zawstydzenie pomimo podejrzeń, że przyjaciółka nie rozpozna jej twarzy. Dla Namad symbiotyczne dziecko stanowiło kolejny okaz do obejrzenia z bliska.
- Cześć Dalaja – odezwała się Faar.
W odpowiedzi otrzymała zarys uśmiechu należącego do małomównego podlotka.
- Raczej nie pamięta mnie – Faar wolała, aby tak właśnie było.
- Pamiętam. Jesteś Faar. Nie widziałam cię od szesnastu lat – Dalaja zaskoczyła obie dorosłe dokładną kalkulacją wydarzeń.
- Niewiarygodne, że skojarzyłaś mnie z dzieciństwa... - przyjaciółka dziewczynki poczuła się winna brakiem kontaktu z nią.
- Nie zapominam o moich koleżankach i kolegach. Mama wytłumaczyła mi, dlaczego wy rośniecie. Szkoda, że kiedy stajecie się duzi nie chcecie się ze mną zadawać – Dalaja naprawdę wyglądała na smutną.
- Teraz mi się spieszy, bo ta pani ze mną umówiła się z biotykiem. Spotkamy się później – Faar spanikowała, więc wymyśliła powód swojego odejścia.
- Na pewno? O której wrócisz? - dziewczynka podeszła do bramy i zacisnęła na prętach dłonie.
- To zależy od czasu wizyty. Do zobaczenia potem – pomachała ręką i szybko oddaliła się od zasięgu Dalaji.
Namad podążyła za poddenerwowaną kobietą nie widząc przyczyny tak dziwnej reakcji u znajomej. Z kolei Faar żałowała, że pierwsza zaczęła wygrzebywać na wierzch wspomnienia. Dawne oswojenie wiecznego dziecka wróciło – Dalaja żądała wznowienia kontaktów.
- Co cię tak wystraszyło? - zapytała Namad.
Faar nie chciała się przyznać, że parę dni temu dokonała aborcji, a spotkania z młodą osobą mogły wzbudzić matczyne uczucia i uświadomić błąd wcześniejszego wyboru.
- Dzieci nie przyjaźnią się z niespokrewnionymi dorosłymi. Jej rodzice mogą być przeciwko mnie jako dodatkowej opiekunce – odparła używając pierwszego wytłumaczenia, jakie przyszło do głowy.
Namad wzruszyła ramionami. Według niej problem Faar leżał w symbiotykach, do których kobieta żywiła duże uprzedzenia. Dalaja stanowiła wzór kreacji i prezentowała mistrzowskie wykonanie modyfikacji, pokazując wszystkim możliwości wybitnych Arkanolijczyków. Nie wykluczała, że nawet małoletni zazdrościli doskonałości rówieśniczce.
- Idziemy do Gondeza – zdecydowała Faar.
- Za wcześnie, będziemy czekać przed atuarium – bezczynność równała się powrotowi do świadomości własnej choroby.
Lafrael zmierzający do kryjówki znowu natknął się na przechodzące dzielnicą kobiety. Sam nie wiedział już, czy robią to specjalnie dla podejrzanego celu wobec swatystów.
- Przeklęte babska – mruknął do siebie.
Nie potrafił ukryć braku sympatii na twarz do nieznajomych, gdy zbliżał się do nich na ulicy. Podejrzliwość wzrosła po przyporządkowaniu wyglądu do przechodniów z poprzednich dni. Dlaczego widuje te same Arkanolijki, jakby specjalnie pojawiały się w okolicach jego aktywności? Faar zauważyła, że tutejszy pogardza jej obecnością w rejonie symbiotycznych ludzi, chociaż sam nie przedstawiał takich własności. Lafrael zastanawiał się nad skomentowaniem uwagi na temat dziwnego zbiegu okoliczności, ale powstrzymał się i normalnie przekroczył własne zabudowania. Pozostał jednak w pobliżu ogrodzenia, żeby sprawdzić przyczynę ciągłego patrolu kobiet.
Do czwartej brakowało sporo czasu, więc obie usiadły przed wejściem czekając na zaproszenie do środka. Faar mogłaby wrócić już do siebie, jej zadaniem było doprowadzenie Namad pod odpowiedni adres. Niestety Efrad i Gondez nie traktowali pacjentki pod kątem wartościowej osoby, samotne starania o przeżycie przynosiły gorsze rezultaty. Skoro wtrąciła się w przeznaczenie Namad, potowarzyszy jej do końca.
To, że panie zrobiły postój u znanego w okolicy biotyka, wcale nie uspokoiło Lafraela. Jeżeli dwie niesymbiotyczne kobiety utrzymują kontakty z wyżej postawionymi warstwami, mają podobne rzeczy na sumieniu jak i on. Przed czwartą Gondez wpuścił do gabinetu podejrzane, jednej z nich wypadła strona pisma. Lafrael otrzymał kolejny dowód na nieczyste zagrania „szpiegów'. Mając pewność, że nikt nie zamierza pojawiać się w jego pobliżu, podbiegł pod wejście do atuarium Gondeza i podniósł pismo. Spodziewał się raportu z zebranych informacji lub przemytu niestosowanych jeszcze substancji. W rękach trzymał opis schorzenia od innego biotyka, co oznaczało, że jego domysły były błędne. Namad wpadła w fatalne okoliczności, a wszystko dzięki... symbiotykom jego brata. Lafrael ucieszył się z posiadania materialnej możliwości pogrążenia Kelaya. Nie chciał używać pokrzywdzonej do zwalczania swoich uprzedzeń, ale odpuszczenie takiej szansy skończyłoby się dalszą partyzantką chemiczną.
Ponieważ dokument wiązał się z przeprowadzeniem leczenia, wezwał do siebie biotyka w celu zwrócenia zguby. Oddał pismo niezadowolonemu z tłoku mężczyźnie z krótkim wyjaśnieniem, po czym wrócił pod własną bramę. Zdecydowanie musiał porozmawiać z Namad, aby zyskać kolejnego pomocnika przeciwko swatystom. Złość spowodowana przez człowieka chronionego pozycją jest bezmyślna. Namad powinna zgodzić się na wszystko, co zaszkodziłoby Kelayowi. Zwłaszcza, że jej czas ma ograniczenia i bez interwencji specjalisty umrze, zanim wytoczy sprzeciw plantatorowi.
Wyposażenie Gondeza pokazało zwyczajnym Arkanolijkom jak daleko zaszedł postęp maszyneryjny. Niektóre urządzenia miały wielkość całego pomieszczenia stanowiąc miniatury następnych laboratoriów. Faar przestała obwiniać biotyka o sztywność zasad. Opieka nad tak olbrzymim dobytkiem wymagała długotrwałego poświęcenia. Normalny organizm padłby z wycieńczenia, gdyby zajmował się z taką samą intensywnością zawodem Gondeza.
Namad usiadła w głębokim fotelu, podczas gdy Faar stała obok i wyręczając chorą opowiadała dawnemu znajomemu historię schorzenia. Na dźwięk sugestii o głównej winie symbiotyków w problemie, biotyk roześmiał się po cichu nie przerywając dalszym opowieściom Faar. Sam spojrzał w notatki Efrada układając w myślach najlepszą kurację. Bez tłumaczeń rozpoczął wykonywanie pierwszego zabiegu. Wbił w ciało Namad cieniutkie igły, których prawie nie poczuła po wejściu w tkankę. Dopiero dalsza część operacji dała więcej nieprzyjemnych bodźców.
- Niszczę obumarłe skrawki i wypełniam je na razie symbiotykami, różnymi od tych wcześniej zastosowanych – powiedział Gondez zauważając pytający wzrok pacjentki.
- Da się zatrzymać proces niszczenia? - odezwała się Faar.
- Na razie wykonam prowizoryczną naprawę. Na podstawie materiału komórkowego wynajdę właściwy zamiennik, za kilka dni. Od razu nie jestem w stanie zrobić tak wiele.
Namad próbowała uzewnętrznić zadowolenie, jednak igły zmuszały do odwrotnej reakcji. Sam odpowiedzialny za leczenie tylko chodził wokół Arkanolijki i spoglądał na otrzymywane parametry z urządzenia. Ciało pokazywało, że jest plastyczną gliną i mułem, niezmienionym od czasów Sewojeta i Starki, zależnym od woli technicznie sprawniejszych tworów. Swatyści wierzyli, że pokonali bariery kreacją umysłu. Dla Namad rozwiązanie nie sprawdziło się jak u wszystkich modyfikowanych.
Zaprzestanie czyszczenia tkanek wymagało od kobiety, aby odpoczęła po gwałtownych zamianach w organizmie. Gondez przykrył Namad specjalnymi tkaninami, a na oczy nałożył przepaskę. W tej samej pozycji musiała wyleżeć potrzebny okres czasu.
Niech nam się pani tutaj regeneruje, a my przejdziemy do innych naglacych przypadków – słowa biotyka sugerowały, jakby pod auarium uformowała się kolejka pacjentów.
Faar szła tam, gdzie prowadził ją Gondez. Gabinet zamienili na kolejne pomieszczenie zabezpieczone magnetycznymi zamkami. Nie wyposażono go w narzędzia do pracy. Pełnił zadanie pokoju wychowawczego dla nagich ludzi w różnej fazie rozwoju. Faar nie wiedziała, czy jej znajomy wlicza przetrzymywane osoby do własności laboratorium, czy traktuje je jako odzielną kolonię. Sala zapewniała podstawowe warunki do normalnego życia, lecz pomiędzy łóżkami ustawiono wysokie kapsuły i ekrany. Na pierwszy rzut oka nagusy były ograniczone intelektualnie i społecznie. Zwyczajami przypominały bardziej zwierzęta, co jednak nie przekreślało ich z możliwości wykazywania człowieczych cech.
- Oto mój skomplikowany projekt, jakiego nie wymyślili oprócz mnie biotycy Arkanolii – Gondez zaprezentował swoje dokonania.
- Aż boję się usłyszeć do czego doprowadziła cię fantazja – przyznała Faar.
- Nasz gatunek doskonale przystosował się do życia na Arkanolii. Żeby poznać warunki panujące na innych, wysyłamy mechaniczne sondy. Wiadomo, że robot nigdy nie zastąpi w całości ludzkich zdolności. Dlatego do poprawy eksploracji przestrzeni postanowiłem stworzyć idealnego astronautę. Moje prototypy potrafią przetrwać czynniki, które nas by zabiły. Organiczny i inteligentny wysłannik wypełniający dźwiękowe komendy to rewolucja w kosmonautyce – Gondez ekscytował się własną wizją.
- Zamierzasz wysłać ich w przestrzeń kosmiczną?
- Czemu nie. Testowałem na nich ogień, wodę, uodporniłem na brak tlenu i pożywienia. Przyznam nawet po cichu, że potrafią więcej od swatystów.
- Przecież niektóre z twoich prototypów są jeszcze dziećmi – Faar znowu zastała niewygodną pod tym względem dla niej okoliczność.
- To ludzie wyselekcjonowani sztucznie z naszych ciał. Nawet nie przysługują im arkanolijskie prawa. Kimary istnieją w konkretnym celu, izolują się od nabywania socjalizacji – Gondez naprawdę klasyfikował stworzenia według ich przydatności.
Biotyczna rodzina nie uzewnętrzniała emocji, co nie decydowało o wnioskach wyciąganych z otoczenia przez kimary. Automatyczne ruchy i brak pomysłu na urozmaicenie sobie dnia pogarszały usposobienie podopiecznych Gondeza. Faar nie byłaby w stanie prowadzić takiej hodowli.
- One są smutne – powiedziała, żeby sprawdzić opinie mężczyzny.
- Obojętne. Tak je zaprojektowałem. Poleganie na uczuciach w ważnych misjach bywa zgubne. Strach zmusza do ratowania siebie bez względu na wszystko. Kimary mają yć mi posłuszne, inaczej cała idea na nic nam się nie przyda.
- Jeżeli mówią, rozumują i analizują, to także czują.
- Owszem – potrafią rozpoznać temperaturę, ciśnienie i wilgotność atmosfery – żart biotyka uraził rozmówczynię.
- Biedactwa – żałowała dziewczyna.
Nadzy ludzie spoglądali na Arkanolijkę nieufnie wobec zamiarów ich twórcy. To jego obecność peszyła ich w związku z wizytą nowej osoby. Przyjęli własne pozycje w wyznaczonych miejscach i udawali, że konwersacja w ogóle ich nie dotyczy.
- Nie zechciałabyś pomóc mi w opiece nad kimarami? Oprócz nich mam jeszcze następne zajęcia, a ten projekt nie da się odstawić na bok i wznowić w dowolnym momencie – poprosił Gondez.
- Jakie otrzymałabym obowiązki? - na dzień obecny nie wyobrażała sobie ponownej współpracy z tym biotykiem i w dodatku przy przyszłych astronautach.
- Dbanie o podstawowe potrzeby i ćwiczenie przydatnych zdolności. Kimary nie mogą być całkowicie głupie, trzeba uelastyczniać ich intelekt.
- Nigdy nie miałam styczności z takimi istotami, nawet zajmowanie się zwyczajnymi ludźmi słabo mi wychodzi – Faar próbowała wycofać się z propozycji.
- One nie wymagają zbyt wiele, ale ja sam naprawdę otrzymałem za dużo zleceń, żeby poświęcić się tylko jednemu projektowi. Wolę posłużyć się zaufanymi osobami niż zatrudniać na ślepo chętnych – uzasadnienie Gondeza miało sens.
- Póki co obiecałam komuś, że będę się z nim spotykać w wolnym czasie – miała na myśli Dalaję.
- Przemyśl moją ofertę. Daję za nią sporo punktów.
Oboje przez chwilę popatrzyli na kimary zanim biotyk zamknął z powrotem tajne pomieszczenie. Wrócili do leżącej Namad, która na pewno niczego nie usłyszała z ich rozmowy. Gondez zdjął z niej okrycie i sprawdził kondycję organizmu. Zabieg został pomyślnie zakończony, a termin drugiej wizyty określono za trzy dni. Zadowolona Namad podała kostkę z punktami do rąk biotyka w ramach odpłaty za usługę. Mężczyzna odmówił, zachowując się inaczej niż przystało to naswatystę. Faar odczytała w jego zachowaniu próbę przekupstwa. Dokumentacja z dotychczasowych badań Efrada została w zapasach nowego prowadzącego diagnostyka.
Faar nie była już konieczna w oprowadzaniu Namad po dzielnicach. Pożegnały się po wyjściu z atuarium i rozeszły w przeciwnych kierunkach – Namad do swojej pracy, Faar na spotkanie z Dalają. Lafrael miał za mało czasu na odpowiednią reakcję. Nie zdążył zatrzymać obu kobiet, więc wybrał tę, która zgubiła wcześniej pismo. Zgodnie z logiką to właśnie ona chorowała i mogła przystać na jego pomysł.
Złapał Faar za rękę, aby fizycznie zmusić ją do postoju. Kobieta wyczuła, że nieznajomy wcześniej zachowywał się dziwnie obserwując ją przed zabiegiem Namad. Gdyby był swatystą, pewnie od razu ratowałaby się przed nim ucieczką. W tej sytuacji stanęli prawie naprzeci siebie.
- Jesteś Namad? - zaczął spokojnie Lafrael.
- Nie – Faar skojarzyła zgubioną notatkę z uczynnym przechodniem.
- Czyli jednak ta druga... - obejrzał się za siebie jak daleko zdążyła już ujść właściwa poszukiwana.
- Masz dla niej jakieś rozwiązanie na schorzenie, przez które przechodzi?
- Powiedzmy. Plantator zawarty w jej diagnozie to mój brat – Lafrael zbył Faar krótkim wyjaśnieniem i pobiegł za znikającą Namad.
- Czekaj, co chcesz zrobić?
Faar nie znała szczerych intencji tubylca, ale jej koleżanka jako dorosła powinna sama sobie radzić z własnymi problemami. Popatrzyła tylko na pomniejszone postacie komunikujące się ze sobą stwierdzając, że mieszanie się w cudze sprawy jest objawem ciekawości, a nie chęci pomocy. Ważniejsza część dotycząca jej życia oczekiwała na nią w głębszej strefie swatystów. Faar wolała, żeby dziewczynce nie zależało tak bardzo na spędzaniu dnia ze starszą od niej mentalnie znajomą. Jeżeli Dalaja liczy na zabawy z dzieciństwa, na pewno ta wizyta szybko się nie powtórzy. Dziecięce zajęcia nie są przyjemnością dla statecznych osób, czego z kolei druga strona nie podziela.
Mała przyjaciółka bez przerwy stała w bramie z głową wciśniętą w pręty. Ucieszyła się na widok Faar i jeszcze w znacznej odległości kobiety od posesji odgrodziła dla niej przejście. Swatystka podała Arkanolijce dłoń i poprowadziła ją do altany, gdzie stacjonowały jej rzeczy. Usiadły w dużych fotelach, nawet za głębokich dla kilkulatki. Na stoliku znajdowały się naczynia z naparami z roślin. Dalaja wszystko przygotowała wierząc, że zapewnienia odwiedzin nie wypowiedziano w formie kłamstwa.
Idealne rysy dziewczynki teraz przeszkadzały w traktowaniu jej jak normalnego człowieka. Faar zdawało się, że siedzi obok istoty z obcego wymiaru. To nie dziecko przyjęło w sobie symbiotyki, a symbiotyki przybrały kształt dziecka. Fakt zrodzenia go przez ludzką samicę stanął pod znakiem zapytania.
- Czym obecnie się zajmujesz? - Dalaja starała się naśladować dorosłych.
- Ciągle zmieniam kwalifikacje, ale teraz tworzę ozdoby do atuariów. Niby mało skomplikowana praca, jednak na niedosyt punktów nie narzekam – Faar odpowiadał taki przebieg pogawędki.
- Czyli odpowiada ci twoje życie?
- Nie jestem specjalnie nim zadowolona, ale toleruję je w takiej formie.
- Domyślam się, że bycie dorosłym powoduje sporo trudności. Sama się utrzymujesz i odpowiadasz za siebie, dbasz o to, co się jeszcze nie wydarzyło. Ja tego nigdy nie poznam.
- Przeszkadza ci przedłużające się dzieciństwo? - Faar obawiała się powstania kryzysu w psychice Dalaji.
- Nie, raczej nie. Ja nie potrafiłabym podporządkować się schematowi i rutynie.
Dojrzałe słownictwo nie pasowało do młodego umysłu. Coś zmieniło się w beztroskiej osobowości, zrodziły się nowe potrzeby. Możliwe, że od dawna dziewczynka ukrywała w sobie prawdziwą tożsamość.
- Rodzice nie dali ci rodzeństwa?
- W ich planie było wyłącznie jedno dziecko, dopracowane w każdym szczególe – Dalaja nie okazywała wobec matki i ojca zadowalającej opinii. - Wspominałaś, że śpieszyłaś się na wizytę biotykiem...
- Tak. Moja koleżanka potrzebowała leczenia, a ja wiedziałam gdzie należało ją wysłać.
- Mnie też zaprowadziłabyś do niego?
- Niby w jakim celu? Nic ci nie dolega, poza tym twoi rodzice oskarżyliby mnie o przekroczenie moralnej granicy. Zemsta swatystów jest okropna – Faar i tak włączyła się w epizod dotyczący Dalaji, więc żadne argumenty nie uwolnią jej od kolizji z problemami dziewczynki.
- Trudno. Myślałam, że ktoś wreszcie oprowadzi mnie po ciekawych miejscach. Biotycy robią sztuczki z symbiotykami, a symbiotyki to przecież ja – Dalaja uśmiechnęła się jak niczego nieświadome dziecko.
- Tam chodzi się w konkretnym celu. Biotycy nie zdradzają swoich badań przypadkowym ludziom.
- Pewnie w Arkanolii znajduje się więcej wartych zobaczenia parcel...
- Na pewno, z tym że nie wpuszcza się do nich zbyt młodych osób – Faar wypowiedziała się nieco brutalnie, ale inaczej skazałaby się na częste widywania z Dalają.
- Rozumiem – dziewczyna sposępniała.
- Czy jesteś pewna, że twój etap rozwoju nie zaczyna utrudniać ci życia? Co innego, gdybyś przestała się starzeć w moim wieku. Człowiek dorasta nie tylko fizycznie, tej części za skórą nie da się kontrolować symbiotykami, o czym zapomnieli rodzice.
- Nie podoba mi się, że w mojej dzielnicy nie ma żadnych dzieci. Wszyscy dorośli, a ja zostałam sama ze sobą. Mama nie pozwala na kontakty z Arkanoljczykami bez modyfikacji, więc ja się nudzę.
- Podjęła fatalną decyzję co do twojego przeznaczenia. Kierowała się własnymi zachciankami, jakbyś stanowiła zwierzątko domowe. Swatyści uważają, że człowiek to tylko jeden z wielu elementów stosowanych w kreacji, dlatego przekształcają się w symbiotyki. Niszczą, co ludzkie, by upodlić się sztucznymi związkami – kobieta wyrzuciła z siebie ciężkie myśli.
- Dzieciństwo szybko mija, mama zatrzymała je w czasie.
- Czemu akurat na tobie, a nie na sobie? Nie wolno rządzić cudzymi zasobami.
Dalaja stawała w małej obronie wobec rodzicielki, ale mina zdradzała rzeczywisty stosunek do poglądów na ten temat. Rozmowa z odpowiedzialną za kalectwo córki nic by nie wniosła. Mutacje wywołane symbiotykami są trwałe. Dalaja na zawsze pozostanie dzieckiem.
- Próbujemy wyprzedzić epokę o pokolenia, a nie potrafimy przewidzieć przyszłości, przez co popełniamy błędy. Jedynie ktoś inny na twoim przykładzie wystrzeże się podobnych pomysłów – odparła spokojniej Faar.
- Rodzice powtarzają mi, że bycie idealnym daje najwięcej zadowolenia z życia. Oni chyba je czują. Ja nie mam rówieśników do zabawy w przeciwieństwie do nich.
- Poproś ich, żeby oddali cię na nauki do mentorki, gdzie ma pod opieką inne dzieci.
- Wybierają mi tylko osobistych mentorów i uczę się w atuarium.
- Może porozmawiajmy o czymś weselszym – Faar przerwała wrażliwą dysputę zanim doszło do nieoczekiwanych skutków.
Wzmianki o egzystencjalnych utrudnieniach omijano najdalej od siebie, aby Dalaja nie została samotna z trudnymi nawet dla dorosłych przemyśleniami. Obie udawały, że nie zauważają sporej różnicy między nimi, która odmieniła ich relacje. Cisza z atuarium udowadniała, że rodziców dziewczynki w nim nie było. Szkoda, bo mogliby popatrzeć na komizm sytuacyjny niedopasowanych ciał do osobowości.
Pobudka Efrada wywołała kilka niezamierzonych czynności, które wywróciły Faar porządek dnia. Kiedy uznała, że wystarczająco długo przesiaduje z przyjaciółką, zakończyła spotkanie typowym zwrotem o niewypełnionych obowiązkach. Dalaja zdawała sobie sprawę z wad bycia statecznym człowiekiem. Odprowadziła odwiedzającą do bramy, jakby bała się przekroczyć granicę posesji. Wizyta bardziej poprawiła jej humor niż pogorszyła samopoczucie. Za to Faar otrzymała nieprzyjemne elementy do życiorysu. Podejrzewała, że wątki Namad i Dalaji dopiero się rozwijają.
- Tak na marginesie, kto cię zmodyfikował? - zaciekawiła się tym szczegółem przypominając sobie, że w okolicy jest tylko jeden biotyk.
- Pan Gondez – odpowiedziała dziewczynka.
Nasunął się kolejny argument popierający zakaz mieszania się w pomoc nad badaniami tego swatysty.
Przy wylocie na dzielnicę mniej symbiotycznych ludzi Faar napotkała wracającego Lafraela. Mężczyzna zrezygnował z surowego obejścia jej postaci.
- Rozmawiałeś z Namad? Zgodziła się? - zapytała, chociaż nie była wtajemniczona.
- Tak. Dziękuję, że przyczyniłaś się do mojego przełomu – zadowolony klepnął Arkanolijkę w ramię.
Faar musiała w najbliższych dniach zawitać do Gondeza, żeby ostatecznie wygłosić swoją dezaprobatę w hodowaniu kimar. Według niej pierwowzór doskonałych astronautów stanowiła Dalaja.

Data:

 2013

Podpis:

 Morgo

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=76852

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl