DRUKUJ

 

Depresja Rewolwerowca- Klasztor

Publikacja:

 13-12-08

Autor:

 aligator578
Klasztor

Dzwony biły strasznie głośno, jakby chciały wezwać na mszę cały świat a nie tylko małe, praktycznie opustoszałe miasteczko. Zakonnik był na mocnym kacu, co stawało się coraz częściej. Jak sobie to tłumaczył pije po prostu tak dużo by złagodzić cały stres który w sobie kumuluje od wielu lat, ale do tego zaliczały się także żądze, strach a niekiedy także zwykła samotność. Kleryk mieszka w tym niesympatycznym miejscu już od jakiś siedmiu lat i przekonał się że nie znajdzie tu zbyt wielu przyjaciół. Wstał z ociąganiem z łóżka, ubrał się i poszedł do dzwonnicy. Pani Lissa Rossiter, gospodyni domowa a przy tym jedyna osoba która z nim mieszkała, jak zwykle przesadzała z dzwonieniem. Baptysta wielokrotnie z nią spał i kochał, co było kolejnym grzechem. Uważał że lepsze to niż uganianie się za kurtyzanami w burdelach co i tak dość często mu się zdarzało. Nim doszedł do wieży, zwiastun mszy już się skończył. Spojrzał na kobietę i jak zawsze na twarzy pojawił mu się uśmiech. Miała ona już blisko 45 lat, lecz mimo to przykuwała wzrok do siebie. Talia osy, duże piersi i zmysłowe, kocie oczy sprawiały że człowiek porzucał wszelkie swe zasady i próbował ją mieć. Księdzu się to udało czwartego dnia pobytu w tym przeklętym miejscu. Zdarzyło się to po wieczornej mszy, na zakrystii kiedy się przebierał. Przyszła mu powiedzieć że wygłosił piękne kazanie, którym ją kompletnie oczarował. Zaczęła go wychwalać a on, jak ostatni głupiec był z tego strasznie zadowolony. To tyle co z tego pamiętał. Wiedział tylko że obudził się na podłodze cały nagi a na nim spała Lisa przykryta jego habitem. Od tego czasu dość często zdarzało im się spędzać ze sobą w ten sposób czas. - Nie musisz tak mocno walić w ten dzwon- powiedział zaspanym głosem. - Jesteś jak zwykle napruty, a zaraz zlecą się ludzie. - Jacy ludzie? Większość boi się wyjść z domów, a ci co przychodzą i tak mnie nie słuchają. Liczą tylko na to że będą mogli chwilę pospać na ławkach. Kochanka ze zdenerwowaną miną zeszła na dół. On się tym jednak zbytnio nie przejął. Miał ważniejsze sprawy na głowie. Miasteczko od dwudziestu lat jest podzielone na dwie części: wschodnią i zachodnią a granicę między nimi stanowił kościół. Zachodnią rządziła Brad Cade a wschodnią Denis Cade. Byli oni braćmi ciotecznymi, którzy nie cierpieli się od dzieciństwa. Każdy z nich miał swoich ludzi, mieszkańców miasteczka, którzy musieli wybierać do kogo się dołączyć, bo w tym miejscu nie było człowieka, oprócz baptysty, który nie należał do żadnej z bandy. Nawet Lisa, już dawno opowiedziała się po stronie Denisa. Ksiądz ruszył na dół, do małej jadalni, gdzie na stole leżał przygotowany dla niego bochen chleba, kilka plastrów niskiej jakości szynki i gorąca herbata. Sama gospodyni była już w kościele. Zaczął jeść i zarazem rozmyślać nad tym kto zjawi się na porannej mszy, czyli jedynej która była ``dozwalana`` przez braci ciotecznych. Stałymi bywalcami była Lisa, miejscowy grabarz Roy Donell, właściciel jedynego baru w mieście Sam Jenkins i stary pijak, najstarszy mieszkaniec miasteczka, Paul Route. Wszyscy trzej mężczyźni dość mocno przerażali baptystę. Roy ze względu na swój zawód, miał bardzo dużo roboty. Co dziennie przywożono do niego przynajmniej jednego trupa. Mimo iż ogólnie za dużo się nie odzywał, wśród ludzi tutaj żyjących krążyła plotka że uwielbia on rozmawiać z nieżywymi. Kleryk podejrzewał że trochę prawdy w tym może być. Miejsce pracy Sama było zamknięte już od jakiś pięciu lat, ponieważ podczas jednej z nocy, pewien pijany klient dźgnął go nożem w brzuch. Właściciel budynku już się po tym nigdy nie pozbierał i stwierdził że prowadzenie baru jeż zbyt ryzykowne. Najgorszy z nich wszystkich był jednak Paul Route. Nikt w miasteczku, tak naprawdę nie wiedział ile on może mieć lat, ale zakonnik domyślał się że zbliża się do 80. Bohater wojny secesyjnej, obdarowany wieloma medalami, mający przed sobą wielką karierę wojskową zrobił największą(jak sam uważał) głupotę. Zakochał się w nie odpowiedniej kobiecie. Jego miłością życia była babcia dwóch rządzących, Virginia Fultz która później przybrała nazwisko męża Bila Cade. Stary zawsze gdy się upił, opowiadał tą historię jak to wiele lat temu w przydrożnym hoteliku spotkał młodą, piękną a zarazem niezwykle inteligentną kobietę. Pochodziła ona z bogatej, niemieckiej rodziny która dwa wieki temu osiedliła się w Bostonie. Jechała właśnie do małej miejscowości na południu Oklahomy, by pozałatwiać ważne interesy jej ojca. Ochraniało ją czterech rewolwerowców. Wojskowy postanowił się dołączy do nich, bo liczył że dzięki temu zyska jej miłość. Rozmyślanie księdza zakłócił kobiecy krzyk. Szybko wstał z krzesła i wybiegł na dwór, skąd dobiegł do jego uszu dźwięk. Gdy otwierał drzwi nie spodziewał się tego, co może ujrzeć. Kilka metrów od drzwi prowadzących do małej plebanii, utworzył się krąg ludzi. Z jego środka dało się teraz słyszeć głośny lament. Baptysta przedarł się przez ludzi i spostrzegł, że na ziemi leży zakrwawiony człowiek a nad nim klęczy zapłakana Lisa. Dopiero gdy podszedł do niej, zorientował się że zakrwawiony mężczyzna nie żyje. Miał trzy duże dziury w klatce piersiowej. Spróbował ją odciągnąć od trupa, ale przylgnęła do niego. Nagle poczuł że ktoś go ściska za ramię. Odwrócił głowę i ujrzał dość pospolitą, amerykańską twarz Denisa Cade. Odciągnął go poza krąg ludzi i zaczął mówić. - To robota ludzi Brada. Ostatnimi czasy próbowałem się z nim pogodzić ale się nie dało. Zbyt wielu moich ludzi zginęło przez niego. Przykro mi to mówić księżulku, ale śmierć tego człowieka oznacza wojnę.- Mówiąc to na jego twarzy, nie pojawił się tak jak podejrzewał chytry uśmieszek a raczej wyraz smutku. - Kto to był? - Peter Rossiter. - Ostatni żyjący krewny Lisy- walnął się dłonią w czoło. Zaczął myśleć jak to się stało że go od razu nie poznał- Ale czemu to zrobili? - Jej kuzyn pracował dla mnie od wielu lat i był moim zaufanym człowiekiem. Chciał mnie sprowokować i mu się to udało. - Czego ode mnie chcesz? - Potrzebuję twojej pomocy. - Ale co ja mógłbym dla ciebie zrobić? - Możesz poprosić swoich dawnych kumpli by mi pomogli. -te słowa wstrząsnęły księdzem. Skąd on wiedział o jego przeszłości. Nigdy nikomu o nich nie wspominał. Uznał jednak że to nie czas na rozprawianie się nad tym tematem i zaczął się zastanawiać co zrobić? Wiele lat temu przysiągł sobie że już nigdy nie powróci do dawnego życia ale z drugiej strony tęsknił za dawnymi przyjaciółmi i wspólnymi przygodami. - Odpowiedź dam ci dzisiaj w nocy ale niczego nie obiecuję. - Dobrze. Po tych słowach Denis poszedł do płaczącej Lisy, by w jakiś sposób jej pomóc. Sam kleryk wrócił do plebani. Wziął z kuchni pół butelki tequili i powoli opróżniając jej zawartość udał się do kościoła. Kompletnie zapomniał o tym że w tym momencie powinien odprawiać mszę. Jak zawsze w ławach zastał siedzących trzech mężczyzn. Poszedł z butelką za ołtarz, postawił ją na niej po czym kazał im wstać. Dopiero teraz zauważył jak oni się od siebie różnią. Grabarz był ubrany w schludny, czarny garnitur w którym często grzebał ludzi. Twarz miał mocno wynędzniałą, pooraną zmarszczkami, z oczami pełnymi smutku. Właściciel baru założył na siebie kamizelkę w obrzydliwym kolorze, dość mocno poplamioną koszulę i z lekka podziurawione spodnie. Jego głowa była łysa jak jajo, a twarz szpecił brzydki, duży, krzywy nos. Paul nie przejmował się swoim wyglądem. Z jego głowy spadała kaskada długich, przetłuszczonych włosów. Cienką koszulę zdobiły plamy najpewniej po alkoholu i rzygowinach a spodnie były już całe podarte. Twarz wojskowego, byłaby zwykłą twarzą starca gdyby nie niezwykłe, piwne oczy. Można z nich było wyczytać mnóstwo uczuć. Ból, smutek, złość ale i także wielkie doświadczenie. - Panowie, nie odprawię dzisiaj mszy. Nie mam zamiaru wam tłumaczyć dla czego, ponieważ nie powinno to was w tym momencie interesować. Jeśli chcecie możemy się razem napić tego wspaniałego trunku, a potem wrócicie do swoich domów weseli i uśmiechnięci. Ksiądz spodziewał się że wszyscy z chęcią przystaną na jego propozycje, lecz jednak się mylił. Wszyscy wyszli pośpiesznie z budynku, co mocno zaskoczyło kleryka. Uznał jednak że to nie jest teraz ważne. Wypił kolejny łyk, po czym uklęknął i zaczął się modlić do boga, o pomoc w podjęciu decyzji. Dawno temu obiecał sobie skończyć z życiem jakie niegdyś prowadził, ale jakaś część jego przekonywała go do tego by na nowo dołączyć do ``Zakonu Braci Rewolweru, Tequili i Chrystusa``. Jego wahanie trwało do późnej nocy kiedy to przybył wysłannik Denisa Cade. - Jaka jest twoja odpowiedź? Ksiądz nie wstając z klęczek, dość donośnym głosem rzekł- Tak. Niech twój szef da mi konia, torbę pełną prowiantu, mapę i pas z nabojami. Wysłannik wyszedł ze świątyni. Tak samo postąpił baptysta który szybko udał się do swoje pokoju w plebanii. Wyjął z pod łóżka mały kufer. Otworzył go i po raz pierwszy od ośmiu lat zobaczył swój rewolwer. Gdy brał go w dłoń poczuł wyraz prawdziwej ekstazy. Wiedział że to jest to co tak naprawdę kocha. Na dnie pudełka była także karteczka z wypisanymi imionami i nazwiskami. To byli jego dawni kompani i przyjaciele. Teraz należało na nowo ich zebrać, co oznaczało bardzo wiele kłopotów. Postanowił wyrwać się z tego miejsca na ten tydzień by odszukać ich i razem z nimi zaprowadzić tutaj porządek. Z dna szafy wyjął stare, brązowe spodnie, koszulę z długimi rękami, parę czarnych kowbojek i kapelusz. Gdy je założył na siebie, poczuł się o dziesięć lat młodszy. Wyjął z kuferka, pas z kaburą, włożył do niej rewolwer i poszedł na dwór. Tam czekał już na niego koń z torbą wypełnioną najpotrzebniejszymi rzeczami. Od razu na niego wskoczył i ruszył galopem na zachód, skąd miał zabrać jednego z czwórki dawnych kompanów, Oliviera Robertsona. Wiedział że będzie trudno go przekonać do wyjazdu, ale liczył na to że mu się uda. W tedy nie wiedział jeszcze w jakim stanie jest dawny przyjaciel.

Data:

 2013-12-08

Podpis:

 Łukasz Saczuk

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=76083

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl