DRUKUJ

 

Zaduszki, bzduszki

Publikacja:

 13-11-01

Autor:

 jacekdyc
Za robotę w odjazdowym seksie z orgazmem,
w zmyślnym opakowaniu prezencik się należy,
to nasza nagroda za malutką chwilę upojenia,
z rozpakowaniem coś pięknego nam się ulotniło,
a opakowanie zakopujemy na ludzkim wysypisku,
jednak żal i rozpacz nieutulona za gardło ściska,
nie za sednem opakowania, ale za nim samym.

„Kto żonę ma, ten żonie służy,
nie jesteś żonaty, nie szukaj żony,
kto nie ma żony, winien Bogu służyć,
bo kto ma żonę, ten ma kłopoty,
ja cię tylko przed nimi ostrzegam”.

Z braku szczęścia ktoś zwierzę sobie sprawić raczy,
aby pustkę serca wypełniać przyjaźnią psa, czy kota,
i zamiast Bogu, domowemu zwierzakowi posługuje,
w szczęściu nie postrzega z tym żadnych problemów,
kiedy tak z uwielbieniem, nowe opakowanie hołubi,
stare opakowania porozkładały już bakterie i robaki,
a chodzą na cmentarze do rodzica, braci, czy sióstr,
a sedno opakowania starego, teraz w nowym już tkwi,
aby móc do czasu grać rolę kotka pieska, lub świnki,
a prawda Ignaca nie dojdzie, gdy chce pozostać głupi,
kiedy wyłomu nie potrafię zrobić w kulawym rozumie,
to nieraz i w mym oku z bezsilności zakręci mi się łza,
nad niby żyjącym, acz martwym w opakowaniu z ludzi,
Ignacu! Jakże ciężko tobie zrozumieć, iż duszą jesteś,
gdy z uporem snujesz przypuszczenia, że masz duszę,
a wiersz skomentujesz bzdurnie, ja mądry, a on głupi.

Data:

 z 31 października na 1 listopada 2013

Podpis:

 Jacek Dyć

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=75884

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl