DRUKUJ

 

Tajemnice trzeciego wydziału : Narodziny legendy

Publikacja:

 13-08-13

Autor:

 jaroslaw.juszkiewicz
Rękojeść zdecydowanie za dużego pistoletu, wbijała się dziewczynie boleśnie w udo. Cała broń została wykonana z jakiegoś wyjątkowo ciężkiego metalu, co czyniło ostatnie dziesięć godzin spędzone w ciasnej skrzyni jeszcze bardziej niewygodnymi.

Igła już nie czuła bólu nóg, ani kręgosłupa. Jedyną substancją jaka pomagała jej przetrwać tamte ciężkie chwile, była własna adrenalina kobiety. Tylko dzięki niej jeszcze nie wyskoczyła jak oparzona z miejsca swojego ukrycia i nie zaczęła działać zdecydowanie wcześniej niż powinna.

Prawda jednak była znacznie prostsza, aniżeli sama się do tego przyznawała. Bała się. Głównie dlatego, że była to pierwsza misja dziewczyny w trzecim wydziale korporacji NOVA, z którą związała się kontraktem zawodowym na następne trzy lata.

Korporacja NOVA była jedną z trzech stron konfliktu, który po krótkim epizodzie walki o surowce, przestrzeń życiową i rynkową konkurencyjność na przystosowanym do życia Saturnie, wkroczył nieśmiało w zdecydowanie mniej oficjalne obszary.

Zadanie miało być proste. Zdobyć, a właściwie wykonać jak najwięcej zdjęć układu napędowego krążownika konkurencyjnej EVO corp. Ewakuować się w specjalnie przygotowanym do tego skoczku, który już dawno powinien znaleźć się w jednej z wyrzutni torped statku.

Zasadniczy problem polegał na tym, że owa wyrzutnia znajdowała się w przedniej części okrętu, a silniki w tylnej.

Na szczęście otrzymała jedynie przyjacielskie klepnięcie w ramię, oraz zdecydowanie nie poręczną broń z czternastoma pociskami w magazynku i nic więcej.

Tak trudne warunki nie przeszkadzały agentce na samym początku i co ważne podczas podpisywania zlecenia. Od dziecka lubiła podobne wyzwania, jednak z czasem przyszły obawy.

O ile za swoich młodych lat za niepowodzenia można była dostać jedynie w skórę, tak teraz konsekwencje mogły być o wiele groźniejsze.

Kobieta delikatnie wsunęła dłoń do kieszeni czarnych bojówek i powoli wyciągnęła z niej pierwsze ze swoich podstawowych narzędzi pracy.

Stalowej skrzyni chyba specjalnie z myślą o niej nie zamknięto szczelnie. Głównie dlatego mogła po raz wtóry w wpadającym przez wąską szczelinę świetle, przyjrzeć się broni.

Rowki z obu stron masywnej lufy kończyły się łagodnie tuż przy stromo zakończonym końcu pistoletu. Wycięte z maszynową precyzją półkole, prowadziło z kolei do masywnej rękojeści. Do niej z kolei przytwierdzono śrubami kolejny, specjalnie sprofilowany kawał stali z zamocowaną gumą.

W skutek działania ciepła ciała igły, broń była nagrzana i od razu widać było, że chyba nie zbyt kosztowna. Agentkę obchodziło jedynie to by celnie strzelać, a idąc wojskowym tokiem myślenia prosta lufa mogła to jej zapewnić.

Cichy pomruk masywnego zegarka, przymocowanego gumowym paskiem do prawego nadgarstka oznajmił, że już najwyższy czas zacząć działać. Dziewczynie jednak daleko była od wyskoczenia z miejsca swojego ukrycia, niczym striptizerka skacze z tortu na wieczorze kawalerskim.

Delikatnie zagryzła dolną wargę i nieco panicznie wyłączyła budzik w zegarku, który kupiła w jakimś kiosku tuż przed misją. Położyła broń niemal z czcią w okolicach nagiego pępka i delikatnie podniosła rękoma pokrywę.

Chwilę później przeszkoda bardzo powoli przesunęła się niemal bezgłośnie do tyłu. Gdy przednia deska powędrowała za linię oczu igła gwałtownie opuściła ręce.

Wciąż nie bardzo mogła uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Czuła się zupełnie jak wtedy, gdy ściśnięta w ładowni z pięćdziesięcioma innymi żołnierzami, obserwowała jak jeden z pozostałych statków uczestniczących w desancie na Saturn -a zaczyna płonąć.

Widziała wyraźnie jak prostokątna maszyna z jednym silnikiem w podstawie schodzi stopniowo z kursu i rozbija się o poszarpany wiatrami szczyt jakiegoś lokalnego łańcucha górskiego.

Zupełnie jak jak wtedy uporczywa myśl, że morze rzeczywiście zginąć jakoś nie mogła odnaleźć drogi do świadomości dziewczyny. Zwilżyła więc językiem górną wargę i wróciła do mozolnej pracy otwierania jedynych drzwi na wolność z klaustrofobicznego pomieszczenia.

Gdy całe to ustrojstwo uderzyło w końcu o podłogę bez żadnego zbędnego hałasu, mogła w końcu rozprostować nogi. Zrobiła to zanim się rozejrzała, za co zaraz skarciła się w myśli.

Kobieta była wysoka i szczupła. Miała podłużną twarz w kształcie serca. Długie włosy w kolorze purpury, miała w zwyczaju wiązać w kucyk. Oczy z opadającą powiekami, oraz wystające tuż pod nimi kości policzkowe, podkreśliła nieco czarnym makijażem. Sama nie wiedziała czemu, ale logiczne rozumowanie nigdy nie było jej mocną stroną. Opamiętanie musiało przyjść szybko ponieważ nie poszła za ciosem i zapadnięte policzki, oraz wąskie usta zostawiła w spokoju.

Nieco spiczasta broda i wysokie czoło nie dodawały jej uroku, ale od jakiegoś czasu wcale się z tym nie liczyła. Mężczyźni przecież zawsze byli. Wystarczyło pójść w którykolwiek weekend do jednego z wielu podlejszych knajp na jej rodzinnym ziemskim księżycu, aby złapać jakąś okazję. Zawsze wtedy utwierdzała się w przekonaniu iż faceci nie wiele różnią się od zwierząt. Łatwo było ich wykorzystać na krótką metę kimkolwiek by nie byli, jednak spędzić z kimś takim życie nie wchodziło nigdy w grę.

Czasem to martwiło, ponieważ perspektywa spędzenia samotnie reszty życia również nie napawało dziewczyny optymizmem. Głownie dlatego często bywała w różnych lokalach i chociaż sama się do tego nie przyznawała chyba wciąż szukała tego odpowiedniego.

Niewielki piersi dziewczyny, które w pewnym okresie życia były przyczyną wielu rozterek, teraz paradoksalnie okazywały się bardzo przydatne. Dzięki nim, a właściwie ich gabarytom mogła nawiązać równą i jak do tej pory zawsze zwycięską walkę w ręcz z mężczyznami.

Jeszcze zanim zgłosiła się na służbę do korporacji dorobiła się zaawansowanych poziomów w kilku sztukach walki, co czyniło ją bardzo dobrą kandydatką do trzeciego wydziału korporacji. Instruktorom zazwyczaj ciężko było uwierzyć, że tak wojownicza dziewczyna szyje jakieś ciuchy w podłej fabryczce, gdzieś na przedmieściach stolicy planety.




Nie działała pod przykryciem, głównie dla tego ubrała spodnie wojskowe, oraz buty. Wykonano je z grubej skóry. Były niewygodne, jednak nie miały sobie równych, gdy dochodziło do walki w ręcz.

Oprócz tego włożyła na siebie sportowy top na ramiączkach, uszyty z czarnego materiału. Ubrała również wojskową kurtkę szturmową, wykonana z nieco sztywniejszego, grubszego i śliskiego włókna syntetycznego, która nadawała agentce niezwykle zdecydowany wygląd.




Pomieszczenie nie było ciemne, ani przesadnie widne. Jedyne światło pochodziło od słabych jarzeniówek, które zamontowane tuż obok przepastnych rur kanalizacyjnych. Dawały raczej niewiele niebieskiego światła.

Pomieszczenia korporacyjnych okrętów bojowych różniły się znacznie konstrukcją od zwykłych pokoi. Igła nigdy nie spotkała się z kontami prostymi na odcinkach, gdzie ściana łączyła się z podłogą i sufitem.

Tak i tym razem ściana łączyła z sobą sufit i podłogę za pomocą krzywych na dziewięćdziesiąt stopni, listw se stali. Głównie dlatego agentka zawsze czuła się w takich pomieszczeniach, zupełnie jak by znalazła się w kanałach.

Od razu gdy stanęła wreszcie na równych nogach dostrzegła uchylone drzwi grodzi w jednej ze ścian. Na pierwszy rzut oka była podobna do zwykłych. Jedyną różnica między nimi polegała na wielkości i grubości, a także materiale z jakiego je wykonano. Drzwi były zdecydowanie mniejsze, a progi wyższe. Wytrzymała stal zapewniała doskonałą ochronę innym pomieszczeniom w przypadku, gdy odcinek straciłby swoją hermetyczność.




Igła znała na pamięć rozkład pomieszczeń krążownika i doskonale wiedziała dokąd zmierza. Raczej nie spodziewano się pasażera na gapę, więc przy zachowaniu zdrowego rozsądku misja powinna zakończyć się powodzeniem.

Najpierw jednak musiała nawiązać kontakt z innym agentem. Ponieważ był on członkiem załogi, w jego mocy było przemycić na pokład aparat fotograficzny.

Oczywiście Igła sama mogła to zrobić, ale nieznajomy miał za zadanie również przekazać jej jakieś ważne dokumenty.

Dziewczyna zdecydowała się nie wnikać w to co w nich napisano, ponieważ gdy tylko zająknęła się w ostatniej rozmowie z przełożonym na ten temat, ten niemal ją zrugał. Nie jest tajemnicą, że nie należy podpadać swoim szefom tuż przed pierwszą misją, a zwłaszcza gdy wybiera się taki zawód.

Zbliżyła się do grodzi, której próg sięgał prawie do kolan dziewczyny. Ostrożnie zrobiła krok do przodu i wyszła na wąski korytarz, na którym słychać było cichy pomruk jakiś turbin.

Zgodnie z podstawowymi zasadami sztuki budowy okrętów, które towarzyszyły ziemskim inżynierom od setek lat średnio co dziesięć, dwadzieścia metrów znajdowała się dokładnie taka sama gródź. Wszystkie następne dla odmiany zostały pootwierane na oścież, tak więc bezcenny w takich wypadkach zasięg widzenia był wystarczający.

Dziewczyna doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że ona również bez trudu może zostać zauważona przez jakiegoś zabłąkanego marynarza. Głównie dlatego trzymała się blisko ściany, a zanim minęła kolejne drzwi najpierw wyglądała za nie ostrożnie.

Palce nieustannie zaciskała na masywnej kolbie pistoletu i bardzo uważała by nie nacisnąć przypadkowo spustu. Dopiero, gdy minęła ostatnie drzwi ściągnęła z niego palec. W końcu głupio było by dać się zdemaskować w tak idiotyczne sposób.

Od momentu, gdy wyszła z kryjówki, słyszała za wyjątkiem szumu turbin jakieś dziwne odgłosy, które wydawały się odbijać od ścian i sufitów. Zatrzymywała się wtedy w miejscu i cała spięta nasłuchiwała. Zawsze cichły tak nagle, jak nagle się pojawiały. W końcu Igła doszła do wniosku, że muszą to być hałasy z maszynowni, do której przecież cały czas się zbliżała.

Dopiero po kilkuset metrach zauważyła jakiś wystający cylinder z poza drzwi. Oznaczało to, że nareszcie dotarła na miejsce. Teraz dopiero uznała, że może się nieco rozluźnić.

Przecież w końcu wszystko wskazywało, że pierwsza część planu zakończyła się sukcesem. Udało się uniknąć wykrycia i co najważniejsze dotarła do silników.

Już zdecydowanie mniej ostrożnie i z wyrazem ulgi na ustach przeszła przez dwa pozostałe progi. Nawet się nie chowała przy ścianach pomiędzy nimi. Po prostu szła przed siebie z lufą pistoletu zadartą do góry, wyprostowana niczym na paradzie zwycięstwa.

Przeszłą przez próg ostatnich drzwi i zrobiła jeszcze kilka dodatkowych kroków robiąc przy tym głęboki wdech. Zdawała sobie doskonale sprawę z tego, że jeszcze nie czas na fotografowanie. Przecież najpierw musiała odnaleźć mechanika.

Kręte schody znajdowały się dokładnie w miejscu, w którym umiejscowiono je na planach. Wbite nijako w walcowaty słup, pomiędzy dwoma urządzeniami, które przypominały agentce raczej cysterny z paliwem. Stopnie wykonano z jakiejś grubej kraty. Prowadziły one do przedsionka o poziom wyżej. Tam z kolei znajdowały się kolejne drzwi, przez które wystarczyło jedynie przejść, by znaleźć się w korytarzu z pomieszczeniami załogi.

Oczywiście Igła nie miała zamiaru odwiedzać kwater nie wtajemniczonej w nic załogi. Zadanie dziewczyny ograniczało się jedynie do wejścia na górę i schowaniu się w jednym z ziemnych rogów niewielkiego pomieszczenia.

Kontakt miał jedynie wejść do środka i nie rozglądając się zbytnio dookoła zostawić na podłodze kopertę o gabarytach listu, oraz niewielki aparat fotograficzny.

Igła weszła powoli na pierwszy stopień schodów i jak najszybciej jak tylko mogła wbiegła na górę. Szybkim susem pokonała niewielkie pomieszczenie, w którym zdecydowanie brakowało światła. Przykucnęła plecami do ściany w pierwszym lepszym rogu.

Pistolet trzymała cały czas w zaciśniętej dłoni, a gdy oparła się plecami o zimną ścianę wycelowała go w drzwi.

Nawet nie musiała długo czekać, aż zamek w zamkniętych drzwiach wyda charakterystyczny odgłos i otworzą się one na odzież. Agentka widziała jedynie przykurczoną sylwetką która niemal na palcach pokonuje wysoki próg i zbliża się do schodów.

Igła bez problemu oceniła, że ma przed sobą bardzo zestresowanego człowieka. Ruchy sylwetki były gwałtowne i wysoce nie precyzyjne. Gdy wyciągała z kieszeni jakaś grubą kopertę i położyła ją na stopniu schodów, widać było doskonale jak trzęsą się jej ręce. Dopiero w następnej kolejności postać położyła aparat. Ostrożnie i jak by z wahaniem.

To wzbudziło silny niepokój u igły. Owszem, może człowiek z którym miała do czynienia również wykonywał w swoim życiu pierwsze zlecenie i po prostu bardzo to przeżywał, ale coś tu zdecydowanie nie grało. Chwila wydała się jej nienaturalnie długa.

Gdy postać gwałtownie odwróciła głowę w stronę drzwi, wszystko już było jasne. Igle pozostało jedynie wycelować w głowę swojego zdecydowanie byłego współpracownika i nacisnąć spust. Nie sądziła, że huk wystrzału tak intensywnie odbije się od stalowych ścian pomieszczenia, a detonacja ładunku w naboju, która na chwilę wyleci z lufy tak oświetli wszystkie ściany.

Nawet nie zdążyła dojść do siebie, gdy do pomieszczenia wpadły granaty. Każdy z nich niczym kamień odbił się od stalowej podłogi, lub ściany. Igła ledwie zdążyła zgiąć kręgosłup i przycisnąć nadgarstki do uszu. Tylko dzięki temu, wszystkie wybuchy nie były tak bolesne dla zmysłu słuchu kobiet jak powinny. Zacisnęła powieki, więc dym przynajmniej na początku nie drażnił oczu dziewczyny.

Nie trzeba było długo czekać, aż do pomieszczenia wpadną jacyś ludzie. Igła nie miała pojęcia, czy jest to oddział specjalny, czy prości marynarze, ponieważ w gęstym dymie i ciemności ledwie dała radę dostrzec sylwetki mężczyzn.

Dziewczyna wiedziała jedno. W takich sytuacjach każda sekunda jest cenna i nie ma miejsca na błędy. Błyskawicznie nachyliła się jeszcze bardziej do przodu i odbiła się palcami stup od podłogi.

Wystarczył tylko jeden kozioł by znaleźć się w okolicy środka pomieszczenia. Instynktownie poderwała się na równe nogi i wycelowała pistolet w głowę najbliższego z wyraźnie zdezorientowanych mężczyzn. Nie trzeba było przykładać zbyt wiele siły by nacisnąć spust.

Zasłona zamka odskoczyła gwałtownie w stronę twarzy kobiety, jednak odbiła się od specjalnie przeznaczonych ku temu elementów broni. Siła uderzenia, a potem detonacji ładunku pocisku była tak znaczna, że prawie wydarła broń z ręki dziewczyny.

Doskonale wyćwiczone mięśnie nadgarstka i dłoni nie dały jednak wykrzywić się lufie pistoletu nawet o milimetr, a huk wystrzału rozszedł się potężnym echem po nie tylko całym pomieszczeniu, ale i najbliższych korytarzach.

Igła nie miała czasu czekać, aż ciało w znacznej mierze powalone siłą impetu pocisku zwali się na podłogę. Zamaszystym ruchem skierowała lufę pistoletu ku dołowi i zgięła nieznacznie nogi w kolanach, a broń wycelowała w kolejną postać, która tym razem znalazła się na przeciw zneutralizowanego już zagrożenia.

Nieprzyjaciel widać dobrze zdołał zorientować się z skąd pochodził huk wystrzału i odruchowo skierował w tamtą stronę cienką lufę jakiegoś pistoletu maszynowego z długim magazynkiem po środku przegubu. Zabrakło mu jednak zdecydowania, by otworzyć ogień i to kosztowało go życie.

Wysoko kalibrowy pocisk rozszarpał mu potylicę, a jego zwłoki w spazmatycznym odruchu zwaliły się na ziemię.

Igła staranowała ramieniem w połowie otwarte drzwi i wydostała się na korytarz. Widziała z obu boków korytarza grodzie, które prowadziły do pomieszczeń załogi. Każde z nich było szczelnie zamknięte i nie różniło się wyglądem od wszystkich, jakie widziała do tej pory.

Dziewczyna doskonale zdawała sobie sprawę, że zamieszanie jakie wybuchło raptem kilka metrów dalej nie potrwa jeszcze zbyt długo, nawet jeżeli miała do czynienia ze zwyczajną załogą.

Ruszyła więc w stronę kolejnej grodzi na końcu najdłuższego korytarza, jaki do tej pory widziała na statku. Niestety były zamknięte.

Na szczęście dla agentki konstruktor nie przewidział w nich zamka z prawdziwego zdarzenia, a jedynie stalowe koło w połowie wysokości. Wystarczyła jedynie odrobina wysiłku by je przekręcić niczym staromodną klamkę, aby przeszkoda stanęła otworem.

Igła tym razem przekroczyła próg jak najszybciej mogła i zatrzasnęła za sobą drzwi. Szybko zauważyła, że stoi na skonstruowanej z grubych prętów kracie wentylacyjnej od jakiegoś kanału.

Bez wahania zrobiła krok do przodu i z nie lada wysiłkiem podniosła i przesunęła nią w swoją stronę. Szczelina nie była specjalnie duża, ale dziewczyna oceniła, że zmieści się w niej bez problemu i wskoczyła do środka jak na zawołanie.

Głębokość dziury wynosiła raptem około metra, głównie dlatego dziewczyna wskoczyła do środka i kucnęła. Bez problemu zamknęła za sobą kratownicę i z niebywałym napięciem, oraz bronią w każdej chwili gotową do strzału oczekiwała dalszego biegu wypadków. Skierowała broń do góry, ponieważ nie miała najmniejszego zamiaru oddać się do niewoli.

Usłyszała wyraźnie hałas załogi, która przebiegła nad jej głową. Odczekała jeszcze moment nim zaczęła spokojnie oddychać. Nie ulegało wątpliwości, że jej zadanie wyraźnie się skomplikowało, by nie powiedzieć stawało się powoli nie wykonalne.




Przypomniała sobie, że zanim zastrzeliła agenta ten zdążył położyć wszystkie fanty tam gdzie powinien. Zasadnicze pytanie w tej sytuacji brzmiało czy oprawcy rzeczywiście byli tak pewni swego, by kazać mu dostarczyć te prawdziwe fanty, czy je zamienili. Niestety istniał tylko jeden sposób by się o tym przekonać i Igła doskonale zdawała sobie sprawę jaki.




Pewna siebie wsadziła palce pomiędzy szprychy klapy wentylacyjnej i podniosła na dostateczną wysokość by ją przesunąć. Zrobiła to jednak powoli, by nie narobić zbytniego hałasu.

Gdy tylko wydostała się na zewnątrz zobaczyła otwartą gródź, którą weszła. Przebiegła więc truchtem do połowy korytarza i zwolniła. Skradając się dotarła w pobliże felernego pomieszczenia, gdzie przywarła plecami do ściany korytarza i bokiem pokonała brakujący metr. Gdy tylko dotknęła ramieniem ściany grodzi, podniosła ostrożnie lufę broni do góry i przykucnęła.

Niepewnie zajrzała do środka pomieszczenia, lecz w słabym świetle lampy nie zobaczyła absolutnie nikogo, prócz trupów leżących na podłodze. Przyjęła to za dobrą monetę i weszła ukradkiem do środka.

Cisza. Jedyne co było słychać to miarowy huk silników spoza ścian. Już nieco pewniejsza podeszła dużymi krokami do stopni schodów i spojrzała na nie z nadzieją.

Trudno było jej uwierzyć, ale aparat z kopertą leżały nietknięte przez cały ten czas. Najpierw podniosła leżący na wierzchu aparat i energicznie schowała go do jednej z większych kieszeni na udach, a sztywną kopertę poskładała na cztery i wsadziła do zwykłej kieszeni.

Teraz doskonale zdawała sobie sprawę, że musi wrócić drogą, którą dotarła na spotkanie. Głównie dlatego wskoczyła tak ochoczo z powrotem na schody, które pokonała jeszcze całkiem niedawno.

Gdy zrobiła pierwszy krok na podłodze niższego pomieszczenia natychmiast zaczęła przypominać sobie plany, jakie widziała jeszcze dzień wcześniej. Zamknęła oczy i dotknęła spojówek kciukiem lewej dłoni. To był jej stały sposób, by wprowadzić się w stan jak największego skupienia.

Sama nie wiedziała, czy odruchowo, czy na pamięć obróciła się na pięcie w stronę drzwi, których wcześniej nie zauważyła.

Nie miała jednak czasu myśleć dłużej, ani nawet tego nie chciała. Zacisnęła delikatnie palce dłoni na kole wystającym z zamkniętej grodzi i delikatnie przekręciła je w prawo. Gdy tylko usłyszała stalowy pomruk otwieranego zamka pchnęła je przed siebie. Doskonale naoliwione zawiasy nie stawiały praktycznie żadnego oporu.

Przekroczyła próg od razu. Nawet się nie rozglądała, tylko odwróciła się do tyłu i przymknęła za sobą drzwi. Dopiero gdy napotkała opór futryny, spuściła jak by nieśmiało wzrok i spojrzała za siebie.

Pomieszczenie było ogromne. Nie trzeba było bardzo się przyglądać by móc stwierdzić, że wysokość sufitu dorównywała, wysokością dwóm pomieszczeniom.

Cztery ogromne turbiny zajmujące zdecydowanie większą część pomieszczenia na planie kwadratu, wymuszały te ogromne rozmiary. To co zwróciło szczególną uwagę dziewczyny, to idealnie gładka powierzchnia każdej z nich.

Konstrukcja każdego z silników wbijała się w ścianę tuż na przeciw igły, która odruchowo sięgnęła do kieszeni w poszukiwaniu aparatu. W jednej sekundzie obiektyw znalazł się przed jej skamieniałą twarzą, a palec wskazujący zaczął energicznie wciskać czerwony przycisk wyzwalacza, znajdujący się w górnej części obudowy urządzenia.

Nie minęło kilka wdechów i wydechów coraz spokojniejszej dziewczyny, a zaczęła powoli iść wzdłuż pierwszego i najbliższego silnika. Aparat jednak trzymała sztywno. Zupełnie jak by bała się, że zrobione przez nią zdjęcia po prostu nie wyjdą.

Dopiero gdy dotarła do ściany i schowała aparat do kieszeni całkowicie się uspokoiła. Chociaż ciągle nie mogła czuć się bezpiecznie rozluźnia mięśnie barku.

Nie była pewna dlaczego poczuła ulgę. Przecież jeszcze wcale nie wydostała się żywa z krążownika, a do pomieszczenia z silnikami mógł w każdej chwili wpaść oddział szturmowy EVO i wpakować w ciało dziewczyny co najmniej kilka magazynków.

Nadzieja, że zastrzelony agent nie wygadał się swoim oprawcą na temat skoczka wydawała się dodawać jej sił. Przecież z pewnością istniały również szalupy ratunkowe dla załogi, więc nawet w przypadku czarnego scenariusza nie była się za bardzo czym martwić.




Dziewczyna nacisnęła niewielki przycisk z lewej strony obudowy broni, a do jej otwartej dłoni wypadł magazynek. Wystawiła go przed siebie i przyjrzała mu się uważnie. Od razu było widać, ze została jeszcze ponad połowa pocisków, schowała więc magazynek z powrotem i odbezpieczyła broń przeciągając do tyłu górną część zamka.

Całe rozluźnienie mieniło jak kamfora, gdy usłyszała czyjąś rozmowę za uchyloną jeszcze niedawno grodzią. Bez namysłu skierowała lufę pistoletu najpierw na drzwi, potem przesunęła ją nieznacznie w stronę szpary między furtyną, a drzwiami.

Ostrożnie i powoli zrobiła dość spory krok w bok, by wziąć na cel pierwszego z pechowców. Oczy miała szeroko otwarte, a wysokie ciśnienie sprawiało, że zaczęły drżeć jej ręce. Sytuacja zrobiła sią z sekundy na sekundę coraz poważniejsza.




Igła doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że jeżeli zostanie teraz wykryta będzie miała nie lada problem z przedostaniem się do skoczka, a ściślej mówiąc przebić się przez całe tabuny lojalnych marynarzy.

Nie było jednak wyjścia, a czasu spokojnie wystarczyło by się odpowiednio przygotować. Nerwowo przyjęła pozycję strzelecką rodem z podręczników.

Prawa stopa odrobinę do przodu razem z prawą ręką w której trzymała pistolet, lufa opuszczona. Lewa dłoń, otwarta. Chyba nawet poczuła ulgę gdy jej przegubem dotknęła delikatnie zakrzywionego, spodu rękojeści pistoletu.

Z wrodzoną niepewnością rekruta z powrotem podniosła do góry lufę, tak wysoko by pierwszy pocisk trafił w głowę. Wiele ją kosztowało by przypadkiem nie nacisnąć spustu za wcześnie, ponieważ bardzo chciała być pierwsza i mieć przewagę czasową nad nieprzyjacielem.




Igła coraz lepiej słyszała głosy rozmowy, ale ciągle miała dość czasu by opamiętać się i cofnąć o jakieś dwa kroki za uchyloną gródź. Dopiero gdy usłyszała rozmowę tuż obok siebie spojrzała na podłogę, gdzie zobaczyła dwa cienie.

Sama nie wiedziała czemu, ale nerwowo zgięła rękę z pistoletem w łokciu i w spazmatycznym odruchu skierowała lufę do góry zbliżając się przy tym ramieniem do drzwi grodzi.

Słyszała już jedynie cichnącą rozmowę i dźwięki oddalających się kroków. Poczuła, że szczęście powoli zaczyna się do niej uśmiechać, wiec poluźniła uścisk na rękojeści pistoletu i wystawiła głowę na korytarz.

W niebieskim świetle słabych jarzeniówek, zamocowanych w środkowej części sufitu, zobaczyła dwie sylwetki marynarzy, które z wolna oddalają się od niej co chwila pokonując kolejną gródź.

Igła zdecydowała się podążać za nimi w taki sposób by w miarę możliwości uniknąć wykrycia. W kilku susach znalazła się przy pierwszej grodzi. Schowała się na wszelki wypadek za drzwiami, tylko po to by kocim susem przeskoczyć za chwilę kolejny próg.

Dopiero po dwudziestu metrach, gdy znalazła się już przy trzecim zalała ją fala wątpliwości. Przecież to wszystko nie miało sensu. Niedawno zastrzeliła jakiś marynarzy, a teraz tak po prostu wszystko miało wrócić do porządku dziennego ?

Dwoje marynarzy prawdopodobnie na patrolu nawet nie zagląda do wszystkich pomieszczeń. To wszystko w oczach dziewczyny miało coraz mniej sensu. Przywarła więc ramieniem do ściany i spojrzała pełnym napięcia wzrokiem za siebie.

Od razu zobaczyła sylwetki następnych marynarzy prześlizgujące się podobnie, tak jak ona jeszcze przed chwilą przez progi grodzi. Już nie ulegało wątpliwości, że jest otoczona i co gorsza zabrakło jej pomysłów. Nawet tak się przejęła, że poczuła skurcz w brzuchu.

Nie ulegało wątpliwości, że musiała zdobyć nową broń, ponieważ gdy miało dojść do nowej wymiany ognia miała po prostu za małą ilość amunicji. Owszem pistolet był niezwykle cenny, ale w sytuacji gdzie miała przebijać się w stronę skoczka większa siła ognia była nie do przecenienia.

Wycelowała wiec w głowę jednego z marynarzy, których śledziła i wystrzeliła. Jego towarzysz nie zdążył nawet zorientować się co się dzieje, a powaliła go następna kula.

Zgodnie z przewidywaniem dziewczyny śledzący ją do tej pory członkowie załogi odpowiedzieli huraganowym ogniem, jednak zdążyła schować się za ścianką najbliższej grodzi.

Grad pocisków odbił się rykoszetami po wszystkich elementach korytarza, ale dziewczyny żaden nawet nie drasnął.

Wykorzystując sytuację, gdy wszyscy prześladowcy musieli zmienić magazynki czym prędzej pobiegła do zwłok zastrzelonych wcześniej marynarzy i niemal w biegu zabrała ich karabiny.

Odruchowo schowała się za następną grodzią i zdążyła w samą porę bo kolejna salwa pocisków przeleciała dosłownie przed nosem dziewczyny.

Jedynie uśmiechnęła się pod nosem, gdy wpadł jej do głowy niecodzienny pomysł. Ponieważ znajdowała się ciągle spory odcinek przed oddziałem za nią i tym razem stanęła od strony zawiasów grodzi, mogła bez problemu zamknąć za sobą drzwi, co tez bez wahania uczyniła.

Następna salwa mało kalibrowych pocisków odbiła się od niej niczym pestki rzucone w garnek. Nawet przez chwilę współczuła marynarzom, do których z pewnością wróciły wszystkie pociski, tym razem rykoszetem. Zdawała sobie jednak sprawę, że takie były przecież uroki nie tylko tej wojny i każdy z osobna wiedział co ryzykuje w tym fachu.

Gdy tylko tylko usłyszała słaby trzask zamka i zdecydowanie głośniejszy dźwięk pocisków, odbiła się rękami od zimnego metali i ruszyła pędem przed siebie przeskakując kolejne progi otwartych na oścież grodzi, zupełnie jak by biła rekord w biegu przez płotki.



Nie wiedziała, czy ktoś z pośród marynarzy przeżył, czy może wszyscy trzymali się ciągle na nogach, ale postanowiła na te kilkadziesiąt sekund zaryzykować. Nie miała w końcu wielkiego wyboru.

Podniosła więc lufy do góry i przyspieszyła tylko po to by przeskoczyć progi ostatniej z otwartych grodzi, ponieważ prosty korytarz kończył się nagle przy zamkniętej śluzie, dla odmiany pomalowanej czerwoną farbą.

Igła doskonale zdawała sobie sprawę co znajduje się za czerwonymi drzwiami i na szczęście dla niej zamek wyglądał zupełnie tak samo jak w przypadku powszednich. Po drodze minęła niepozorne schody z barierką z ciemnej rurki, która kończyła się sporym zgięciem.

Dziewczyna nieco niezdarnie schowała pod prawą pachą pistolet maszynowy, który jak do tej pory trzymała w prawej dłoni. Jak najszybciej umiała przekręciła wystające koło. Była na sto procent pewna, że zamek ustąpi, jednak mimo wszystko ulżyło jej, gdy niewielkie drzwi stanęły przed nią otworem.

Szerokie i prostokątne pomieszczenie z wystającymi z nieco pochylonej ściany rurami. Wyrzutnie. To wszystko co zauważyła najpierw po otwarciu drzwi.

Oczywiście na końcach każdego z trzech luków torpedowych widniała nieco wypukła klapa zamknięta w staromodny sposób stalową wajchą.

Wszystkie były na tyle durze by spokojnie zmieścić w sobie człowieka. Jako, że to były luki torpedowe bez problemu można było zauważyć windę amunicyjną przy jednym z kantów pomieszczenia, oraz dwa dźwigi zapewne przeznaczone do ich transportu, umieszczone z obu stron pomieszczenia.

Amunicji nie było widać. Pewnie wszystkie wielkokalibrowe pociski stały odpowiednio zabezpieczone pomieszczenie niżej.

Igła wtargnęła do środka. Starała się sobie jak najszybciej przypomnieć, o której mówił dowódca, gdy udzielał jej ostatniego instruktarzu przed misją.

Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nie ma więcej czasu do stracenia, dlatego pospiesznie dotarła do środkowej wyrzutni i zaciskając kościste palce na stalowym drągu. Pchnęła go do góry.

Drzwi ustąpiły od razu, a oczom agentki ukazała się tylna część skoczka, która składała sie głównie z otwartego do dołu włazu. Dziewczyna niedbale upuściła oba karabinki, które w geście protestu odbiły się od podłogi robiąc przy tym nieco hałasu.

Zadarła ręce do góry i chwyciła za górną krawędź luku torpedowego. Nieco ostrożnie zgięła nagi w kolanach i wisząc w powietrzu wsadziła stopy do środka luku.

Gdy wyprostowała nagi mogła bez programu usiąść i puścić krawędź.

Wtedy rozłożyła ręce i trzymając się ściany z obu stron wsunęła się do środka skoczka, który nie był niczym innym niż rurą wyposażoną jedynie w podstawowe przyrządy sterownicze i nawigacyjne.




Dziewczyna miała już do czynienia z takimi urządzeniami na szkoleniu. Głównie dlatego wiedziała doskonale, gdzie znajduje się skromne oparcie na głowę wykonane z jakiejś syntetycznej gumy. Niemal odruchowo zgięła rękę w łokciu, a kiedy poczuła charakterystyczny dotyk, wygięła oparcie w właściwą stronę. Nieco bardziej rozluźniona oparła głowę wypuszczając za razem powietrze z ust.

Tuba nie była wygodna, ale też nie na tym polegało jej zadanie. Urządzenie miało jedynie umożliwić agentom ucieczkę z okrętów nieprzyjaciela, utrzymać przy życiu w przestrzeni kosmicznej jedynie do czasu, gdy dostanie się na pokład okrętu korporacji.

Skoczek był wyposażony jedynie w niewielkie silniki manewrowe zamatowane po obu stronach burty, którymi sterowało się jedynie za pomocą dotykowego ekraniku wiszącego przed oczyma dziewczyny.

Brak było silnika napędzającego. Dopiero uruchomienie wszystkich silników manewrowych za skutkowało ruszeniem całej maszyny z miejsca.

By je uruchomić należało wcisnąć jedyny przycisk pod niewysokim, ale za to szerokim ekranem.



Igła wybrała najpierw kilka świecących się jaskrawo na ekranie przycisków, które odpowiadały miedzy innymi za zamknięcie komory ładowniczej, oraz otwarcie wylotu luku torpedowego.

Dopiero gdy usłyszała głuchy grzmot metalu z tyłu głowy wcisnęła ostatni czerwony.

Pneumatyczne zawiasy, tym razem z przedniej części dały głos i po sekundach coś zgrzytnęło. Igła rozluźniła się całkiem, dopiero gdy poczuła jak cała ta kupa stali wyślizguje się z miejsca swojego uwięzienia i unosi ją jedynie próżnia.

Ekran posłusznie wyświetlił napis „Procedura zakończona, rozpoczynam ruch po ścieżce”. Igła zamknęła oczy i zaczęła swobodniej oddychać sztucznym powietrzem.

Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że jedyne co jej pozostało to czekać.

Data:

 13.08.13

Podpis:

 Jarosław Juszkiewicz

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=75525

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl