DRUKUJ

 

Bez-ruch

Publikacja:

 13-08-02

Autor:

 Lew
Warkot silnika ustał... Kładę głowę na kamieniu. Przysypiam. We śnie przyglądam się bójce i nic nie mogę na to poradzić... Oto jakby zwierciadło.

Wycofany na peryferia z hipnotycznego letargu, podnoszę się z wygniecionej pościeli i przechodzę na balkon. Ptaki spacerują po różowej linii świtu. Zaczął się nowy dzień.

Trzy godziny później w pełni sił, stoję przed wejściem do pracy. Zjawia się koleżanka, trzyma długą czerwoną fifkę, w którą nabija papierosa. Ma na sobie różową bluzeczkę uwypuklającą piersi, a w uszach fioletowe pióra kolczyków. Zaciąga się, wypuszcza oniryczną chmurkę dymu. Przypomina świt. Rozmawiamy, starając się patrzeć sobie w oczy, lecz mimowolnie zostaję tam, gdzie byłem. Bezruch. I przypominam wyrwaną część nocy. Swoją bezczynność we śnie, i tę na balkonie, i wiem, że teraz, w tym wypadku, znów nie mogę się ruszyć. Drąży mnie to poczucie bezruchu. Ale choć stąpam po cieniutkiej linii, wierzę, że to nieruchomo miłość stoi na pierwszym, drugim i trzecim miejscu. Nie chcę się spóźnić. - Chodźmy na targ – mówię, zanim rzeźnik i pani z warzywnego odprawią nas z kwitkiem.

Data:

 dziś

Podpis:

 Lew

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=75478

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl