DRUKUJ

 

Paranoje fałszywe i prawdziwe

Publikacja:

 13-01-09

Autor:

 szekspir
Za paranoję zwykło się uważać rozbudowany, spójny logicznie system urojeń-przekonań o dość prawdopodobnej treści, ale nie oparty na tak zwanych solidnych przesłankach akceptowanych przez innych ludzi. Osoby dotknięte tą przypadłością zachowują jednocześnie orientację czasowo-przestrzenną, jak również normalną strukturę osobowości. Poglądy przez nie przyjęte są trudne do falsyfikowania, ponieważ są mniej lub bardziej prawdopodobne, dość spójne logicznie i uzasadnione.
Dość powszechnie twierdzi się, że jest to stan patologiczny występujący znacznie częściej, niż wynika to z oficjalnych statystyk. Nie tylko w klasycznej postaci, gdzie człowiek na przykład czuje się prześladowany przez tajne organizacje, których agentami są znane mu z życia codziennego i mass mediów postacie oddziałujące na niego za pomocą fal elektromagnetycznych lub magii. Nawet w takim przypadku, osobie uważanej powszechnie za chorą, jest trudno wyperswadować taki pogląd, bo zawsze jest w stanie zebrać zestaw odpowiednich dla siebie wyjaśnień i przesłanek. Kłopot dla innych polegać może jedynie na ich przypadkowym doborze lub dziwacznej interpretacji.
Wychodząc poza obszar uznawany za patologiczny natrafiamy na wiele zjawisk noszących znamiona paranoi i odpowiadające przedstawionej na wstępie definicji, mimo, że za takie zazwyczaj uważane nie są. Szereg wierzeń „paranormalnych” jak kontakt z duchami lub kosmitami, wiara we wpływ ciśnienia atmosferycznego albo Księżyca na nasze samopoczucie albo brania ryb, telepatia i telekineza doskonale wpasowuje się w tę kategorię. Oczywiście liczne są osoby, które ze szczerym przekonaniem twierdzą, że na własnej skórze doświadczyły działania nadprzyrodzonych sił. Cóż, właśnie urojenia uważane są za cechę charakterystyczną ich przypadłości.
Również religie są oparte na paranojach - wielkich i zbiorowych. Przyjmują zinstytucjonalizowaną formę. W ich przypadku mamy zresztą zupełną pewność, że są fałszywe, w każdym razie większość z nich (poza naszą!). Oczywiście na niewiele zdadzą się próby przekonania wierzących o uleganiu urojeniom, a szczególnie fanatycznych fundamentalistów. W dodatku religie jako instytucje zatrudniają rzesze zawodowych teologów do racjonalnego uzasadniania objawień. Tam gdzie w granicach logiki nie można znaleźć rozwiązania ich problemów, odwołują się oni do tak zwanej tajemnicy.
Podobnie przykładem lekkiej paranoi może być przekonanie, że jest się szympansem, robotem przetrwania, że jest się mimo woli zamieszanym w misję przekazania kodu kierującego życiem na Ziemi, natrętne twierdzenie wbrew intuicji i komonsensowi, że podejmujemy działania nie po to, by zaspokoić swoje potrzeby i uczucia, lecz to właśnie uczucia służą nam by zmotywować nas do konkretnych działań. Taka właśnie przypadłość spełniająca kryteria paranoi jest moim osobistym udziałem. Doskonale zdaję sobie sprawę, że dla większości to czcze brednie, w związku z czym bardzo ostrożnie się z nimi zdradzam. Podlegający nim nazywają je psychologią ewolucjonistyczną lub pokrewnymi - socjobiologią lub ekologią behawioralną człowieka.
Sama psychologia ewolucjonistyczna wyjaśnia fenomen powstawania i utrzymywania się skłonności paranoicznych. W łagodnej postaci są one najprawdopodobniej korzystne. Ich wartość adaptacyjna polega na wyostrzeniu naszej uwagi i zwróceniu jej na te aspekty życia, które maja duże znaczenie dla naszego dostosowania. Dobrze jest wiedzieć, czy ktoś nie knuje przeciw nam spisku, czy życiowy partner nas nie zdradza, warto poznać potencjalne ukryte mechanizmy leżące u podstaw czy powodujące powstawanie określonych zjawisk. Warto mieć wyczuloną uwagę na ważne aspekty naszego życia i warto martwić się ponad tak zwaną miarę, ponieważ, jak wiadomo z teorii zarządzania błędami, dobór naturalny tak ukształtował nasze umysły abyśmy byli w stanie minimalizować koszty popełnionych przez nas błędów, nie zaś minimalizować ilość samych popełnianych błędów. Popełnianie nic nie znaczących głupstw nie ma znaczenia dla naszego przetrwania. Dlatego „coś” nie daje nam przestać myśleć o wrogu przychodzącym w nocy, aby wymordować naszą rodzinę, mimo że tak zwany „racjonalny umysł” przekonuje nas o nikłym prawdopodobieństwie takiego zajścia.
Czasami przeciwnie - warto popaść w megalomanię, jeżeli tylko jest jakaś nawet nieznaczna szansa osiągnięcia dużych korzyści, a mamy niewiele do stracenia. Czy nie mało wśród nas niedoszłych gwiazd popkultury, literatury czy biznesu?
Psychologia ewolucjonistyczna rzuca nowe światło na klasyfikacje chorób psychicznych. W szczególności niektóre zachowania lub odczucia uważane dotychczas za patologie można uważać za adaptacje służące przetrwaniu lub za pojawiające się w ponadprzeciętnym natężeniu normalne zjawiska psychiczne o przystosowawczym znaczeniu. Koszty nadmiernej ostrożności, koszty martwienia się ponad miarę, koszty uważania na złe skutki grupowej agresji prowadzą do powstania adaptacji nazywanych w niektórych przypadkach paranoją. Umysł nieracjonalny radzi sobie w życiu lepiej od racjonalnego.
Czy istnieje zatem jakaś zasadnicza różnica między urojeniami naukowymi a snem wariata? Zasadnicza różnica między wiarą w takiego czy innego Boga, banialuki naukowe lub paranormalne rewelacje? Co nam roi się bardziej, a co mniej? Nauki empiryczne mają pewien sposób na rozwiązanie niepewności. Są w metodyce swoich badań bardzo konserwatywne i z dużą ostrożnością przyjmują nowe teorie, tezy i wyniki badań. Jako swoją hipotezę wyjściową zwana zerową przyjmują brak zależności, brak związku skutkowo-przyczynowego. Wszelkie odkrycia poddawane są ciągłemu testowaniu, mogą zostać odrzucone w wyniku innych odkryć. Z punktu widzenia memetyki falsyfikowanie jest czymś w rodzaju doboru naturalnego w nauce – nie pozwala przetrwać fałszywym, źle przystosowanym ideom. Nowe teorie są akceptowane, jeżeli pasują do obserwacji, jeżeli na ich podstawie da się przewidzieć pewne niewyjaśnione dotąd zjawiska. Dzięki temu błądzące po omacku nauki empiryczne dopracowały się znacznie spójniejszego obrazu świata niż cokolwiek innego.
Nie udało się im jednak osiągnąć niczego co można by z czystym sumieniem nazwać prawdą. Takie ograniczenie wynika bezpośrednio z ich metodologii. Tutaj jednak wchodzimy na teren filozofii. Śliski to grunt, w którym popełnianie błędów było na tyle tanie, że nie przekładało się prawie na przetrwanie ich autorów. I tak szanowni panowie filozofowie poskładali nam przez wieki kupę mentalnego bełkotu.

Data:

 2011 - 2012

Podpis:

 szekspir

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=74033

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl