DRUKUJ

 

Kierowca Bombowca cz.1

Publikacja:

 12-07-01

Autor:

 Bulczers
KIEROWCA BOBMBOWCA


Wskazówka licznika miała właśnie wskazać sto kilometrów na godzinę, gdy skończyło mu się piwo. Kręcąc namiętnie wajchą otworzył okno, rzucił opróżnioną puszką przez otwartą do połowy szybę i nie spuszczając wzroku z jezdni sięgnął po następną, jednocześnie wrzucając wyższy bieg i dodając gazu. Kusił los z czystego, niczym niezmąconego powołania, żaden gadający wąż nie musiał mu uświadamiać, że zakazane owoce są najsłodsze.

-Maestro, muzyka! – krzyknął donośnie podziwiając odblaskowe słupki które lokalna młodzież poprzewracała w szale świątecznego uniesienia. Niestety stary Ford Fiesta powstał zanim wielkogłowi absolwenci politechniki tytułujący siebie inżynierami wpadli na pomysł by swoim cudownym dzieciom montować przy kokpicie podstawki na napoje, więc puścił trzymaną jedną ręką kierownicę i uruchomił odtwarzacz CD, zawczasu upewniając się że nie zaskoczy go jakiś pikantny zakręt. Ciężkie gitarowe akordy zaatakowały jego uszy dokładnie w tym samym momencie, w którym uzbrojone w lizak ramię uderzyło w oczy bezlitośnie sprowadzając go na pobocze. Przez ułamek sekundy myślał o ucieczce, jednak jako wierny fan TVN TURBO wiedział że w tej grze zawsze wygrywa Policja. Zatrzymał się więc zrezygnowany i błyskawicznym ruchem zrzucił kurtkę wiszącą na fotelu pasażera przykrywając ostatnią puszkę z nadwerężonego czteroropaka, zaś napoczętego Żubra wcisnął pomiędzy podeszwy butów starając się schować go maksymalnie w głąb kubełkowego siedzenia i jął modlić się bezgłośnie o cud.

-Dobry wieczór. Młodszy aspirant Halski. Poproszę dowód rejestracyjny, prawo jazdy oczywiście też. – wyrecytował mundurowy tonem czeskiego Terminatora lekko pochylając się, by przez otwarte okno przejąć dokumenty z rąk Franka zlanego grzesznym potem tak obficie, że sam Bóg widząc go uśmiechnął się od ucha do ucha na wspomnienie swego pierwszego udokumentowanego potopu.

-Proszę bardzo – wydukał kierowca z trudem opanowując roztrzęsione dłonie naznaczone piętnem strachu

-Pan wie dlaczego został zatrzymany? – zapytał służbista zaglądając do wnętrza białego gruchota. – O przepraszam najmocniej, miałem na myśli czy Ksiądz wie dlaczego go niepokoimy?
W tym momencie kierowcy zaświeciła znana z kreskówek i komiksów żarówka zalewając milionwatowym blaskiem jego mózg, a ściślej zwoje odpowiedzialne za poczucie własnej wartości. Przypomniał sobie kim jest.

- Podejrzewam, że chyba zbyt mocno docisnąłem gaz. Widzi pan oficer taka wyjątkowa noc, cały dzień na parafii musiałem spędzić porządkując wszystko, do wieczora zeszło a rodzinę bym chciał jeszcze dziś zobaczyć, wbrew pozorom ksiądz też człowiek – odpowiedział zdecydowanie spokojniejszy Franek poprawiając koloratkę.

- I żeby ksiądz wiedział, ze policjant też człowiek. Tylko czasem służba nie drużba. – Dodał tonem wagarowicza rozmawiającego z ojcem po wywiadówce.-Proszę dokumenty z powrotem, tylko żeby nie było: to jest upomnienie! Proszę nieco zwolnić, zwłaszcza, że tu teren zabudowany. Szerokiej drogi i szczęśliwego nowego roku! – krzyknął wesoło roztaczając w chłodnym powietrzu subtelną woń wódki. Franek nie wierząc we własne szczęście zamknął szybę, spojrzał na zegarek i przekręcił kluczyk. Z uśmiechem żebraka chwytającego brudną dłonią banknot z podobizną Władka Jagiełły zerknął w lusterko wsteczne i upewniając się, że policjant jest już w radiowozie sięgnął po rozpieczętowanego Żubra ulokowanego między stopami upijając głęboki łyk. Zaś pogłośnił muzykę i ruszył dalej ku wyższym uniesieniom, śmiejąc się w głos z kretynizmu policjantów kompletnie negując swój własny debilizm.

- Słyszałeś Waldek? Nazwał mnie oficerem! – Rzekł uradowany „drogowskaz” wsiadając do kurwimobilu – Te klechy nie są takie złe. I nawet pasy zapiął jak tylko odszedłem – dodał uskrzydlony werbalnym awansem krawężnik.

- To idź se konia w lesie zwal – odparł złośliwie współsłużbista. Chcesz chusteczkę czy wytrzesz w spodnie?
-Japa kapciu, będę chciał to zrobię to po swojemu. Twoją ręką kocie jebany! Bułahahahahahaha, polej! – rozkazał jak na starszego stażem przystało.

- No poleję, poleję, ale ja to bym sprawdził papiery jego w bazie. – wydukał lejąc okowitę w plastikowe naczynka. –Na wszelki wypadek – uściślił widząc gniewny wzrok przełożonego.

-Ya-To-Bim siedzi teraz w chińskiej faktorii szyjąc kolejny mundur który z taką dumą nosisz na sobie i prawisz morały. Pij nie pierdol!



„I’m on a highway to hell…” Nieszczęsny wokalista AC/DC krzyczał że jest w drodze do piekła(i to nie byle jakiej bo na autostradzie) dokładnie w tym samym momencie w którym Franek podskakując po kraterach żywcem wyjętych z asteroidy która grała pierwsze skrzypce w filmie „Armagedon” mijał pokryty nowoczesną zielenią drogowskaz, sugerujący że upragnione Pażymiechy osiągnie za 7 kilometrów. Pęcherz jego mocno nadwerężony czteropakiem bił donośnie na alarm, więc nie patrząc w lusterko wsteczne i kompletnie negując wajchy przy kierownicy zjechał na pobocze i wyłączył silnik. Wyszedłszy z pojazdu trzasnął drzwiami i skupiony na rozpinaniu rozporka spod ciężkiej sutanny ledwo zdołał obejść przednią maskę, gdy jadące z tyłu auto hamując piskliwie rozbiło jego tylni, lewy reflektor dodatkowo rysując zderzak.

-CO JEST KURWA?! -Krzyknął biegnąc w stronę Mercedesa, totalnie zapominając o fizjologicznej przyczynie postoju.

- Ja przepraszam – odpowiedział niepewnym głosem młody mężczyzna opuszczający nowiutkiego Mercedesa klasy C. – Zagapiłem się – dodał podchodząc bliżej. Na swoje nieszczęście nie spostrzegł, iż fiesta nie miała zapalonych postojówek.

-Cóż synu, zaprawdę wielką pomyłkę uczyniłeś, ale jak sam Pan powiada w piśmie: - „Błądzić jest rzeczą ludzką”. Sądząc po szkle, którym mienią się twoje oczy, zaś po niezdarności twych ruchów mniemam, że golnąłeś sobie ryzykując życie swoje i trójki twych towarzyszy. Przeto pokutę wam nakładam w wysokości złotych dwustu od łebka, szczędząc niewiastą gdyż naiwne i głupie są z natury. Chyba, że rozgrzeszenie wolicie przyjąć z rąk policjantów. Jak będzie synu? – rzekł melodyjnym tonem Franek sięgając do wewnętrznej kieszeni po telefon komórkowy.

-Kurczę widzi ksiądz, będę z księdzem szczery. Jakieś 5 kilometrów wcześniej zatrzymał nas patrol, ale na szczęście wzięli trzysta złotych i machnęli ręką. W ręce tej mięli flaszkę, którą zarekwirowali naszym koleżankom, które siedzą z tyłu. Mogę księdzu dać dwieście i obiecać mocne postanowienie poprawy. No niech się ojciec zlituje – powiedział młodzian, uśmiechając się zachęcająco.

- W porządku, idźcie w pokoju Chrystusa. – zakończył dialog ksiądz chciwie sięgając po dwa stuzłotowe banknoty.

Młodzi ruszyli w swoją stronę z piskiem opon nie bacząc na rozbity reflektor, zaś Franek ruszył w krzaczki uprzednio upewniając się że tym razem światła postoju są włączone.

Kapłan w swym kazaniu popełnił jeden fundamentalny błąd. Kobiety może i bywają głupie(chociaż rzadko), ale na pewno nie są naiwne. Działają one po prostu inaczej, wbrew ewolucji gatunku ludzkiego. Myślą lotnie i bystro(No nie wszystkie) tak jak i my – potomkowie Adama(nie wszyscy), z tą różnicą, że nie wyparły się instynktu czysto zwierzęcego. I nie o chuć, potocznie zwaną chcicą mi chodzi, która towarzyszy nam i towarzyszyć będzie po kres Homo Sapiens ku chwale ewolucji tudzież prokreacji. Na myśli mam nowy instynkt. Niewinność! Gówno prawda pomyślicie i nie bez racji, bo przecież każdy może być niewinny, nawet przypieczony na krześle elektrycznym eks-lokator celi śmierci. Ale one są niewinne nawet, gdy są winne i nikt i nic nie wyłączając z tego ich własnego, wypaczonego sumienia nie wmówi paniom, że jest inaczej. Kamuflaż emocjonalny, ot co. Najprościej było by winić seriale. Na oglądała się baba M Jak Miłość i zgrywa Hankę z pierwszych odcinków. Ale ta teoria też ma lukę, bo scenariusz napisała Ilona w ramach autodenunciacji za grzeszny, młodzieńczy żywot. Hasło na dziś: „Chęć przetrwania!” Każda chce robić to na co ma akurat ochotę sikając z pozycji siedzącej na wszelkie morale. Aby po cichu. A gdy wypomnisz jej złe zagrania zwane futbolowo faulem powie co? „Jaka ja głupia byłam”. Lepsze w tym fachu nawet łzę uronią. Ale to jest pikuś, zwykłe nic, coś jak Najman na macie KSW czy przepicie całej wypłaty. Mistrzyni rozleje wodospad łez, wtuli się w twoje ciało tylko po to by je od siebie z całą siłą odepchnąć(słaba płeć) a ty wtedy zaczynasz udzielać przeprosin, chore poczucie wymuszonej winy przejmuje kontrolę nad Twym „chamskim, szowinistycznim ciałem” obiecując rozradowanej babce wszelką rekompensatę, jakiej tylko jej zranione serce zapragnie. I żyjemy dziołchy dalej, kręcimy światem jak Kopernik nakazał. Ale Franek w sutannie zapomniał o tym, bo i w sumie co go to wtedy obchodziło?

- O Boże, jak dobrze… -jęczał pod nosem załatwiając najpilniejszą ze swych bieżących spraw. Po wszystkim spojrzał w niebo i pomyślał:”chyba oszukałem samego Boga, hehehehehehehe”. Następnie wsiadł do samochodu i ruszył przed siebie energicznie kiwając głową w rytm Uriah Jeep. „Dziwny wieczór” –podsumował krótko swoje dzisiejsze przygody. – „a przecież dopieo się zaczyna”. Było mu bardzo wesoło, w zasadzie trząsł się ze śmiechu a raz nawet uszczypnął się dotkliwie w policzek w celu sprawdzenia czy to aby przypadkiem nie sen. Upewniwszy się, że nie śpi zatarł dłonie w chytry, semicki sposób i przyspieszył, by być na czas. Nie minęło nawet pięć minut i dotarł do swej ziemi obiecanej. C.D.N!

Data:

 Maj

Podpis:

 Bułkowski

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=72506

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl