DRUKUJ

 

Rozdział drugi z życia Kitsune

Publikacja:

 12-03-06

Autor:

 kustyk3515
Ściany były jakby smagane ogniem, krwią. Wydawały się tak stare, jakby jeszcze widziały bogów greckich. Wydawały się mówić 'idź stąd... Nie dasz sobie tutaj rady' ale każdy wchodził. każdy patrzył z nutką zaciekawienia, strachu i.. radości. Skad ta radość? Wyrwali się z domu. Wszyscy uczniowie z nami pojechai. Wszyscy.. chodziło mi raczej o moją teraźniejszą klasę. Kevin wszedł tuż za mną i właśnie jego wejscie otrzeźwiło mi umysł. Dotychczas braam to miejsce jak.. wroga... A teraz? Wydao mi się to takie śmieszne. Nie przyciągną by nas tutaj gdyby było z tym miejscu coś strasznego, niedozecznego i coś, czego powinniśmy się bać. ... chyba. - dodałam sobie w duchu i westchnęłam. Miejsce do którego zawitaliismy był to rpzedwojenny zamek. Zniszczyy go bomby, ile ludzi tu zginęło.. Aż strach pomyśleć. Dostalismy jakieś stare, szpitane łóżka, chłopaki wymienili wszystkim materace na nasze, dziewczyny uokowały się w jednym pokoju a chłopcy w drugim. Chodź i tak wiedziałam, że granica dwóch scian zostanie złamana, prędzej czy później. W gruncie rzeczy - czego mogłam się spodziewać po wycieczce bez opiekunów? No własnie. Uożyłam swoje bagarze pod łóżkiem. Ale miaysmy szczęście. Były cztery łazienki, oczywiście średniowieczne ale zamykane na klucz! Myśałam, ze skoczę ze szczęścia pod sufit. Nie mogłam się pozbierać z myślą, ze przez te dwa tygodnie nie bedę mogła się wykąpać. Juz trochę znałam chłopców w tym wieku. Durne mają pomysły. Ale cóż - hormony.
- Dobra. Czas spać. Dzisiejszej nocy macie się wyspać, żadnego narzekania. Wstajemy jutro o swicie i idziemy do lasu.
Zarządził Kevin i zniknął w pokoju. Tsa, do lasu? Wyjdziemy za drzwi i już jesteśmy w lesie. A po za tym - czy on myśli, ze nastolatkowie w tym wieku go posłuchają? On śni. To miał być wypoczynek. Wolny czas. Ech, jednak jest marzycielem.
[...]
Przekręcałam się z boku na bok. Byłam pewna, ze słyszę jakieś ciche granie na fortepianie. To chłopaki chcą nas wystraszyć? udało im się to. Czułam gęsią skórkę na całym siele. Spojrzałam na zegarek. Północ wybiła pietnaście minut temu. Kto jest takim idiotą i bawi się kosztem innych? Wyszłam. Ciepła noc, pięknie tu było... W sumie dopiero co pozegnaliśmy wakacje. Ziemia jeszcze oddawała nam ciepło jakie nagromadzia. A mimo to, betonowa posadzka raziła swoim zimnem w moje bose stopy. W tej chwili miaam to gdzieś. Chciałam pójść na górę -bo stamtąd sobiegały te dźwięki - złapać tego chłoptasia za jego włosy i przemówić mu jakoś do rozumu. JA CHCĘ SPAĆ ! Czy to tak trudno zrozumieć? Nie zakąłdajac kapci, wzięłam świeczkę, którą miałam zaraz obok siebie, na małej toaletce, która ocalała, podpaliłam ją i ruszyłam. Schody nadal raziły zimnem. Promieniowało to na całe moje ciało i teraz to już nic nie mogłam poradzić na ciarki biegnace po moim ciele. Muzyka grała coraz głosniej. Kurcze, przy takiej muzyce to mogła bym spać... Ale tam na dole... słyszałam to okropne chrapanie, które zagłuszało te piękne dxwięki, może dla tego? Drobinki piasku przyczepiały się do moich maleńkich stóp. W końcu natrafiłam na pomieszczenie skąd dobiegała muzyka. Przystanęłam wsłuchujac się w nią. przymknęłam oczy i kołysałam się. Jejku... Jak pięknie. Po chwili jednak muzyka ucichła, poczułam wiatr na ciele a gdy z przestrachem otworzyłąm oczy zobaczyłam jego... Wydawał się zły, smutny, roztrzęsiony, poważny i szczęśliwy za razem. Jakby jego uczucia zmieniały się z sekundy w sekundę. Intuicyjnie nie poruszałam się, jakbym bała się każdego kolejnego kroku. Przełknęłam ślinę czujac jak przeciska mi się przez gardło i przełyk jak smar, nawet nie wiedziałam, że przez ten cały czas moje gardło tak wyschło.
- Co tutaj robisz?
Zapytał a jego głos zagrał mi w uszach. Jak melodia, którą grał. To dziwne, nie widziałam jak gra, ale byłam pewna, że to on! Jak nigdy, nigdzie niczego. Co miałam mu powiedzieć? Że chciałam zwalić go z tego krzesła i łomem rozpieprzyć to na czym grał? To niedorzeczne. Był wyzszy ode mnie a na jego podkoszulcce widoczne były mięśnie. Nie miałam szans. Kurde, ja jeszcze nikogo, nidy nie uderzyłam. Mój wzrok przeniósł się na jego twarz. Czekał. Czarne włosy w tekilatnym kucyku opadały na plecy a jeden głupi kosmyk opadł na jego twarz. Mogłam z ręką na sercu stwierdzić, że kości żuchwy mia zarysowane dokadnie tak jak Brad Pitt. Mogłam,- czemu? Bo go uwielbiałam, proszę czytac - Brad`a Pitt`a. Hmm.... Miał brąz oczy i blade usta. W ogóle był bady. Biały niemalże. Co on.. słońca nie widział?!
- Przyszłam prosić Cię abyś przestał grać.
Powiedziałam niepewnie, moze nawet się zająknęłam. Może... Bo kolejnych chwil już nie pamiętałam.

Data:

 Kilka miesięcy temu

Podpis:

 Kuśtyk

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=71511

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl