DRUKUJ

 

Rozdział pierwszy z życia Kitsune

Publikacja:

 12-03-06

Autor:

 kustyk3515
Zastanawia mnie to wszystko. Świat jest dziwny, baaaardzo dziwny, ale co ja poradzę? Wszystko rozpakowane. Ksiażki na półkach, ubrania w szafie, pamiętnik w bezpiecznym miejscu. Co jeszcze? Rozejrzałam się. Wyrzucić kartony. A może nie? Może zostawić? Ostatnio często się przeprowadzamy. Odetchnęłam i poskładałam je po czym wsunęłam je pod łóżko okryte kocem w biało czarną kratę. Mój pokój wygladał tak.. Dorośle. Pierwszy raz w życiu! Zawsze sciany miały dziecięcy kolor, wszędzie pełno byo plakatów, misiów i innych pierdołek. Odetchnęłam. Za godzinę powinnam być w szkole. Dochodziło prawie połódnie. Czemu tak późno? Bo to mój pierwszy dzień, mam się tylko zapoznać z uczniami. Zdmuchnęłam czarny kosmyk włosów z oczu i westchnęłam.
- Kistune! Zbieraj się! Zaraz Cię zawiozę.
Tsa, ledwo wstałam, ledwo się rozpakowałam i już? Załozę się, ze już dzisiaj poszuka mi jakiś zajeć dodatkowych. Pięknie, prawda? Ja sie tak bardzo nie cieszyłam. Spojrzałam na siebie. Czas zmienić bluzkę, jeansy niech zostaną, obcasy czy zwykłe botki? postawiłam na zwykłe botki, moje kochane rureczki, żółty top i białą bluzę z takim puchatym puszem. Mrrr... Misiata <3 Zarne włosy sięgay mi prawie, ze do pasa. Uwiebiaam je. Były rude, ale przemalowałam je. Nie mam nic do rudego, ale akurat mi nie pasował. O nie, nie nie.
[...]
Kurcze, jak ja się denerwowałam. Prawie zaczęłam obgryzać paznokcie! - Nie, nie Kits, tak nie wolno.- mówiam sama sobie w duchu i gdy zdałam sobie sprawę co robię miałam ochotę wybuchnąć smiechem. Nie muszę się anwet przyzwyczajać dot ego miejsca. Znajac życie rodzicom wystarczą dwa miesiące aby ocenic lufdzi i zaraz potem powiedzą - Przeprowadzamy się. To nie towarzystwo dla Ciebie - przez to wszystko, nigdy w zyciu nie miałam nawet rpzyjaciółki. Nawet nie wiedziałam jak to jest jak ma się chłopaka. A czy byłam brzudka? Chyba nie. Podchodziam do siebie dość krytycznie, nigdy nie mówiłam, ze jestem jakimś tam Bóstwem, nie uważałam się za doskonałą no ale nic sobie nie mogam zarzucić.. oprócz tego, ze mogła bym trochę potrenowac sztuki walki. Z tym lerzę. Byłam wysoka, miałam ściadą karnację i niebieskie, prawie, ze szare oczy, usta miałam ciemno czerwone, ładne nawet były. Jestem wysoka, tu gdzie trzeba, idealnie wypukła. A więc co ze mną nie tak? Może to o charakter chodzi? Nie każdemu się podoba.. Ale widziałam tyle ludzi, ze ktoś na pewno by się mną zainteresował.. Tu chodziło o to, ze nie umiałam z nikim rozmawiać. Zaraz się denerowowałam.. Ach, jeżei chodzi o facetów, którcy chcieli mnie poznać. Tym, którzy mi dogryzali nie byłam bierna.
- Ty jesteś Kutsune Collins, prawda?
Usyszałam za sobą głos gdy tylko weszłam do szkoły. Budynek był duży i jak już mogam powiedzieć, bardzo przestronny. Zadnego przepychu, chodź szkoła była bogata. Gdzie niegdzie obrazy, wywieszki na szkolną kazetkę itd.
- Ekhem, tak.
Odpowiedziałam odwracajac się a na przeciwko siebie zobaczyłam chłopaka. Był mniej więcej z mojego wieku. Wyglądał mi na jakieś 16-17 lat. Najwiecej 18. Wyglądał jakby do piero wstał z łóżka. Czarne włosy miał 'porozrzucane' po głowie jak stóg siana a brązowe oczy lekko zamglone. Wygladał jakby na prawdę się nie wyspał. Wyglądał na zmęczonego i znudzonego jednak gdy patrzył na mnie w jego kącikach ust czaił się uśmiech. Z grzeczności?
- Miło, ze przyjechałaś. Dyrektor kazał mi oprowadzić Cię po szkole, niczym jeszcze zapoznasz się z uczniami. Przez pierwszy tydzień, dopuki nie poznasz kogoś kto zainteresował by Cię bardziej niż ja - w tym momęcie zaśmiał się radośnie - bedę Ci towarzyszył i odprowadzał na lekcje. Abyś czasem się nie zgubia, dobrze?
Zatkało mnie. Umm... Moze spróbować? Wiedziałam, ze wystarczy mi dzień aby się tutaj odnaleźć ale... Ekhem, nawet nie znałam jego imienia a szczerze mówiac.. Był miły. Tsa, gdyby mówił mi to ktos inny pewnie miała bym ubaw po pachy. Nienawidzę przyznawać się do czego kolwiek zwiazanego z uczuciami. Wrrr... [...] Nie będę opisywała wam całego tego dnia. Kevin - bo tak nazywał się owy chłopak - zorganizował wycieczkę. Na moja cześć. Nawet nie wiem gdzie mamy jechać. Ale powiedział, ze to jak obóz przetrwania więc mam wziąść wszystko aby zyć. Nie brałam tego na poważnie.. Ale jak się później okazało.. Musiałam.

Data:

 Kilka miesięcy temu

Podpis:

 Kuśtyk

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=71510

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl