DRUKUJ

 

Wyjście

Publikacja:

 11-11-03

Autor:

 jaroslaw.juszkiewicz
Czerwone niebo wydawało się iskrzyć niczym lawa. Wyjałowiona ziemia w kolorze zastygłej krwi z wystającymi gdzieniegdzie kikutami spalonych drzew wydawała się otaczać ceglane mury pewnego miasta. Niezbyt szerokie wody rzeki w kolorze purpury, która chcąc, nie chcąc przeszywała je na wskroś nie miały już w sobie nic z życia. Szeroki krater na metry szeroki nieopodal zachodniej części muru wydał się jasno przypominać o tragedii z przed lat. Zielonkawy mech, porastający jego dno świadczył wyraźnie o ładunku jakiego użyto. Cztery kilotony, wystrzelone za ówczesnej wschodniej granicy rozlało się wodospadem ognia na te żyzne doliny i kazało ludzkości na nowo się odradzać. Małopolanie bardzo szybko wznieśli pierwsze z czterech ogrodzeń, by chronić się przed zdziczałymi hordami, oraz nauczyli się żyć od nowa.
Wschodnia część miasta odpowiadała za dostarczanie mięs głównie do królewskiego pałacu, położonego na nie wysokiej skale nad rzeką, trzy pozostałe części odpowiadały za rolnictwo, który mogło jako tako funkcjonować na wzgórzach na wschodniej stronie.
Długi pas jedynej w tej okolicy wciąż jeszcze żyznej gleby bardzo szybko stał się przyczyną wielu konfliktów z pobliskimi osadami, które podobnie jak Kraków stopniowo wydawały się podnosić z popiołów.
Ochrona zdobytych z tak wielkim wysiłkiem terenów przypadała w udziale garstce najlepszych wojów. Jednym z nich był Złocień, który stojąc na baczność jak na wybrańca osady przystało na niewielkim pagórku czujnym okiem obserwował okolicę.
Wykonana z metalu rurka trzymała na swoim szczycie szkaradny topór – dziecko ledwie jeszcze rozwiniętego przemysłu. Na piersiach poszczerbiony pancerz. Niedbale, a może nie umiejętnie wycięty z maski jakiegoś samochodu, potem na udach dwa zupełnie inne kawałki blachy zapewniały chociaż podstawową ochronę przed pierwszymi strzałami, którymi tak ochoczo miotali napastnicy swoich drewnianych kusz. Głowę chronił obdrapany hełm z nieco na dziko przypiętą kratą z nieudolnie przyspawanymi rurkami o różnych długościach. Oprócz Halabardy każdy żołnierz gwardii miał do skórzanego pasa przytroczony długi miecz, najczęściej wydobyty z pod gruzów jakiegoś muzeum, więc starannie wykonany. Niestety w walce rzadko były używane, z uwagi na ich mały zasięg, w porównaniu z długim kijem halabardy.
Przez całe życie nie widział nawet słońca, dlatego zawsze na posterunku patrzył w niebo i starał się wyobrazić jak kiedyś wyglądało. Tym razem jednak nie bardzo mógł się skupić, ponieważ głowę zaprzątały mu różnego rodzaju myśli o nieznajomej blondynce, o długich do pasa włosach jaką widział poprzedniego dnia. Idealne rysy wydawały się wtedy niezwykle nie rzeczywiste. Długi materiał sukni w kolorze najjaśniejszej bieli rozwleczony dokoła jej stóp niezwykle działał na wyobraźnię prostego żołnierza. Większe wrażenie zdołał zrobić na nim jedynie jej przenikliwy wzrok, jakim na niego patrzyła. Wydawało się że tajemnicza nieznajoma wie o nim wszystko, nawet to czego nie powinna.
Tego dnia czekał na nią, jednak ta niby na złość nie pokazała się jak do tej pory. W przerwach pomiędzy rozmyślaniami o słońcu i tajemniczej nieznajomej obserwował rolników pracujących nieopodal. Każdy z osobna ubrany jedynie w białe sukno przepasane pasem i kapeluszem na głowie, starannie grabił ziemię swoimi zniszczonymi grabiami.
Trzech ciężkozbrojnych rycerzy wypadło nagle z za wzniesienia. Czarne rumaki ciężko dyszały z powodu dźwiganego ciężaru, a nie naganie wykonane pancerze zbrojnych świeciły się różnymi odcieniami czerwieni. Pierwszy z nich trzymał w prawej ręce czerwoną włócznie z flagą, następni w trójkącie dwa długie miecze. Staranie wykonane hełmy zasłaniały szczelnie twarze agresorów. Rolnicy zareagowali znacznie szybciej aniżeli wartownik i w popłochu rozbiegli się w różne strony porzucając przy tym swoje narzędzia pracy.
Po początkowym odrętwieniu strażnik krzycząc na alarm czym prędzej zaczął biec w stronę wartowni. Słyszał wyraźnie coraz głośniejszy tetęt koni za sobą i krzyki jakiegoś konającego wieśniaka. Wiedział że nie wyjdzie z tego cało, jednak zamiast myśleć o śmierci wciąż oczami wyobraźni widział tajemniczą blondynkę. Kiedy do jego uszu dobiegło rżenie koni odwrócił się nieśmiało w stronę przeciwnika. Wtedy padł pierwszy cios prosto w pancerz. Napastnik użył swojego miecza niczym włóczni, jednak ostrze nie zdołało przebić stali. Siła uderzenia była tak silna że złocień zarył kręgosłupem w miękka ziemię, a jej drobinki wydobywające się z pod kopyt przejeżdżającego konia obryzgały mu twarz. Bezcenna w takich sytuacjach halabarda upadła jakieś dwa metry od jego prawej ręki. Doskonale zdawał sobie sprawę z szansy jaką dał mu los i czym prędzej wstał, a potem pośpiesznie podniósł z powrotem halabardę z ziemi. Kiedy obejrzał się na napastnika zobaczył jak strzała łamie mu się na pancerzu i jak spada z konia.
Czym prędzej dopadł przeciwnika i zamaszystym ruchem odciął mu głowę. Dopiero teraz zdał sobie sprawę że nie ma na głowie hełmu. Rozejrzał się dookoła, a gdy go zauważył rzucił się w jego stronę.
Napastnicy bardzo szybko zorientowali się że ich towarzysz właśnie zginął. Kiedy Lanca przebiła ciało natrętnego kusznika drugi napastnik natychmiast zawrócił konia i wyciągając długi miecz z kabury, a następnie ruszył w stronę złocienia, który doskonale zdawał sobie sprawę z tego że nie ma szans w starciu z nadciągającym jeźdźcem. Zamiast uciekać jednak wbił końcówkę kija halabardy nieopodal swojej stopy i wycelował jej koniec w nadciągającego przeciwnika. Zamknął oczy i oczekiwał w napięciu na przebieg wypadków. Po kilku sekundach usłyszał brzęk metalu, a ogromna siłą naparła na niego z niespotykaną wręcz agresją. Tym razem jednak był na to przygotowany i zamiast się przewrócić cofnął się tylko o centymetry ryjąc przy tym gumowymi podeszwami traperskich butów po podłożu.
Niemal że odruchowo obrócił trzonek kija halabardy i uderzył nim w hełm jeźdźca z takim impetem że sam o mało nie wpadł pod kopyta szarżującego rumaka..
Rycerz na początku się zachwiał, przytrzymał na chwilę na lejcach i runął na ziemię. Złocień nie zwykł marnować okazji i natychmiast wymierzył cios. Niestety rycerz miał jeszcze na tyle świadomości żeby cios skutecznie odparować i zerwać się na równe nogi. Niepowodzenia nie zniechęciło jednak członka gwardii i zamachnął się po raz drugi. Teraz Blok przeciwnika okazał się zbyt słaby i rozpędzone ostrze uderzyło go prosto w miejsce skroni. Przeciwnik przewrócił się najpierw na lewy bok, potem na brzuch odsłaniając nie opancerzone plecy. Dopiero teraz Złoceń rozejrzał się za ostatnim przeciwnikiem. Najpierw zobaczył jak obcy wbija miecz w brzuch jego druha, potem zabiera mu kuszę i celuje w niego.
Takie chwile zawsze trwają najdłużej. Strzała opuściła powoli wylot kuszy i ruszyła w kierunku swojego przeznaczenia. Jednak nie to było dla niego najważniejsze w tej chwili. Długowłosa blondynka widziana wcześniej wyszła nie rzeczywistym krokiem z za pleców strzelca. Czarne jak smoła sandały wydawały się nie zapadać w spopieloną ziemię tak jak nakazywały by im to prawa fizyki. Spojrzenie równie nie rzeczywiste, co fascynujące po raz kolejny wydawało się przebijać go na wylot. Śmierć nagle i naturalnie stała się czymś oczywistym, czymś na co tak długo czekał. Zaskoczenie gdy tajemniczej postaci nagle wyrosły z pleców skrzydła nie przyszło, tylko delikatny uśmiech na ustach nie spuszczającej go z oczu postaci trochę go zaszokował. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego co się dzieje. Spóźniony unik, ciemność, upadek przeszywający ból w głowie – to jedyne co pamiętał.
Otworzył oczy i zobaczył niebieskie niebo, a siedząca przy nim postać delikatnie głaskała go po rozczochranej grzywie.

- czy my się z skądś nie znamy ?

Nie otworzył nawet ust, choć bardzo się starał, ale słyszał doskonale swój głos w myślach i zastanawiał się czy nieznajoma rzeczywiście go słyszy.

Blondynka odwróciła twarz w jego stronę i uśmiechnęła się lekko :

- nie

Zabrzmiał głos nie tyle w jego wyobraźni, co myślach

Data:

 3.11.2011

Podpis:

 Jarosław Juszkiewicz

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=70205

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl