DRUKUJ

 

Epilog życia

Publikacja:

 03-07-08

Autor:

 KeanuX
"To nie było tak" - pomyślał sobie w duchu. "To wszystko to propaganda, którą szerzą Ci na górze. Nie wierzę...".
Dochodziła północ, pora powszechnie uważana za godzinę duchów. Wszyscy już smacznie spali w swoich wygodnych, ciepłych łóżkach i śnili o niewyraźnych ideałach. Błądzili w przestrzeni mentalnej szukając celu, lecz to wszystko było jedynie procesem myślowym, zalegającym w bezdennej otchłani umysłu.
"Na pewno to nie tak" - ciągła kalkulacja i wysilanie szarych komórek powodowały, że jego gruczoły potowe zaczęły produkować małe, nic nie znaczące krople, smakujące jak sól. Do czego zmierzał? Do niczego. Był jedynie pustą kukłą, która próbując odnaleźć siebie, omylnie składała wszystkie swoje poprzednie poczynania.
"Nie możliwe... Tak było? Rzeczywiście błędnie i nieprawdziwie. Na co to wszystko się składa i dlaczego?" - łamał sobie głowę tymi wszystkimi pytaniami, lecz nie zdawał sobie sprawy z tego, co jest najważniejsze, jakie pytanie powinien zadać sobie najpierw.
Czas mijał, mijał i mijał. Szare komórki pracowały na pełnych obrotach, a gruczoły potowe oddawały wciąż coraz to większe ilości słonych kropel. "Odwodnienie zakończy to wszystko? Nie... Takiego końca nie chcę! Zaprzestanę!" - zdał sobie sprawę z tego, co może stać się, gdy zacznie szukać najgłębiej i zaprzestał dalszych kontemplacji.
Nijak to się ma do tego wszystkiego, co zwie się wiarą wiernego, lecz pewną rzeczą jest to, że człowiek rządzi jedynie tym, co nazywa życiem.

***

- Widzę poprawę. Tak, znaczną poprawę. Reasumując - wierzysz? - pytanie o wiarę dotarło do niego jak dźwięk, wydany przy naciśnięciu spustu pistoletu długiego kalibru. Chaos i zamęt to jedyna rzecz jaką teraz czuł. Na pytanie "wierzysz?" upadł w duchu i zaklął w stronę sufitu. Nie wiedział dokładnie, co odpowiedzieć. Szukał wyjścia tam gdzie był jedynie mur. Wierzę? - zapytał samego siebie. A czy wiarą jest ślepe wpatrywanie się w znak bóstwa i czytanie niemych i niewyraźnych prawd? - zapytał beztrosko.
- To zależy jak na to patrzeć - odparł drugi.
- Jestem ślepy nie widać tego? - zapytał pierwszy.
- Ach, rzeczywiście nie zauważyłem. To imitacja czy rzeczywiście nic nie widzisz? - zapytał.

Słowa te trafiały do niego jeszcze bardziej. Za każdym razem z coraz to większą siłą, odbijając się od powłoki psychicznej i wracając do tego samego punktu, z którego wyszły. Po chwili podniósł bladą twarz i z opętańczym uśmiechem odparł - "imitacja".

***

"I czym tu się cieszyć?" - podjął znów. "Szczęściem? Wybaczcie, jakim szczęściem..? Nie znam tego uczucia. Jak ktoś kto udaje ślepego może być szczęśliwy?".
Dochodziła trzecia w nocy, a on dalej siedział w zadumie i rozkładał spreparowane myśli. Ciche echo zza drzwi kojąco dobijało się do jego umysłu, lecz przygłupie spojrzenie ex-ślepego odrzucało wszystkie bodźcie nadchodzące z zewnątrz. I tak mijała noc kontemplacji, podczas której wszystko, co nieznane stawało się jeszcze bardziej odległe. Brakowało jedynie tego ostatniego pocałunku, na który czekał. A czekał na niego... ile to już lat..? Przez chwilę swoim szczerbatym uśmiechem, obdarował wybitą szybę, lecz szybko powrócił w otchłań swoich rozważań.

Prawdą było, że owy osobnik od najmłodszych lat żył w strachu i samotności przed światem, a to, co było mu najdroższe, chyliło się ku upadkowi moralnemu lub też oddalało się z niewiarygodną prędkością w ciemną otchłań. Wszystko to wpłynęło na psychikę ex-ślepca i zmiażdżyło jego niegdyś wspaniałą wizję i wiarę. Prawdą też było, że człowiek owy nikomu w drogę nie wchodził i żył swoim życiem, szukając drzwi prowadzących do szczęścia jedynego. Przykry los spotkał go i zapłakał nad nim, zrzucając na jego głowę kryształowe łzy, wiecznie wsiąkające w skórę.
Tak pokrótce przedstawia się sens życia tego, który jako jeden z nielicznych poczuł gorzki smak prawdy. Prawdy, która mówi, iż świat przestał kręcić się wokół słońca, zanim pewien uczony wymyślił pierwszą teorię heliocentryczną, że człowiek to kukła, która dostała jedynie życie i może zrobić z nim co chce. Kukła ta jednak nie otrzymała niczego innego. Mądrość i piękno wewnętrzne musiała szukać sama, lecz w gąszczu tego wielkiego światka odnalazła tylko bezsensowną... śmierć...

- Gdzie jestem? - zapytał, lecz jedyną odpowiedzią jaką uzyskał, było echo.
- Czy przedstawienie już się skończyło? - zapytał ponownie.
- Kurtyna opadła - odparł głos z oddali.
- A ty co tu robisz? - spytał raz jeszcze.
- Jestem, byłem i będę.
- Nie, ty nie istniejesz. Przestałeś istnieć pięćdziesiąt sześć lat temu. Odejdź - krzyczał wciąż starając się uciec, potykając się o własne nogi...

"Czuję jak nieubłagany koniec martwoty, spływa po mnie niczym melancholia po ścianie ludzkiej egzystencji" - wyszeptał. Dookoła panowała martwa cisza, a jedyny odgłos jaki dawał się słyszeć to cichy oddech dobiegający z końca... tego czegoś, gdzie wszystko dookoła stanowiło pustkę. Uniwersum jego superego - tak tłumaczył sobie to abstrakcyjne miejsce, w którym się znajdował. Wszakże nie wierzył w to wszystko i udawał, że nie rozumie niczego, lecz po chwili odgłos dobiegający z oddali przekonał go do odrobiny wysiłku psychicznego i zapoczątkował pierwszy od dawna, konstruktywny proces myślowy. Nie czekając dłużej pomyślał sobie, aby źródło odgłosu pojawiło się tuż przed nim. Fizycznie było to nie możliwe, lecz w otchłani jego myśli drzemał obraz miejsca, w którym się znajdował, a jego panem był właśnie on. Pozwoliło mu to na kontrolowanie wszystkiego dookoła - wystarczyło, że o czymś pomyślał, a to materializowało się w białym uniwersum. Cały proces przyzywania trwał ułamek sekundy. Najpierw biała pustka zaczęła wirować, a następnie odgłos zaczął być coraz mocniejszy. Później już tylko powrót do dawnej harmonii i zapoznanie się z przywołanym procesem myślowym.
Procesem tym była istota o niebiańskich rysach twarzy i boskich kształtach ciała. Jej długie złociste włosy spływały po ramionach, aż po pas. Usta i oczy stanowiły kwintesencję piękności, a spojrzenie... cóż mogę o nim powiedzieć. Jej spojrzenie było tym, co kochał najbardziej. Wszystkim czego pragnął dostać, wiedząc, że nie może dostać jej całej.
- Witaj... - rozpoczął.
- Czy żyłeś? - zapytała bez wstępu.
- Tyś...
- Pytam, czy żyłeś? - zapytała nie dając mu dojść do głosu.
- Czym jest życie, powiedz - odparł pytająco.
- Życie jest karą... Karą za niebyt.
Zaległa cisza. Oboje wpatrywali się sobie w oczy, jak ukochani po wieloletniej separacji. On chciał nacieszyć się jej spojrzeniem, lecz ona jedynie czekała na odpowiedź. Nie miał zamiaru jej dawać. Nie wiedział co odpowiedzieć. Nie wiedział nawet, co się z nim dzieje w obecnej chwili, lecz...
- Żyłem - odparł z wielkim wysiłkiem.
Po chwili różowe usta kobiety zbliżyły się do jego twarzy, lecz on odruchowo cofnął się do tyłu. Zbliżyła się bardziej. Już nie uciekał. Zwilżył nerwowo wargi i zamknął oczy. Jej usta musnęły delikatnie jego.
- Kocham... - wyszeptał.
- Kocham... - wyszeptała.

Pustka wypełniająca to miejsce znikła. Dookoła zaczęło dziać się coś, co przypominało narodziny nowego dnia. Pośrodku tego niewiadomego zjawiska siedział mężczyzna obejmujący kobietę, która swoimi ustami delikatnie dotykała jego warg. Trwało to... Zresztą czy to ważne?

Nadchodził świt. Pomieszczenie o białych ścianach rozświetlał księżycowy blask, wpadający przez stłuczoną szybę w oknie. Na środku leżał skulony mężczyzna w zepsutym ubraniu. Nie oddychał, a serce nie biło. Już nic nie czuł.

Umarłem...


KeanuX

Data:

 15 lutego 2003

Podpis:

 Izath

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=682

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl