DRUKUJ

 

Sekunda

Publikacja:

 03-07-04

Autor:

 Knefel
Sekunda

Przebywanie obok Gurda powodowało u mnie mdłości i zawroty głowy. Soki żołądkowe gromadziły mi się w gardle, ustawicznie przełykałem ślinę, by wepchnąć je z powrotem. Czułem się jak na jednej z tych zwariowanych, nowoczesnych karuzeli. Nie można było na nim skupić wzroku, jego kontury się rozmywały, falowały. Miałem omamy węchowe i słuchowe.
- Tylko pamiętaj, nigdy, nikogo tam nie zabieraj.


Poznałem ją, gdy spadł pierwszy śnieg. Była ubrana w mini i czarny płaszcz sięgający do połowy ud. Na nogach miała buty na obcasie. Obserwowałem ją przez chwilę i czekałem. Dziewczyna wywróciła się z gracją, pewnie nie pierwszy już raz. Obcas i śnieg to zabójcza kombinacja. Wyszedłem z samochodu i zaproponowałem, że ją podwiozę.
- Nigdy nie jeżdżę z nieznajomymi, ale te cholerne buty zupełnie się nie nadają, na zimę, a ty wyglądasz sympatycznie, więc zgoda.
- Większość seryjnych morderców wygląda sympatycznie, inaczej nie zwabiliby żadnych kobiet do samochodu- powiedziałem, gdy wsiedliśmy.
Roześmiała się.
- Jeżeli na tylnym siedzeniu masz piłę spalinową, to wysiadam.
- Skąd wiedziałaś - zrobiłem zaskoczoną minę.
Dziewczyna zajrzała do tyłu.
- Ciągle mnie jeszcze podejrzewasz. Odpręż się i powiedz gdzie mam cię zawieść.
- Na UŚ mam dzisiaj obronę pracy magisterskiej.
- Z czego?
- Psychologia.
- Jak rozumiem, pracę masz o seryjnych mordercach?
- Chciałbyś, co? Gdybym napisała o tobie stałbyś się sławny.
- Tak, ale wtedy musiałbym ci darować życie, a tego nie zrobię, bo jesteś za ładna.
- Gdybym była brzydka to byś mnie nie zabił?
- Gdybyś była brzydka nie zaprosiłbym cię do samochodu.
- Interesowny jesteś.
- Jesteś tak piękna, że zrobię więcej, przyjadę po ciebie, gdy skończysz obronę.
- Żeby mnie potem zabić.
- Mogę też z tobą robić inne rzeczy.

Tak zaczęła się nasza znajomość. Miała na imię Agnieszka, a ciało, krągłe, ale nie puszyste.


Zrobiłem coś dla Gurda, nie było to nic wielkiego, ale on tak nie uważał. Chciał się mi odwdzięczyć. Czasami opowiadał mi o świecie, z którego pochodził. Mówiąc starał się znaleźć analogie na Ziemi, ale często mu się to nie udawało, wtedy jego historia zmieniała się w ciąg abstrakcji. Przybył na Ziemię by poszukiwać rzeczy niewytłumaczalnych, magicznych. W jakiś sposób dotarł do mnie, chciał bym mu pozwolił poznać to, co jako człowiek odczuwałem. Zgodziłem się. Sam nie rozumiałem, czym to było i co znaczyło. Wracałem wtedy z wakacji nad Adriatykiem. Po drodze zatrzymaliśmy się w Padwie na jedno dniową wycieczkę. W programie było zwiedzanie bazyliki św. Antoniego. Istnieje tam zwyczaj dotykania sarkofagu z ciałem świętego. Podszedłem do topornych, kamiennych płyt i przyłożyłem do nich dłonie. Poczułem w palcach lewej dłoni odrętwienie, podobne do wrażenia jakie wywołuje silny ucisk tamujący dopływ krwi. Uczucie nie minęło przez kilka godzin. Znikało kolejno z palców począwszy od najmniejszego. Jeszcze w autobusie miałem palec wskazujący odrętwiały. Nigdy późnej, czy wcześniej niczego podobnego nie czułem. Nie było to nic wielkiego, żadne objawienie, czy stygmaty, ale Gurd był zadowolony. Wyjawił mi jeden z licznych sekretów, jakie znał.


Byliśmy wtedy ze sobą od roku, gdy wróciła o lekarza. Często bolała ją głowa, ale lekceważyłem to. Podbiegła do mnie cała zapłakana i przez dłuży się czas nie była w stanie nic powiedzieć, w końcu wykrztusiła.
- Mam raka, raka mózgu.
- Będzie dobrze Agnieszko.
Tak powiedziałem, było jednak coraz gorzej. Lekarze, a byliśmy u kilku, dawali jej małe szanse. Guz był już zbyt duży, by dało się go operować. Wtedy zdecydowałem się złamać daną Gurdowi obietnice. Zabrałem ją ze sobą.



Gdy Gurd pierwszy raz wyjaśnił mi, co chodzi, nie uwierzyłem mu. Dopiero, gdy mnie z sobą zabrał, gdy znalazłem się w środku gigantycznego bąbla, gdy spędziłem tam kilka godzin, a w zwyczajnym świecie upłynęła tylko sekunda, zrozumiałem, że mówi prawdę. Całe zjawisko opierało się na paradoksie, na który na Ziemi wpadł grecki filozof Zenon, w historii o żółwiu i Herkulesie udowodnił, że Herkules nigdy nie dogoni żółwie, jeżeli pozwoli mu wystartować wcześniej. Herkules będzie przebiegał połowę odległości pomiędzy nimi, ale zawsze będzie miał do pokonania połowę jakieś odległości. To samo można zrobić z czasem, wystarczy podzielić sekundę na połowę, a tę połówkę jeszcze na pół i tak w nieskończonoś, aby udowodnić, że sekunda nigdy się nie skończy. To właśnie robił Gurd, świat zmieniał się wtedy w olbrzymi bąbel. Ciało się w nim nie starzało, bo komórki były zdezorientowane. Włosy, ani paznokcie nie rosły. Mogłem się jednak poruszać, a organizm nie potrzebował jedzenia. Gurd zrobił coś z moją głową, dzięki temu mogłem, gdy tylko tego zachciałem zwolnić sekundę do wietrzności. Miałem dzięki temu czas na wszystko. Pracowałem, czytałem książki, oglądałem filmy, wszystko w ciągu sekundy.



Zabrałem ją ze sobą, Agnieszka, gdy znalazła się w środku była pierwszy raz od długiego czasu szczęśliwa. Będziemy mogli tu żyć razem przez wieczność. Kochaliśmy się raz za razem, nie czując w ogóle zmęczenia.
- Czy będę tu mogła mieć dziecko? - zapytała.
- Nie, nie urosłoby.
Żyliśmy tu razem długi czas, chciałem jednak, choć na chwilę znaleźć się w normalnym świecie. Przeniosłem się, a gdy zrozumiałem, co zrobiłem było już za późno. Wróciłem, ale jej w bąblu nie było. Została na wieki uwięziona w sekundzie, oddalonej ode mnie o parę minut. Sama nie potrafiła się wydostać.

Knefel

Data:

 2 lata temu

Podpis:

 Knefel

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=612

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl