DRUKUJ

 

Wdzięczność

Publikacja:

 09-10-31

Autor:

 purpleblackblueberry
Niedbałym ruchem odłożył maszynopis nieznanej mu dziewczyny. Był już zmęczony czytaniem dziesiątego, a może jedenastego tekstu, chociaż to wcale źle nie było napisane. Owszem, błędy gramatyczne zdarzały się tu i ówdzie, ale nie raziły w oczy. Tyle tylko, że opowiadanie mu nie przypadło go gustu. Poruszało jego niezbyt ulubioną tematykę, więc pozwolił sam sobie usprawiedliwić się zmęczeniem i maszynopis powędrował na stolik. Westchnął. Długo. I sięgnął po papierosa. Mentolowy, takich nie znosił, ale późnym wieczorem w osiedlowym sklepiku nie mieli już innych. "Prawa Murphy'ego" - pomyślał i strzepnął popiół do kryształowej popielniczki. Popielniczka, prawdę powiedziawszy, popielnica, była ogromna. Stała na samym środku niskiego, kawowego stolika przy ulubionym fotelu z wytartym siedzeniem. Zawsze panował na nim porządek, ponieważ pan Stanisław nie znosił bałaganu. Przynajmniej tam. Codziennie po powrocie z pracy kładł na nim korespondencję, telefon komórkowy i następną paczkę papierosów. Stolik nakrywał świeżym obrusem. Wówczas akurat leżał beżowy. Centralne miejsce zajmowała owa popielnica, którą przypadkiem znalazł na wyprzedaży staroci przy pobliskim bazarku. Pan Stanisław bardzo dbał o nią. Mył codziennie, nawet i dwa razy, gdy wykazywała objawy intensywnego zużycia. Czasami i może szkoda było strzepywać do niej popiół papierosowy, ale ostatecznie po została kupiona. Kosztowała tyle co nic, a grubemu facetowi z czerwoną twarzą śpieszyło się zamknąć stoisko i wkrótce po sprzedaży zwinął interes. Zupełnie jakby chciał się jej pozbyć i uciec z miejsca zdarzenia. To umknęło już uwadze pana Stanisława, który po wręczeniu monet przez kolejne kilkanaście minut stał i gładził czule przedmiot po zaokrąglonych krawędziach. Jego popielnica, jego zdobycz. Teraz stała lśniąca. Wyczyszczona. Wypieszczona i nie bez żalu nakarmił ją pierwszym tego wieczora popiołem. Zdecydowanie nie zasługiwała na takie traktowanie. Przypomniało mu się, że miał zrobić przelewy - zapłacić za mieszkanie, gaz i wodę. Synowi na studiach również przydałoby się kilka stówek z początkiem miesiąca. Uruchomił laptopa, poszukał wezwania do zapłaty kolejnej raty za plazmowy telewizor. Był niekształtny i okropny - Marta go wybrała. I zapłacili majątek za to stojące na środku dużego pokoju tuż obok małego gabinetu do pracy paskudztwo. Cóż, żona się uparła i nie można było nijak poradzić na jej upór. Kompletnie nie miał ochoty płacić raty. Szukał więc blankietu od niechcenia. Przejrzał powoli wszystkie świstki leżące na biurku, skórzaną teczkę, zapytał Marty aż w końcu zapomniał o nim. zona zagadała go najnowszymi ploteczkami. Tak upłynął wieczór. W nocy obudził go cichy chrobot papieru. Spojrzał w prawo - małżonka głęboko spała, syn był przecież w odległej stolicy, zwierząt nie posiadali. Dziwne. Pan Stanisław bohaterskim ruchem odrzucił róg kołdry i na bosaka zwiedzał dom. Dźwięk dobiegał z jego gabinetu. "Złodzieje" - przeleciało mu przez głowę. Ale odgłosy zdawały się być zbyt monotonne, aby mógł wydawać je człowiek. Stanisław odważnie chwycił za klamkę i ostrożnie popchnął drzwi. Snop jasnego księżycowego światła częściowo padał na kawowy stolik. Na nim poruszał się coś dużego i białego. Gięło się, mięło, malało, aż zmieniło w kulkę papieru. Ustało na chwilę jakby świadome obecności bladego jak płótno i stuchlałego Stanisława po czym zajęło żarem. Kartka tliła się, tliła, stopniowo zamieniając w popiół. I wszystko zastygło. Światło księzycowe nieco przesunęło się, oświetlając popielnicę, która właśnie pochłonęła maszynopis tamtej dziewczyny. Zrobiła to z wdzięczności. Wiedziała, że nie podobało się jej panu.

Data:

 08.2009

Podpis:

 Yarkoss

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=57586

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl