DRUKUJ

 

Dominacja cz.1

Publikacja:

 09-06-27

Autor:

 Domelek
Prolog
Dzień na pustyni Gardias zaczynał się zawsze tak samo. Co rano trzeba było wyprowadzić zwierzęta w poszukiwaniu jadalnych roślin. Było to chyba najtrudniejsze z zajęć no może poza poszukiwaniami nie skażonej wody by je napoić. Hodowca Ursów musiał wiedzieć co jego zwierzęta mają prawo zjeść a co nie. Na szczęście zwierzęta te ,antyczne wielbłądy, gromadziły zapasy w garbach które były rozmieszczone po 3 z każdego boku. Ta wiedza była przekazywana od pokoleń wśród rodzin farmerów pustyni. Wstać trzeba było jeszcze przed świtem gdyż chętnych do wypasu swych zwierząt było wielu a jedzenia i wody niewystarczające ilości. Jeśli udało się coś zebrać z rosy porannej dzięki materiałom nieprzemakalnym to był sukces .Kładło się taki płaszcz przeciwdeszczowy na całej szerokości a rano pojawiała się na nim woda.

Ale posiadanie go to był luksus niewielu było na niego stać jak zresztą na większość antycznych przedmiotów. Co jakiś czas w skupiskach farmerskich namiotów pojawiali się kupcy z zakazanych miast. Wyciągali oni przedmioty z dawnych metropolii ryzykując swoje życie. Nikt przy zdrowych zmysłach nie zapuszczał się w strony strefy bez powrotu ale chciwość ludzka nie zna granic i wielu śmiałków próbowało szczęścia. Zazwyczaj było to życie krótkie ale jeśli choć raz komuś udało się wyjść stamtąd bez szwanku był ustawiony do końca życia.

Każde dziecko pustyni w młodym wieku uczyło się umiejętności przetrwania, radzenia sobie ze zwierzętami oraz o czym nie wiedzieli ludzie spoza tego społeczeństwa walki nożami oraz czymś na modlę włóczni czyli długiego kija z nożem przywiązanym na końcu.

Ich postęp technologiczny był bardzo ograniczony, zero sprzętu elektronicznego, samochodów czy broni palnej .Jednak ich przyzwyczajenie do warunków pustynnych czyniło z nich ludzi twardych i zahartowanych. Miało to swoje plusy ale i jeden podstawowy minus. Bandyci.

Ci degeneracji żerujący na tym co inni osiągnęli ciężką praca byli jak szarańcza której chmara przewija się przez i tak jałową pustynie i wyjada resztki życia .Żyli w niewielkich grupach i dzielili się na różne odłamy. Przede wszystkim podział był na tych których usługi można było kupić i na tych których nie dało się okiełznać w żaden sposób. Każda grupa zajmowała się jednym lub większą ilością przestępstw. Byli złodzieje pojazdów i paliwa czyli tak zwani piraci szos, byli płatni zabójcy, byli łupieżcy którzy po prostu mordowali i pustoszyli wszystko na swej drodze, byli włamywacze ale najgorszym gatunkiem byli łowcy niewolników sprzedający swoje zdobycze na służących oczywiście po przetrzymaniu ich odpowiedniego czasu w ich obozach pracy. Byli to jedyni bandyci którzy osiadali się w jednym miejscu i budowali duże bazy dzięki sile roboczej swoich niewolników. Zazwyczaj napadali na wędrownych kupców, uciekinierów z większych osad ludzkich, karawany i w czym się najbardziej lubowali farmerów pustyni. Uważali ich za wieśniaków którzy jednak przystosowani do warunków pustyni są idealnymi kandydatami na służących i prawda była taka że za nich dostawali największa cenę. Jednak najtrudniej było ich nauczyć „posłuszeństwa” gdyż byli to ludzie silni i dumni ze swojego pochodzenia. Jednak bandyci pewni swojej siły którą dawał im ukradziony sprzęt nie odpuszczali żadnej osadzie ludzi pustyni.

Data:

 27.06.2009

Podpis:

 Domelek

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=54781

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl