DRUKUJ

 

O konserwatorach zabytków

Publikacja:

 04-02-25

Autor:

 Tycek


To jakaś igraszka losu, kpina z przepisów prawa, że w czasach kiedy budowano zabytki nie było przy tym ani jednego konserwatora.
W efekcie zabytki są zbudowane bezładnie, każdy budował zabytki gdzie chciał i to w sposób zupełnie dowolny.

Mam podejrzenie graniczące z pewnością, że właściciele zabytków na dodatek bez szacunku dla zabytków te zabytki budowali. Co było pod spodem – używali jak im było wygodnie i po drodze. Gotyckie fundamenty z czasów pradziadka? — no to już je wyciągać i przerabiać. Portal renesansowy? Zabudować barokowym. Okno zamurować, dach przebudować, wieżę zburzyć i postawić na nowo pięć metrów dalej — oni to wszystko robili bez stosownych zezwoleń!

Nie może mi wyjść z głowy felieton wielce szacownego krakowskiego profesora architektury Aleksandra # Zina, który opisywał na łamach „Forum Akademickiego” jak to w latach 40-tych ubiegłego stulecia, jako młody wówczas asystent jeszcze szacowniejszego profesora historii sztuki Kazimierza # Estrichera wykonywał projekt odtworzenia daszku nad studnią na dziedzińcu Colegium Maius – najstarszej, średniowiecznej jeszcze, części Uniwersytetu Jagielońskiego.

Otóż profesor Estraicher usiadł sobie na schodach, zapalił papieroska i kierował pracą asystenta rysującego rzut daszku. „Bardziej zamaszyście! Więcej zawijasów!” — poprawiał profesor asystenta. „ Z gestem chłopie!” — mówił i przyjemnie się zaciągał.
Sądzę, że tak właśnie zawsze budowano zabytki. Zabytkodawca miał określone potrzeby i mgliste wyobrażenie jak ma wyglądać projektowany zabytek.
Głównie przyglądał się jakie zabytki zbudowali bliżsi i dalsi sąsiedzi. Ale należało uwzględnić także zdanie żony Zabytkodawcy, która mówiła na przykład: ”Wiesz Stasiu, z kuchni musi być wygodne przejście do składziku.”
„Masz jak zwykle racje Zosiu, ale tak trzeba zrobić żeby wsiowo nie wyszło, gustownie musi być” — mówił Zabytkodawca i dawał stosowne wytyczne projektantowi, żeby wejście przewidział, ale zawijasy dorobił

To jest kluczowe słowo w całym problemie – gust. Żeby gustownie było. Konserwator ma dbać aby ten, kto budynkiem obecnie rozporządza gustem się odpowiednim wykazał i dbałością o detal. Problem w tym jednak, że jego wymagania nie tylko koszty powodują ale też uniemożliwiają często użytkowanie rozmaitych składzików i przebudowę obiektu pod nowe funkcje. Brak zaś możliwości wprowadzania nowych funkcji czyni remont bezsensownym.
Ostatecznym efektem tej konserwatorskiej polityki jest, iż do wielu zabytków nikt dotknąć się nie chce i właściciele czekają , aż się zabytki zgodnie z przepisami rozsypią, aby na ich miejscu nowe życie mogło wyrosnąć.
To może o to poczucie gustu inaczej trzeba dbać? Może zamiast dbania o konkretny detal, co automatycznie pozostawia tysiące innych detali w zaniedbaniu gust w narodzie trzeba rozwijać? Może powołać urząd Naczelnego Poety Kraju z odpowiednim zapleczem organizacyjnym? Niech pogadanki prowadzi, niech profesora Zina zatrudni.

No dobrze, dworuję tu sobie a sprawa jest poważna. Nie było Konserwatorów to budowano ładne zabytki. Nie było na świecie urbanistów to nie budowano blokowisk.
Dziwny jest świat.


Data:

 2003

Podpis:

 Jacek Warda

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=5395

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl