DRUKUJ

 

Wysłowiony, prolog

Publikacja:

 09-03-19

Autor:

 Dacara
Prolog
Makrela z bitą śmietaną

Koniec Świata zaczął się od makreli z bitą śmietaną.

Wszyscy historycy, zarówno ci wielcy jak i ci, którzy mieli problemy z zapamiętaniem własnej daty urodzin, zgadzali się w tej kwestii bezsprzecznie. Istniały drobne spory o to jak owa makrela została przyrządzona, czy podana na surowo czy też wędzona, przed zjedzeniem z bitą śmietaną, ale żadnych wątpliwości odnośnie jej obecności nie zaistniały. Makrela była i już. Do tego z bitą śmietaną.
Ktoś mógłby spytać, jakim cudem wędzona (‘Surowa!’, krzykną wielkim głosem zwolennicy tej teorii) ryba mogła doprowadzić do Końca Świata? Odpowiedź jest bardzo prosta i niezwykle przewidywalna, gdyby ktoś zechciał poświęcić jej chociaż pół myśli. Poprzez rozstrój żołądka. Sam w sobie nie jest on może przesadnie groźny dla samopoczucia jakiegokolwiek świata, ale połączony z porodem w rodzinnie królewskiej, czterema piętrami, zaciętym zamkiem i małym króliczkiem może nieść sobą daleko idące skutki... Szybciej chyba będzie jednak zacząć od początku…
##. ##. ##. ##

Fakt, iż królowa zaszła w ciążę obiegł cały kraj dokładnie w jeden dzień i trzy minuty. Wszyscy, od najbiedniejszego chłopa, poprzez wędrownych rycerzy i na samym Królu kończąc, byli niezwykle uradowani tą nowiną. Z różnych powodów: festyny i zabawy wiejskie odbywały się dzień w dzień, pięknie umożliwiając zazwyczaj trzeźwym oddanym narąbanie się w trzy wiatry, a Król mógł wreszcie odetchnąć z ulgą i spokojnie iść na ryby.
Jedyną osobą, która mogła mieć jakieś zastrzeżenia odnośnie tej sytuacji, była Królowa, która nieco obawiała się o swoją figurę.
Mimo to, dziewięć miesięcy później, mimo usilnych starań Królowej, było ona wciąż jak najbardziej w ciąży. Właściwie to była ona w trakcie porodu, z wszystkimi potrzebnymi dodatkami, odpowiednimi dla takiej sytuacji: pielęgniarkami biegającymi wokół, doktorami kiwającymi mądrymi głowami, czytającymi z starych ksiąg oraz z swoim ulubionym udomowionym króliczkiem, który obecnie zajęty był przegryzaniem dziury w dywanie.
Pielęgniarki rozglądały się niespokojnie po pokoju, doktorzy stanowczym głosem twierdzili, iż wszystko jest w porządku, a królik dalej przegryzał się przez antyczny ręcznie tkany perski dywan. Królowa natomiast wrzaskiem domagała się obecności tego skurw…. Króla.

Więc, wszyscy w królestwie wiedzieli doskonale, że Król i Królowa nie przepadali za sobą. Zamach stanu tu czy tam, kilka kropel trucizny do wina, czy nożownik w sypialni, mogły rzeczywiście przyczynić się do tej oceny, ale kto by się tam tym przejmował? Fakt pozostaje jednak, iż jako, że para królewska wielkim uczuciem się nie darzyła, to i z produkcją księcia było cośkolwiek nieciekawie. Król zobowiązany był, co prawda, do comiesięcznych wizyt w komnatach Królowej, na które chodził nieco niechętnie (pod strażą) i w czasie tych ‘spotkań natury romantycznej’ (w których romansu było niewiele) zażywał specjalne zioła, które jakoby miały zwiększyć prawdopodobieństwo przedłużenie linii królewskiej.
Po czterech miesiącach stwierdził, że ktoś go robi w konia z tymi ziołami i że nadszedł najwyższy czas na spłodzenie bękarta. Po krótkiej rozmowie z Królową, Król zmienił zdanie i obrażony na cały świat, zamknął się w swoim pokoju. Dla wszystkich zainteresowanych wywiesił na drzwiach kartkę z napisem:

„Dajcie wy mi wszyscy święty spokój.”

Po tym wydarzeniu szanse na ujrzenie małego księcia zmalały niemal do zera.
Przez następne dwa lata Król z pasją zajmował się wędkarstwem, a Królowa czytaniem, tkaniem gobelinów i, nieco nałogowo, graniem w kółko krzyżyk. Wielkie więc było zdziwienie poddanych gdy ogłoszono wieści o błogosławionym stanie i oczekiwanym małym księciu.
Tuż przed porodom, cały zamek był sparaliżowany paniką. Służba chodziła jak nakręcona, odbijając się od ścian, sprzątając każdą możliwą powierzchnie i ogólnie starając się być jak najdalej od komnat Królowej gdzie odbywać się miał poród. Sam Król siedział przy kuchennym stole, gdzie przerażeni kucharze omijali go szerokim łukiem starając się być jak najbardziej niewidzialni.
Jak wszystkim wiadomo, podczas porodu potomka potrzebni są obydwoje rodzice. Kobieta z przyczyn raczej oczywistych nie może się wywinąć od wzięcia udziału w całym przedsięwzięciu, a mężczyzna jest tam nie tylko jako (wątpliwe) wsparcie moralne, ale też jako niezbędny element w całym procesie.
Przed królem (chowającym się w kuchni, którą pierwszy raz widział na oczy) czekało więc jeszcze jedni zadanie. Miał podnieść się z niewygodnego drewnianego krzesła i grzecznie podreptać kilka pięter wyżej, by poród mógł się wreszcie odbyć. Król jednak nie spieszył się zbytnio do wizyty w komnatach Królowej, które radośnie omijał przez ostatnie dziewięć miesięcy, więc postanowił, że najlepiej będzie coś zjeść zanim całkiem straci apetyt na widok swojej małżonki.
Główny kucharz stracił głowę, kiedy król kazał przyrządzić sobie rybę. Jako, że jedyną dostępną w całej kuchni była makrela, to wielkiego wyboru w tej kwestii nie miał- przyrządził ją jak umiał i podał Królowi. Pech chciał, że jeden z pomocników kuchennych pozostawił na stolę misę z bitą śmietaną, która miała ozdobić ciasto na część małego księcia. Jako, że kuchcik nie miał najmniejszego zamiaru podchodzić tak blisko do spanikowanego monarchy to po prostu zostawił miskę w spokoju i zrobił nową masę, starą zostawiając tam gdzie stała.

Nikt nie mógł przewidzieć, iż Król był na tyle zdeterminowany by odroczyć nieuniknioną wycieczkę do obecnej Sali porodowej, iż zdecydował, że deser nikomu jeszcze nie zaszkodził i zabrał się za polerowanie słodkiej masy.
Dwadzieścia minut później, jednej z pielęgniarek w końcu udało się znaleźć mocno nieuchwytnego monarchę. Był on właśnie w trakcie zmiany z koloru powszechnie uznanego za normalny na kolor, jak to jeden z obecnych kuchcików ujął elokwentnie, ‘zdechło- sino- koperkowy’.
Później historia potoczyła się już z górki: zanim Króla dokurowali na tyle, że był w stanie wypuścić miskę klozetową z miłosnych objęć, to trochę czasu minęło. Następne dziesięć minut zostało stratowane raczej doszczętnie na przestrzeni czterech pięter, 147 stopni, 13 korytarzy i jednych zaciętych drzwi. I może gdyby nie mały króliczek, niefortunnie włażący pod stopy monarchy, Koniec Świata mógłby zostać zażegnany. Jednakże gdybanie niewiele się przydało w sytuacji gdzie lekarze pracowali jednocześnie nad Królową i Królem, a do tego Królowa niestety była przytomna.
15 minut później, gdy najmłodsza z pielęgniarek, która akurat miała nieszczęście ukończyć swoje szkolenie dzień wcześniej, krzyknął radośnie, że Król się budzi, Królowa nie wytrzymała i urodziła.

#.#.#.#

Kiedy zarówno Król i Królowa doszli do siebie na tyle, że on chciał uciec jak najszybciej, a ona klęła całkiem głośno, Główny Lekarz Rodziny Królewskiej (Glork, jak go zazwyczaj monarcha wołał pieszczotliwie) wygłosił to, czego wygłaszać nie miał najmniejszej ochoty.
„Mały książę jest chłopcem” oznajmił na początku i uśmiechnął się wyrozumiale gdy Król westchnął z ulgą. Później jednak wyraz jego twarzy zmienił się, gdy zerknął na niemowlę, obecnie otoczone wianuszkiem pielęgniarek, które robiły do niego słodkie buźki i łaskotały go po małym, okrągłym brzuszku.
„Ale ze względu na fakt, iż Król nie był obecny, a przynajmniej przytomny, przy jego narodzinach oznacz iż mogą wystąpić komplikacje z jego Wolą”
Ostatnie słowa zawisły nad głowami obecnych jak ciemna chmura.

Czuję, iż w tym momencie przyda nam się drobne słowo wyjaśnienia. Ktoś z was, to znaczy obcych w tym kraju, może spytać naiwnie:
‘ A co to jest Wola?’
Odpowiedź na to pytanie jest bardzo trudna i łatwa zarazem. Każdy z nas ma swoją, od najgłupszej rybaczki z wybrzeża do najmądrzejszego filozofa odmrażającego sobie tyłek w zamkowych murach (ta posada była, o ile to możliwie, gorzej płatna niż każda inna).
Wola to wszystko- jest z każdej strony, to ona porusza pierścieniami czasu i ona jest odpowiedzialna za powietrze, światło i ciemność. Dzięki niej najcięższy przedmiot może utrzymać się na wzburzonych falach oceanu, a najlżejszy, jeżeli najdzie go taka ochota, usiąść na dno jak kamień. Wola jest siłą, cudem zdarzającym się na nasze zawołanie, Wola jest magią.
Gdy więc Król i królowa usłyszeli słowa, których boją się wszyscy rodzice nowo narodzonego dziecka, Królowa postanowiła być bardzo wokalna w swojej opinii.
Dwie godziny później, gdy leki uspokajające zaczęły działać, lekarze mogli się skupić na dokładnym przebadaniu Małego Księcia. Chrząkali i stękali, mruczeli i buczeli, a wszyscy zebrani w pokoju oczekiwali w zdenerwowaniu na werdykt. No, prawie wszyscy- następny dziedzic do korony wyglądał na zdecydowanie nie pod wrażeniem. Mimo, że jego oczy wciąż były sklejone i ślepe, z precyzją godną podziwu zwracał głowę w stronę lekarzy, którzy akurat buczeli najgłośniej i pokazywał im język.
Kiedy oględziny zostały zakończone, Glork zwrócił się do zebranych z ponurą twarzą, z sztabem jego najlepszych, bądź najlepiej ściemniających, pracowników stojących ponurym murem za jego plecami. Po szybkim zerknięciu do tyłu, spojrzał Królowi prosto w oczy i powiedział:
„Jest niestety tak jak się obawiałem,” kilka pielęgniarek, na szczęście nie z tych co trzymały Księcia, zemdlały adekwatnie do sytuacji, „W wyniku tego, iż Król nie był wstanie pomóc mu przy przybyciu na świat, tym samym stabilizując jego energię, Mały książę ma taki sam poziom Woli jak …kaczka”
Zewsząd rozległy się przerażone jęki pielęgniarek, a Królowa zemdlała, z gracją celując w poduszkę. Jak powszechnie wiadomo, Kaczka jest istota która ma najniższy poziom Woli na świecie. Jedyne na co ona starcza, to zwykłe utrzymywanie się na wodzie- większość kamieni jest silniejsza od tych ptaków. Jak głosiło stare przysłowie:

‘Z kaczą Wolą, nieszczęścia w rzędzie stoją’

W sytuacji gdy dziecko rodzi się z takim poziomem Woli, jest skazane na bycie odmieńcem, nieudacznikiem i ogólnie rzecz biorąc, ma przekichane.
Król spojrzał na małego niemowlaka, teraz śpiącego spokojnie w rzeźbionej kołysce, przyniesionej wcześniej przez służbę i poczuł nieprzyjemne kłucie w sercu. To była jego wina, pomyślał, czując się zdecydowanie nieswojo. To jego zachowanie sprowadziło ten los na jego dziecko, na jego własnego syna. Po chwili Król odwrócił się na pięcie i wyszedł z pokoju.

Rzeźbiona kołyska została przeniesiona do innego pokoju trzy piętra niżej, zaraz nad kuchnią. Kilka niań opiekowało się Małym Księciem, a Królowa była szczęśliwa, że nikt nie oczekiwał od niej tego by wchodziła do pokoju dziecinnego. Czasem, gdy noc była już ciemna, a niania zasnęła w fotelu przy kołysce, Król stawał w drzwiach i spoglądał bez słowa na Księcia. Nigdy nie zostawał długo, zazwyczaj tylko kilka minut.
Kiedy kilka lat minęło, a kołyska została zastąpiona miękkim łóżkiem z baldachimem w pomarańczowe balony, Królowa urodziła drugiego Księcia i tym razem Król spełnił swoją rolę przy porodzie. Młodszy Książę był całkowicie zdrowy, a jego Wola niezwykle silna. Od czujnym okiem pary królewskiej i legionu opiekunek rósł na wyjątkowo miłe, zdolne, choć nieco nieporadne dziecko.
Bezsprzecznie postanowiono, iż to młodszy z braci odziedziczy koronę po ojcu i będzie rządził. Wszyscy poddani byli zadowoleni, Król i Królowa wdzięczni losowi, że nie musieli już widzieć drugiego na oczy, a Starszy Książę… a Starszy Książę, który w wieku lat siedmiu rzadko kiedy opuszczał bibliotekę, planował jak by tu przejąć tron.

Większość historyków zgadza się, że to był właśnie początek kłopotów.

Data:

 2008

Podpis:

 Dacara

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=52145

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl