DRUKUJ

 

Chcę wierzyć...

Publikacja:

 09-03-03

Autor:

 Agis
Pamięć ludzka to złożony mechanizm. Dzięki niej rejestrujemy przeróżne zjawiska, doznania. Nie doceniamy wielu rzeczy, póki ich nie stracimy. Cieszmy się chwilą, gdyż nie wiemy kiedy i gdzie czyhać będzie na nas zło, które spowoduje, że utracimy coś cennego. Wtedy zostaje nam już tylko wiara, która idzie w parze z nadzieją. Obydwa czynniki są niezbędne, by żyć, a raczej potrafić funkcjonować...
Był to pewien wrześniowy, mroźny wieczór. Przez pustą ulicę jechał mężczyzna ze swoją dziewczyną. Jadąc na motorze wiatr rozwiewał jej piękne, długie włosy.
- Zwolnij – powiedziała mu do ucha coraz mocniej go obejmując – proszę.
- Nie wygłupiaj się Madziu! – odpowiedział – Wiem co robię. Troszkę adrenaliny nikomu jeszcze nie zaszkodziło – po chwili dodał - załóż mój kask.
- Czemu? – spytała.
- Załóż proszę i nie pytaj o to. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też.
Zrobiła jak ją poprosił. Po upływie paru minut od jego ostatniego słowa, stracił panowanie nad motorem. Wpadł w poślizg. Wiedział, że to nastąpi i szukał najbardziej odpowiedniego miejsca. W motorze uszkodzone zostały linki hamulcowe. Nie miał jak zahamować. Przewrócili się wraz z motorem. Ostatnie co pamiętał, to ryk syren nadjeżdżającego ambulansu. Złapał dłoń ukochanej. Trzymając ją stracił przytomność...

* * *

Minęło parę lat od pamiętnego wypadku. Kładąc się spać widzę przed oczami tamtą tragedię. Nie potrafię o tym zapomnieć. Czemu Bóg na to pozwolił? Czemu akurat Ja? Czemu Ona! Dlaczego co wieczór kładę się spać samotny i budzę się z myślą, że kiedy otworzę oczy Magda będzie tuż obok mnie. Będę czuł jej zapach. Całując ją poczuję jej smak... Powtarzałem wciąż w myślach tylko jedno zdanie: Bóg nas opuścił. Niczym niechciane dzieci pozostawione na pastwę losu żyjemy i umieramy. W życiu pewne są tylko podatki...i śmierć. Nie wiemy kiedy ani gdzie. Nadchodzi niepostrzeżenie ten moment, tak niechciany, zapisany przy naszych narodzinach. Musimy odejść... Krwawy Żniwiarz zbiera swoje plony.
Tracąc ukochaną osobę zawala nam się cały świat. Życie traci sens, a my próbując zapomnieć, staczamy się w dół. Ale czy tego chciałby nasz bliski? Byśmy zaprzepaścili swe życie i uciekali do nałogu... Wielu się poddaje. Zaczynają pić, niekiedy nawet przez myśl przechodzą im myśli samobójcze. Bardziej zdesperowani odbierają sobie życie. Pewnie myślą, że tak będą ze swą miłością. Spoczną w raju, bez zmartwień. Mi także przeszła taka myśl...
Ocknąłem się na łóżku szpitalnym. Pierwszą osobą, którą ujrzałem była pielęgniarka. Z początku nie wiedziałem co się dzieje...gdzie jestem. Kiedy wróciły mi siły, dowiedziałem się całej prawdy. Magda nie przeżyła. Odniosła zbyt duże obrażenia. Lekarze choć się starali, nie zdołali utrzymać jej przy życiu. Odeszła na zawsze. Nie mogłem temu uwierzyć. Dlaczego? Wciąż siebie samego pytałem. Rozpłakałem się. Nie chciałem jeść ani pić. Odrywałem welfrom, dzięki któremu do mojego organizmu dostarczane były płyny i pokarm.
Zrozumiałem jednak, że nie ma to sensu. Po jakimś czasie uspokoiłem się. Wypisano mnie ze szpitala i wróciłem do pustego mieszkania. Pogrzeb odbył się, kiedy byłem jeszcze w śpiączce. Czułem lęk i złość...nie byłem w stanie odwiedzić cmentarza. Spacerując po domu widziałem przed oczami wspomnienia. Magdę spędzającą ranek przed lustrem, eksperymentującą w kuchni, leżącą na łóżku i uśmiechającą się do mnie. Wszystkie te retrospekcje raniły mnie jeszcze bardziej. Ona już nie wróci – powtarzałem – zapomnij o niej, tak będzie najlepiej. Mimo starań nie potrafiłem. Ja naprawdę Ją kochałem. Pierwsza i ostatnia zarazem. Wiedziałem, że żadnej już tak nie pokocham. Zamknąłem się w sobie. Zakupy przynosiła mi sąsiadka a ja całymi dniami leżałem i patrzyłem się w sufit. Zdawałem sobie sprawę z tego, że nic mi to nie da. Lecz co mi teraz pozostało? Miałem osobę dla której mogłem się zmienić, dla której mogłem żyć, budzić się rano...Czy Bóg jest aż tak okrutny? Karze tych, co na to nie zasługują. Ilu bowiem łajdaków jest na tym świecie. Bratobójcy, gwałciciele, pedofile... A Magda? Niczym nie zawiniła. Nie zasłużyła na tak krótkie życie.
Cieszmy się kochać ludzi – tak szybko odchodzą. Święte słowa. Pogratulowałbym komuś, kto je wypowiedział. Nawet nie wiedziałem kto jest ich autorem. A czy to w ogóle jest istotne? Bóg daje, Bóg odbiera. W najmniej odpowiednim czasie...
Nigdy od życia nie dostajemy tego, czego byśmy chcieli. Taki już nas los... Los nic nie wartych ludzi. Pionków w ręku Boga. Jesteśmy marionetkami, aktorami w jego wielkim dziele. Bierzemy mimo woli udział w Jego przedstawieniu. Sztuce, jaką jest życie. Tak ukochane przez nas wszystkich do momentu, aż go znienawidzimy. Przeklinamy każdą minutę, sekundę...każdą chwilę w naszym życiu. Bo on, Krwawy Rzeźnik, tak zadecydował w chwili naszych urodzin.
Nie poddawaj się - wciąż mi powtarzali - Minęło już sporo czasu. Nie obwiniaj się o to. Tak musiało być... Czy oni tego nie rozumieją? Nie wiedzą jak to jest. Masz kogoś z kim chwile trwają zbyt krótko i nagle Go tracisz. Nie ma już niczego... Pustka, która pozostaje w sercu. Ale co pomyślałaby Magda widząc mnie w takim stanie? Znała mnie pełnego życia, humoru i radości. Nie chciałaby tego, bym marnował swe życie. Bym rozklejał się nad tym co było. Liczy się tu i teraz. Nie należy myśleć o przeszłości ani martwić się jutrem. Życie jest zbyt krótkie. Zbyt cenne. Możemy stracić je w chwili, gdy najmniej się tego spodziewamy.
Pewnego dnia wpadł do mnie przyjaciel. Wiedział, że jest ze mną ciężko. Nie odbierałem telefonów... Leżałem jak zwykle na łóżku, kiedy dobiegło mnie pukanie do drzwi. To był Łukasz. Zaprosiłem go do środka. Wszedł niepewnie, po czym usiadł na fotelu, który mu wcześniej wskazałem. Poszedłem do kuchni i przyniosłem dwa piwa. Siedzieliśmy przez jakiś czas gapiąc się w przestrzeń i myśląc. Po chwili odezwał się:
- Tomek...Co się z Tobą dzieje? Martwimy się o Ciebie.
- Wszystko jest w porządku – odparłem. Tak naprawdę nic nie było w porządku. Cały świat mi się zawalił a on jeszcze o to pytał?!? Co on sobie wyobrażał...
- Nie potrafię sobie nawet wyobrazić tego, co czujesz.... Ale zrozum, to nie powód, by odizolowywać się od świata. Wiem, że to okrutne...że nie powinno tak być. Ale wszystko idzie na przód. Magda by tego nie chciała... – powiedział Łukasz.
- Wiem stary...ale to jest takie ciężkie... – łzy napłynęły mi do oczu.
- Proszę Cię tylko o jedno. Żyj dalej. Tak jak chciałaby tego Magda. Zrób to dla siebie i dla niej. Ona tego by chciała. Byś znów cieszył się życiem. Czerpał z niego to, co dobre.
„Byś znów cieszył się życiem. Czerpał z niego to, co dobre” – te słowa utkwiły najbardziej w mej pamięci. Łukasz miał rację. Nie można poddawać się tak szybko. Czas leczy rany...
Od miesięcy wybierałem się na cmentarz odwiedzić grób Magdy. Zawsze znajdowałem jakieś głupie wymówki. Tak dalej być nie może! – powiedziałem sobie. Muszę tam iść i koniec. Czekałem z tym i tak zbyt długo.
Ubrałem garnitur i pojechałem. Kiedy byłem już na miejscu, stanąłem przed bramą cmentarza. Kupiłem wcześniej kwiaty, wziąłem głęboki oddech i ruszyłem. Mijałem dziesiątki grobów. Tyle bólu i cierpienia. Zawsze twierdziłem, że jest to straszne miejsce...
Znalazłem grób Magdy. Stanąłem nad nim i spojrzałem na nagrobek. Czytałem wciąż wyryty na niej napis: Spoczywaj w pokoju. Odeszła i nie wróci - wciąż myślałem. Jej już nie ma i nigdy jej już nie ujrzę... Nie mogłem się poddawać. Magda nie chciałaby tego. Przed oczami stanął mi jej obraz. Wciąż uśmiechnięta kobieta, która w każdy potrafiła dostrzec dobro. We wszystkim potrafiła znaleźć coś pięknego. To mnie w niej zafascynowało. Wciąż pozytywnie nastawiona do życia i oddana Bogu. Tajemnicza i intrygująca. Taka właśnie była Magda.
Swoim życiem postanowiłem oddać jej cześć. Nauczyła mnie bowiem żyć. Cieszyć się z każdego nadchodzącego dnia. Czerpać z niego radość. Żyć tak, jakby każdy kolejny dzień miałby być tym ostatnim.

* * *

Minęło już kilkanaście lat. Pracuję w dobrze rozwijającej się firmie. Kupiłem dom. Taki, o jakim marzyła od zawsze Madzia. Z ogródkiem, gdzie swoją budę ma pies, biegający po zielonej trawie i merdający ogonem.
Stałem na tarasie obserwując zachód Słońca u boku mej żony. W ogródku bawiły się nasze dzieci, Michał i Adaś. Monika wiedziała, że Magda była kimś ważnym w moim życiu. Wiedziała o mnie wszystko. Była ze mną w chwilach dobrych i złych. Zawsze służyła mi radą i pomocą. A Magda? Zawsze była w mym sercu i na zawsze tam pozostanie. Wierzę, że tam, gdzie teraz jest, jest jej dobrze. Mam nadzieję, że odnalazła wieczny spokój i istnieje w niebycie, w raju w jaki tak bardzo przez całe swoje życie wierzyła... Myślę, że moje życie będzie do samego końca dobre i odchodząc będę z niego tak samo zadowolony jak Magda ze swojego. Jestem pewien, że nie żałowała ani jednej decyzji, czy chwili w swym krótkim, ale jakże pięknym życiu. Ja tylko w to wszystko...chcę wierzyć...


KONIEC

Data:

 luty 2009

Podpis:

 Agis (T.C)

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=51803

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl