DRUKUJ

 

Kropla Chwili

Publikacja:

 09-01-27

Autor:

 DanNight
-Czym jest dla ciebie życie? Odpowiesz mi na to pytanie?!
-Ale…
-Czym jest dla ciebie ŻYCIE?!
-Ale o co ci chodzi?
-Na pytanie nie odpowiadamy pytaniem. CZYM…JEST…DLA…CIEBIE…życie?- to ostatnie słowo wypowiedział zupełnie spokojnie, w przeciwieństwie do całego zdania.
-No nie wiem?! Narodziny? Praca? Miłość? Może religia?...- rzekłem zaskoczony, jąkając się przy tym, nie potrafiąc nawet przełknąć śliny. Jąkałem się, bo strach opanował już większość mojej świadomości.
-Aaaa…właśnie. Religia! Wierzysz w Boga?
-Co to za pytania?
-KURWA! CZY WIERZYSZ W…BOGA?- ryknął prosto w moją twarz, opluwając mnie swoją obrzydliwą śliną. Zapach z jego jamy ustnej zatamował moje drogi oddechowe, powodując prawie odruch wymiotny. Oczy zaczęły mi łzawić, ale nie dlatego, że ostrość powietrza trafiła jak pocisk w moją osobę. To był płacz strachu.
Niekontrolowany odruch.
-Mięczak…-
W momencie, kiedy powiedział te raniące słowo, moje kolana wibrowały, próbując utrzymać lekkie, młodzieńcze ciało. Ciało, które w tej chwili stało się zbiornikiem bez duszy, na której miejscu pojawiło się przerażenie.
-Pieprzony, ludzki…mięczak…-
Kiedy znów się odezwał, patrzył na mnie tak władczo i przerażająco za razem, że nie byłem w stanie wytrzymać. Łzy lały mi się po policzkach, jak małe rzeczki, lub wyznaczniki horroru, jaki przeżywałem. Czułem tylko jego potworny, pełen nienawiści wzrok i nic poza tym. Chciałem coś powiedzieć, uciec, ale w tym momencie adrenalina nie chciała mi pomóc. Nikt nie chciał mi pomóc.
Nie wiedziałem ile czasu minęło; może parę sekund, może parę minut. Czas był moim najmniejszym zmartwieniem. Poczułem coś jeszcze. Papieros w mojej prawej dłoni, znajdujący się pomiędzy palcem wskazującym, a palcem środkowym, oparzył mnie dotkliwie, jak by chciał pokazać, lub powiedzieć, co zaraz się stanie. Żebym uciekał.
Kiedy oparzony odruchowo napiąłem mięśnie prawej ręki, wydając przy tym sykliwy dźwięk, widziałem, jak czarny osobnik stojący tuż przede mną, z prędkością błyskawicy, sięgnął po coś do plecaka. Tak samo szybko, trzymając coś ciemnego, wyciągnął rękę prostując ją i ustawiając błyszczący przedmiot przed moją twarzą.
Było ciemno. Nocny, letni wiatr rozdmuchiwał jego czarne włosy tak samo, jak te parę drzew rosnących zaledwie kilka metrów od nas.
Nic nie mówił, nie ruszał się, tylko patrzył. Patrzył i celował czarnym Glockiem. Błyszczącym, czarnym, jak ziemia, na której staliśmy, pół automatem i chyba czekał. Wydłużał moment, który musiał się stać, w którym chciał poplamić moją białą bluzę wściekle czerwoną krwią. Moim płynem życia.
Chwila. Ta pieprzona chwila, powodująca zaćmienie umysłu, a jednocześnie przypominająca wszystkie miłe, romantyczne i również rodzinne zdarzenia, jakie jest w stanie człowiek przeżyć, trwała nie dłużej niż dwie sekundy.
Jego twarz zaczęła się zmieniać. Przybierał inne spojrzenie, szaleńczego wzroku, tak bardzo skoncentrowanego na mnie i na drugim celu. Morderstwie. Kąciki jego ust, równocześnie, jak by pociągane niewidzialnymi sznurkami powędrowały prosto w górę. Wyglądał jak Klaun z rosyjskiego cyrku, Aktor cieszący się strachem dzieci. Zaczął się bezdźwięcznie śmiać.
Przez jego bluzę widać było, jak napina mięśnie i chce to wszystko zakończyć. Chce skończyć tą ciszę śmiechu i krzyku. Mojego wrzasku strachu. Widziałem jak naciska na spust.
Nie słyszałem wybuchu. Żadnego strzału, bólu i…niczego. Miałem zamknięte oczy. Czułem, jak płyny mojego organizmu szybko wyciekają z czoła, łącząc się ze łzami i spokojnie kierowały się w dół po obu stronach mojego nosa, napotykając potem na usta. Pokonując tą przeszkodę, czułem jak obrzmiałe krople spadają mi z brody na bluzę. Jak ingerują w jej biel. Wiedziałem, że to koniec. Ale dla niego to było za mało. O wiele za mało. Jak spragniony słoń, podążając i niszcząc wszystko po drodze do wodopoju, on chciał więcej i strzelił ponownie.
Odstęp pomiędzy strzałami był krótki, ale to nie istotne, bo drugi strzał słyszałem. W ostatniej chwili mojego istnienia, kiedy było mi już wszystko jedno, zdołałem usłyszeć drugi strzał i dźwięk zapadającej się w głowie kuli. Kuli śmierci.
Otworzyłem oczy, aby nawet, jeśli jest coś na tamtej, drugiej stronie, zapamiętać GO i mieć ostatnie reakcje wzrokowe w pamięci.
Patrzył na mnie przestraszony. Oczy tym razem nie wskazywały na władzę, rządzę i chęć mordu, ale dalej celował bronią w moją głowę, naruszając przestrzeń osobistą mojego ciała. Tym razem bałem się już tylko samej jego miny. Wyglądał jak … pól minuty temu Ja.
-Żżż…art… To tyl…-wydusił przez lekko otwarte usta.
Jak kłoda padł do tyłu, bezsprzecznie poddając się grawitacji. Oczy wciąż miał otwarte.
-Zabierz mu broń! Już po wszystkim!
Byłem pewien, że to w mojej głowie. Że to ja sam, odlatując już, zostawiając na Ziemi dom i rodzinę, wymyśliłem te krzyki z oddali. Nie zamykałem oczu, raczej rozwarłem je tak szeroko, że nawet wtedy, w nocy, będąc w osiedlowym parku, moje białka lśniły nieskalaną bielą. Jak czysta kartka papieru. Zza chwiejących się drzew, moich światków przestępstwa, wyłoniła się tylko jedna postać, ale ja stałem jak wryty, ciągle przerażony. Widziałem ją kontem oka. Moje oczy namierzały coś zupełnie innego. Trupa, który właśnie mnie zabił.
Z sekundy na sekundę dochodziły do mnie kolejne bodźce. Czułem ciepły wietrzyk na moich mokrych policzkach, łagodny jak dziewczęca dłoń. Czułem twardy grunt pod nogami, ale nie mogłem nic więcej zrobić. Nie wiedziałem, co się dzieje.
Ciemna postać zza drzew dobiegła do nas bardzo szybko i rzuciła się jak zawodowy wrestlingowiec, podnoszą broń i spoglądając jednocześnie na mnie. W drugiej dłoni trzymał jakiś nieznany mi pistolet, który bez wątpienia był przed chwilą użyty. Z lufy wydobywał się jeszcze lekki dymek, jak z mojego papierosa przed całym incydentem. To był policjant. Wtedy pojąłem, co się wydarzyło.
-To…O KUR..To tylko pistolet na wodę!!!- powiedział przerażony tym co się stało, obserwując dokładnie Glocka- To tylko…-
-Żart- dokończyłem patrząc pusto przed siebie, z lodowato chłodnym tonem i niebywałym spokojem – to tylko… żart.

Data:

 19.01.09

Podpis:

 Daniel Night

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=50653

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl