DRUKUJ

 

Diament

Publikacja:

 08-01-09

Autor:

 krass
Diament urodził się 16 sierpnia 1977 roku we Wrocławiu. Rodzice nadali mu imię Diament, ponieważ zaraz po wyjęciu go z macicy zaczął się błyszczeć. Noworodek w ogóle był nieco odmienny od innych noworodków - ważył ponad 80 kilo, mierzył sobie 175 cm wzrostu i zaczynał lekko łysieć. Poza tym zamiast stóp miał racice. Rodzice pokochali go jednak szczerą miłością rodzicielską, bo po pierwsze byli jego rodzicami, a po drugie dostali kupę pieniędzy od mediów za możliwość sfotografowania bądź sfilmowania noworodka, a także za przeprowadzenie z nim wywiadu. Diament urodził się bowiem z w pełni wykształconym aparatem mowy i wysławiał się może nie doskonałą, słownikową polszczyzną, ale za to rzetelną, podwórkową łaciną. Oto co powiedział dziennikarzowi "Wiadomości Wrocławskich" zagadnięty o opieszałość władz miasta w kwestii wybudowania obwodnicy:

- Chuj im w dupy.

Trzeba jednak dodać, że Diament dopiero co wyszedł z macicy i nie bardzo orientował się w sprawach miasta.

Dwa tygodnie po swoich narodzinach chłopiec poszedł do szkoły. Niemal natychmiast okrzyknięto go genialnym dzieckiem, gdyż był na tyle inteligentny, że materiał z pierwszej klasy opanował w 8 dni, z czego 2 dni w zasadzie trzeba byłoby odjąć, gdyż Diament wagarował i pił niezbyt drogi alkohol z nowopoznanymi kolegami pod dworcem PKP.

Pod koniec listopada chłopiec był już magistrem, miał za sobą inicjację seksualną (z nowopoznaną koleżanką na ulicy Gwarnej) i udzielał się czynnie w grupie tanecznej Dolny Śląsk, gdzie tańczył z wigorem kujawiaka i krakowiaka, bo nie ma takiego tańca jak dolnoślązak albo wrocławiak. W przeddzień Gwiazdki Diament popełnił też nieświadomie swe pierwsze przestępstwo - niechcący zgwałcił swą rówieśniczkę i na dodatek ukradł jej wózek. Jako skrajnie nieletni (miał w końcu dopiero 4 miesiące) został jednak wypuszczony z aresztu, jednak zdecydowano się przydzielić mu kuratora, który zresztą kilka dni później w niewyjaśnionych okolicznościach zaginął.

Rok 1979 Diament rozpoczął z okropnym bólem głowy, gdyż w Sylwestra wypił wiele litrów szampana i wypalił wiele paczek papierosów. Świętował z kolegami i koleżankami z grupy tanecznej Dolny Śląsk, której zresztą przewodniczącym, a zarazem dyrygentem był niejaki Jan Solina-Morawiecki, znany z tego, że kilka lat później wytarł sobie pumeksem na plecach znak szatana i poszedł za to do piekła.

Jak Diament zaczął rok 1979, tak i go skończył - z okropnym bólem głowy. Nie dotrwał niestety do północy, gdyż pił wiele szampana od rana. W międzyczasie (mowa o początku i końcu roku 1979) Diament dochrapał się już stopnia doktora habilitowanego, opuścił zespół taneczny Dolny Sląsk i zaczął występować jako tancerz solowy pod pseudonimem Michał; niemal kompletnie wyłysiał i zapuścił sobie sarmackie wąsy. Zaczął też utykać na lewą nogę, gdyż w czerwcu spadł z wieży ciśnień przy ul. Wiśniowej, na którą wdrapał się w stanie nietrzeźwym w celu nieznanym i w wyniku upadku pękła mu racica.

Lata 1980 - 1992 Diament spędził w dżungli. Nie wiadomo jak się do niej dostał i co w tym czasie porabiał.

2 stycznia 1993 roku nasz bohater na powrót pojawił się we Wrocławiu. Miał 16 lat, lecz wyglądał na 52. Przestał utykać, gdyż podczas pobytu w dżungli musiała mu pęknąć druga racica - teraz obie miał pęknięte, więc i nie utykał, chodził jedynie wolniej i jakby nieco koślawo.

Rodzice Diamenta już dawno nie żyli. Zginęli w katastrofie kolejki linowej na Gubałówce w 1985. Grupa taneczna Dolny Śląsk rozwiązała się po tym jak jej lider, Jan Solina-Morawiecki trafił do czeluści piekielnych, a koledzy spod dworca i koleżanki z Gwarnej poumierali lub poszli odsiadywać dłuższe bądź krótsze wyroki w więzieniu. Tym sposobem Diament na początku 1993 roku poczuł się we Wrocławiu samotny i miał pełne prawo tak się poczuć. W przypływie smutku skoczył z Górki Partyzantów w celu popełnienia samobójstwa.

Czy w dżungli wydarzyło się coś, o czym nie wiemy? Oczywiście że tak, w końcu nic nie wiemy o tym, co wydarzyło się w dżungli poza domniemaniem, że Diamentowi pękła druga racica).

Diamenta znaleziono 22 stycznia 1993 roku w krzakach. Był nagi i całkowicie zamrożony. Gdy go rozmrożono, okazało się, że nie żyje.

I tu zaczyna się nasza historia.

Po ponownych narodzinach Diament nie był już tym samym starym, dobrym Diamentem. Prawdę mówiąc nawet nie miał na imię Diament, bo otrzymał od Boga zupełnie nowych rodziców, którym ani przez myśl nie przeszło, aby ochrzcić dziecko Diament. Nadali mu imię Wojciech, ale Diament w ogóle tym się nie przejął, gdyż wcale nie pamiętał, że był kiedyś Diamentem.

Żeby się nie pogubić, będziemy od teraz Diamenta nazywali Wojciechem.

A zatem Wojciech był zupełnie normalnym dzieckiem - regularnie srał w pieluchy, psuł klocki, zaczął mówić po skończeniu trzech lat, a dojrzałość płciową osiągnął w wieku lat czternastu. Wyglądał przeciętnie, uczył się przeciętnie, miał przeciętne zainteresowania i w ogóle był całkiem przeciętny.

Dopiero 22 października 2011 roku, dokładnie w dniu swoich 18-tych urodzin, w Wojciechu zaszła poważna zmiana. Wyrosła mu trzecia ręka.

I znów zaczęły się wywiady - telewizja, radio, prasa i tak dalej.

Ale Wojciech wcale nie pragnął sławy. W międzyczasie bowiem zakochał się, a wybranka jego serca zwykła mawiać "Sława ziemska jest jak wiatru wianie, co raz z tej strony, raz z owej załata", albo: "Szybko zdobyta sława jeszcze szybciej więdnie", lub też trochę bez sensu bez kontekstu "Sława demoralizuje także i płazy", i to na dodatek zanim Wojciech swą sławę osiągnął.

Niestety fakt wyrośnięcia trzeciej ręki nie przypadł lubej Wojciecha do gustu i zamierzała od niego odejść. Na szczęście jednak zanim to zrobiła, zginęła w wypadku samochodowym. Wojciech zdołał dotrzeć taksówką na miejsce wypadku akurat w chwili, gdy jego ukochana wypowiadała swe ostatnie słowa, które brzmiały "Tak, człowiek jest śmiertelny, ale to jeszcze pół biedy. Najgorsze, że to, iż jest śmiertelny, okazuje się niespodziewanie, w tym właśnie sęk!", bo kurewsko lubiła cytować znanych ludzi.

Zaraz po zakończeniu żałoby Wojciech postanowił iść na wojnę. I poszedł.

Nie powojował jednak długo, gdyż odłamek oderwał mu głowę i gdyby nie natychmiastowa pomoc lekarska, Wojciech niechybnie by umarł.

Niestety głowy nie udało się uratować, ale Bogu dzięki lekarze mieli co przyszyć na jej miejsce. Trzecia ręka Wojciecha do czego się przydała.

I to w zasadzie koniec, bo później w życiu Wojciecha nie działo się już raczej nic ciekawego. Przeszczep ręki w miejsce głowy nie przyjął się zbyt dobrze, w wyniku czego Wojciech zwariował.

Już jako wariat rzucał się z balkonu swego wariackiego domu dopóty, dopóki się całkiem nie zdematerializował. Gdy zmaterializowano go na powrót okazało się, że nie żyje.

I tu zaczyna się nasza historia.

I mógłbym tak do zajebania.

Data:

 dziś

Podpis:

 Krass

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=42631

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl