DRUKUJ

 

Oszukana przez siebie

Publikacja:

 08-01-03

Autor:

 Jane Doe
Spojrzała na niego, odwzajemniając radośnie uśmiech. Szybko podeszła do wysłużonego stolika, przy którym siedząc popijał markowe wino. Osiadając z gracją na antycznym krześle dotknęła opuszkami palców jego kolana.
- Przepraszam. – Mężczyzna był zamyślony.
- Co… a nic się nie stało.
- Zrobiłeś to? – Spytała przeglądając pospiesznie menu, uciekając od nurtującego ją pytania.
- Tak. Zadowolona?
- Nawet nie wiesz jak bardzo. Nareszcie uwolniłam się od tego człowieka. Dziękuje. – Odkładając jadłospis chwyciła go za dłonie.
- Nie dziękuj, tylko płać.
- No tak, nic się nie zmieniłeś. – Posmutniała wyciągnęła z skórzanej torebki książeczkę czekową i pióro. Wypisując kwitek na dziesięć tysięcy drżącą ręką położyła go na stole. – Oto twoja zapłata.
- Coś za coś skarbie. – Rzekł zadowolony.
- No, więc zacznijmy spokojnie kolacje.
- Dobrze. Chcesz może wina? Moje ulubione. – Kobieta kiwnęła głową a mężczyzna przywołał kelnera. Pracownik posłusznie wykonał jego polecenia. Już po kilku sekundach na środku dzielącego ich antyku stały czyste dwa kieliszki i wytrawne wino „Nabbir”.
- Ja poleje. – Odrzekł siedzący dżentelmen odprawiając kelnera.
- No proszę, proszę. – Powiedziała zafascynowana kobieta. - Jednak powiem ci, że drogo tu mają. Te wino pewnie majątek kosztuje.
- Nie ważne.
- Mam do ciebie małe pytanko. – Mężczyzna zagadkowo na nią spojrzał.
- Tak?
- Czy było łatwo…- Przerwała – Znaczy się, czy poszło zgodnie z planem? – Towarzysz sącząc wino zaczął się śmiać.
- Nie znasz mnie. Było bardzo łatwo.
- Naprawdę? Nieznajomy, nawet nie wiem jak masz na imię, nic o tobie nie wiem…
- A jak kazałem ci się do mnie zwracać? – Przerwał spokojnie nasłuchując ludzkich głosów rozchodzących się po pomieszczeniu. Może nawet próbował zrozumieć ich znaczenie i sens.
- Daj spokój. Forseti? Co to ma oznaczać? – Mężczyzna wyprostował się i ogarnął dłonią swoje długie włosy.
- Jeszcze dużo nie wiesz. Moja droga to Bóg Sprawiedliwości. – Kobieta zaśmiała się.
- Uważasz się za niego?
- Co za głupie pytanie. Nie nazywałbym się tak gdybym sądził, że nim nie jestem. – Odparł zirytowany. – Nie mam zamiaru o tym z tobą rozmawiać ani o mnie. Chcesz zjeść tą kolacje w spokoju czy nie?
- Oczywiście, że chce. Zamówmy coś. – Sięgając ręką po kartę dań w skupieniu wybierali potrawy.
W pełni pojedzeni siedzieli w ciszy przy stole spoglądając na grająca w oddali przy pianinie osobę. Znudzona kobieta zachwycała się grana melodią, a mężczyzna krążył wzrokiem po sali.
Gdy pieśń ucichła towarzyszka nieznajomego wstała.
- Dokąd to? – Spytał szperając dłońmi po kieszeniach garnituru.
- Wybacz muszę do łazienki.
Elegancko ubrana dama ruszyła w stronę ciemnego korytarza, przy czym jej amaretowa suknia zwinnie bujała się na boki, przyprawiając mężczyznę o zawrót głowy.
Osamotniony spoglądając na puste kieliszki wyciągnął dłonie z kieszeń. W jednej trzymał miniaturowych rozmiarów butelkę wypełnioną różowym proszkiem.
Przysuwając do siebie kieliszek nieobecnej, wsypał do niego całą zawartość flaszeczki.
Następnie napełnił je winem i zmieszał wszystko razem.
„Wspaniale” – Pomyślał.
Po chwili kobieta z świeżo nałożonym błyszczykiem na ustach usiadła na swoim miejscu, poprawiając długą suknię. Spostrzegając pełne kieliszki, na jej twarzy pojawił się grymas.
- Nie, dziękuje. Nie chcę już wina. – Oparła. – Za dużo jak na jeden wieczór.
- Wieczór dopiero się zaczyna. Proszę. – Podając jej naczynie, mężczyzna z uśmieszkiem spoglądał na towarzyszkę, która pełna niewiedzy niewinnie popijała wino.
Ciąg dalszy spotkania odbywał się dużo weselej. Nietrzeźwa kobieta, co chwilę wybuchała śmiechem z byle powodu, a udający pijanego towarzysz zmuszony był wyprowadzić ją z restauracji.
Pierwsza w nocy dawała się we znaki. Na ulicach było pełno jałmużników jak i mnóstwo młodych wyrzutków szukających przygody. Zapewne samotna dama, była by dla nich wygraną na loterii.
Jednak nieznajomy miał, co do niej inne plany.
- Odprowadzisz mnie? Wynajęłam niedaleko mieszkanie.
- Jasne. Prowadź. – Obydwoje kiwając się na boki szli ulicą, nie zwracając uwagi na trąbiące samochody. Mężczyzna trzymając towarzyszkę za ramię i uważnie się przyglądając otoczeniu, zabezpieczał ją przed upadkiem.
Po godzinie stanęli naprzeciwko wysokiego budynku.
- To tu. – Odparła.
Spoglądając mu głęboko w oczy, niespodziewanie pocałowała przystojnego nieznajomego. Ten nie protestował.
Razem weszli do budynku, i otworzyli drzwi do mieszkania nr.28. Kobieta poczuła się jak w niebie.
Jednak, gdy światła zgasły stanęła osamotniona na środku pokoju..
Opętała ją cisza, która była nie do zniesienia.
- Gdzie jesteś? – Zapytała, zwracając się do ciemnej otchłani. Nie było go. Choć była ledwie przytomna, zaniepokoiła się. Może poszedł sobie. Wykonał zadanie i odszedł. Może…
Nie.
Nagle z mroku wyłoniła się ciemna sylwetka i trzymając w ręku kuchenny nóż, który połyskiwał w blasku księżyca, podeszła do niej.
Następnie pchnęła nim bezbronną kobietę. Mocno, raz, drugi, trzeci i tak aż do jej upadku.
Zapominając o jej pięknie, niewinności, zdradzie, i niewiedzy… zabił.
- Jestem Bogiem! – Krzyknął.
Nagle z cienia znowu ktoś wyszedł, był to zadowolony niski mężczyzna. Odbijając się od światła, jakie przyniosła noc przypominał małe dziecko, ale nie był nim.
Spoglądając na denatkę leżącą w kałuży krwi powiedział:
- A byłaś taka dobra żoną Wiktorio…

Data:

 03-01-2008

Podpis:

 Jane Doe

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=42326

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl