DRUKUJ

 

Sen inny niz wszystkie...

Publikacja:

 07-12-25

Autor:

 Jane Doe
Ennabel, stała bezwładnie na środku pokoju, łapiąc ledwie oddech, by przeżyć te chwile strachu, gdy z mroku wyłoniły się sylwetki dwóch mężczyzn.
Biedna Ennabel, związana i niewinna uraniajac coraz to więcej łez prosiła Boga o pomoc, krzycząc w duszy przeraźliwe „ratunku”. Ciemność, ogarniała pomieszczenie, coraz to szybciej, coraz szybciej i szybciej, gdy kobieta opadła na ziemie, zamykając oczy.
„Ennabel, Ennabel, obudź się”, echo potężnego głosu zbudziło ją z zbawiennego snu. Poczuła jak zimny metal dotyka jej ciała, jak zimny chłód powietrza, bije ją po twarzy, poczuła dziwny zapach. Woń różanych perfum. Jej ulubionych perfum.
Zaczęła oglądać swoje obnażone ciało. Dostrzegła małą ranę z prawej strony brzucha, nie mogła jej jednak dotknąć, gdyż była przywiązana do wielkiego metalowego krzesła, a jej usta były zakneblowane.
Nagle dziwny powiew powietrza opanował atmosferę w pomieszczeniu, jakby ktoś otworzył drzwi od zewnątrz.
Ktoś wszedł. Bardzo cicho i ostrożnie. Zlękniona zamknęła oczy, nie wiedząc, co robić.
Zatrzymał się tuż za nią, gładząc ją po jej gładkim, różowy czole. Powstrzymywała się jak tylko mogła, aby nie ujawnić swojej przytomności.
- Wiem, że nie śpisz, otwórz oczy, Ennabel. – Ennabel, przestraszona jak nigdy, podniosła powoli powieki, żeby ujrzeć swojego oprawce.
Mój Boże, zęby jak u wampira, przeraźliwe kły, oczy jak u zmarłego, czarne jak noc, ciało białe jak ściana, jakby było puste od krwi, a jej rządne.
Stwór nie odrywał od niej wzroku ani na chwilę, tylko patrzył się i patrzył, doprowadzając kobietę do szału. Ubrany tylko w czarne spodnie, zaczął szeptać coś pod nosem. Coś niezrozumianego, dla Ennabel, ale coś przerażającego, jakby jakiś rytuał.
Wciąż, słyszała słowo, powtarzające się, co chwilę, „Xida, Xida”.
Pomieszczenie nabrało koloru błyskawicy, a zapach różanych perfum zniknął gdzieś w oddali, gdy zaczął wiać silny wiatr. Istota zaczęła krzyczeć, głośno, światło stało się oślepiające, dlatego Ennabel zamknęła ponownie oczy. Poczuła zimny, jak lód, dotyk dłoni na swoim brzuchu, przeszywający, przez całe ciało przeszedł ją dreszcz, jak i wszystko się uspokoiło.
Nastała ciemność, cisza, ciepło. Kobieta zdała sobie sprawę, że leży na swoim łóżku, w swoim mieszkaniu, i zupełnie sama.
Zdała sobie sprawę, że to był sen. Okropny i pełen strachu koszmar.
Zaświeciła światło, wszystko było tak jak zawsze, czerwona lampka koło łóżka, okno, za którym był widok na Sydney, i piękna lawendowa piżama, którą miała na sobie.
Słońce już wstało, piękny wschód słońca rozświetlił jej pokój, miasto znowu budziło się do życia.
Ennabel, zbudziła się już doszczętnie, i nie mając ochoty na dalszy sen.
Jak zawsze wzięła prysznic, ciepła woda ogrzała jej ciało, i obmyła ze snu, ale nie do końca. Kobieta poczuła lekki ból z prawej strony brzucha, odruchowo popatrzyła się tam i nie wierząc samej sobie spostrzegła te samą ranę. Taką samą i upadając na podłogę zaczęła się modlić.

Jej koniec był bliski…

Data:

 25-12-2007

Podpis:

 Jane Doe

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=42100

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl