DRUKUJ

 

Królestwo słońca-znajomość...

Publikacja:

 07-11-02

Autor:

 Domelek
Z moimi szesnastymi urodzinami stałem się mężczyzną.Ja uważałem sie za takiego od zawsze ale wszyscy twierdzili ,że jestem poprostu malutkim Angelusikiem.Ale zaczynając od początku.Przyszedłem na świat w najgorszym momencie.Jako ,że zastałem już dwóch braci i siostre.A najmłodszy z rodzeństwa nie miał żadnych szans na objęcie tronu.Mój ojciec rządził tak zwaną Norgią.Królestwem wspaniałym które rozciągało się od gór Rezee aż po mroczne lasy Kwaziti które zamieszkiwały drowy czyli poprostu mroczne elfy.Było to ogromne imperium a Norgowie lub jak to nazywano nas barbarzyńcy znani byli jako najwspanialsi wojownicy świata.Jednak aktualny król Bermut Niepokonany nie lubił wojen choć jeszcze żadnej nie przegrał.Ponadto byłem jedynym który został urodzony przez inną kobiete niż pozostałe rodzeństwo gdyż ojciec kochał wiele dziewek.Syzos mój starszy brat wyuczony został na poczytnego dyplomate ale nie stronił się od łuku i strzał.Belana ma siostra została w młodym wieku oddana pod skrzydła kapłanek by służyć Gochmowi jednemu z pięciu naszych bóstw i wytrawnie posługiwała się magią ziemii ,wody i powietrza.Dlatego nie lubiłem przebywać w jej towarzystwie jako ,że robiła mi różne magiczne psikusy.Yux najstarszy z nas od początku uczono go wszystkiego co potrafić musi król.Wiedział ,że to on obejmie calutką Norgię w posiadanie i strasznie się tym pawił.Tak jak swymi umiejętnościami fechtunku.Gdy miał na sobie zbroje w dłoniach tarcze i miecz był praktycznie nie pokonany.Mną sie nigdy zbytnio nie przejmowano ale ,że jestem księciem musiałem choć jedną bronia posługiwać sie biegle.Skoro w rodzinie był już mistrz fechtunku i doskonały łucznik skierowali mnie do mistrza toporów Fedyna i choć rozumieliśmy sie doskonale nauka nieszła mi zbyt dobrze.Nikt sie tym nie przejął i wysłano mnie do krasnoludzkiego klanu młota gdzie jak nazwa wskazuje uczyłem się wymachiwać młotami.Był tam człowiek który pokazał mi co to oznacza trzymać w ręce miecz i choć nie porównywałem się z Yuxem podstawy znałem.Dowódca straży w naszym pałacu wyuczył mnie na pikiniera i halabardnika a spotkany kusznik pokazał jak obsługiwać jego broń.Wekiery,buławy, włócznie, sejmitary, maczugi czy cepy bojowe były mi znane choć nie lubiane.Skończyło sie na tym ,żę potrafiłem walczyć każdą bronią ale nie biegle.Więc gdy miałem czternaście wiosen zwróciłem się do ojca z prośba o nauczanie magii ognia co w Norgii była uznawane za najgorszą zdrade jako ,żę wtym królestwie magowie ognia nie byli mile widziani musiałem spróbować u ojca który jako jeden z nielicznych znał się na tym dziedzinie magii.Przez co zostałem skazany na rok bez możliwości wychodzenia z pałacu.Zająłem się szukaniem czego popadło o tym żywiole w naszej biblotece.Pewnego dnia ojciec oznajmił ,że schwytano jednego z najpotężniejszych magów ognia Alimatiasa.Wybrałem się więc do lochów i poprosiłem o widzenie z więźniem. Strażnicy nie mogli mi odmówić.Poprosiłem go o nauke a on dowiedziawszy się kim jestem począł co dzień mnie nauczać praktycznej magi ognia.Trzeciego tygodnia o tym procedensie dowiedział się mój ojciec i uśmiercił maga przy pomocy jego przyjaciela arcymaga Kesketa.Tak doszedłem do wieku lat szesnastu gdzie wybrałem się na polowanie co było tylko pretekstem bo liczyłem na spotkanie z orkami.Chciałem powymachiwać troche mieczem i toporem bo to stały sie moje ulubione bronie.
Zgubiłem towarzyszy w lesie i położyłem się na polance nad wąwozem skąd miałem widok na idącą tamtędy droge.Ujrzałem czteroosobową bande orków któremu towarzyszył wielki ogr więc wolałem ich nie zaczynać.Rozsiedli się na drodze.Wtedy z lasu wyjechała jakaś zakapturzona postać na wspaniałym złotym koniu.Biegły za nią dwa trole trzymające wyrwane konary drzew.Wiadomo ,żę choćby tajemniczy jeździec był wspaniałym wojownikiem miał niemałe kłopoty.Zdjąłem płaszcz, dobyłym mojej już wgniecionej żelaznej tarczy i miecza który mi zrobił miejscowy kowal. Korpus ochraniała mi ćwiekowana zbroja skórzana.Tak przygotowany wziąłem rozpęd i skoczyłem by akurat móc wbić ostrze mego miecza w głowe ogra.Niestety tym samym straciłem mą broń.Upadłem na podłoge ale w pore wstałem.Wyjąłem topór i spostrzegłem ,żę zbliżają się trolle w całej swojej okazałości.Taa, wojownik właśnie zarżnął ostatniego orka.Ale to nie był mężczyzna tylko zajebiście piękna rudowłosa pół-elfka.Cały jej rynsztunek był czerwony z znakiem złotej komety.Na głowie miała wspaniały hełm z pióropuszem który dopasowywał się do okrągłej tarczy także z symbolem.Ale największe wrażenie robił wspaniały miecz który emanował gorącem i dosłownie palił się do walki.Już go gdzieś widziałem ale gdzie tego nie pamiętam.
-Słoneczna-zawołałem bo tak mówiono na rycerzy Królewstwa Słońca
Ona spojrzała się najpierw na mnie a potem na szarżujące trolle.Wbiła swój miecz w ziemie i stworzyła w ręce ognistą kule.Ja pozbyłem się tarczy i zrobiłem to co ona.Uderzyliśmy pociskiem w tym samym momencie.Każdy w innego przeciwnika.Jej odleciał na jakieś dwadzieścia metrów i się nie ruszał.Za to mój tylko na chwile się zatrzymał i ruszył z jeszcze większym impetem widać troche się zdenerwował.Nie było czasu na ponowne zaklęcie więc złapałem za tarcze i ruszyłem na wroga.Stanąłem w pozycji bojowej.Troll sie zamachnął i z ogromną mocą uderzył w mą tarcze która rozsypała się w wiór.Przeczołgałem się pomiędzy jego nogami i wbiłem swój topór w plecy monstra.
Stwór padł i nastała błoga cisza.Zdjąłem z pleców skórzany wór i zacząłem odrąbywać głowy stworom i wkładać je w niego.
-Kim jesteś?-spytała piękna wojowniczka
-Nikim ,zwykłym łowcą-odpowiedziałem z spokojem jako ,że miałem zamiar pobawić się w kotka i myszke.
-Dziwny zatem to kraj gdzie łowczy włada mieczem i toporem jak wytrawny rycerz a do tego para się magią ognia co jak słyszałam jest tu zabronione?-powiedzaiła z przekąsem
-Nie jest więc to miejsce dla słonecznej-przerwałem bo przypomniało mi się gdzie widziałem ten miecz, na portrecie króla Nasrudina władcy Królewstwa słońca-tym bardziej ,że jest ona księżniczką-powiedziałem dumny z swojej wiedzy.
-Przybywam z poselstwem do Bermuta Niepokonanego-powiedziała wyniośle
-No to ruszamy do pałacu-powiedzaiałem zwykłym tonem
-Znasz drogę do królewskiego domostwa?-spytała zarozumiale
-Musisz mi zaufać-powiedziałem z uśmiechem
Nic już nie odpowiedziała, tylko gwizdneła i w odpowiedzi przybiegł jej koń.
-Księżniczko nic Ci nie jest?-spytała czule swego rumaka który odpowiedział jej rżeniem
Zarzuciłem torbę na plecy i ruszyłem drogą przed siebie.Po jakimś czasie odezwała się słodkim i ciepłym głosem.
-Pomogłeś mi, teraz służusz jako przewodnik a ja niewiem nawet jak Cie zwą.
-Jestem Angelus a ty zapewne jesteś Ke'ree?-odpowiedziałem i spytałem.
-Tak, dużo wiesz jak na łowce-powiedziała z zadumą ale ja nie odpowiedziałem bo już doszliśmy do pałacu.
-A gdzie mury, forteca, fosy i zbrojni?-spytała przy czym wyglądała jakby jej odebrano marzenia.
-Żyjemy w czasach pokoju na co nam fortyfikacje-spytałem też zdziwiony ale nie czekałem na odpowiedz i poszedłem do strażnika.
-Angelus, martwiliśmy się o Ciebie twój ojciec chce cie widzieć-powiedział kapitan straży
Razem z Ke'ree weszliśmy do pałacu i wkroczyliśmy do salonu gdzie mój ojciec siedział z dwiema żonkami.
-Synu czemu znów uciekłeś od myśliwych, przecież mieliście polować!-wykrzyczał ale widać ,że jeszcae nie skończył-a to kolejna dziewczyna widać nigdy sie nie nauczysz-stwierdził a księżniczka spojrzała się na mnie zdziwiona.
-Byłem na polowaniu i patrz co szwęda się po twoim wspaniałym pokojowym królestwie-odpowiedzialem i rzuciłem mu pod nogi torbe z głowami które sie z niej wysypały.W tym czasie weszli moji bracia i ma siostra.
-Co tu się dzieje?-spytała Belana-Angelusik znowu coś przeskrobał i trzeba go usunąć?-po tym pytaniu rzuciła na mnie zaklęcie podmuchu ale zdążyłem wyczarować ognistą tarcze która mnie ochroniła.Wszyscy patrzyli na mnie z zdumieniem no może poza wojowniczką światła.
-Głowy stworów, magiczne popisy i księżniczka słonecznych w moim pałacu niech mi to ktoś wytłumaczy-krzyknął ,że aż wszyscy się wzdrygneli.Po tym wystąpiła moja towarzyszka.
-Jestem Ke'ree i przychodze prosić o sojusz z Norgią-powiedziała dumnie
-Nic poza zawieszeniem broni nie czeka was z strony naszego imperium-poinformował Syzos jako ,że był króelwskim dyplomatą.Nigdy ojciec nie powiedział mi co jest tak starsznego w ogniu ,że tak nienawidzą tego żywiołu.
-Jednak w obliczu nowego zagrożenia...-ale nie zdążyła skończyć bo przerwał jej Yux
-Nie ma zagrożenia z żadnej strony, jedynej wrogości możemy spodziewać się po was a przychodzicie w pokoju-wydukał
-Wielki Bermucie Niepokonany-zwróciła się do mego ojca-twój syn przyniósł ci dowody-wskazała na posadzke i wszyscy się tam spojrzeli-które jasno wskazują ,że orki, ogry czy choćby trole za nic sobie mają twoje ziemie i twe prawa.-skończyła wyniośle
-Angelusie czy te stwory zaatakowły bez przyczyny?-zwrócił się do mnie
-Nie, no pewnie głodne były-powiedziałem z uśmiechem
-Yuxie szykuj wojsko, rozporządz nabór i wyślij poselstwo do minotaurów-a teraz zwrócił się do córki-Belano przyszykuj wszystko do przeprowadzki do Manu-Ar-skończył
-A ja pewnie mam się udać do Królewstwa słońca i całą sprawę dokładnie zbadać-spytał Syzos
-Nie ty udasz się do Krasnoludów i poprosisz o wsparcie wojskowe, jeśli wszystkie stwory połączą się to nasza armia nie wystarczy-stwierdził
-Księżniczko udasz się do swego ojca i powiesz ,że jesteśmy gotowi na sojusz, Angelus będzie ci towarzyszył-spojrzał się na mnie i się uśmiechnął co mu odwzajemniłem-mam nadzieje ,że drowy i mroczne krasnoludy pozostaną obojętne na tą wojne!-powiedział z przekonaniem
-Niestety ,jeśli uruchomi się system sojuszy to nie przyjdzie nam tylko walczyć z potworasami ale także z ciemnymi elfami i złymi krasnoludami a tydzień temu na nasz odział napadły hordy nieumarłych którzy już zaczeli żniwa na naszych ziemiach-skończyła widać ,że ją to przerażało.
-Tak więc wszyscy musimy połączyć siły, jeśli Argus Nekromanta zaatakuje całą armia pozostanie nam tylko chować się w zamkach-skończył
Tak nekromanta o którym wspomniał mój ojca nie znał strachu, nie miał sumienia i najgorsze jest to ,że pragnął podbić wszystkie ziemie.Kiedyś już mój ojciec stanął naprzeciw jego armi i pokonał ja tylko dzięki użycia smoków.
-Angelusie dostajesz trudną misję jak na swój wiek ale licze ,żę sprostasz dlatego postanowiłem sprawić ci prezent który znajdziesz u siebie w pokoju-powiedział z dumą ,po tym geście już nikt się nie odzywał.Służąca odprowadziła Ke'ree do stajni gdzie zajęto się jej koniem.Ja pomknąłem do swego lokum gdzie obok mego łoża stała dziwna czarna skrzynia.Na której widniał dziwny symbol głowy wilka wychylającej się z ognia.Nigdy w życiu nie widziałem tego znaku a lubowałem sie w ikonografii.To musiał być strasznie stary symbol.
-Co to jest-pomyślałem w duchu i na nic nie czekajać podniosłem wieko kufra.
Na wierzchu spoczywała czarna kolczuga którą założyłem na siebie.Potem mym oczom ukazała się dziwna zbroja calutka czarna która po założeniu nie krępowała ruchów.Prawdopodobnie była to jakaś odmiana mithrilu z czego zrobione były także rękawice i buty.Dalej czarna trójkątna tarcza z znakiem ognistego wilka przykrywająca dziwne zawiniątko.Czyli czarny płaszcz który ukrywał miecz.Zaiste wyjątkową broń której rękojeść wyglądała jakby wyciągnięto ją z czarnej czeluści.Zezłacana na szczycie i dole.Symbol wilka w płomieniach które oplatały rękojeść aż do klingi.Ostrze długie jednak nierówne i ząbkowane by u dołu skończyć się dziwnym rozcięcie.Zapewne musiałem się do niej przyzwyczaić.Intuicja mówiła mi ,że nazywa się ono Skowyt jakby było dla mnie stworzone.U dołu skrzyni leżał czarny medalion a na nim iniciały W.N i A.N coś mi mówiło ,żę ten drugi to moje tym bardziej było to dziwne bo nie posiadałem jeszcze przydomku.
W pełnym rynsztunku okryty czarnym płaszczem z klamrą ognistego wilka wyszedłem na podmurze gdzie czekała na mnie Ke'ree i dziwny człowiek z niesamowicie wielkim przerażającym czarnym koniem.
-Panie-zwrócił sie do mnie-to druga część prezentu, twój nowy wierzchowiec-powiedział ochrypłym głosem
-Ale ja wole Orła to na nim zawsze jeżdze-zdenerwowałem się
-Tak ale od dzisiaj to na wilku będzie pan przemierzł krainy-oddał mi lejce i odszedł
Wsiadłem więc na konia i ruszyłem nie patrząc za księżniczką.Kilka dni i nocy podróżowaliśmy nie odzywając się do siebie.I to ona przerwała milczenie.
-Czemu nie wyjawiłeś mi pozycji jaką posiadasz.-spytała bezpośrednio
-Nie chciałem byś oceniała mnie po urodzeniu-odpowiedziałem bez przekonania
-Nie miałam zamiaru,i tak sądze ,że jesteś nadętym bufonem ale teraz lepiej ubranym-obaj wybuchneliśmy śmiechem i poczułem ,że ta podróż będzie najlepszą rzeczą jaką w swoim życiu udało mi się przeżyć...

Data:

 2004

Podpis:

 Domelek

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=39993

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl