DRUKUJ

 

Intryga

Publikacja:

 07-10-28

Autor:

 *Jazon*
W maleńkiej celi obskurnego lochu leżał na sienniku pewien mężczyzna. Jego ciało było potwornie okaleczone. Stopy przypominały strzępy mięsa zaś na klatce piersiowej widniały głębokie rany. Mężczyzna wpatrywał się w ścianę obserwując jednocześnie czerwone ogniki pojawiające się tuż przed oczami. Wiedział, że są one wynikiem nieustającego bólu. Każdy oddech przypominał mu o własnym ciele, które w ostatnich dniach stało się straszliwym brzemieniem.
Więzień usłyszał chrobot klucza w zamku. Wiedział, że już za chwilę znów spotka się ze swoim katem. Starał się nie patrzeć w stronę wejścia, chciał odegnać ten koszmar, ale daremnie. Znów spoglądał w te martwe, czarne oczy, w tę pociągłą twarz demona w ludzkiej skórze.
Oprawca zawsze witał go tymi samymi słowami. Nie inaczej było i tym razem.

- Bonjour Pierre. Comment vas- tu? ( Dzień dobry Pierre. Jak się czujesz?)

- Que le diable te patafiole ( Idź do diabła)- westchnął skazaniec.

- Zadziwiające.- W głosie kata słychać było autentyczne zdumienie.- Ile jeszcze w tobie energii i zapału. Powiedz mi, czy ból zgasił w tobie chęć do życia czy tylko ją wzmocnił?
Więzień znów poczuł na sobie to chore, pełne fascynacji spojrzenie. Towarzyszyło mu podczas każdej tortury.

- Pierre?- odezwał się ponownie oprawca.

- Tak Jean?

- Zabiję cię jeśli nie powiesz mi tego czego chcę.
Mężczyzna przekręcił się na sienniku by lepiej przyjrzeć się swojemu przeciwnikowi.

- Tak, wiem o tym.

- Dlaczego tak kurczowo trzymasz się starego porządku? Nie widzisz, że monarchia to już przeżytek? W dzisiejszych czasach królom odcina się głowy. Przestań służyć komuś kto jutro może zginąć.

- Wiesz, ten tekst powtarzali chyba wszyscy tchórze i zdrajcy w historii.

- Możliwe.- Jean uśmiechną się mimowolnie- Nie zmienia to jednak faktu, że co pewien czas następują radykalne zmiany a ci którzy się do nich nie dostosowują giną w potwornych męczarniach. Obecna sytuacja polityczna......

- Nie rozmawiajmy o polityce- przerwał gniewnie Pierre- Dobrze wiem, że cię ona nie obchodzi. Jesteś tylko narzędziem, więc daruj sobie te morały.

Oprawca westchnął z zadumą i kucnął naprzeciwko więźnia. Jego wzrok stał się rozedrgany.
- Wiesz jakie jest najgorsze uczucie jakim może cię obdarzyć inny człowiek? Większość powie, że nienawiść, ale to nie prawda. Najgorsza jest litość. A zaraz za nią pogarda. Tak. Muszę ci się do czegoś przyznać.

- O czym ty mówisz?- zdziwił się Pierre.

- Była...... pewna kobieta.- Jean zacisną pięści by ukryć drżenie rąk.- Wydaje mi się, że byłem w niej zakochany- roześmiał się niepewnie.- Te wszystkie lata wstecz. Ona była dla mnie dobra. Nawet bardzo, tak. Ale pewnego dnia gdy powiedziałem jej co czuję......Boże, wiesz co ona zrobiła? Pokręciła głową, pogłaskała mnie po policzku i odeszła. Jej oczy cały czas się śmiały. Tak. Ciągle się uśmiechała.

- Rozumiem.- Pierre nie chciał zdenerwować swojego oprawcy. Jeszcze nigdy nie widział go w takim stanie.

- O tutaj.- Pięść Jeana wystrzeliła z wielką szybkością i uderzyła więźnia w splot słoneczny. Mężczyzna skulił się w kłębek starając się złapać oddech.- Właśnie tutaj. Tutaj wbiłem jej sztylet następnego dnia. I wiesz co? Przestała się uśmiechać. Spojrzała na mnie lepiej.

- Co......co?

- Powiedziałem ci coś o czym jeszcze nikomu nie mówiłem.- Kat przybliżył twarz do twarzy więźnia- Nikt o tym do tej pory nie wiedział. Zaczynałem cię już lubić Pierre. Nie jesteś jak inni skazańcy.

- Nienawidzę cię!

- Tak, wiem! Teraz ja też mam powód żeby ciebie nienawidzić. Przysięgam ci. Jeśli nie wyjawisz mi swojej tajemnicy tak jak ja wyjawiłem ci swoją to będę cię kroił na kawałki. Pozbawię cię wszystkich kończyn, wypalę oczy i odetnę uszy. Będę zwlekał z twoją egzekucją tak długo aż w każdej twojej ranie nie zalęgną się robaki. Prędzej tu żywcem zgnijesz niż pozwolę byś poszedł pod gilotynę!

- Posłuchaj.- Pierre starał się wyrównać oddech i nie poddać się ogarniającej go panice- Nie obchodzą mnie twoje problemy. Ja...

- Ty kupo gówna!- W oczach kata pojawiły się łzy- Ty żałosna kupo gówna!
Jean okręcił się na pięcie i opuścił celę. Skazaniec długo wpatrywał się w zamknięte drzwi. Od początku wiedział, że ma do czynienia z psychopatą. Teraz okazało się, że jego kat jest jeszcze niestabilny i niedojrzały emocjonalnie. Pierre długo rozmyślał o przeprowadzonej rozmowie. Nie chciał tego przed sobą przyznać ale bał się nadchodzących chwil. Czuł, że nie zniesie kolejnych tortur. Na samą myśl o bólu robiło mu się niedobrze. Niczego tak nie pragnął jak śmierci. Wiedział jednak, że jego oprawca nie da mu lekko zejść z tego świata, zwłaszcza teraz, kiedy poznał jego sekret. Nagle, uderzyła go pewna myśl. Wiedział, że minie wiele czasu zanim Jean pozbiera się do kupy i znowu zacznie z nim rozmawiać ale nie mógł się już doczekać kolejnej wizyty kata. W sercu czuł tak silne emocje, że gdyby mógł, to wstałby i zaczął gorączkowo krążyć po celi.
Mijały kolejne godziny. Przez klapę w drzwiach podano mu miskę jakiejś szarej breji. Nie czuł głodu, a zresztą tym gównem nie można by nakarmić nawet psa. W końcu usłyszał chrobot klucza w zamku. Tym razem nie bał się spojrzeć w stronę otwierających się powoli drzwi.

- Bonjour Pierre- powitał go znajomy głos- Comment....

- Jak się nazywała ta kobieta, którą zabiłeś?

- Cho cho zaczynamy bredzić co?- Jean spojrzał wymownie w stronę strażnika stojącego przed celą i pośpiesznie zamknął drzwi.- Co ci do tego jeśli wolno wiedzieć?

- Po prostu powiedz- wycedził Pierre.- Jak się nazywała?

- Skoro musisz wiedzieć.- Oprawca wzruszył ramionami- Francoise de la Croix.

Więzień z trudem złapał oddech.
- Ty sukinsynu. Francoise była moją przyrodnią siostrą. Ty....ty ją zabiłeś.

- Och, daj spokój.- Jean z trudem ukrywał rozbawienie.- Naprawdę myślisz, że w to uwierzę?


- Uwierzysz kiedy pójdziesz na ławę kurwi synu!- ryknął skazaniec- Przysięgam, że zanim odejdę to pociągnę cię za sobą.

- A kto powiedział, że ty odejdziesz? Będziesz jeszcze dłuuuuuuuugo żył. Zobaczysz.

- Zapłacisz mi za jej śmierć. Sędziowie się o tym dowiedzą i ciebie też będą kroić.

- Skończ już z tym- prychnął gniewnie kat.- Francoise nigdy mi nie mówiła o żadnym przyrodnim bracie. A jeśli chodzi o nią......Jak wyglądała? Blondynka? Brunetka? Wysoka? Niska?

Pierre spluną w kąt celi.
- Nie będę ci nic mówił. Wkrótce sam się o wszystkim przekonasz.

Jean wybuchną śmiechem.
- C’est magnifique!- Nawet jeśli te twoje brednie to prawda to co masz niby zamiar zrobić? Zaprosić do swojej maleńkiej celi jednego z sędziów? Na pewno tu przyjdzie i uwierzy w każde twoje słówko.- Kat uśmiechnął się upiornie po czym otworzył drzwi celi – Zawołam strażników by przenieśli cię do pokoju przesłuchać. Czeka nas cięęęęęęęężka praca.
Pierrowi pozostała jedynie rezygnacja. Rezygnacja i maleńka iskierka nadziei która zapaliła się niedługo po usłyszeniu tajemnicy Jeana. Skazaniec miał nadzieję, że to ostatni raz ciągną go na tortury.

*****************************************************

Pierre był oczywiście świadom tego, że tortury zostały oficjalnie zakazane dwa lata temu. Oczywiście, dla niego zrobiono wyjątek. Biorąc pod uwagę informacje które skrywał nikogo to nie dziwiło. Tym razem, jednak było inaczej.
Pierre aż trzy razy stracił przytomność. Jeżeli wcześniej Jean był bezlitosny to teraz był nieludzki. Widać było, że po prostu chciał zadać ból swojemu więźniowi, nie bawił się nawet w zadawanie pytań. Skazaniec nie pamiętał ostatniej części przesłuchania i drogi powrotnej do celi. Gdy wylano mu na jądra płynną siarkę ból był tak wielki, że coś w nim pękło. Przez krótką chwilę chciał już im wszystko powiedzieć ale teraz był już pewny, że nic by to nie dało. Jean po prostu się na nim wyżywał widząc w nim twarz swojej utraconej miłości. Gdy po wielu godzinach wrzucono go z powrotem do maleńkiej celi skulił się w kłębek i leżał tak, osowiały chyba aż do świtu. Nauczył się odmierzać czas za pomocą własnego żołądka. Ucieszył się, że jest jeszcze w stanie odczuwać głód. Był jednak pewien, że na następnym przesłuchaniu wszystko im powie. Dlatego właśnie niezwykle ważne było by nie doszło do kolejnego..............

*****************************************************

Jean Lambert Tallien z niesmakiem popatrzył na swoją białą perukę. Z pewnością widywała już lepsze czasy. Westchnął i rozejrzał się po swojej komnacie. Skromny wystrój pokoju, czerstwy chleb i kawałek sera leżące na stole sprawiły, że zatęsknił do swojej rezydencji w Bordeaux. Gdy wezwano go do stolicy sądził, że sprawy potoczą lepiej. Sądził, że zarobi dużo więcej. Mężczyzna zaczął się rozbierać do snu gdy wtem zauważył rdzawą plamę na lewym mankiecie.

- Ach ten Pierre- pomyślał z przekąsem.- Ileż on sprawia kłopotów.

Rozmyślania Jeana przerwało ciche pukanie do drzwi.
- Wejść!- rozkazał władczym tonem.
Drzwi uchyliły się ukazując młodą twarz przerażonego strażnika.

- P..panie komisarzu- wydukał- Monsieur de Saint-Just wzywa.

- Znam drogę.- Tallien wzruszył ramionami- Możesz odejść.
Po odprawieniu strażnika mężczyzna zasępił się. Nie chciał nawet o tym myśleć ale bał się tego Saint-Justa bardziej nawet niż strażnik bał się jego. Antoine Louis Léon de Richebourg de Saint-Just (bo tak brzmiało jego pełne imię) był tym czego Tallien nienawidził najbardziej- pomylonym idealistą. On naprawdę wierzył w te wszystkie przesłanki rewolucji i ideały wolności. Jean wiedział doskonale, że te wszystkie niepokoje we Francji (chociaż słowo niepokoje jest chyba zbyt lekkie) były przede wszystkim świetną okazją do zarobienia. Oczywiście, nigdy nikomu nie zwierzał się z tych refleksji.
Mężczyzna popatrzył w stronę lustra i z rozbawieniem uznał, że jego głowa o wiele bardziej pasuje do szyi niż do wiklinowego koszyka stojącego pod gilotyną. Przyjrzał się uważnie swojej twarzy. Zawsze ją lubił ze względu na bijącą w oczy szlachetność. Podłużny nos, małe usta i ciemne oczy nadawały jej poważny wyraz. Był przystojny ale w przeciwieństwie do Saint-Justa nie wyglądał przy tym na gówniarza.
Komisarz westchnął ostatni raz, włożył perukę i kaftan i nie patrząc już w swoje odbicie pośpiesznie opuścił pokój. W drodze do sali spotkań rozmyślał o swoim więźniu. Bał się, że Pierre może nie przeżyć następnego przesłuchania. To z pewnością rozzłościłoby samego Robespierre’a. A tego z pewnością nie chciał robić.
Jean zauważył, że drzwi prowadzące do sali spotkań są na wpół otwarte. Już miał wyciągnąć rękę i wejść do środka gdy nagle usłyszał coś co sprawiło, że serce podeszło mu do gardła.

- Francoise de la Croix?

- Tak. Ponoć jego przyrodnia siostra.

- Trzeba będzie dokładnie to sprawdzić.- bezbłędnie rozpoznał piskliwy głos Saint- Justa.
Tallien uznał, że nie może ( a nawet nie chce ) wysłuchiwać dalszej części tej rozmowy po czym niepewnie wszedł do środka.

- Jean!- Antoine de Saint-Just wyglądał na zniecierpliwionego- Nareszcie jesteś. Usiądź z nami. Musimy porozmawiać.
W niewielkiej sali oprócz Saint Justa siedział jeszcze Jacques Misthral z ugrupowania żyrondystów i jeszcze jeden mężczyzna którego Jean nie znał.

- Och pozwolisz, że przedstawię- odezwał się gospodarz wskazując na tajemniczego mężczyznę- Mój bliski przyjaciel Georges Couthon.
- Wybacz mi, że nie wstanę, ale mój stan zmusza mnie do siedzenia na tym foteliku.
Jean spojrzał przelotnie na dziwny fotel z kółkami po czym podał mężczyźnie rękę. Zawsze uważał, że kaleki nie powinny mieszać się do polityki ale nauczył się już zachowywać swoje opinie dla siebie.

- Bardzo mi miło- bąknął tylko.

- Pana Misthrala już znasz- przypomniał Saint- Just.
Tallien spojrzał z pogardą na łysiejącego mężczyznę.

- Owszem znam, ale wciąż nie mogę zrozumieć co tu robi ten żyrondysta.

- Proszę się nie martwić panie Tallien- odezwał się Misthral- Ja również głosowałem za śmiercią króla.

- Wszyscy tu nienawidzimy obywatela w koronie- dobitnie stwierdził Antoine- Co sprowadza nas do tematu tego spotkania. Słyszałem, że twoje postępy są.....niezadowalające.

- Zapewniam, że wszystko idzie zgodnie z planem- Jean nie mógł zapomnieć podsłuchanej przed chwilą rozmowy- Więzień już zaczął wyjawiać pewne.......fakty.

- Wyglądasz na zdenerwowanego Jean.- Mithral uniósł brwi- Czy wszystko w porządku?

- Tak. Jak najbardziej.

- Rzecz w tym, że właśnie nic nie jest w porządku- Saint-Just porzucił swój beztroski ton- Jutro mamy już 20 stycznia. Dwa dni temu skazaliśmy króla na śmierć i wciąż nie możemy go odnaleźć. Jeśli nie uda ci się wydobyć tych informacji.....

- Jeśli paryżanie dowiedzą się o tym, że król nam uciekł- wszedł mu w słowo Couthon.- To zrobi się tu taki burdel jakiego jeszcze świat nie widział. Wszystko co Francja przeżyła do tej pory będzie niczym w porównaniu z tym. Lud CHCE jego śmierci.

- Nie moja wina, że umieściliście go tam gdzie spędził większość życia. Przecież to było jasne, że w końcu ucieknie. Od ilu miesięcy on tam siedzi? Od sierpnia?

- Rezydencja Temple była idealnie chroniona. Król musiał mieć pomoc z zewnątrz.

- Kończy nam się czas- syknął Saint- Just spoglądając wściekle na Jeana- Już niedługo ludzie zaczną zadawać pytanie. Musisz się dowiedzieć gdzie on jest, Tallien.
Mężczyznę jeszcze raz uderzyła dziecinność twarzy Saint- Justa. Aż trudno było uwierzyć, że ten człowiek będąc najbliższym współpracownikiem Robespierra trzęsie całą Francją.

- Zapewniam, że już niedługo uzyskam wszystkie potrzebne informacje.

- Zatrudniliśmy cię do tego zadania ze względu na twoją reputację- odezwał się Misthral- W Bordeaux mówiono, że lubiłeś osobiście zajmować się więźniami zwalniając z tego obowiązku katów. Wiemy też, że udało ci się już kiedyś uzyskać od więźniów użyteczne zeznania. Rzuć okiem na nowe informacje, które znaleźliśmy na temat twojego podopiecznego- Mężczyzna zgarną część leżących na stole dokumentów- Jego przyrodnią siostrą była Francoise de la Croix. Nigdy nie wyjaśniono przyczyn jej śmierci. Jej zwłoki znaleziono na brzegu Sekwany. Miała jedną ranę.....

- Co to ma wspólnego ze sprawą?- warknął gniewnie Jean.

- Pomyślałem tylko, że przyda ci się trochę lepiej go poznać. Wiesz, jak to mówią.....
Komisarz wyrwał papiery z rąk żyrondysty i bez słowa opuścił salę.

- Wszystko idzie zgodnie z planem- rzucił jeszcze przez ramię.

*****************************************************

Jean Tallien długo nie mógł zasnąć. Przebadał dokładnie dokumenty i choć nie mógł w to uwierzyć wszystko się w nich zgadzało. Od nadmiaru emocji nie mógł usiedzieć w jednym miejscu, a co dopiero położyć się spać.
- Nie masz pojęcia w co się pakujesz- pomyślał mściwie, wywołując przed oczami obraz umęczonego Pierra.

*****************************************************

Pierre usłyszał cichutkie pukanie do drzwi długo po tym gdy stracił już nadzieję na kolejne spotkanie.

- I jak tam?- szepnął w stronę źródła hałasu.

- Wszystko idzie zgodnie z planem.- Znajomy głos przyniósł mu otuchę.- Zareagował dokładnie tak jak przewidziałeś. Myślę, że już niedługo pęknie.

- Cudownie.- W głosie więźnia słychać było prawdziwą ulgę.

- Jesteś pewien, że to najlepszy sposób?- zaniepokoił się przybysz- Nie byłoby prościej gdybym po prostu podał ci......

- Nie ma mowy. W ten sposób zaczęły by się kolejne przesłuchania i ktoś mógłby przeze mnie stracić głowę. Najlepiej będzie jak cała wina spadnie na niego. W ten sposób wszyscy pozostaną bezpieczni.

- Dobra, mam te informacje o które prosiłeś posłuchaj....- Przez następne 10 minut Pierre słuchał w skupieniu słów swojego wspólnika.

- Lepiej zapamiętaj to wszystko, jeśli twój plan ma się udać-poradził przybysz-Sądzę jednak, że powinniśmy się jakoś zabezpieczyć my...- Głos mężczyzny urwał się na chwilę- Ktoś idzie- syknął- Później się skontaktuję. Jeśli stanie się coś ważnego to wiesz co masz robić.
Pierre westchnął tylko i postarał się wyrównać oddech. Wsłuchał się w nadchodzące kroki. Nie musiał nawet zgadywać. Wiedział kto za chwilę zaszczyci go swoją obecnością.

- P..panie komisarzu- usłyszał przerażony głos strażnika- Nie wolno panu....
Rozległ się dźwięk uderzenia w policzek.

- Nie mów mi czego mi nie wolno. Precz mi z drogi!
Drzwi otworzyły się z impetem i do celi wszedł Jean Tallien.

- No dobra. Gadaj sukinsynu, co o tym wiesz?

- A jednak- więzień uśmiechnął się złośliwie- Poznałeś prawdę. Nie spodziewałem się, że tak szybko........
Komisarz z całej siły kopnął skazańca w brzuch. Pierre dopiero po dłuższej chwili odzyskał oddech.

- Ostrożnie panie komisarzu- jęknął- jeszcze przez przypadek mnie pan zabije.

- Nie pozwoliłbym sobie na taki brak profesjonalizmu-wycedził kat- a teraz gadaj, jak wyglądała Francoise?

- Była niską blondynką z piwnymi oczami. Piękna kobieta. No wiesz, pełne wargi, podłużna twarz.

- Wystarczy- przerwał Jean.

- A no i cieniutka blizna biegnąca od kącika ust do lewego oka. Moim zdaniem tylko dodawała jej uroku.

- WYSTARCZY!!

- Przy następnym przesłuchaniu wszystkiego się dowiedzą.- Pierre skulił się spodziewając się kolejnego ciosu- Nie wyjdziesz z tego żywy.

- Naprawdę uważasz, że to ma jakieś znaczenie?- Komisarz starał się nadrabiać tonem ale wyglądał na przestraszonego- Że w tym całym rewolucyjnym bałaganie będą się przejmować jakąś starą sprawą.

- Ta rewolucja nie dotyczy tylko polityki- szepnął skazaniec- To wizja nowego świata. Świata w którym nie ma miejsca na morderców i tchórzy.

- Bredzisz! Rewolucja idzie do przodu dzięki morderstwom i podstępom. To ty nie dożyjesz nowego porządku.
Pierre odkaszlnął i splunął.

- Taką mam nadzieję. I ty mi w tym pomożesz.

- Nie!– Jean przygryzł wargi do krwi- Kłamiesz! To wszystko to jakiś podstęp. Skoro jesteś jej przyrodnim bratem to na pewno wiesz jak nazywał się komisarz prowadzący jej sprawę.

- Arthur Desoir- odparł bez wahania więzień.
O ile to było możliwe Jean pobladł jeszcze bardziej.

- No więc jak będzie?- zapytał Pierre.
Mężczyzna nie usłyszał odpowiedzi. Komisarz bez słowa odwrócił się i opuścił celę. Więzień uśmiechnął się do swoich myśli. Wszystko szło gładko. Uderzyła go tylko pewna myśl, że zapomniał o coś spytać swojego wspólnika.

*****************************************************

Pierre obudził się oblany zimnym potem. Chyba zaczęła trawić go gorączka.
Bardzo dobrze- pomyślał- szybciej się to skończy.
Kolejne godziny mijały mu na niecierpliwym wyczekiwaniu jakiegokolwiek znaku. Miał nieśmiałą nadzieję, że Jean podjął już odpowiednią decyzję, ale komisarz wciąż nie przychodził. Spodziewał się, że znów go nawiedzi zadając jeszcze bardziej szczegółowe pytania. Gdy podano mu miskę z szarą breją (godzina 14 lub 15) zniecierpliwienie zmieniło się w niepokój. Coś musiało się stać. Najgorsze jednak było to, że poza bezczynnym czekaniem nie mógł nic zrobić.
Jego strach sięgnął zenitu gdy po godzinie strażnik nie otworzył drzwi by sprawdzić czy zjadł posiłek. Mógł przecież zagłodzić się na śmierć a wtedy nie odkryliby gdzie ukrywa się król.
Pierre co chwila zapadał w niespokojny sen. Czas straszliwie mu się dłużył, wydawało mu się, że siedzi tak już tydzień. Z pewnością minął już dzień. Liczył, że po prostu dano mu chwilę wytchnienia, w strachu, że mógłby skonać na kolejnych mękach. Nie wydawało mu się to jednak prawdopodobne. Wyobraźnia zaczęła tworzyć różne scenariusze, łącznie z tym, że tam na górze rozpętał się armageddon a on jest jedynym ocalałym człowiekiem. Odrzucił szybko te myśli i uzbroił się w cierpliwość. W końcu usłyszał chrobot klucza. Do celi wpadł roztrzęsiony Jean Tallien. Bez słowa kucnął przy więźniu i wyciągnął maleńką, zieloną fiolkę.

- Wygrałeś. Masz, wypij to. To specjalna trucizna. Jej efekty są nie do wykrycia.

- Dziękuję.- Więzień przyjął fiolkę.- Wiedziałem, że posłuchasz głosu rozsądku.

- Pomyślą, że po prostu umarłeś z wycieńczenia. Nic mi nie zrobią. Każdemu może się zdarzyć.

- Oczywiście- zapewnił Pierre po czym jednym łykiem opróżnił zawartość szklanej buteleczki.

- Cieszę, że już po wszystkim.- Mężczyzna był wyraźnie zadowolony.- Dadzą mi wreszcie spokój i będą mógł wrócić do Bordeaux.
Pierre poczuł, że zaczyna mu się kręcić w głowie. Popatrzył na oprawcę i nie mógł powstrzymać ataku śmiechu.

- Co cię tak bawi?- zaciekawił się Jean.

- Ty. Kiepski z ciebie intrygant.

- Nie rozumiem.- Komisarz uniósł brwi.- Czyżbyś coś przede mną ukrywał?

- Umieram, więc równie dobrze mogę ci powiedzieć.- Więzień kaszlnął parę razy- Dałeś się wodzić za nos przez cały ten czas. W życiu nie znałem żadnej Francoise de la Croix. Gdy mi o niej wspomniałeś wpadłem na ten pomysł by cię zaszantażować.

- Jak to? A dokumenty?

- Nie masz nawet pojęcia ile można załatwić leżąc tak bezczynnie w lochu. Dodatkowo jeśli kiedyś byłeś osobistym przybocznym króla to ludzie wciąż cię kojarzą z górą pieniędzy.

- Ty ty....- Złość Jeana była bardzo sztuczna. Pierre zaniepokoił się widząc, że jest ona maską na rosnącym rozbawieniu- wszystkiego się dowiem.

- Możliwe. Ale nic ci już to nie da. Odpowiednie papiery zostały wysłane do sędziów. Wiedzą już o twojej zbrodni. Przykro mi ale cię oszukałem.

- Niebywałe! Wygląda na to, że naprawdę mnie załatwiłeś.
Pierre z niedowierzaniem patrzył na komisarza. Wyglądał na coraz bardziej zadowolonego.

- Pozwól, że ja ci teraz wyjawię pewną tajemnicę. Ja też nigdy nie znałem żadnej Francoise de la Croix.

- Ja...jak to?- Więzień poczuł nagły skurcz żołądka.

- Pozwól, że przedstawię ci mojego przyjaciela.
Tallien wyszedł na chwilę na korytarz i wrócił w towarzystwie młodego mężczyzny.

- Pan Antoine Louis Léon de Richebourg de Saint- Just. Niezwykle ważna persona......

- Ty......- Pierre spojrzał w oczy młodego jakobina. Znał go aż za dobrze.

- Tak, właśnie ja, nikt inny- odparł poważnie Saint- Just- Mam coś dla ciebie plugawy rojalisto.
Strażnik podał mu jakiś okrągły przedmiot owinięty chustą. Saint- Just drżącymi rękami rozwiną pakunek i rzucił pod nogi Pierra.........głowę Ludwika XVI. Skazaniec otwierał i zamykał usta niczym ryba wyjęta z wody. Zapatrzył się w niewidzące już oczy monarchy.

- Jak.....jak to?- wydukał tylko.

- To było bardzo proste- z uśmiechem odparł Jean- Wystarczyło tylko sprzedać ci bajeczkę o zamordowanej panience. Oczywiście istniała jakaś Francoise de la Croix i rzeczywiście została przez kogoś zabita. Wiedzieliśmy, że masz jakiś wspólników więc musieliśmy tylko poczekać aż ktoś doniesie nam fałszywe dokumenty wiążące cię z nią.

- A jeśli chodzi o twojego wspólnika- wtrącił Saint- Just- Nim też się odpowiednio zajęliśmy.
Obok głowy Ludwika wylądowała ta należąca niegdyś do Jacquesa Mithrala.

- Dodatkowo odkryłem- kontynuował nie zrażony Tallien- że podesłane przez niego dokumenty nie zawierają nazwiska komisarza prowadzącego sprawę Francoise’i Domyśliłem się więc, że musi to być ktoś bardzo ważny. Ktoś kogo nie chciałeś narażać. Oczywiście, byłeś na tyle głupi by podać mi jego nazwisko. Trzeba było ustalić pewne rzeczy z twoim wspólnikiem Pierre. Kiepski z ciebie intrygant.

- Trochę się zawiedliśmy gdy okazało się, że ten komisarz to zwykła płotka- Saint Just strącił z ramienia niewidzialny pyłek- Wiedzieliśmy, że zarówno on jak i biedny pan Misthral nie mają pojęcia gdzie przebywa król. Całe szczęście, że nasi szpiedzy są na tyle dobrzy, że potrafią kogoś niepostrzeżenie śledzić. Szybko dotarliśmy więc do tych którzy posiadają potrzebne informacje.

- A oni nie byli już tak odporni na ból jak ty Pierre- wtrącił Jean- Ach i nie martw się tą trucizną. To tylko środek na rozwolnienie.
Pierre dopiero teraz oderwał wzrok od dwóch leżących przed nim głów.

- Nie musisz się też przejmować jego efektami- Saint- Just mściwie zmrużył oczy.- Gilotyna wyjątkowo sprawnie dzisiaj pracuje a poczciwi paryżanie z pewnością zechcą zobaczyć egzekucję jeszcze jednego bękarta.

- Tak. Mieszkańcy Francji są dziś wyjątkowo szczęśliwi.- Jean zapatrzył się na pękaty mieszek wiszący u pasa młodego polityka.- To zapewne przez twoje wspaniałe przemówienie przed egzekucją monsieur Saint-Just.

- Dziękuję. Musimy się jeszcze postarać, żeby historia nie dowiedziała się o ostatnich zdarzeniach. Biedny Ludwik ukryty niczym szczur w piwnicach posiadłości państwa Roland to piękna wizja, ale najlepiej będzie jeśli zachowamy ją dla siebie.

Pierre z obrzydzeniem popatrzył na jakobinów.
- Cała Europa teraz się na nas rzuci. Królowie wszystkich państw zrobią wszystko by stłumić tę rewolucję.

- Już za późno- odparł Saint Just- Rewolucja się skończyła. Teraz nastąpią czasy ładu i porządku. Ale ciebie nie powinno to interesować. Straż! Zabierzcie tę kupę gówna pod gilotynę.
Zanim Pierre opuścił celę usłyszał jeszcze głos Jeana Talliena.

- Możesz mi wyświadczyć osobistą przysługę?

*****************************************************

Paryżanie byli tego dnia wyjątkowo podnieceni. Pierre patrzył na nich z obojętnością. Pogodził się już ze swoim losem. Nawet gilotyna stojąca przed wejściem do ogrodów Tuilerii nie wyglądała tak przerażająco. Są w końcu gorsze rodzaje śmierci niż ta przez obcięcie głowy. W zasadzie, jakby się nad tym zastanowić to ta nie była wcale taka zła. Z pewnością nie odczuwało się żadnego bólu. Chodziły co prawda plotki, że głowa jeszcze pięć minut po odcięciu ruszała się i mrugała powiekami ale kto by w to wierzył? Najbardziej przygnębiał go los króla. Nie da się ukryć. Pierre przegrał. Przez jego nieostrożność i lekkomyślność zginął monarcha. Wolał jednak o tym nie myśleć w ostatnich minutach swojego życia. Skazaniec ze smutkiem spojrzał na bezgłowe ciało przekupionego strażnika które właśnie ściągano z gilotyny. To właśnie ten młody chłopak zawiadomił Talliena o tym, że wzywają go przełożeni. Dzięki niemu, komisarz podsłuchał rozmowę o Francoise. Pierre zamkną oczy starając się oczyścić umysł. Krzyki podnieconego tłumu dobiegały z oddali. Przygotowywał się na śmierć.
Gdy zaprowadzono go na drewniane podwyższenie spojrzał na kata. Miał na sobie czerwony kaptur i po chwili podszedł do skazańca prosić o zwyczajowe przebaczenie. Pierre miał zamiar rozgrzeszyć oprawcę gdy spostrzegł w szparkach kaptura znajome, ciemne oczy. Nie dał mu dojść do głosu. Nie dał mu tej satysfakcji.

- Que le diable te patafiole ( Idź do diabła)- powiedział wyniośle po czym sam położył się na gilotynie.

Data:

 Październik 2007

Podpis:

 Jazon

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=39891

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl