DRUKUJ

 

Co za dzień

Publikacja:

 07-10-17

Autor:

 hanibal
Był piękny, słoneczny poranek. Na prawie bezchmurnym niebie, dumne słońce unosiło swoją złotą głowę, nie przesłoniętą nawet najmniejszą chmurką. Z radością wsiadłem do samochodu i pojechałem do pracy. Uwielbiałem te ranne wyprawy. Zawsze wstawałem wcześnie, by móc napawać się świeżością poranka. Żonę zostawiłem śpiącą bo po co ją budzić? Świetnie zarabiałem i nie było potrzeby byśmy razem musieli pracować. Układ był taki, że ja przynosiłem pieniądze, a ona zajmowała się domem. Oboje byliśmy z tego bardzo zadowoleni. Typowa szczęśliwa rodzina.

Tak, musiałem przyznać że w życiu mi się układało. Wszystko co zacząłem z sukcesem zawsze doprowadzałem do końca. A teraz nowy, tak pięknie zapowiadający się dzień.
Wszedłem do samochodu, odpaliłem silnik i z duszą nucąca „Odę do Radości” pojechałem do pracy. Wiedziałem, ze za godzinę miasto będzie całkowicie zakorkowane. Dlatego wołałem wyjechać wcześniej i spędzić więcej czasu w biurze, niż stać w wielokilometrowym korku, w nerwach odliczając uciekające minuty. Dzięki wczesnemu wyjechaniu, droga była prawie pusta i po 20 minutach byłem już pod okazałym biurowcem w którym mieściły się biura firmy w której pracowałem. Parking służbowy o tej godzinie był prawie pusty, wiec bez problemu mogłem zostawić samochód w miejscu, które najbardziej mi odpowiadało. Wszedłem do biurowca. Ochroniarz, wydający klucze przywitał mnie z uśmiechem:

- Witam panie Krzysztofie, jak zwykle wcześnie...

Uśmiechnąłem się do niego, kiwając potakująco głową:

- Tak panie Arturze jakoś tak się złożyło...

Kiwnął z wdzięcznością głową i podał mi klucz. Chyba byłem jednym z nielicznych, którzy traktowali go jak człowieka. Uważałem że tak trzeba. Nigdy nie cierpiałem na manię wyższości i każdą osobę z którą rozmawiałem traktowałem z szacunkiem. Dzięki temu praktycznie nie miałem wrogów, a jeżeli tacy byli, to i tak nie mieli zbytniej siły przebicia.

Dojechałem windą na piętro gdzie znajdowało się moje biuro. Wszedłem do środka odpaliłem komputer i wziąłem się do pracy. Moja dotychczasowa zawodowa kariera to był ciąg sukcesów zawodowych. Zaczynałem moja służbowa przygodę od stanowiska zwykłego sprzedawcy, potem awansowałem na kierownika sklepu, a obecnie zza biurka koordynowałem prace kilkunastu sklepów. Wyniki miałem bardziej niż dobre, dlatego z ufnością i radością mogłem patrzeć w przyszłość. Co ona przyniesie? Nawet nie chciałem oddawać się marzeniom. Co ma być to będzie, ale zapowiada się cudownie.

Po niedługim czasie, zaczęli zjeżdżać się koledzy i koleżanki. Z każdym witałem się z uśmiechem, nie odrywając się od swoich zajęć. Miałem kilka ważnych projektów, które realizowałem i dlatego musiałem pracować na kilku płaszczyznach równocześnie. Palce śmigały mi po klawiaturze. Od czasu do czasu przerywałem pisanie, by wykonać telefon w celu uaktualnienia danych, czy zapewnienia że to co miało dotrzeć na miejsce faktycznie dotarło.

W pewnym momencie zadzwonił telefon. Podniosłem słuchawkę i usłyszałem, że jestem proszony do szefa na rozmowę. Szybko przeanalizowałem moje ostatnie sukcesy i z radością udałem się na spotkanie. Byłem pewien, ze czeka mnie miła niespodzianka. Z uśmiechem wszedłem do gabinetu prezesa. Z lekkim zdziwieniem ujrzałem, że znajdowali się w nim jego zastępcy, oraz trzech kierowników. „ Wow czyżbym aż tak był dobry”- pomyślałem z dumą. Zapewne dostane pochwałę przy wszystkich. Jednak twarze obecnych były bardzo poważne. Szef skinął lekko głowa na powitanie i bez słowa pokazał ręką bym usiadł. Lekko zdziwiony spełniłem to życzenie.

Zapadła cisza. Ale już zacząłem być lekko zaniepokojony. Szef spojrzał na mnie ze smutkiem i powiedział:

- Ogromnie jest rozczarowany panie Krzysztofie. Przyznam, ze liczyłem że będzie nam pan bardzo pomocny. Nawet planowałem, żeby pana awansować na mojego zastępcę. A tu taki numer. Czy naprawdę liczył pan że się nie zorientujemy? Jak pan mógł to zrobić?

Spojrzałem po wszystkich jak po wariatach. „ O co tu chodzi? Co takiego robiłem”

- Panie prezesie, ale ja nie wiem o czym pan mówi. Co takiego zrobiłem?

W sali rozbrzmiał szyderczy śmiech. Wszyscy na mnie spojrzeli z ironią. Prezes jeszcze raz pokiwał głową i wręczył mi wydruk komputerowy z banku.

- Myślał pan ze nie sprawdzamy przelewów, które są robione z naszego banku? Jak pan mógł przelać pieniądze z naszego konta na swoje, podając wykonanie jakiejś absurdalnej usługi? Naprawdę pan myślał, że to się uda?

Popatrzyłem na wszystkich w szoku. Prezes był wyraźnie poruszony, podobnie jak większość obecnych. Czy mi się zdawało, czy na twarzy jednego z zastępców i dwóch kierowników pojawił się ironiczny uśmiech? Próbowałem się bronić:

- Panie prezesie, to wszystko jakieś absurdalne nieporozumienie, ja...

Nie dał mi dokończyć. Kiwnął ręką przerywając moje tłumaczenia

- Nie mamy o czym rozmawiać. Na pańskim biurku znajduje się wypowiedzenie oraz nakaz z terminem 5 dniowym, by pieniądze z powrotem znalazły się na naszym koncie. Nie wniosę sprawy do sądu, ale już nie chce pana na oczy widzieć. Do widzenia. W zasadzie nie do widzenia: żegnam


Nikt nawet na mnie spojrzał. Wstałem i przybity wyszedłem z gabinetu. Podszedłem do biurka, zabrałem wypowiedzenie oraz wyszedłem z biura. Odprowadzały mnie lekko zszokowane spojrzenia byłych kolegów i koleżanek. Nie myślałem o niczym, chciałem jak najszybciej znaleźć się w domu i wszystko jeszcze raz przemyśleć. Byłem pewien że ktoś mnie wrobił, ale musiałem mieć dowody. Nawet nie mówiąc a dole „do widzenia” wyszedłem z biurowca. Ochroniarz odprowadził mnie zdziwionym spojrzeniem. Chyba zmienił zdanie na mój temat, ale w tym momencie zupełnie mnie to nie interesowało.

„O nie, ja to wyjaśnię”- pomyślałem podjeżdżając pod dom. Błyskawicznie wpadłem do domu i pobiegłem do sypialni do żony. Kiedy otworzyłem drzwi zamurowało mnie. Moja piękna ukochana żona, naga siedziała na jakimś facecie ujeżdżając go. Przez chwilę patrzeliśmy na siebie w szoku. Po chwili krzyknąłem:

- Ty.... Jak możesz, wynoś się stąd.

Ale moja żona wcale nie miała takiego zamiaru:

- A co ty sobie myślałeś? Że masz maskotkę w domu? Tylko dla twoich potrzeb? O nie mój drogi. Nawet dobrze że to się wydało. Wiesz że Piotrek jest sto razy lepszym kochankiem niż ty.

Zaśmiała się histerycznie, po czym mówiła dalej:

- Jeżeli idzie o wynoszenie się z domu to chce ci tylko przypomnieć, by uniknąć problemów podatkowych, przepisałeś dom na mnie. Dlatego kochany to ty się wynoś z mojego domu i przyjedź jutro po swoje rzeczy. A teraz nam nie przeszkadzaj bo chcemy się pokochać...

Niczym automat obróciłem się i wyszedłem domu. Wsiadłem do samochodu i przez chwilę siedziałem bez ruchu.„ Jak ona mogła mi to zrobić” Przecież tak dobrze nam się układało, A tu taki cios w dzień najgorszy z możliwych.” Odpaliłem silnik i pojechałem przed siebie. Nie myślałem o niczym. Zaparkowałem przed jakimś przydrożnym barem i poszedłem na kawę.
Nie liczyłem czasu spędzonego w barze. Siedziałem w milczeniu, a myśli jak oszalały tabun wściekłych koni, gnały przed siebie. W jednym dniu całe moje życie obróciło się o 180 stopni. Byłem na szczycie a znalazłem się dnie. Co mnie teraz czeka? Co mogę zrobić?. Wreszcie troszkę otrząsnąłem się. „ Trzeba coś zrobić”

Taka myśl mi przyświecała kiedy wyszedłem z baru. I znowu stanąłem jak zamurowany:
„ Mój samochód? Gdzie mój samochód”
Z jakąś szalona pustką i poczuciem krzywdy, patrzyłem w miejsce, gdzie pozostawiłem mojego jaguara. Było ono zupełnie puste. Samochodu, z którego tak byłem dumny nie było. Jak szalony rozejrzałem się dookoła i wybiegłem na drogę:

- Gdzie on jest, kto to zrobił? Łapać, szukać...

Pobiegłem parę kroków i stanąłem. Przybity kolejnym ciosem nie myśląc o niczym wszedłem do lasu. Pod potężnym drzewem znajdował się ucięty pniak. Wszedłem na niego i przez potężny konar przewiesiłem mój pasek, zakończony z drugiej strony pętlą. Założyłem ją na swoja szyję. Przez chwilę stałem nieruchomo, a następnie nie myśląc o niczym skoczyłem. Rozległ się trzask i nagle znalazłem się na plecach. Na piersi wylądowała mi złamana gałąź na której chciałem się powiesić .Po chwili usiadłem śmiejąc się w głos:
„ Nawet powiesić się nie potrafię”

W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego. Muszę podwinąć rękawy i zabrać się do pracy. Jeszcze im wszystkim pokażę. Z tym postanowieniem nie myśląc dokąd poszedłem przed siebie.

Data:

 2007-10-17

Podpis:

 PawełK

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=39022

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl