DRUKUJ

 

Dobranoc kochanie

Publikacja:

 07-07-25

Autor:

 Tołdii
- Widziałeś? Pocałował ją.
- Daj mi żyć kobieto! Wyłącz ten cholerny telewizor i zacznij liczyć barany, albo idź rąbać drewno, jeśli
nie możesz zasnąć.
Chwila ciszy...
Bzyczenie latających much w sypialni, modulował głośnik telewizora dźwiękami banalnego romansu, a
nieznośny i uciążliwy smród zza otwartego na oścież okna, dodawał uroku prowincjonalnej, sielskiej sce-
nerii.
- Staszek?
- Co znowu?
- Dawno nic nie robiliśmy...
- Idź porobić sobie na drutach albo obierz kartofle na jutro.
- Ale ja chciałabym z tobą tak, jak dawniej, pamiętasz?
- Że niby jak?
- No wiesz, ty na mnie, ja pod tobą...
To się babie na noc zebrało - pomyślał Staszek. Udawał, że śpi. Sztuczne chrapanie wydobywające się z
jego ust wywoływało melodyjny rezonans łyżeczki leżącej na szafce nocnej, a posklejane kędziorki bro-
dy powiewały, jak skarpetki na sznurku w czasie wichury.
Genowefa nie poddając się, knuła plan ataku na starego. Jedną rękę wsuwając głęboko po kołdrę, zanu-
rzając w czeluściach krocza swojego męża, chwyciła swą monstrualną dłonią za jądra, a drugą zasłoniła
oczy, jakby obawiała się, że za chwilę oberwie lewym łokciowym. Jądra zmieniły kształt w uścisku dłoni
wydając dźwięk pękających orzechów.
- Osz kur... mać!!! - jęknął Staszek resztkami zdławionego oddechu w agonalnym odruchu, przechodząc
z warkotliwego basu w przeraźliwy, piskliwy sopran. Powieki otworzyły się z szybkością migawki apa-
ratu fotograficznego, odsłaniając gałki oczne, które wyglądały, jak dwie mokre piłki tenisowe. Łzy szero-
kim nurtem okrążyły policzki i brodę, na skroniach wystąpiły żylaki, a pies za oknem rozpoczął krótką
arię współczucia, po czym wbiegł szybko do budy ślizgając się na misce ze strachu.
- Puść, puść proszę!
- Och przepraszam, nie chciałam. Chciałam poprawić kołdrę, bo taki odkryty leżałeś. Nic ci się nie stało?
- Nic?! Oczywiście, że nic! Myślałem, że umieram, a ty pytasz, czy nic mi nie jest?! Chciałaś przykryć
mnie kołdrą, czy jajami?! - wciąż dziewczęcym głosem żalił się przerażony i wyrwany z letargu Staszek.
Zroszone potem czoło wytarł w pidżamę, spojrzał w sufit, jakby chciał podziękować Bogu za darowane
mu życie, przeżegnał się jeszcze trzy razy, wreszcie obrócił się tyłem do żony próbując zasnąć.

- Staszek? Śpisz?
- Śpię.

Roztrzęsiony i obolały naciągnął na siebie kołdrę ściskając jej brzeg kurczowo w dłoni, sięgnął po stojącą
pod łózkiem butelkę z winem, zaczerpnął łyk alkoholu i głaszcząc ją pieszczotliwie wyszeptał: - dobranoc
kochanie...

Data:

 2007

Podpis:

 Tołdii

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=35076

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl