DRUKUJ

 

Zabiłem jego, zabiłem znów...

Publikacja:

 07-07-07

Autor:

 tiger1
Zabiłem jego, zabiłem znów...

Padał deszcz. Szedłem ciemna uliczką. Nie bałem się nikogo w razie czego miałem dwa pstolety i karabin maszynowy z lunetą i tłumikiem. Moje usługi były drogie, ale najlepsze. Teraz muszę zabić pisarza Jana Głowackiego. Byłem wspólnikiem, tego, który strzelał do Jana Pawła 2... i nikt nigdy mnie nie złapał. Nawet nikt nie wie, jak się nazywam na serio.A tak między nami, nazywam się Mateusz Zaraza. Nazwisko mówi samo za siebie. Ale... co to? Idzie Janek G.!
-Ale zaraz! Co on robi tu w taką ulewę???
Spotkał mojego największego wroga w finansach: Maćka Zarażonego. Ma inicjały M.Z. jak ja, więc ciągle mnie wrabia. przez niego muszę ciągle bulic za nowe siedziby.
Wyjąłem karabin maszynowy i zastrzeliłem jego oraz Janka G. Za mną stanął jakiś glina z kajdanami. wyjąłem sztylet i wbiłem mu go w serce. Potem zacząłem strzelać mu w głowę. Na koniec walnąłem go śmietnikiem. po nim. Głupek. Zadzerać ze mną? Phi!!!
I odszedłem do pracodawcy z informacją o zabitym Janku, zostawiając za sobą trzy trupy.



-Zabiłeś Janka?
-Taaa...
-Ktoś cię śledził?
-Taaak... Policja, tajne służby, czterej pancerni i pies...
-Dobra robota. Masz kasę. Równo tysiak.
Przeliczyłem mamonę.
-Brakuje 5 stów.
-Nie dam ci ich!
-Dawaj!
-Nie!
Odciąłem mu ryjek. Od razu się zamknął. Zabrałem mu całą kasę jaką miał. Równo 1000000(słownie: milion)zetów.
-I jest w porzo!
Czwarte morderstwo dziś. Pewnie będzie dzisiaj jeszcze więcej.
Do mojego domu moim wytrychem wtryniał się jakiś facet. Zastrzeliłem go i sam zacząłem otwierać dom wytrychem w ramach treningu. Za mną pojawił się jakiś cień. zastrzeliłem tego gościa. Szóste morderstwo z rzędu. To był komornik, więc żadnej straty. Nie oddam miliona. Teraz przeciez jestem milionerem! Otworzyłem dom. minutę później przyszła moja żona z dziećmi. A za nią jej koleżanka, która zaczęła mnie denerwować głupotami. Kiedy zona z dziećmi poszła do kuchni, wyjąłem sztylet i poderżnałem gardło tej głupiej(a, nie mojej żonie tylko jej koleżance!).
-Zabiłeś moją pietnastą koleżankę! Mam dość wyprowadzam się!!! - Wrzeszczało to wstrętne, grube babsko. Rzuciłem sztyletem w nią. Trzy trupy, razem z kornikiem schowałem do komórki. Następnego dnia spłaciłem dom, dostałem ubezpieczenie za moją żonę, od jej znajomych dostałem forsę, żebym przeżył bez niej... Lepiej mi się bez niej żyje.

Data:

 7 lipca 07

Podpis:

 Error 500! Nie można wyświetlić! ;-)

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=34518

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl