DRUKUJ

 

Historia alternatywna

Publikacja:

 06-12-04

Autor:

 hanibal
Za oknami panowała noc. Zgromadzeni w gabinecie Marszałka Rydza Śmigłego sztabowcy nachylali się nad potężną mapą. Skupieni nad problemem nawet nie zdawali sobie sprawy z tego, która to mogła być godzina. Wezwani w trybie bardziej niż pilnym zasiedli na swoich miejscach. Przez chwilę trwało normalne w takich sytuacjach zamieszanie. Kiedy wszyscy już siedzieli Marszałek spojrzał na zegarek i powiedział:

- No panowie oficerowie mamy godzinę 2.00 nad ranem. Zgodnie z nadesłaną od naszych łamaczy szyfrów wiadomością, za dwie godziny i 45 minut wojska niemieckie zaczną atak na Rzeczpospolitą.

Wszyscy drgnęli nieprzyjemnie zaskoczeni. Czyli to już. W sumie byli do tego przygotowani. Od prawie trzech lat przygotowywali się do wojny z armiami Rzeszy. Wtedy to właśnie zaczęto opracowywać strategię obronną kraju. Polscy szpiedzy poinformowali, że Hitler z pewnością napadnie na nasz kraj. A nasze formacje szpiegowskie były najlepsze na świecie. Nie sposób było im nie ufać. Należało odpowiednio się przygotować. Musieli mieć pewność, że nic nie zostało zaniechane.

Potężny mechanizm obronny ruszył pełną parą. Poczyniono odpowiednie ruchy o charakterze finansowym. Miały one zapewnić przypływ niezbędnych środków do państwowej kasy. W odpowiednio zabezpieczonych, wybudowanych na kresach wschodnich fabrykach, rozpoczęto produkcję. W całkowitej tajemnicy wytwarzano nowoczesne czołgi, samoloty i działa. O tej akcji nikt nie miał prawa wiedzieć. Skryte przed ciekawskimi oczami szpiegów niemieckich i bolszewickich fabryki pracowały pełną parą. Po cichu uzupełniano składy i formowano nowe związki bojowe, o których nikomu nawet się śniło. Do tajemnicy nie zostały dopuszczone nawet związane sojuszem wosjkowym kraje. Rządy zarówno Anglii jak i Francji nie miały pojęcia o olbrzymim wysiłku gospodarczym i militarnym swojego sojusznika.

Genialni polscy konstruktorzy opracowali projekty nowoczesnych samolotów oraz czołgów. Przewyższały one swoimi zdolnościami bojowymi istniejące wówczas na świecie konstrukcje. Po wyprodukowaniu były cicho testowane na specjalnie do tego przygotowanych poligonach. Następnie wprowadzano je do nowych oddziałów oraz korpusów. Tysiące żołnierzy musiało podpisać zgodę na pięcioletnie kontakty, które oznaczały ich całkowitą dyspozycyjność względem armii. W tym czasie nie mogli opuszczać koszar ani kontaktować się ze swoimi znajomymi.
Armia zapewniała zakwaterowanie w zamkniętych ośrodkach tylko najbliższych rodzin żołnierzy. Poza nimi nikt obcy nie miał do nich wstępu.
Dzięki tak zachowanym środkom ostrożności, Hitler był pewny że przeciw swoim pancernym armiom spotka tylko prowizoryczny opór słabo uzbrojonych żołnierzy.Jedyną ich siłą miał być ogromny hart ducha oraz legendarna już odwaga. To natomiast było stanowczo za mało. Nie spodziewał się jak wielka niespodzianka na niego czekała.
Właśnie tej nocy po otrzymaniu szyfrogramu, Marszałek Śmigły Rydz zebrał swoich najbardziej zaufanych dowódców wszystkich armii. Musieli skoordynować opracowaną koncepcję działań.

Ponad głowami siedzących generałów aż gęsto było od ciężkiego dymu z cygar i papierosów. Poza nimi w gabinecie nie było nikogo. Nawet najbliżsi adiutanci nie mieli prawa wstępu. Nie żeby im nie ufano. Na tej naradzie miały zapaść najważniejsze decyzje. Nie sposób ocenić jaki będzie ich wpływ na całą historię trwającego wieku. Dlatego tajemnica była niezbedna. Marszałek potarł podkrążone, zmęczone z powodu braku snu oczy i powiedział:

- Nadeszła pora na podsumowanie. Czy wiemy kto, w jaki sposób i za jakie zadania będzie odpowiedzialny. Za trzy godziny wszystko się zacznie. Proszę o prezentacje. Tutaj zostało przedstawione jak będą wyglądały ataki poszczególnych związków niemieckich. Niech każdy z obecnych generałów przedstawi co będzie w tym czasie robił, oraz jakie operacje realizował. Zaczynamy od naszych armii umiejscowionych na północy.

Jako pierwszy wywołany został do tablicy, generał Czesław Młot Fijałkowski, dowódca Samodzielnej Grupy Operacyjnej Narew. Po chwili zastanowienia przygładził swoje krótkie, zaczesane do góry włosy:

- Moja Grupa stoi w obwodzie. 300 ciężkich czołgów skupionych w Podlaskiej oraz Suwalskiej Brygadzie Kawalerii, czeka na reakcję bolszewików.

Marszałek pokiwał głową. Brzmiało to może dziwnie: „czołgi w brygadzie kawalerii”, jednak było to konieczne do zachowania pozorów. Polscy ułani zostali zmuszeni do przesiadki z koni fizycznych na mechaniczne. Dla zachowania tajemnicy w reorganizacji armii konieczne było zostawienie starych nazw poszczególnych formacji bez zmian.

Jako kolejny wyprostował się generał Emil Krukowicz. Tryskający energią oficer powiedział:

- Mazowiecka Brygada Obrony Narodowej Kurpie stoi na granicy, pozorując odpieranie ataków wojsk niemieckich. Powoli wycofuje się robiąc pole do kontrnatarcia w wykonaniu 400 czołgów Mazowieckiej oraz Nowogrodzkiej Brygady Kawalerii. 400 myśliwców chroni przed nalotem Starogard, Bydgoszcz i Chojnice.

Rydz Śmigły uśmiechnął się do siebie. Widać było że generał tryskał entuzjazmem i ochotą do sprawdzenia tej taktyki na wojskach niemieckich. Kolejny odezwał się generał Bortnowski. Doświadczony już oficer wygłosił swoją kwestię ze spokojem bez zbytniego angażowania się w wypowiadane słowa:

- Grupa Operacyjna Czersk chroni korytarz między Prusami i Rzeszą. Pozorując obronę przez trzy dni blokuje armie niemieckiej Grupy Północ. Po tym czasie dywizje pancerne skupione w oddziałach wydzielonych: Stargard, Tczew , Wisła i Toruń wykonują manewr okrążający w kierunku Prus Książęcych. Liczba gotowych do szarży czołgów: 800. Ponadto do dyspozycji jest 300 samolotów myśliwskich. Zostały one zgromadzone w teoretycznie rozwiązanym korpusie interwencyjnym. Ich zadaniem jest zlikwidowanie bombowego lotnictwa niemieckiego rzuconego od strony Prus oraz północnej Rzeszy. Z kolei 400 samolotów szturmowych z tego samego korpusu wspiera siły pancerne eliminując rzucone na nasze ziemie czołgi.

Tak, to było to co Marszałek chciał usłyszeć. Bez emocji przedstawienie likwidacji prawie 1/3 armii agresora. Jako kolejny odezwał się kontradmirał Józef Unrung. Na jego pyzatej twarzy ukazał się melancholijny uśmiech:

- Grupa Obrony Wybrzeża ma jedno zadanie: opóźniać ataki niemieckich zagonów na północny. W sumie jesteśmy przeznaczeni do stracenia, ale dla dobra ojczyzny. Stare samoloty i czołgi mają pokazać Niemcom jak jesteśmy słabi.

Nie musiał nic więcej mówić. Siedzący za stołem oficerowie zgodnie pokiwali głowami. To była najbardziej niewdzięczna misja, ale ktoś to musiał zrobić. W najbliższych dniach zginie wielu bohaterów. Zapanowała chwila ciężkiego milczenia. Wszyscy się zadumali. Ciszę przerwało energiczne chrząknięcie siedzącego tuż obok Unrunga generała. Dowodzący Armią Poznań generał Tadeusz Kutrzeba wiedział że musi zmienić nastrój:

- 14 i 25 Dywizja Piechoty wraz z Brygadą Obrony Narodowej Poznań pilnują granic. Mają one opóźniać atak sił niemieckich .Po dwóch dniach 500 ciężkich czołgów z Wielkopolskiej Brygady Kawalerii wraz z 17 Dywizją Piechoty przekraczają granice niemiecką. Kierunek ataku: Berlin.

Marszałek się ponownie uśmiechnął. Tak, ten atak to będzie dla Niemców ciężki szok. Zapewne spowoduje on wielkie zamieszanie w ich planach. Spojrzenie Naczelnego spoczęło na kolejnym generale. Gładzący sumiastego wąsa Juliusz Rommel, mający pod swoimi rozkazami Armię Łódź spojrzał z uśmiechem na siedzących oficerów. Opaowanym, pozbawionym emocji głosem powiedział:

- 2 Dywizja Piechoty Legionów wraz z Sieradzką Brygadą Obrony Narodowej opóźniają atak Grupy Armii Południe. Po trzech dniach do akcji wkracza 500 wozów bojowych z Wołyńskiej oraz Kresowej Brygady Kawalerii. Ich celem jest rozbicie oddziałów 10 armii pancernej.

Wszyscy pokiwali głowami. To było jedno z cięższych zadań. 10 pancerna stanowiła oczko w głowie Hitlera. Zgodnie z przekazanymi informacjami byli w niej skoszarowani najlepsi żołnierze Wermachtu. Jednak przeciw nim uszykowano specjalną broń. 500 czołgów uzbrojonych w specjalne działa strzelające nie spotykanymi do tej pory pociskami. Bez problemu przerywają one każdy czołowy pancerz. Było tu pewne ryzyko, jednak nie było czasu na zachowawcze działania. Jako kolejny podniósł nie owłosioną głowę generał Antoni Szylling- dowódca Armii Kraków:

- U mnie podobnie. 6 i 7 Dywizja Piechoty opóźniają atak. Po trzech dniach 600 czołgów z Grup Operacyjnych Bielsko i Śląsk przechodzi do ofensywy. Jej celem jest dotarcie do południowej granicy Rzeszy na łączeniu z Protektoratem Czech i Moraw. Śmiałym atakiem planujemy przekraczyć ją. Ta operacaja ma na celu zniszczenie niemieckich obwodów. 700 myśliwców strąca wszystkie nieprzyjacielskie samoloty, nadlatujące z południa.

Zmęczone oczy Marszałka spoczęły na kolejnym generale. Dowodzący Armią Karpaty Kazimierz Fabrycy dumnie wypiął obsypaną orderami pierś:

- Główna siła operacyjna to 600 wozów bojowych skupionych na dwóch odcinkach: Słowacja i Węgry. Mają za zadanie pilnowanie wschodniej flanki.

Marszałek uśmiechnął ponownie. Na razie, przynajmniej na papierze wyglądało to imponująco. A jeszcze były oddziały stojące z tyłu. Odwód Tarnów ochraniał przed niespodziankami tylnią flankę Armii Karpaty i Kraków. Dwie dywizje pancerne liczące w sumie 300 czołgów gotowe do latania dziur, które mogą się pokazać w obronie. Podobnie było z Armią Modlin oraz SGO Narew, gdzie w obwodzie stały czołgi odwodu Wyszków. Z kolei za Armiami Poznań, Pomorze i Łódź tkwiły gotowe do akcji siły pancerne odwodu Kutno.

Marszałek spojrzał na ostatniego już oficera. Charyzmatyczny, krótko ostrzyżony generał Stefan Dąb Biernacki poderwał głowę:

- Armia odwodowa Prusy. Dwie grupy pancerne Północna i Południowa. Łącznie ponad 1200 czołgów. Dodatkowo dwie armie lotnicze liczące 800 bombowców i 200 myśliwców. Zadanie: po rozbiciu wojsk atakujących, w piątym lub szóstym dniu wojny gwałtowny atak na ziemie niemieckie. Cel: zakończyć wojnę przed upływem 2 tygodni.

Wszyscy odetchnęli. Nikt nie był zaskoczony. Każda prezentacja przebiegła zgodnie z oczekiwaniami. Marszałek z dumą spojrzał po podwładnych. Przy tak opracowanej strategii, będzie szansa na zakończenie wojny na zachodzie przed upływem dwóch tygodni. Co prawda psuł trochę samopoczucie podpisany pakt miedzy Mołotowem a Ribbentropem. Założenia były takie, że nim powolny niedźwiedź bolszewicki się zbudzi, oni już będą w Berlinie. Nie pierwszy to raz kiedy obaj ci sąsiedzi zawiązywali przeciw Rzeczpospolitej mroczny sojusz. Jednak tym razem była nadzieja że inaczej się potoczą losy kolejnego konfliktu między tymi Państwami.

Polscy wywiadowcy ostro działali w moskiewskich kręgach władzy, napuszczając jednego komisarza na drugiego i wmawiając Stalinowi, że otaczają go sami zdrajcy. Dzięki temu chory na podejrzliwość Generalissimus wymordował lub uwięził prawie całą swoją najzdolniejszą kadrę oficerską. Natomiast ci którzy zostali, w dużej mierze byli na garnuszku naszych służb specjalnych. Zgodnie z otrzymanymi raportami, możliwość mobilizacji oraz reakcji zbrojnej potężnej armii rosyjskiej, nie upłynie przez okresem trzech tygodni. A do tego czasu, to już wszystko powinno być pozamiatane.

W sumie armia polska, oprócz bohaterskiej piechoty, mogła rzucić do boju 5800 czołgów i 2800 samolotów. Armie niemieckie w tym czasie mogły przeciwstawić 2800 czołgów i 2000 samolotów. Co prawda w porównaniu z Polską armia agresora miała dosyć znaczną przewagę liczebną, ale istniała olbrzymia dysproporcja w technice. Sztab niemiecki nie miał o tym zielonego pojęcia. Cóż szanse były raczej nierówne, ale w nieco innych proporcjach niż dowodzący armiami niemieckimi to sobie wyobrażali. Prawda była taka, że to była wojna w której wszystko się mogło zdarzyć.

W tym momencie Śmigły poczuł lekkie pociągnięcie za rękaw munduru i usłyszał szept:
- Panie Marszałku...
Otworzył zaskoczone oczy, spojrzał na nachyloną nad sobą zafrasowaną twarz adiutanta. Ten głośniejszym już głosem powiedział:
- Panie Marszałku... Zaraz przekraczamy granicę rumuńską...
Przecierając zaspane oczy, odwrócił sie do tyłu z bólem w piersiach żegnając się z płonącym w ogniu straszliwej wojny krajem.

Data:

 2006-12-05

Podpis:

 PawełK

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=29370

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl