DRUKUJ

 

Jak brat siostrę...

Publikacja:

 03-11-09

Autor:

 mała-lady-punk
W kwietniu odbyła się nasza pierwsza klasowa wycieczka- do Warszawy. Była ładna pogoda, dlatego cały czas spacerowaliśmy po warszawskich ulicach. Klasa podzieliła się na małe grupki. Ja włóczyłam się razem z Wojtkiem. Kupowaliśmy pamiątki, oglądaliśmy znane budowle. Czasem rozmawialiśmy o różnych sprawach albo obgadywaliśmy innych. Dobrze nam było ze sobą. Potrafiliśmy się razem śmiać i płakać.
Wojtka poznałam we wrześniu, kiedy po raz pierwszy przekroczyłam próg mojego liceum. Już wtedy bardzo mi się spodobał.Był ładny jak z obrazka.I ten jego uśmiech. Kiedy się śmiał wyglądał fantastycznie. A on śmiał się niemal bez przerwy. Był taki zabawny - zupełnie inny niż reszta chłopaków. Radość życia i wyczuwalne na kilometr poczucie humoru- to właśnie to, co mnie w nim urzekło. Ja jemu chyba też się spodobałam, bo przegadaliśmy razem wiele długich godzin. Z dnia na dzień byłam mu coraz bardziej oddana, a potem, no cóż...zakochałam się.Jeszcze dziś pamiętam złośliwości młodszej siostry w stylu:
-,,No, no no, patrzcie, Agusia wpadła jak śliwka w kompot".
Ale nie potrafiłam i nie chciałam temu zaprzeczać. Wyczuwałam, że jestem dla Wojtka kimś ważnym. Gołym okiem widać było, że szuka mojego towarzystwa, czasem przypadkowo dotykał mojej dłoni, bawił się moimi włosami. Nigdy jednak nie wspominał, że moglibyśmy być razem.
Myślałam sobie, że jest jeszcze zbyt wcześnie na takie wyznania, deklaracje. Poza tym miałam wrażenie, że to tylko ja widzę nasze relacje w taki sposób.
Nadeszło lato. Wyjechaliśmy wspólnie na obóz. Często chodziliśmy na plażę, na wieczorne spacerki. Siadaliśmy wtedy na piasku otulając się jednym kocem. Wojtek był taki dobry, miał takie delikatne i ciepłe dłonie. Kiedy mnie przytulał robiło mi się tak dobrze. Byłam absolutnie zakochana. Gotowa na wszystko.
Wyglądalismy chyba na parę. Bez przerwy trzymaliśmy się razem. Tuliliśmy się . Rozmawialiśmy. Wojtek podrzucał mi liściki, w których pisał, że mnie kocha. Byłam taka szczęśliwa.


Któregoś dnia odważyłam się i zapytałam:
-,,Wojtek, czy my jesteśmy parą?"
-,,Parą..."- powiedział mi do ucha i mocno przytulił.
Nie pytałam o nic więcej. Wydawało mi się to oczywiste. Byłam przekonana, że będziemy ze sobą na zawsze.
Po obozie słuch po Wojtku zaginął. Każdego dnia czekałam na jego telefon. Chciałam usłyszeć jego śmiech, przytulić się. Ale jego nie było.
A ja nie mogłam spać, jeść. Nie mogłam zapomnieć jego oczu, naszych rozmów, spacerów. Wiele razy chciałam do niego zadzwonić. Zawsze przed czasem odkładałam słuchawkę.
Po wakacjach znowu spotkaliśmy się w szkole. Ucieszył się na mój widok. Był inny. Zmienił się. Poprosił, bym z nim porozmawiała. Poszliśmy więc na ławkę tuż obok szkoły. Opowiadał o wakacjach. O tym ile się u niego, w nim zmieniło.W końcu nie wytrzymałam i zapytałam się, co stało sie po obozie.
-"Kiedy mówiłem ci, że cię kocham...pamietasz?-zaczął- mówiłem prawdę, ale..."
-"Ale co?"
-"Źle mnie wtedy zrozumiałaś...kocham cię, ale w inny sposób"
-"Możesz mówić jaśniej?"
-"Kocham cie jak brat siostrę...chyba rozumiesz?...jak siostrę, której nigdy nie miałem"


Niewinne kłamstewko, mały żarcik? Może dla niego...
Ja...czułam że zapadam się pod ziemię.Zaczął padać deszcz. Nie, nie na dworze. Pogoda była ładna. Ten deszcz, to moje łzy. Polało się ich wtedy bardzo, bardzo dużo. Nie miałam siły pytać o nic więcej. Wstałam z ławki i pobiegłam do domu. Wojtek nie wołał, bym wróciła. Może to i lepiej?
Potem trudno mi było wymazać go z pamięci.

"Jeśli jeszcze kiedyś się spotkamy,
może w moich oczach będą łzy.
Bo nie łatwo żyć jest wspomnieniami,
słowem ''ja'' zastąpić słowo ''my''."

Data:

 tu i teraz

Podpis:

  La Maisonnette

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=2666

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl