DRUKUJ

 

Iken

Publikacja:

 06-07-16

Autor:

 gufy
IKEN

-Halo Morton- Doris rozejrzała się po pokoju Cormana.
- O, widzę, że odnalazłeś doktora Browna, lub jeśli pan woli – skłoniła głowę przed Billem, pana Cormana.
- Cześć Doris. Tak odnalazłem Cormana i zgodził się z nami współpracować.
- Hola, hola. Nie rozpędzaj się z własnymi sądami. Dopiero zdołałeś mnie zaledwie zainteresować swoją opowieścią, to jeszcze nie świadczy, że w to wejdę.
-Wejdzie pan, wejdzie, doktorze Brown, a może powinnam powiedzieć wejdziesz tato? – Doris spojrzała na Billa z ironicznym uśmieszkiem. – Przecież wszyscy wiemy, że cholernie potrzebujesz forsy, a Morton przelał już na twoje konto całkiem okrągłą sumkę. Sprawdź.
- Słuchaj no, nie bądź taka pewna moich decyzji. Zawsze mogę jeszcze zwrócić wam forsę. A poza tym, co ma znaczyć ten głupawy zwrot Tato. – Corman próbował jeszcze udawać nonszalancję, ale już wiedział, że ta historia go wciąga i nie będzie w stanie jej odpuścić, a i bank już z pewnością ściągnął z konta swoją należność.
- Oczywiście, że przelałem na twoje konto te 50 patyków, kiedy tylko zgodziłeś się na moją wizytę w swoim mieszkaniu. Potraktowałem to jako deklarację twojej zgody na pełną współpracę.
- Niech was szlag trafi! Faktycznie to, co mówicie jest intrygujące, ale ja naprawdę nie jestem do końca przekonany, czy mam ochotę babrać się tym gównem. Śmierdzi to bardzo niebezpiecznie, a ja lubię spokój, swoją flaszkę z rozbieranym filmem i moje mieszkanie. Wygląda mi na to, że mogę to wszystko bardzo szybko stracić. Aha, no i jeszcze nie wyjaśniłaś mi, co znaczy ten głupawy zwrot – tato.
- Oj przecież to nie tak trudno się domyśleć, Jestem twoim tworem. No dobrze, może nie w stu procentach. Każde dziecko potrzebuje dwójki rodziców. O, przepraszam Morton, to naprawdę nie była zamierzona złośliwość. Ty, doktorze Brown stworzyłeś całe moje założenia, oprogramowanie, itd., a mamuśka Berenike dała mi tą postać, tak więc ty i ona jesteście moimi rodzicami, prawda? Świetnie zdajesz sobie sprawę, że twoich dzieł nie wykorzystywano do tak głupawych celów, jak na przykład, pilnowanie czyichś kont w banku. Żadne z nas, twoich tworów nie miało IQ poniżej 170, byliśmy przeznaczeni do poważniejszych zadań. Prawda? Teraz już chyba zrozumiałeś, czemu znam twoją poprzednią tożsamość, a z resztą zawsze miałam sentyment do swoich rodziców, i to już chyba twoja zasługa. Zawsze lubiłam wiedzieć, co robicie. Aha, może zainteresuje cię fakt, że Berenike też pije, też ma szóstkę i zmienioną tożsamość. Mam jej namiary, to tak na marginesie, gdybyś kiedyś chciał się z nią skontaktować. Kreowała kiedyś całkiem miłe hola i androidy, znałam kilkoro z nich.
Sygnał alarmu w prawym górnym rogu ekranu zauważyli wszyscy jednocześnie.
- Kamera. – polecił Bill
Na ekranie pojawił się obraz skrzyżowania odległego o ponad pięć kilometrów od mieszkania, w którym się znajdowali. Właśnie przejeżdżał przez nie kolejny wóz policyjny.
- O kurwa! Jednak cię namierzyli Morton! Wybacz Doris! Wyłączaj ją i za mną!
- Zabierz te oba obr…. Doris nie zdążyła dokończyć zdania gdy Morton kliknął pilotem
- Tędy! – krzyknął Corman, pokazując Mortonowi uchylający się właz w podłodze.
W biegu zarwali ze ściany obrazy. Zbiegali po wąskich schodach nie oglądając się na szybko powracającą na swoje miejsce klapę idealnie zlewającą się z tłem podłogi.
Schody musiały być ukryte gdzieś w ścianie. Były przeraźliwie strome i niewyobrażalni wąskie. Chropowata powierzchnia ściany dotkliwie raniła knykcie palców ręki, w której trzymał zabrany w pośpiechu obraz. Morton zdawał sobie sprawę, że dawno minęli poziom hali byłego marketu. Musieli być już znacznie poniżej poziomu gruntu, kiedy po lewej stronie pod delikatnym naporem Billa ustąpił kawałek chropowatej ściany ukazując niewielkie pomieszczenie. Gdy drzwi zamknęły się za nimi z delikatnym sykiem pomieszczenie zalało jasne zielonkawe światło. Wokół znajdował się przedziwny niekonwencjonalny sprzęt. Morton jedynie mógł się domyślać, że większość z tych urządzeń to komputery różnych generacji i pochodzenia.
Corman wskazał Gillowi jeden z obrotowych taboretów.
- Siadaj. Cholera, całe szczęście, że zamontowałem kiedyś ten alarm. Tutaj nas nikt nie znajdzie. Nawet gdyby namierzyli tą klapę w podłodze to polecą schodami do kanałów, a tam, no cóż, może jedynie szczury im powiedzą, że nas tam nie było. Tego pomieszczenia, w którym się znajdujemy nie wykryje żaden skaner. Nawet gdyby jakimś cudem ktoś tutaj trafił to nas i tak już tutaj nie będzie. Pewnie powiesz, że marudzę, ale tak jak się spodziewałem namierzyli naszą rozmowę, gdy się do mnie zgłosiłeś. Całe szczęście, że udało mi się ukryć w międzyczasie jedno z kont, więc chociaż kasa nie przepadła. Mam nadzieję, że ty też zanim do mnie zadzwoniłeś zdążyłeś przelać coś na lewe konta. Twoje oficjalne są z pewnością zablokowane, a jeśli nawet nie to pilnie śledzone.
- Przez te dwa tygodnie, o których ci mówiłem zdążyłem ukryć kilka kont z niezłą gotówką. Spodziewałem się, że kiedy mnie zdelegalizują wszystko będzie mnie kosztowało kilkakrotnie więcej.
- No nie bądź taki rozrzutny. Czemu zaraz kilkakrotnie? Ja już od dłuższego czasu mam 6, więc mało co jest dla mnie dostępne, a jakoś nie narzekam na brak tego co jest mi potrzebne. Mam swoje sposoby. Muszę ci jednak przyznać racje, że delegalizacja to coś o wiele gorszego niż 6. No cóż po tym numerze z tobą to i ja pewnie też już nie dostanę swojego przydziału tabletek żywieniowych, na pewno też już jestem zdelegalizowany. O tabletki się nie przejmuj mam ich zapas na kilka lat. Chyba nie podejrzewasz mnie o to, że żyłem tylko dzięki nim. Szczerze mówiąc, wcale z nich nie korzystałem. Zdecydowanie wolę normalne niezdrowe żarcie. To jakiś kotlecik, to jakiś chlebuś z masełkiem. No nie patrz tak na mnie jestem normalnym, względnie zdrowym, człowiekiem, co z tego, że na szóstce, no i może odrobinkę za dużo piję. Taaak, więc musimy pomyśleć o ułożeniu sobie życia po delegalizacji. Tu będzie to raczej trudne, a więc otwieramy drzwi i w nogi. Muszę cię zmartwić, jeszcze nigdy nie opuszczała tego pomieszczenia w ten sposób żadna żywa istota. Teoretycznie jest to śmiesznie proste i wysyłałem stąd już przeróżne rzeczy w różne części świata. Chociaż, przypominam sobie, że raz wysłałem takiej jednej dziewczynce malutkiego pieska i dotarł bez problemów.
- Wiem, że masz córkę w Australii. Ma już chyba z piętnaście lat.
- Skończyła dwa miesiące temu. Ech przydałaby się flaszka. Gdzieś tutaj miałem zapas na czarną godzinę.
- Lepiej zapal Revina.
- A wiesz? Masz rację. Zapalę, chociaż z wentylacją w tej dziurze nie najlepiej. Do diabła z tym, za chwilę i tak nas tutaj nie będzie. Jak myślisz bierzemy te cholerne obrazy ze sobą?
- Doris musiała mieć jakiś cel w tym, że nam o nich przypomniała. Myślę, że powinniśmy je zabrać.
- Kurde, będą trochę przeszkadzały, no dobra. Przygotuj się. Jak zobaczysz holo drzwi to bez zastanowienia wal do nich nawet gdyby ci się zdawało, że ja idę gdzie indziej. Możemy je widzieć w różnych miejscach, ale spotkamy się w tym samym. Uważaj. Zaczynam procedurę otwarcia przejścia.


***

Gordon Balura zły wchodził do budynku mieszczącego centralną siedzibę Światowego Urzędu Bezpieczeństwa. Wiedział już, dlaczego go wzywali. Wczoraj Dozór Sieci wykrył połączenie, które zelektryzowało cały Urząd. Jeden z kilku ostatnich aktywnych klonów, funkcjonujący jako Prezes Światowej Korporacji Finansowej nawiązał kontakt z dawno odsuniętym od programu twórcą tożsamości holo, Billem Cormanem. Kiedyś geniusz programistki najwyższych lotów, twórca najśmielszych rozwiązań, obecnie degenerat, alkoholik, maniak komputerowy z szóstką.
Jakimś cudem, w sposób nie kontrolowany przez Urząd, do Gilla dotarli przedstawiciele Iken, wyjaśniając mu jego pochodzenie i nakłaniając do współpracy w ratowaniu, tego, skazanego przez Rząd Światowy na zagładę, pozarzeczywistego miasta klonów, androidów i holo.
Spalił na panewce świetnie przygotowany przez ŚUB plan likwidacji Mortona Gilla, zanim ten zorientuje się, po objawach szybko postępującej choroby, że jest klonem. Likwidacji umożliwiającej przejęcie przez ŚUB sukcesji po Gillu. Najgorszy w tym wszystkim był fakt, że zdążył on już skontaktować się z Cormanem i obaj dosłownie znikli, zanim ludzie Urzędu dotarli do mieszkania Cormana.
Próby skanowania czasu wstecznego nie dały rezultatu. Corman, pomimo iż stał się alkoholikiem pozostał niezłym cwaniakiem. Całe jego mieszkanie było dokładnie zabezpieczone przed powstaniem zapisu czasoprzestrzennego. Najdokładniejszy skaner, jakim dysponował Urząd nie wykrył niczego, co wydarzyło się w tym pomieszczeniu od czasu wprowadzenia się do niego Cormana. Słabe echo minionych wydarzeń pojawiło się dopiero w okresie, gdy w tym pomieszczeniu była biblioteka.
Corman zamontował urządzenie nie tylko likwidujące obraz wydarzeń, lecz działające również wstecz zamazujące i zniekształcające obraz przeszłości. Balura nie zdawał sobie dotychczas sprawy z tego, że istnieją takie urządzenia. Gdzieś w podświadomości podejrzewał, że skoro Urząd dysponuje skanerem przeszłości prawdopodobne jest pojawienie się urządzenia zakłócającego jego pracę. Nie podejrzewał jednak, że takie urządzenie może być w posiadaniu Cormana.
Jak się okazało cały budynek był objęty polem anomalii czasowo-przestrzennej, natomiast samego, generującego ją urządzenia nie udało się zlokalizować.
Balura znany w Urzędzie jako bardzo dociekliwy i konsekwentny w swych działaniach agent był właściwie jedynym człowiekiem, któremu Urząd mógł powierzyć ściganie Cormana i Gilla. W pierwszym przypadku ex geniusza komputerowego a w drugim bieżącego potentata finansowo bankowego, jednego z prezesów Banku Światowego.
Właściwie w każdej innej sytuacji Balura pojechałby bezpośrednio do mieszkania Cormana, jednak w tym przypadku postanowił najpierw przejrzeć materiały będące w posiadaniu urzędu na temat obu poszukiwanych. W archiwum, miał nadzieję znaleźć pełną dokumentację Gilla. Powinny tam być rysy charakterologiczne jego oryginału, mapa genomu oraz zmian do niego wprowadzonych, wraz z charakterystyką spodziewanych zachowań, talentów i skaz, jakie powinny, lub mogą z tych zmian wyniknąć. Następne materiały powinny dotyczyć wczesno-dziecięcego rozwoju klona. Powinien tam znaleźć sprawozdania sporządzane regularnie przez „prowadzącego laboranta”, aż do osiągnięcia przez osobnika wieku dorosłego. Takie materiały przekazywane były rutynowo przez wszystkie ośrodki wytwarzające klony, do Światowego Urzędu Bezpieczeństwa.
Balura miał nadzieję, że przeanalizowanie tych materiałów pozwoli mu przewidzieć sposób postępowania Gilla.
O wiele mniej materiałów spodziewał się zaleźć na temat Cormana. Wprawdzie Doktor Brown, bo tak brzmiało jego prawdziwe nazwisko w poprzedniej tożsamości, jako wybitny specjalista musiał mieć teczkę, starannie wypełnianą różnymi wiadomościami i charakterystykami, jednak jako oryginalny człowiek był bardziej nieprzewidywalny, czego Balura już zdążył doświadczyć w tam pierwszym starciu. Miał nadzieję znaleźć również akta prowokacyjnej akcji Urzędu, która doprowadziła do skompromitowania Dr.Browna, a w efekcie do odsunięcia go od prac nad programem „HOLO”. Akcję tą znał jedynie ze słyszenia jako incydent pana G.
Balura był zły, bo wezwanie do pracy nad tą sprawą przyszło w najmniej oczekiwanym momencie. Właśnie zarezerwował bilet na przelot do jednej z okołoziemskich stacji, gdzie miał zamiar spędzić tydzień zasłużonego i długo planowanego urlopu. Tydzień z dala od spraw Urzędu i codziennych obowiązków. Stacja „Alloha”, gdzie się wybierał słynęła ze świetnie prowadzonej działalności rozrywkowej, a dla samotnego mężczyzny w wieku Balury oferowała szereg nie konwencjonalnych rozrywek. Na ten urlop czekał już dwa lata i wreszcie, gdy go dostał i miał zamiar precyzyjnie skonsumować, tych dwóch palantów krzyżowało mu całe plany.
Kartą klucza magnetycznego otworzył kolejne drzwi. Szybkobieżna winda zwiozła go kilkanaście pięter w dół. Błyskawicznie przeprowadzona procedura identyfikacji na podstawie tęczówki oka i skan kodu genetycznego pozwoliły mu wejść do pomieszczeń mieszczących najtajniejsze akta ŚUB. Wprowadził dane Mortona Gilla do komputera katalogowego. Ekran wyświetlił numer sygnatury akt oraz kolor ścieżki, jaka w dniu dzisiejszym do nich prowadziła. Balura bez problemu odnalazł na półce segregator z napisem MORTON GILL, pod spodem drobniejsza czcionką napisano „klon”. Uwolnił go z zabezpieczenia na czytniku linii papilarnych i energicznym ruchem wyciągnął z pomiędzy pozostałych. Wydał mu się wyjątkowo lekki. Nerwowo odrzucił okładkę. Wewnątrz poza jedną tytułową stroną zawierającą nazwisko i sygnaturę nie było nic. Wszystkie plastikowe kieszenie mieszczące kiedyś całe dossier były puste. W pierwszym niekontrolowanym odruchu zajrzał w głąb półki, porównał nazwiska na sąsiednich segregatorach, wyjął właściwy. Wsunął rękę w puste miejsce próbując znaleźć to, czego naprawdę tam nie było, a co powinno tu być. Jakim cudem te dokumenty mogły zniknąć z tak pilnowanego miejsca. Nie mogło się tak stać, żeby znikły bez śladu. Odłożył segregator na swoje miejsce. Wrócił do komputera. Wprowadził kod otwierający mu dostęp do historii dokumentacji. Nikt nie ruszał tych akt od lat, nikt nie odblokowywał zabezpieczeń, przynajmniej nie było ani śladu po takich działaniach. Coraz bardziej wściekły wprowadził dane Cormana, sprawdził czy przy tym nazwisku ktoś nie grzebał. Wszystko było w najlepszym porządku. Sygnatura i kolor ścieżki wskazały właściwe położenie segregatora. Poszedł tam. Po odblokowaniu zabezpieczeń wyciągnął akta. Jeszcze zanim otworzył okładkę wiedział, co znajdzie w środku. Ten segregator był również śmiesznie lekki. Był tak jak i poprzedni całkowicie pusty.
- Polecą głowy. Oj polecą. – Zamruczał pod nosem.
Ktoś świetnie przygotował tą akcję. Nawet tutaj, na terenie, gdzie wstęp miało tylko nieliczne grono najbardziej zaufanych osób, a jeszcze mniej mogło cokolwiek z tego miejsca wynieście, nie było najmniejszych śladów czyjejkolwiek działalności. Stał targany bezsilną złością z pustym segregatorem w ręce.
- Znajdę ich, do jasnej cholery. Przysięgam, że znajdę, choćbym miał poświęcić na to jeszcze kilka tygodni mojego urlopu, a temu, kto to przygotował zdrowo dokopie do dupy.
Mimo złości zmusił się do metodycznego myślenia. Akcja musiała być przygotowywana już od dawna. Ktoś potrafił przewidzieć, że kiedyś będzie potrzebował tych obu ludzi. Tak genialny programista jak Corman mógł być potrzebny każdemu, a już na pewne ludziom zajmującym się tworzeniem rzeczywistości opartej na klonach, androidach i holo. Ta sama grupa potrzebowała na pewno olbrzymich tajnych środków, a to z kolei mógł zapewnić człowiek mający wgląd w systemy bankowe Świata i zawiadujący nimi. Szczególnie, jeśli na dodatek był klonem, i do perfekcji miał opanowany system bankowy świata. Z pewnością umiał niepostrzeżenie sfinansować niejedno bardzo kosztowne przedsięwzięcie. Pieniądze. Właśnie pieniądze mogły stanowić jakiś ślad. Teraz pierwszy krok to sprawdzić, czy wraz z obu poszukiwanymi nie znikły też przypadkiem znaczne kwoty pieniędzy.
Już wychodził z archiwum, gdy przez myśl z szybkością błyskawicy przemknęło mu nazwisko. Początkowo nic nieznaczące, eksplodowało z pokładów podświadomości jak błysk flesza. Jeszcze nie kojarzył go z tą sprawą. Było jak lampa rozbłyskująca gdzieś na obrzeżach głównych myśli, lecz nie dawało mu spokoju. Wiedział, że musi być jakoś powiązane z tym wszystkim. Tak. Z wolna zaczynał rozumieć powiązania.
Ta historia zaczynała się układać Balurze w logiczną całość. Gdy szukał w myśli faktów, które pasowałyby do tej układanki w jego umyśle otwierały się kolejne furtki, tworzyły nowe ciągi myślowe. Nabierał pewności, że jest na właściwej ścieżce. Ten człowiek, o którym myślał mógł mieć do tego dostęp, chociaż nawet wówczas powinien pozostawić po sobie jakiś ślad. Sanders, człowiek o psychice z poprzedniej epoki. Wiedział, że w czasach, kiedy Sanders kierował projektem KAH, zwanym tak w skrócie od pierwszych liter Klony Androidy Hola, współpracownicy mieli go za dewianta. Nie istniały dla niego żadne świętości, a do osiągnięcia swych celów nie wahał się nawet przed zabójstwami. Balura dałby wiele, żeby dowiedzieć się gdzie jest i co robi w tej chwili ten człowiek.
Po wyjściu z windy prawie biegiem popędził do swego biura.
- Przygotuj mi wykaz wszystkich większych operacji bankowych wykonanych w ciągu ostatnich dwóch tygodni, a akceptowanych osobiście przez jednego z członków zarządu banku światowego, Mortona Gilla. Możliwie najszybciej jak potrafisz - Rzucił w przelocie swojej sekretarce.
- Musimy dogonić czas. –Dodał w myślach.

Data:

 jakiś rok lub dwa temu

Podpis:

 GUFY

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=26324

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl