DRUKUJ

 

Christina, Rozdział I i II

Publikacja:

 06-03-03

Autor:

 teraz_ja
GRAFFITI- Rozdział I


- Adam! Adam! Zgłupiałeś?! Przycisz tą muzykę, natychmiast! Myślisz, że miszkasz tutaj sam?! Zaraz pewnie ta stara z dołu będzie się wydzierac!!! - w drzwiach do pokoju stała niska, krępa kobieta. Fartuszek i nóż w ręku sugerował, że właśnie przygotowuje się do jutrzejszej "herbatki z panią Moris". Pani Moris uwielbiała te herbatki, ale czy pani Hedwiga też... Wolała raczej być sama i zajmowac się synem. Ciągle sprawiał trudności. Choć miała dopiero czterdzieści trzy lata, to jej włosy prawie w całości były pokryte siwizną. Wychowywała go sama przez wszytkie te lata od kiedy ojciec Adama wyjechał w poszukiwaniu pracy i od tamtego czasu nie dał znaku życia. Wtedy właśnie wszystko się zaczęło.
- Dobra już... A z resztą, zawsze chciałem jej przywalić w...
- Adam! Jak możesz?- spojrzała na niego z wyrzutem- Przecież ona jest dużo starsza i trzeba z nią delikatnie...
- Delikatnie... Delikatnie to ja moge zasunąć rozporek...- odwrócił się od matki i wrócił do przygotowania sprayu na dzisiejszy wieczór. - Nie będzie mnie dzisiaj na kolacji. Umówiłem się z...Umówiłem się do knajpy z kumplami. Nie wiem kiedy będę. Dobra, idź już może, co?!- poirytowany rzucił na matkę ostre spojrzenie kończące ich "rozmowę". Dobrze wiedział, ze takim zachowaniem sprawia matce przykrość. Nie chciał tego, ale ciągle wmawiał sobir, że to przez nią ojcec od nich odszedł. "W poszukiwaniu pracy... Jasne."
W sportową torbę wrzucił cztery puszki sprayu. Torbę zawszę miał pod ręką, bo zawsze może się pojawić propozycja jakiejś fuchy na mieście. Kasa teraz była mu potrzebna- zbierał na nową deskorolkę.
Biegnąc po schodach spotkał Krystynę, osiemdziesięcioletnią strauszkę, która mieszkała pod nimi. Kiedy tylko słuchał muzyki stara przybiegała na krótkich nóżkach i waliła w drzwi : "Zamknąć się! Ludzie chcą spokojnie żyć! W jakich czasach pzyszło mi umierać...". Czasem zdarzyło jej się stawać na krześle i walić laską w sufit. Rzucił dosyć chamskie " Dzień dobry" i biegł dalej.
- No siema! Tyle czasu cię nie było, że aż se myślimy, młody stchórzył. No ale przyszedłeś. A sprzencicho masz? No fuul wypas młody! - zajrzał do czarnej torby. Rod wyjął jedną puszkę.- Nie no brachu! Towar pierwsza klasa! Ale jak się troche podszkolisz, to się nauczysz, że kasy nie warto tracić, bo taki częściej zawodzi... Ale dobra... Chodź, powiemy ci co i jak brachu...- Chwycił Adama za jego jeansową kurtkę, którą sam udoskonalił. Sprayem przefarbował na czarno, a białymi nićmi i powyszywał fantazyjne wzory. Dbał o nią prawie tak dobrze, jak o swoją kolekcję płyt winylowych i adapter. W tej kurtce namalował swoje pierwsze graffiti. W prawdzie był to tyko podpis "Angelo", ale był tym strasznie podniecony. Dzisiaj dostał za zadanie zrobić graffiti na jednym z okien szkoły. Nie wiedział co to miało być, Rod, jego nowy kumel miał mu wszystko wyjaśnić. Dostał wzór i swoje okno. Odgarnął długie do ramion czarne dredy, założył gogle. Chciał się rozejrzec czy nikt nie patrzy, ale przed sobą zobaczył dziwna dziewczynę. Choć było już ciemno i musiał używać latarki, żeby obejrzeć wzór, dokładnie widział jej bladą twarz. Jej sylwetka wydała mu się sylwetką anorektyczki- biała sukienka, choć obisła zwisała na niej. Spojrzała na niego dużymi, czarnymi oczami. Wydawało mu się, że dziewczyna nie ma białek w oczach. Choć nie był sam, strasznie się jej przestraszył, obejrzał się za siebie , żeby sprawdzić czy inni też ją widzią. Ale kiedy chciał jeszcez raz spojrzec na dziewczynę jej już nie było.
"Przywidziało mi się, napewno" pomyślał i zaczął malować. Miał namalować graffiti z czerwono- czarnym motylem, który ział ogniem. Wydawało się trudne, ale nie dla niego. Malował już trudniejsze rzeczy.
Kiedy skończył spojrzał ostatni raz na swoje dzieło na oknie w jednej z chemicznych sal.
- No Adam, pięknie ci to wyszło. Ale w pełnej krasie nasze mega- dzieło będziemy mogli obejrzeć jutro rano. Się wpienią jak zoabaczą taką łąke!!! He, he, he...- Rod zawiesił się na nim, jakby chciał go przewrócić. Szli tak jakiś czas, aż do momentu kiedy...
- Słuchaj, było fajnie, ale jestem już troche klapnięty. Wracam do domu. Jutro będziemy się razem cieszyli, kiedy dyrekcja będzie latać ze ścierami w okół szkoły. Narazie1 Pozdrów ekipe. Sorka, ale naprawde... Muszę- Pobiegł w kierunku wąskiej uliczki. Napił się trochę wody i wrócił do domu.
Matka już spała. Cicho wszedł do swojego pokoju, rozebrał sie i poszedł do łązienki obmyć się z farby. Myślał o tym co zobaczył przy szkole... "Była nawet piękna..." pomyślał

II- Sen


Siedząc na parapecie myślał o ojcu, o matce. O wszystkich problemach, które w ostatnim czasie bardzo go zmieniły. Nowe toważystwo Roda i jego znajomych wyzwoliło go troche, pozwoliło mu się wyszaleć. Wiedzał o tym, że bedąc w ich grupie może narazić się nauczycielom i, że może mieć problemy z policją. Rod nie raz już był na dołku.
Przez okno widział ludzi, którzy albo wracali do domów, albo szli się zabawić. Światło kolorowych neonów zza rogu ulicy oświetlało jakąś pare całujących się dzieciaków. "Chciałbym być taki jak kiedyś... W tedy wszystko się układało... Dlaczego on odszedł od nas?" myślał. Dpoadła go senność, powieki zaczęły się sklejać.
Wysoka, smutna z pozoru dziewczyna wędrowała po szkole. Nie widzał jej wcześniej i chyba dlatego wzbudziła się w nim chęć do nawiązania nowej znajomości. Dziweczyna miała długie, opadające na ramiona czarne włosy i strasznie białą twarz. A może tylko mu się tak wydawało, bo cała ubrana była na biało. Kiedy ich oczy się spotkały, uśmiechnęła się i podeszła do niego.
- Cześć Adamie.
- Skąd znasz moje imię?!
- Adamie, przecież wszyscy cię znają. Nie ma osoby, która nie słyszała by o twoim graffiti. Naprawdę jest świetne. Nie widziałeś go? Niemożliwe. Dlaczego nic nie mówisz, Adamie?
Nie mógł wydusić z siebie żadnego słowa. Jego usta jaby się zakleiły. Stał w miejscu nie mogąc się ruszyć. Dziewczyna zaczęła się szyderczo śmiać. Zaraz po niej kolejne osoby stawały i śmiały się z niego.
- Adam- niemowa! Powiedz coś!
- Buuu! Kaleka, nic nie mówi! Nie ma tu miejsca dla ciebie!
Spojrzał na dziewczynę. Jej twarz zaczęła się starzeć, aż w końcu zobaczył jej czaszkę, z której okrągłe czarne oczy patrzyły na niego szyderczo.
- Adam! Adam, obudź się! Nienormalny jesteś! Na pareapecie spać, kto to widział! Wstawaj, spóźnisz się do szkoły!- był już ranek. Pani Hedwiga dawno była na nogach i jak zawsze musiała zwlekać syna tym razem nie z łóżka, a z parapetu.
- Już rano... O Boże! Spóźnie się, rysunek... Rod, on na mnie czeka. Idę już do szkoły.- Adam nieprzytomny wybiegł z domu. Wydawało mu się, że ciągle wszyscy śmieją sie z niego. Ale nie, nie mogli! Przeciez to wspaniałe graffiti, które stworzył razem z paczką w kimś musi wzbudzić podziw, gniew albo cokolwiek innego.

Na boisku szkolnym ustawione były tłumy ucznów wpatrzone w ogromne graffiti. Adam chciał podejśc bliżej, ale nie mógł się przecisnąć. Zobaczył Roda, który zaczął go wołać. Nie wiedział czemu, ale miał wrażenie, że Rod był bardzo wkurzony. Przeciez zrobił wszystko tak jak mu kazano, nic po sobie nie zostawił, namalował...
Teraz już miał widok na całą ściane z ich graffiti. Szukał swojego motyla, ale zamiast niego zobaczył dużą postać dziewczyny. Przypominała tą którą zobaczył przed szkołą... Przypominała tą, która mu się śniła...
- Stray, czy ty zgłupiałeś?! Ja wiem, może się chciałeś jakoś wyżyć, czy pokazac światu wyobrażenie kobiecości, ale bez przesady! Na łące dziewczyna z prawie trupią twarzą?! Chłopie! To miał być motyl!!! Dałem ci przeciez szablon... Z kim ja pracuję...- Rod nasunął czerwoną baesbolówke na twarz i założył kaptur. Klepnął Adama w ramię, przeszedł przez bramę i zniknął po drugiej stronie ulicy w tłumie przechodniów.

Data:

 27.02-3.03. 2006

Podpis:

 Piszę, bo umiem

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=23279

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl