DRUKUJ

 

ELFIE LEGENDY. Dziesiec tysiecy lisci

Publikacja:

 06-02-24

Autor:

 chajr-ad-din
To opowiadani dedykuje mojej ukochanej Anusi.

ielkie Królestwo Elfów już istniało i wielki kryształ świecił nad Newlą. Król Einoritr budował chwałę swego państwa, szlachta wznosiła swe zamki i powiększała majątki, zaś niedoszli wrogowie z zachodu zostali zatrzymani przez odwagę młodych bohaterów.
Był to czas wielu niezwykłych wydarzeń i wielkich czynów. Mimo iż kraj rozwijał się równomiernie, podzielił się na dwie części. W zachodniej ciągle zagrożonej przez najazdy orków znaleźli się wojownicy oddzieleni od reszty kraju rzeką Pawa. Walczyli oni z zagrożeniem ze strony Zobny, gdyż Kult po zajęciu Gór Złotych znalazł się tak blisko królestwa że stanowił niebezpieczeństwo znacznie większe niż wcześniej. W tym miejscu rzeka Ottot która oddzielała Kult od Elfów była łagodniejsza i przeprawienie się przez nią nie było problemem. Bandy orków zaczęły zagrażać bezpośrednio elfim wioskom w puszczy Hefa i dalej wzdłuż Ottotu aż do miasta Kaubf. Ci którzy mieszkali w tej części królestwa budowali więc liczne zamki, fortece, strażnice i warowne miasta, zaś potyczki i mniejsze czy większe bitewki były czymś normalnym i codziennym.
Jednak ich walka nie znajdywała poparcia i zjednania wśród większej części elfów zamieszkałych we wschodniej części królestwa. Nawet gdy zaprzyjaźnione jeszcze wtedy z elfami krasnoludy maszerowały pod wodzą Basta Kagawy ze swą Pierwszą Krucjatą w Góry Złote, nie otrzymali zbytniego poparcia. Mogli jedynie przejść przez terytorium elfów, choć po drodze wielu się do nich przyłączało i wielu szlachciców zamieszkałych nad Ottotem poparło ich. Walki na zachodzie były długie i ciężkie, lecz nie obchodziły one szlachty ze wschodu, żyjących w dostatku i przepychu, o błogim szczęściu, budującej swe piękne pałace i pogrążonej w zgłębianiu mistycyzmu ich religii. Taki stan trwał przez całe tysiąclecia i to głównie przez brak zainteresowania z ich strony, zwycięstwo nad Kultem póki był bardzo słaby przepadło na zawsze. W późniejszych czasach nawet największa klęska orków i haramidów nie była w stanie zniszczyć Zobny.
Na wewnętrznej granicy Królestwa Elfów nad rzeką Hirej, zasilającą swym dopływem prawy brzeg granicznej Pawy swój pałac wzniósł pokojowy szlachcic ze wschodu Hrabia Arad. Pałac znajdował się nad brzegiem i górował nad niewielką osadą Kufus. Wioska leżała w dobrym miejscu, żyznym i bogatym w zasoby naturalne, ale na granicy strefy jaką uznano za zagrożona. Lecz orki nigdy się tam nie pojawiły.
Nim doszło do Pierwszej Krucjaty Krasnoludów, Arad ożenił się i urodziła mu się córka której nadał imię Emige. Wkrótce po narodzinach żona Arada zmarła w wyniku nieszczęśliwego wypadku na morzu, zaś Arad zmienił miejsce zamieszkania i przeprowadził się z dala od zgiełku szlacheckiego życia.
Emige była cudownym dzieckiem, oczkiem w głowie Arada, który dawał jej wszystko czego zapragnęła. Była lubiana i kochana przez wszystkich, niezwykła dziewczynka której nie dało się nie lubić. Zawsze otaczały ją zwierzęta, te dzikie i te domowe, które legły do niej nie obawiając się o swój los.
Gdy orki pojawiły się na Pawie Arad nieco się wystraszył, lecz nie zdecydował się zwiększyć środków bezpieczeństwa. Nawet gdy zaatakowano wielkie miasto Wuteh, leżące nieopodal Kufus, Arad nie zdecydował się opuścić tego miejsca. Lecz gdy walki z orkami przybrały na sile, mimo swego pokojowego uosobienia przyjął na służbę grupę żołnierzy do ochrony Kufus i jego córki.
Mała Emige zaś rosła otoczona miłością i zwierzętami. Uwielbiała spędzać czas nad Hirej, która w pobliżu domu była małą i łagodną rzeczką. W tej części kontynentu Keta zawsze było ciepło i dopisywała pogoda. Młodość minęła jej szybko i Emige wyrosła na piękną i dorosłą kobietę. Miała nieco krótsze niż wszystkie elfy włosy, do ramion, koloru ciemny błąd. Nieco zaokrągloną twarz, ciepły uśmiech, delikatną cerę i głęboki czarujące spojrzenie.
Mimo swego piękna i nadopiekuńczości ojca nie zmieniła się wcale. Nadal uwielbiali ją wszyscy, zaś zwierzęta otaczały ją tłumnie. Wkrótce pojawili się młodzi szlachcice pragnący jej ręki i uwiedzieni jej pięknem, lecz Emige nie pragnęła mieć na razie męża. Wolała spędzać czas w lesie, bądź pływając łódką po Hirej.
W tych wycieczkach po rzece towarzyszył jej młody oficer służby Arada. Hrabia bał się o jej bezpieczeństwo, więc przydzielił jej najlepszego z żołnierzy aby strzegł ja zawsze i wszędzie. Arad Emige często pływała z Elsui po rzece, zaś on sam nic nie miał przeciwko tym wycieczkom. Hirej była bardzo łagodną i jak na górską rzeczkę bardzo spokojna aż do końca swego biegu. Elsui miał w Kufus zonę i dzieci, zaś Emige wiedziała o tym. Byli tylko dobrymi przyjaciółmi.
Emige nigdy nie opuszczała swych rodzinnych stron, nigdy nie pozwalał jej na to ojciec. Jedyne co było dla jej oczu to okolice Kufus. Lecz Emige pragnęła ujrzeć resztę pięknego Królestwa Elfów. Toteż pływając razem z Elsui zapuszczali się z roku na rok coraz dalej ku rzece Pawie. Ta zaś wpadała do jeszcze większego Ottotu, zasilającego morze. To pociągało Emige, wielki świat i rzeczy jakich do tej pory nie widziała.
Elsui miał rozkaz aby nie wypływać z Emige zbyt daleko od Kufus niż na parę kilometrów. Ona jednak nalegała tak mocno, zaś Elsui nie potrafił jej odmówić.
W końcu nadszedł jednak dzień gdy Emige zapragnęła zobaczyć jeszcze więcej.
* Wiesz Elsui, mam takie marzenie – Rzekła do niego słodko
* Jakie moja pani?
* Chciała bym kiedyś ujrzeć Ottot. To ponoć piękna i ogromna rzeka.
* Z pewnością kiedyś go ujrzysz.
* Ale chciała bym od razu, lecz wiem że to niemożliwe. I nie wiem kiedy ojciec na to pozwoli.
* Ottot jest zbyt daleko aby tam popłynąć – Uśmiechnął się Elsui
* Lecz Pawa też jest ponoć piękna, szczególnie o tej porze.
* Ale pani, nie możemy popłynąć tak daleko. Twój ojciec zabraniał.
* Zabraniał nam nawet płynąc tu, między te wysokie skały jakie nas otaczają. Lecz jesteśmy tu – uśmiechnęła się – a stąd już niedaleko do Pawy
* No tak, ale nad Pawą jest już niebezpiecznie. Orki …
* Już dawno się nie pojawiały. Proszę cię Elsui, popłyńmy tam choć na chwile – uśmiechnęła się do niego czule i uścisnęła dłoń którą trzymał na wiośle. Elsui poczuł ciepło jej uścisku, i mimo iż wahał się, ostatecznie nie mógł się oprzeć jej prośbie.
* Zgoda, popłyniemy tam, ale ten jeden jedyny raz.
* Dziękuje ci – Emige uścisnęła Elsuiego i ucałowała w policzek
Elsui zaczął wiosłować mocniej a łódka przyśpieszyła i popłynęła w dół rzeki.
Po kilku godzinach wiosłowania łódka znalazła się u ujścia Hirej. Oboje wysiedli na prawym brzegu gdzie była wysoka i stroma skarpa. Wdrapali się na nią i znaleźli się na płaskiej małej łące otoczonej drzewami z pięknym widokiem na Pawę. Wokoło nich znajdowały się wysokie wzgórza opadające stromo do obu rzek.
* Elsui, jak tu pięknie! – krzyczała uradowana Emige, biegając po polanie.
* Tak, zaiste
* Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę że tu przypłynęliśmy – Emige uścisnęła Elsui mocno i znów zaczęła biegać z radości. Po chwili jednak usiadła na brzegu skarpy i spoglądała na błękit Pawy. Elsui zaś podszedł i usiadł obok – Byłeś tu kiedyś ?
* Nie, tu nigdy. Teraz już wiem jak tu pięknie. Przybyłem z Reet i pierwszy raz wiedze Pawę i to co leży za nią
* Ja też. I dlatego tak cudownie się tu czuję.
* Ale widziałem Ottot, i most do państewek krasnoludów. Zobaczyłem Wielkie Pustkowia i zaśnieżone szczyt Gór Złotych, jak i same krasnoludzkie miasta zbudowane pod ziemią. Szkoda tylko że krasnoludom nie udało się ich odzyskać.
* Nawet nie wiesz jak bardzo ci zazdroszczę. Chciała bym kiedyś ujrzeć te miejsca, albo chociaż część z tego co ty. Ale ojciec nie pozwala mi jechać nawet obejrzeć Akademię Goretei choć jest niedaleko. Nie mówiąc już o Newli albo jakichś innych miejscach.
* Niestety na to już nic nie poradzę. A teraz choć, musimy już wracać. Przypłyniemy tu jutro – Emige uśmiechnęła się. Elsui wiedział że to ją pocieszy
* Naprawdę ?!
* Tak, obiecuję.
Elsui choć niechętnie, to spełnił obietnicę i to nie jeden raz. Od tej pory przypływali tu niemal zawsze. Przypływali tam bardzo często i przesiadywali nad brzegiem Pawy, bądź na skarpie. Lecz pewnego dnia sporo się zmieniło. Choć Arad ciągle nie wiedział iż córka pływa tak daleko, to nad ujściem Hirej pojawiły się inne elfy.
Gdy Emige i Elsui płynęli jak zawsze ku Pawie, Emige spostrzegła jakiś ruch na skarpie. Elsui zatrzymał łódkę i oboje zaczęli się przyglądać. Emige czuła że nie są to zwierzęta. Łagodny prąd Hirej powoli niósł ich ku Pawie, lecz byli zbyt zaciekawieni aby zwrócić na to uwagę.
* To z pewnością nie orki, są zbyt małe. Ludzie i krasnoludy też nie.
* Może to haramidzi ?
* Nie, zbyt ich wielu. To na pewno nasi, widzę ich zbroje. To żołnierze z zachodu. Być może z twierdzy Binger, albo Rufar.
* To co oni tu robią ?
* Nie mam pojęcia, możemy podpłynąć bliżej i zapytać
* Nie, lepiej wracajmy do domu. Nie chcę aby ktoś nas tu widział
* I tak już nasz spostrzegli – Elsui wskazał na dwie postacie przyglądające im się zza drzew – Jeden z nich to na pewno dowódca.
* Płyńmy już z powrotem
* Jak sobie życzysz – Elsui chwycił z wiosła, obrócił łódkę i skierował ja ku Kufus.
Obaj elfi oficerowie spostrzegli ich bardzo szybko. Choć pozostali żołnierze nie zwracali na nich uwagi oni przyglądali im się z uwagą.
Obaj mieli srebrno niebieskie zbroje z błękitnymi pelerynami. Na popiersiach znajdował się biały orzeł trzymający w szponach symbol rodu Denao. Pierwszy wyższy stopniem miał długie jak każdy elf włosy w odcieniu ciemnego blond, był normalnej postury, choć o innych niż wszystkie elfy ostrych rysach twarzy. Była pociągła, niezbyt gładka, uszy nie tak bardzo szpiczaste zaś na brodzie widać było ślady po brodzie, której elfy nigdy nie posiadały. Drugi był znacznie wyższy i potężniejszy niż każdy elf, lecz jego twarz delikatna i rysy łagodne pasowały na elfa. Włosy miał piękne białe włosy, błyszczące w świetle, niemal jak włosy aniołów.
* Jak myślisz co do za łódka Kedylgu? – spytał owy rosły porucznik Yakis Ruget
* Sądząc po wyglądzie to jakaś szlachcianka na wycieczce.
* Chyba nas zauważyli.
* Raczej na pewno – Kedylg uśmiechnął się – To niewielki problem nas tu zauważyć
* Racja. Zawołać ich żeby tu podpłynęli
* Nie, to nie będzie konieczne.
* Zresztą i tak już odpływają, pewnie się nas przestraszyli
* Możliwe, niech płyną. Coś czuję że jeszcze kiedyś się tu pojawią.
* Czyli to znaczy że też będziemy tu powracać ? Czyż nie ?
* Tak to będzie dobre miejsce – Kedylg rozejrzał się po okolicy – Wołaj żołnierzy. Wracamy.
Mimo iż Emige nie wiedział po co żołnierze tam przypłynęli i nie sądziła że pojawią się tam ponownie myśl o dwóch oficerach którzy m się przyglądali nie dawała jej spokoju. Czuła że mogła wtedy spróbować ich poznać. Na pewno mieli wiele do opowiedzenia o dalekich krainach w których z pewnością byli. Zaś takich opowieści mogła słuchać zawsze i całymi godzinami.
Następnego dnia Elsui popłynął wraz z Emige nad Pawę. Lecz nikogo tam nie było, znów byli sami. Młodą hrabiankę częściowo cieszyła samotność, z drugiej strony jednak liczyła że inne elfy pojawią się tu ponownie. Wbiegła na polanę na której stali żołnierze i wpatrywała się w Pawę, jakby czekała na ich przybycie. Jednak nikt nie nadpływał. Elsui podszedł do Emige i stanął obok. Widział że coś ją trapi, lecz nie chciał o to pytać.
Nagle tuż za sobą usłyszeli głos.
* Witajcie – Za nimi pojawili się dwaj oficerowie Kedylg i Ruget – Co was tu sprowadza?
* Nas? To raczej co was tu sprowadza? Jesteśmy stąd i przypływamy tu dość często – Dostojnym głosem odpowiedziała zaskoczona Emige
* Proszę zatem o wybaczenie. Jestem kapitan Nija Kedylg, zaś to porucznik Yakis Ruget. Przypłynęliśmy z Binger i jesteśmy na służbie barona Denao.
* Ja jestem Arad Emige, córka hrabiego Arada. Mój ojciec ma tu niedaleko swe włości. Zaś to jest Elsui, oficer na służbie mego ojca – Żołnierze uścisnęli sobie dłonie i powitali się w tradycyjnym elfim geście. Od razu było widać iż cała trójka pochodzi z zachodu. Lecz następnie Kedylg ucałował Emige w rękę, co nieco zdziwiło hrabiankę i Elsui. Był to bowiem gest stosowany jedynie wśród ludzi, nieznany większości elfów.
* Więc co oficerowie z Binger robią tak daleko? – Spytał Elsui
* Właściwie to jesteśmy z Rufar. I mamy polecenie od generała Silumina Grubego aby znaleźć miejsca i wybudować tam zamki i strażnice. My poszukujemy miejsc nad Pawą i Ottotem.
* Znam go, służyłem pod jego rozkazami, a i wasze imiona również obiły mi się o uszy.
* To dla mnie zaszczyt.
* Więc macie tu zamiar wybudować zamek – zapytała Emige
* Tak, to dobre miejsce. Będzie to mały zamek.
* I chcecie zbezcześcić to miejsce widokiem jakiejś posępnej warowni?
* W tym królestwie jest pełno pięknych miejsc. A zamek takie jak ten który tu wybudujemy jest potrzebny aby te piękne miejsca istniały dalej. Po to aby buciory orków nie zbezcześciły tego królestwa i nie obróciły w pył szlacheckich płacy i licznych wiosek. Zresztą i tak niewiele się tu zmieni.
* Dziwnie mówisz jak na oficera i w ogóle jak na elfa? – zapytała Emige
* Być może kiedyście to wytłumaczę, lecz nie dziś – Ruget zaśmiał się dyskretnie z odpowiedzi Kedylga.
* Wkrótce rozpoczniemy budowę – wtrącił Ruget chcąc uniknąć rozmowy z Emige na temat obyczajów Kedylga – Lecz możecie dalej tu przypływać. Będziecie oczywiście mile widziani.
* Dziękujemy, z pewnością powrócimy tu niebawem.
Jeszcze przez chwile rozmawiali i spacerowali po okolicy.
Emige spodobał się kapitan Kedylg. Choć czuła że jest inny niż wszystkie elfy i to ją niepokoiło. Lecz gdy tylko wróciła do dworu swego ojca w Kufus myślała tylko o nim i kiedy ponownie go ujrzy. Minął już tydzień lecz ona dalej nie wybierała się nad Pawę. Chciała tam wyruszyć jak najszybciej i ujrzeć Kedylga, lecz jego tam nie było. Budowa umocnień miała rozpocząć się za kolejny tydzień i wtedy kapitan przybędzie na miejsce. Jej zmartwienia dostrzegł wpierw Elsui, a potem i sam Arad. Ten ostatni próbował ja pocieszać tak jak to niegdyś pomagało, lecz bezskutecznie. Nawet nie przypuszczał że jego córka może tęsknić za oficerem znad Pawy.
Jego zmartwienia spowodowane smutkiem córki zniknęło jednak nagle, gdyż pojawiły się znacznie inne. Do Arada przybył jeden z jego oficerów.
* Panie. Przynoszę złe wieści – rzekł Idel, dowódca jego straży
* Czy chodzi o moją córkę?
* Nie Hrabio – uśmiechnął się – Nie aż tak złe. To bardziej przyziemne sprawy.
* To dobrze. Mówże zatem co cię tu sprowadza
* Wiesz że Król Einoritr wydał rozkaz budowy umocnień nad Ottotem, Pawą i w wielu innych ważnych miejscach zagrożonych przez orki?
* To ci durnie z zachodu przekonali go do tego aby zajął się tym. Tak wiem o tym
* Jedne z takich zamków ma powstać tutaj niedaleko, przy ujściu Hirej do Pawy. Właściwie to wkrótce rozpocznie się jego budowa.
* I to pewnie jeszcze ja mam zapłacić za wybudowanie tego zamczyska?!
* Tak. Dziś ma przybyć tu kapitan który się tym wszystkim zajmie, wiem to od znajomego urzędnika z Wuteh – Arad wstał i zaczął się przechadzać po pomieszczeniu. Stanął na chwilę
* Cóż nie mamy wyboru, rozkaz króla to rozkaz. Gdyby nie Einoritr nie bym był magnatem. Jak nazywa się ten Kapitan?
* Kedylg
* Co!!? Kedylg!!? Ten Kedylg!?
* Tak, Nija Kedylg
* Niech go piekło pochłonie! Następny wieki wojownik i niechciany bohater.
* To jeszcze … nie koniec – Idel poczuł się trochę zakłopotany jak przekazać Hrabiemu kolejną zła wiadomość
* Co jeszcze!? – Arad usiadł i spuścił głowę
* Towarzyszy mu porucznik Yakis Ruget.
* Wspaniale. Lepiej być nie mogło. Kolejny bohater krasnoludzkiej krucjaty. Dwie osoby które akurat najmniej chce oglądać, może z wyjątkiem Barona Denao. Gdyby jeszcze on tu przyjechał to już bym tego nie zniósł.
* On nie przyjedzie … - Idel próbował pocieszyć Arada
* Masz coś jeszcze aby mnie dobić?
* Nie to wszystko.
* Gdy zjawi się tu Kedylg z Rugetem daj im pieniądze. Nie mam zamiaru ich nawet oglądać. A teraz odejdź, źle się czuje.
* Rozkaz.
Kedylg również tęsknił za Emige. Dlatego też zdecydował się aby jechać do Kufus, nie tylko po pieniądze na budowę, ale też po to aby ujrzeć Emige i nie czekać aż przypłynie nad Pawę.
Kedylg i Ruget przybyli na miejsce dwa dni później. Ruget i żołnierze im towarzyszący poszli razem z Idelem do skarbca po złoto, tymczasem Kedylg zgubił się gdzieś po drodze i zaczął przechadzać się po dworze. Gdy spacerował po dziedzińcu spotkał go Elsui.
* Witaj Kapitanie. Cóż cię tu sprowadza?
* Witam. Nic szczególnego, sprawy królestwa – Kedylg rozglądał się włoku siebie – Wiesz może gdzie jest Emige?
* Tak wiem – Elsui uśmiechnął się – chodź za mną. Z pewnością ucieszy się na twój widok.
Elsui zaprowadził Kedylga do pokoju Emige. Ta jak ostatnimi dniami siedziała przy oknie i spoglądała na Hirej tęskniąc za Kedylgiem. Elsui cicho otworzył drzwi i odszedł. Tymczasem Kedylg wszedł do pomieszczenia.
* Witaj Emige
* Kedylg! – Emige podniosła się szybko szczęśliwa i rzuciła w jego ramiona – Tęskniłam za tobą. Cieszę się że tu jesteś.
* Też tęskniłem i przy pierwszej sposobności przybyłem tutaj.
* Chodź ze mną nad Hirej, tam będziemy mieli spokój.
* Jak sobie życzysz – opuścili pałac i małą ścieżką wydeptaną przez Emige podążyli nad niewielką rzeczkę przepływającą u stup Kufus.
* Tu zawsze spędzałam samotne chwile ze zwierzętami i myśląc o dalekich krainach
* Rzeczywiście miejsce to sprzyja marzeniom. Pięknie tu – Oboje usiedli nad rzeką. Spoglądali przez siebie chwilę widząc w swych elfich oczach rodzące się między nimi uczucie. Oczy Kedylga skrywały jednak pewną tajemnicę o której Emige nie wiedziała, choć wiele elfów tak. Emige dostrzegła to, jednak rodzące się uczucie zasłaniało ten widok. Kedylg nie miał jednak zamiaru ukrywać tego i czekał na pierwszą sposobność aby powiedzieć o tym Emige.
* Na pewno wiele podróżowałeś?
* Dlaczego tak sądzisz?
* Znasz obyczaje ludzi, mówisz trochę inaczej niż wszystkie elfy. Ja zawsze widze takie rzeczy, gdyż jestem ciekawa dalekich krain
* Może to dlatego że nie jestem stąd – Kedylg uśmiechnął się lekko
* Jak to? Przecież jesteś elfem. Skąd masz być jak nie stąd?
* Nie do końca jestem elfem
* Żartujesz sobie ze mnie – Emige roześmiała się – Przecież widzę doskonale że nie jesteś półelfem
* Od niedawna jestem elfem. Kiedyś byłem człowiekiem, zwykłym śmiertelnikiem.
* Jak….. – Emige była w lekkim szoku – Jak to … możliwe?
* Widać jeszcze nie wszyscy słyszeli o mym losie. To było kilka lat temu. Wraz z moimi dwoma przyjaciółmi zostaliśmy wynagrodzeni za swą wierną służbę Baronowi Denao, królowi Einoritrowi i całemu Królestwu Elfów. Nagrodę dostaliśmy od samego Ullfiego. Mogliśmy wybrać, powrót do domu, albo pozostać i … stać się elfami. Moi przyjaciele wybrali dom. Ja zaś zostałem.
* To z pewnością odwiedziłeś wiele miejsc. Powiedz mi zatem skąd pochodzisz?
* Nie mogę ci powiedzieć dokładnie. Nie znam całego świata. I nie wiem do końca jak się tu znalazłem wraz z przyjaciółmi.
* To za co dostaliście tą nagrodę? Proszę opowiedz mi o tym.
* Dobrze. Wszystko zaczęło się jeszcze dawniej. Gdy już wraz z moimi przyjaciółmi zostaliśmy zaakceptowani przez Elfy, rozpoczęły się ataki orków. Znajdowaliśmy się w zachodniej części królestwa, gdzie ataki były najczęstsze. Wzięliśmy udział w jednym z pierwszych większych starć, gdzie zauważył nas Baron Denao. Spostrzegł że walczymy całkiem nieźle więc przyjął nas na swą służbę. Ataki stawały się coraz częstsze, lecz Einoritr naciskany przez szlachtę i magnaterię ze wschodu nie wysyłał nam posiłków.
* Przez taką szlachtę jak mój ojciec?
* Tak, skąd wiesz?
* Wiele razy mój ojciec opowiadał iż to przez was są te ataki. To znaczy przez magnatów z zachodu
* Głupiec! Gdyby nie my Kult już by tu panował, skończylibyście jak krasnoludy uciekając ze swej ziemi.
* Wybacz że ci przerwałam, mów dalej.
* Więc jak mówiłem, brakowało nam posiłków do obrony granicy na Ottocie. Denao organizował jak mógł armię do ochrony granic, brał kogo się tylko dało. Elfy ze wsi, miast, nawet ludzi i krasnoludów, wszystkich którym chciało się walczyć z Kultem. Armia Królestwa była wtedy słaba, a większość generałów siedziała w Newli. Jedynie Silumin i Windyr wsparli nas. Dzięki temu wysiłkowi obroniliśmy granicę, ja stałem się sławnym oficerem. Król wreszcie zareagował i zaczął tworzyć armię, wtedy tez spotkałem samego Einoritra gdy przyjechał do Barona Denao.
* To musiało być ciężkie zadanie?
* Poczekaj, to dopiero początek.
* Czekam wiec na ciąg dalszy – uśmiechnęła się delikatnie
* Zaczęliśmy tworzyć zalążki armii na zachodzie. To był dobry początek, szlachta z zachodu już pomału myślała o wojnie z Kultem aby nie okazywać naszej słabości co prowokowało orki. Jednak nasza troska o Królestwo została inaczej odebrana. Wy elfy jesteście bardzo pokojowo nastawione, a wszelkie walki jakie toczyliśmy były odbierane jako nasza samowolka. Wtedy rozpoczął się rozłam w Królestwie, na szlachtę z zachodu i szlachtę ze wschodu. A to był dopiero początek. Sprawy skomplikowały się jeszcze bardziej gdy Król Bast Kagawa, wódz Krasnoludów wyruszył z Bewot Na Krucjatę w Góry Utracone. Wiedział o tym co dzieje się nad Ottotem i liczył iż poprzemy jego walkę. Droga wiodła przez nasze królestwo na Most na Ottocie. Nie musze chyba mówić jaką burze wśród szlachty ze wschodu to wywołało.
* Domyślam się. Pamiętam jak ojciec był zdenerwowany na wieść o tej Krucjacie.
* Przebywałem wtedy na dworze Einoritra, jako jego doradca tworząc armię. Udało mi się mimo wielu trudności uzyskać jego poparcie dla Króla Basta, choć nie udało mi się uzyskać pozwolenia na wsparcie Krasnoludów. Przynajmniej oficjalne. Jednak dzięki poparciu Denao i Silumina udało mi się z przyjaciółmi zorganizować kilka chorągwi ochotników. Wtedy poznałem Rugeta, był młodym zdolnym oficerem który chciał walczyć. Zabrałem go więc do swej chorągwi i ruszyliśmy z Krucjatą …
* Kapitanie Kedylg – za nimi niespodziewani zjawił się Elsui – Wyruszacie z powrotem, pieniądze zostały załadowane w juki.
* Muszę cię opuścić.
* Wielka to szkoda, lecz wkrótce się zobaczymy. Musisz mi dokończyć swą historię – Uścisnęła Kedylga mocno.
* Tak zaiste. Od jutra będę nad Pawą Możesz tam przypłynąć z Elsuim kiedy tylko zechcecie.
Kedylg niechętnie opuścił Emige, ta zaś pomachała mu na do widzenia. Gdy dotarł do koni ruszyli natychmiast na teren budowy. Tam już trwały przygotowania do budowy. Robotnicy rozbijali obóz, gromadzono narzędzia, materiały i uprzątali teren. Architekci krzątali się wszędzie i wyznaczali miejsca pod fundamenty budynków i murów. W przygotowaniu była też droga do najbliższej osady w puszczy Hefa.
Wkrótce zaczęto budować piwnice i wtedy właśnie zjawiła się Emige wraz z Elsuim. Kedylg jedynie doglądał budowy, mógł więc poświęcić jej sporo swego czasu. Wznoszenie zamku przebiegało bez problemów, a większością spraw zajmował się Ruget, więc nie był zbyt potrzebny.
Od tej pory widywali się niemal codziennie, spędzając ze sobą mnóstwo czasu. Sporo rozmawiali dowiadując się wiele o sobie. Emige opowiadała o swym życiu, marzeniach i o czym tylko mogła, zaś Kedylg opowiadał jej o swych rodzinnych stronach, o zachodniej części królestwa, o Newli i wielu innych miejscach w których był. Ale najbardziej interesowały je opowieści o Górach Utraconych i krasnoludzkich miastach. Emige bardzo to ciekawiło, gdyż była to też jego historia. On jednak nie wracał do tej rozmowy, nie mówił więcej jak stał się elfem i dlaczego. Kedylg przez kilka lat przebywał w Górach walcząc u boku krasnoludów z orkami. Były to krwawe walki i nie chciał o nich zbytnio opowiadać, zaś Emige nie chciała naciskać. Ich walka zakończyła się klęską, a myśl o tamtych dniach przyprawiała Kedylga o troski i smutek.
Ich miłość rozkwitała jednak ze spotkania na spotkanie, nie wytrzymywali bez siebie nawet kilku godzin rozłąki. Ich gorąca miłość doprowadziła do tego iż coraz mniej czasu spędzała w Kufus, a jej ojciec niemal jej nie widywał, choć była jego największym skarbem. Arad zaczynał się martwić ciągłą nieobecnością córki. A gdy tylko była, kolejnymi podarkami próbował wyciągnąć od niej gdzie tak często znika. I dowiedział się, lecz nie od niej.
Z wolna kończyło się lato. Dowódca straży Kufus i główny oficer Arada Idel wybrał się do karczmy dowiedzieć się co nowego słychać w okolicy. Miał na oku wszystko co działo się w wiosce. Choć pochodził ze wschodu, był wojownikiem, służył w armii i walczył z orkami nad Ottotem. Mimo iż nie przepadał za wschodnią szlachtą za to co zrobili, tak samo jak Kedylg i Ruget, to służył swemu panu najlepiej jak tylko potrafił. Idel usłyszał rozmowy krasnoludzkich robotników z zamku którzy przebywali w Kufus. Wystarczyło im dać trochę wina chcąc dowiedzieć się więcej o budowie. Nie dowiedział się wiele o samej budowie, gdyż krasnoludy miały swój honor i nie sprzedawały informacji o takich rzeczach za butelkę elfiego wina. Lecz co innego tak. Idel dowiedział się od nich ciekawszej rzeczy. Choć szanował i podziwiał Kedylga jego służba wobec Arada była ważniejsza. Pożegnał krasnoludów i pobiegł prędko do Arada.
* Mam wieści które zainteresują was Hrabio – Wbiegł do jego pomieszczenia, Arad odłożył jakieś papiery i rzekł
* Z czym tak ważnym przybywasz?
* Wiem gdzie znika tak często twoja córka – Usiadł na fotelu i nalał sobie wina wiedząc że Arad nie zabroni mu tego wobec tak ważnej informacji – Lecz te wiadomości nie zadowolą cię panie
* Mów że czym prędzej!
* Twa córka spotyka się z Kedylgiem. Pływa na budowę niemal codziennie z Elsuim – Arad zacisnął dłoń i nieco zaczerwienił się ze złości. Jedynie duma elfa nie pozwalała mu wybuchnąć gniewem. Idel pierwszy raz widział go w takim stanie –
* Z tym … nawet nie jest elfem. Jak mogło do tego dojść?
* Nie wiem, dowiedziałem się o tym przypadkiem, od krasnoludzkich robotników.
* Muszę porozmawiać z moją córką gdy wróci. Dziękuje ci Idel.
* Proszę Hrabio.
* Zostaw mnie teraz samego.
Idel lekko ukłonił się i odszedł. Tego dnia, jak i przez większość ostatnich Emige i Kedylg siedzieli i rozmawiali nad Pawą, z dala od zgiełku budowy. Spotykali się od trzech miesięcy. Przez ten czas wzniesiono już mury i rozpoczęto budowę pierwszych pomieszczeń. Kedylg i Ruget planowali zakończenie przynajmniej części pomieszczeń przed nadejściem zimy.
Podczas rozmowy, jak każdej innej Emige zapytała w końcu Kedylga
* Opowiedz mi o Górach Utraconych, kiedyś obiecałeś że dokończysz mi swą historię
* Niewiele ci mogę powiedzieć, niemal codziennie walczyliśmy – Kedylg posmutniał, Emige widząc to zapytała o coś innego ale związanego z krasnoludzkimi górami
* Ale z pewnością widziałeś krajobrazy i krasnoludzkie miasta?
* Tak oczywiście
* Więc opowiedz mi o nich
* Jest tam pięknie. Bujne lasy wkomponowane w skały, mnóstwo zwierzyny, górskie potoki, wodospady i głęboki pełne bogactwa kolorów jaskinie. Mnóstwo tam miast twierdz, ale ich widok nie budzi grozy. Wyglądają cudownie. Nawet lata panowania Kultu nie zniszczyły tej cudownej krasnoludzkiej sztuki.
* Powiedz jak wyglądają
* Dobrze. Krasnoludy to świetni architekci. Ich budowle głownie podziemne wyglądają niesamowicie. We wszystkich typowych dla nich budowlach ściany są gładkie i błyszczące. Korytarze z rzadka wypełniają malowidła i rzeźby. Głownie przedstawiają ich boga Vyre i sceny z bitew z trollami. Wszystko niezwykle dokładne i precyzyjne, zdobione szlachetnymi metalami i kamieniami. Wszystko wsparte na łukowatych sklepieniach podtrzymywanych prze gładkie i smukłe kolumny. Na owych sklepieniach znajdowały się otwory przez które wpuszczano światło. Krasnoludy mieszkały pod ziemią lecz w ich miastach zawsze było jasno jak w dzień, miały bowiem specjalne kryształy które mogły magazynować światło i przesyłać je do głębi swych miast. Taki sam kryształ oświetla Newlę.
* Naprawdę niezwykłe, chciała bym widzieć tyle co ty
* Widziałem też Enobę. Lecz wkrótce po tym walki stawały się codziennością. Były bardzo ostre i krwawe. Orki razem z trollami nacierały cały czas. Codziennie traciliśmy i odzyskiwaliśmy jakiś fragment miasta, bądź nawet i całe miasta. Krasnoludy walczyły bardzo zawzięcie, lecz mimo to Enoba zaczynała przechodzić z rąk do rąk. Nasze siły wyczerpywały się, zaś orków przybywało. Gdyby Einoritr poparł nas i wysłał armię, przejęli byśmy całe Góry i ufortyfikowali na tyle że Kult już nigdy by tam nie powrócił.
* A co było dalej, dlaczego tak nagle wycofaliście się z Gór?
* Po pewnym czasie tych zaciętych walk Najwyższy Kapłan Kultu, Ocrug wydał rozkaz aby totalnie zmiażdżyć opór. Przybyła ciężka jazda Kultu - Jazda Mroku. Wraz z najlepszymi dowódcami, Kebagorem, Roge, Halbą, Xatarem i Ihimelem który dowodził. Przez dwa kolejne lata traciliśmy miasto po mieście. Nie mieliśmy najmniejszych szans, haramidzi to doskonali żołnierze i miałem okazje się o tym przekonać. Gdy walczyliśmy o Enobę król Bast Kagawa został osaczony przez sporą grupę orków, nie miał większych szans z taką ilością sam. Lecz z odsieczą przyszedł mu Ruget. Uratował życie Królowi Krasnoludów i został bohaterem. Poniekąd swoje życie zawdzięczam też jemu. Bowiem kilka minut później natknąłem się na haramidę. W dodatku na samego Halbę, w walce z nim nie miałem większych szans. Bardzo szybko wytrącił mi miecz z ręki i przycisnął do ściany, lecz wtedy zjawił się Bast krzycząc „Pokonałeś mego pradziada i podbiłeś nasze miasta kulawa gnido, lecz nie zniszczyłeś nas” Halba wystraszył się widząc topór Omegila Wielkiego który wraz z Bastem biegł w jego stronę, zostawił mnie i zaczął walczyć z potomkiem Omegila. Gdyby nie Bast już bym nie żył, a gdyby nie Ruget, Bast nie uratował by mnie.
* Dlatego przebywacie zawsze z Rugetem w jednym miejscu?
* Tak, od tamtej pory jest zawsze przy mym boku. Lecz miałem okazję mu się zrewanżować. Enoba była przegrana i wycofaliśmy się do Fegoe. To miasto też straciliśmy szybko. Nasze siły skupiły się w Rypom. Tam doszło do decydującej bitwy i tam też odwdzięczyłem się Rugetowi, ocalając jego życie. Bast nie miał wyboru, zebrał armię i wycofaliśmy się przez Most na Ottocie. Ten sam przez który triumfalnie wkraczaliśmy w Góry Utracone i ten przez który wycofywały się krasnoludy. Ihimel, niejako pozwolił nam przejść w spokoju przez most. Gdy bitwa o Rypom doszła do końca i zaczęliśmy odwrót nie atakował nas nikt. Lecz to było złudne przypuszczenie. Gdy byliśmy już w Górach Białych pod Reet, gdzie leczyliśmy rany, Ihimel zaatakował. Uderzył z całą armią na Królestwo. Dopiero wtedy Einoritr zadziałał. Magnateria i Szlachta dostała wolną rękę, zaś armia miała nas wspomóc jak tylko mogła. Ihimel przeliczył się, nie miał takiej siły aby pokonać całą armię Królestwa Elfów. Lecz za Ottot nie przeszliśmy, armia była za słaba aby walczyć w Górach, a krasnoludy zbyt wyczerpane aby tam powrócić. Denao i Silumin zatrzymali wojsko a pokój ku uciesze wschodniej szlachty powrócił. Wielu miało żal do Einoritra iż zdecydował się na pomoc gdy było już za późno. Ale ja go rozumiem, niewiele mógł zdziałać i nie mam do niego tak wielkiego żalu – Emige przytuliła go mocno
* To wszystko co opowiadasz jest niezwykłe. Współczuje ci że musiałeś przeżyć tyle niemiłych doświadczeń. Ale dzięki temu wiele możemy ci zawdzięczać
* Dziękuje ci, chociaż ty doceniasz to co uczyniliśmy
* Gdy cię tak słucham to wydaje mi się że jestem gdzieś indziej, z dala od domu. Widzę te odległe i piękne miejsca – Przytuliła go jeszcze mocniej – Obiecaj mi że kiedyś pokażesz mi wiele ciekawych miejsc
* Obiecuje – spojrzeli sobie w oczy i delikatnie pocałowali się. Oboje poczuli jak przeszywa ich gorąco, to uczucie było potężne, bardzo potężne. Po chwili przestali i usiedli jak para zawstydzonych dzieci
* Więc to za to wszystko zostałeś elfem – Szybko zmieniła temat
* Tak. Ullfi choć nie mógł nam pomóc to obserwował nas z zaświatów. Ruget od Króla Basta Kagawy dostał tytuł szlachecki, ja zaś z moimi przyjaciółmi zostaliśmy wezwani do Newli. I tam w świątyni Ullfiego również dostaliśmy tytuły szlacheckie od samego Einoritra. Podczas całej uroczystości w świątyni objawił się Ullfi…
* Spotkałeś samego Ullfiego, Boga wszystkich elfów?
* Tak. Gdy ukazał się Ullfi kazał nam wybrać. Każdy z nas, za swą postawę mógł pozostać w Królestwie, stać się elfem i zyskać życie wieczne, albo powrócić do naszych domów, bardzo daleko stąd. Moi przyjaciele wybrali powrót, pożegnałem ich zaś Ullfi swą mocą przeniósł ich w nasze rodzinne strony. Ja postanowiłem zostać, nie miałem do czego wracać a tu znalazłem nowy dom i przyjaciół. Ullfi zaś użył swej mocy i stałem się elfem. Potem kazał mi wybrać sobie nowe imię. Wybrałem Nija co znaczy … nic, Nija oznacza coś nie ma żadnego znaczenia. Lecz i tak wszyscy mówili mi Kedylg, zatem Nija stało się nazwiskiem, lecz i teraz bardzo rzadko z niego korzystam, zresztą nikt go nie używa. Wszyscy mówią o mnie po prostu Kedylg i od razu wiedzą o kogo chodzi. Tak też pozostało. Jeszcze tego samego dnia Einoritr przekazał mi włości i sfinansował budowę mego zamku, zaś Denao awansował mnie na Magnata.
* Cieszę się że pozostałeś. Dzięki temu poznałam cię – Przytulili się do siebie a z nieba zaczął padać łagodny deszczyk.
* Chodźmy na zamek, bo przemokniemy tu za niedługo.
* Dobrze – uścisnęła go jeszcze raz i razem pobiegli do zamku gdyż deszcz pomału nasilał się.
Gdy deszcz ustał był już późny wieczór. Arad Emige i Elsui powrócili do pałacu. Było dość późno i hrabia Arad nie chciał rozmawiać z córką. Przełożył rozmowę na rano.
Następnego dnia wstał wcześniej aby zatrzymać córkę, wypływała zawsze nim Arad zdążył się obudzić by nie pytał się gdzie tak często pływa. Gdy szykowała się do kolejnej wycieczki nad Pawę rozległo się pukanie do drzwi. Emige była zajęta i odpowiedziała.
* Wejdź Elsui, jestem już ubrana – Drzwi otworzyły się i stanął w nich Arad
* Witaj córko – Emige szybko odwróciła się i zaskoczona rzekła
* Witaj ojcze. Co robisz tu o ta wczesnej porze?
* Chciałbym z tobą porozmawiać – usiadł spokojnie na fotelu w rogu pokoju – O twych wycieczkach po Hirej
* Tak? Żeglujemy godzinami z Elsuim, podziwiamy krajobrazy, czasem zatrzymujemy się gdzieś na brzegu …
* Akurat nad Pawą?
* Skąd wiesz?
* I do tego widujesz się z tym całym Kedylgiem?
* Tak! Nie zaprzeczam – Stanowczy głos córki nieco zaskoczył Hrabiego – Kocham go – To już zszokowało Arada
* Jak mogłaś?! – Arad podniósł się i krzyknął. Po raz pierwszy wybuchnął gniewem – On jest z zachodu, to wojownik, ma krew na swych rękach. Przyjaźni się z krasnoludami a w dodatku sam nie jest elfem.
* On jest wspaniałym elfem i kocham nie. Przy nim nie czuję się jak zamknięta w klatce. Opowiada mi o tych wszystkich miejscach których nie pozwalałeś mi nigdy oglądać.
* To było wszystko dla twego bezpieczeństwa, nie zniósł bym utraty ciebie. Zdajesz sobie sprawę że tam gdzie byś chciała jechać jest niebezpiecznie
* A takie elfy jak Kedylg dbają aby było bezpiecznie. I ja pragnę być z nim, bo wiem że przy nim nic nie może mi się stać
* Zobaczysz jeszcze. On cię zostawi. Pójdzie na jakaś wojnę, którą być może sam rozpęta. Zginie tam a słuch po nim zaginie.
* To nic nie znaczy.
* Nic nie znaczy? My elfy zostaliśmy stworzeni aby miłować pokój, a ty swymi słowami zdradziłaś nasze przeznaczenie. Przykro mi to mówić ale wiedze że stanęłaś po stronie tych niegodziwców z zachodu. Jednak postaram się aby cię uleczyć. Masz zakaz opuszczania pałacu.
* Nie zrobisz mi tego?
* Już zrobiłem. Straże wiedzą że mają cię nie wypuszczać, zaś Elsui dostanie inne zadania. Nie nadaje się aby cię pilnować.
Arad opuścił pomieszczenie i trzasnął za sobą drzwiami. Emige natomiast rzuciła się na łóżko i zaczęła płakać. W obojgu tkwiło wiele gniewu jaki zrodził się z tej kłótni. Taka scena rzadko była spotykana pośród elfów które szczyciły się swym spokojem i opanowaniem.
Niewiele to jednak dało. Wszyscy strażnicy lubili Emige i nie potrafili jej się zbytnio sprzeciwiać, choć mieli wyraźny rozkaz od Arada. Gdy tylko trzy dni po kłótni Arad i Idel wyjechali na dwa dni, Emige i Elsui wsiedli do łodzi i popłynęli nad Pawę do Kedylga. Wizyta miała być bardzo krótka, a strażnicy obiecali że będą milczeć.
Kedylg jak zawsze ucieszył się wielce na widok Emige, szczególnie że nie widział jej przez trzy dni. Lecz ona była smutna i przygnębiona. Elsui został z Rugetem i pomagał trochę przy budowie zaś Kedylg i Emige poszli więc na spacer wzdłuż Hirej.
* Mój ojciec zabronił mi się spotykać z tobą. W dodatku mam zakaz opuszczania Kufus
* Tak wiem. Był tu Idel, rozmawiałem z nim przez chwilę i powiedział mi o wszystkim
* Jak to? Pewnie przysłał go mój ojciec na przeszpiegi
* Był tu z własnej woli. Też jest żołnierzem i szanuje mnie za to co robiliśmy nad Ottotem. Sam mi to powiedział – Kedylg chwycił Emige i przytulił – Lecz ten zakaz niczego nie zmienia. Kocham cię i pragnę być z tobą. Nic mnie przed tym nie powstrzyma
* Ja też, ale nie wiem co zrobi mój ojciec…
* Po prostu zostań tu ze mną. Przy mnie ci nic nie grozi, a przecież nie odbierze mi ciebie siłą. Mam potężnych sojuszników.
* Mimo to boję się, zresztą to mój ojciec, nie mogę tak po prostu go zostawić – Emige usiadła na zwalonym konarze drzewa – Sama już nie wiem co mam uczynić. Wkrótce muszę wracać do domu.
* Proszę cię zostań
* Nie mogę. Muszę wrócić. Jeśli zniknę tak nagle strażnicy będą mieli kłopoty przeze mnie – Pocałowała go w policzek i pobiegła na zamek do Elsui. Zaraz potem oboje wsiedli do łodzi i popłynęli do Kufus. Minęli Kedylga który siedział na tym samym konarze co Emige. Pomachała mu, zaś Kedylg uśmiechnął się i załamany powrócił na zamek.
Miłość to potężne uczucie. Daje wielką siłę ale może też ranić bardziej niż najostrzejsza broń gdy nie jest spełniona. Tak też czół się Kedylg. Wiele przeszedł w swym życiu, a teraz czół ból tak wielki jakby setki orkowych toporów uderzało w jego serce. Głowę rozsadzały mu myśli dziwne i zawiłe. Chciał być z Emige już na zawsze, lecz jak to uczynić. Emige gdy wróciła zaczęła bardzo mocno modlić się do swego boga Ullfiego. Potrzebowała rady, pomocy w życiowych trudach jakie napotkała na swej drodze. Jedynie Ullfi mógł jej pomóc. Dlatego modliła się żarliwie. Tak żarliwie iż Ullfi usłyszał jej modlitwy. Były one tka potężne i przepełnione mocą miłości iż musiał ich usłuchać.
Spojrzał z zaświatów na nich oboje, na ich miłość, na człowieka którego przemienił w elfa i na śliczną elfią szlachciankę. Postanowił im pomóc i uczynić ich oboje szczęśliwymi.
Na szczycie Keike, najwyższej góry na całym kontynencie Keta znajdowała się brama do zaświatów strzeżona przez potężnego ducha Chajra. Tamtędy anioły, dżiny, demony i upiory przybywały na Ziję, bądź wracały w zaświaty. Tamtędy też dwa anioły Ullfiego przybyły do tego świata i ruszyły do Kufus.
Nad ranem następnego dnia znalazły się na dworze Arada i niewidzialne przeniknęły do pomieszczenia Emige, pozostając tam póki młoda szlachcianka nie obudzi się.
Gdy Emige otworzyła oczy pierwsze co ujrzała to jasność. Lecz nie pochodzącą z promieni wschodzącego słońca, lecz ze świecących szat aniołów. Widok tych dwóch postaci, nawet tak wspaniałych przeraził ją.
* Kim jesteście?!
* Ja jestem Tyfon – Odpowiedział pierwszy, potężnym i grzmiącym głosem, ale słyszalnym tylko w pomieszczeniu.
* Ja zaś Owiryj
* Jesteśmy aniołami, wysłannikami potężnego Ullfiego, stwórcy najdoskonalszej i nieśmiertelnej rasy elfów i patrona ich królestwa.
* Przybyliśmy aby przekazać tobie i Kedylgowi przesłanie od naszego pana
* Ullfi odpowiedział na moje modlitwy? – Emige rozpromieniła się. Był to wielki zaszczyt być wysłuchanym przez jakiegokolwiek Boga – I jeszcze wysłał was. Wielkie szczęście mnie spotkało.
* Nasz pan wie co powinnaś uczynić.
* Zna bowiem Kedylga i wie że będziecie razem szczęśliwi. Kedylg to wielki bohater który zna nawet potężnego ducha strzegącego wrót na Keike.
* I po to zostaliśmy zesłani. Mamy wam pomóc w byciu razem.
* Przekonacie mego ojca?
* Obawiam się iż na niewiele by to się zdało. Twój ojciec nie posłuchał by nawet samego Ullfiego.
* Więc jak nam pomożecie?
* Pomożemy ci w ucieczce i zatrzymamy twego ojca taką siłą iż nie będzie próbował cię ścigać – Emige siedziała osłupiona, nie rozumiała w ogóle togo co się włoku niej dzieje.
* Dziś gdy nadchodził będzie zmierzch zabierzemy cię do Kedylga i ochronimy was. Przygotuj to co chcesz abyśmy zabrali z tobą.
Anioły rozpłynęły się powoli w powietrzu, zaś Emige padła się z powrotem na łoże aby przemyśleć to co się stało. Cieszyła się iż będzie nareszcie z Kedylgiem. Lecz ogarniał ją wielki smutek iż z tego powodu musi opuścić ojca i to jeszcze w tajemnicy, bez żadnego pożegnania. Nie było jednak wyjścia i pocieszała ją myśl że być może ojciec jej to kiedyś wybaczy i spotkają się wszyscy razem przy jednym stole. Arad wzmocnił straże włoku Kufus aby być pewnym że jego córka pozostanie w pałacyku a Kedylg nie będzie miał do niej dostępu. Najął nawet nowych strażników aby spełnili wymóg swego nowego pana.
Nie przewidział jedynie tego iż młodym kochankom z pomocą przyjdzie sam Ullfi zsyłając na Ziję dwa anioły.
Tyfon udał się do Kedylga, zaś Owiryj pozostał niewidzialny w Kufus i doglądał wszystkiego bacznie swymi wyostrzonymi zmysłami. Tyfon objawił się Kedylgowi gdy ten wstał i udał się nad Hirej wypatrując łodzi Emige. Był sam daleko od zamku wiec anioł mógł ukazać się w całości. Kedylg widywał już anioły, uwierzył więc słowom Tyfona od razu. Była to dla niego niezwykle szczęśliwa chwila. Radość jego była tak ogromna iż nie czekał aż Tyfon odejdzie, lecz pobiegł wprost na zamek. Był radosny i rozpromieniony, zaraz powiedział o wszystkim Rugetowi. Wtedy uśmiech na jego twarzy nieco przybladł, Ruget uzmysłowił mu iż Arad nie puści Emige tak łatwo i będzie chciał ją odzyskać. Kedylg kazał więc postawić w stan gotowości cały garnizon jaki był na zamku. Pięćdziesięciu łuczników i dwudziestu piechurów, plus krasnoludzcy robotnicy i inżynierowie. Była to duża siła, lecz niepotrzebna. Anioły dysponowały potężniejszą siłą.
Zbliżał się wieczór i pora na Emige. Niebo przykryły burzowe chmury, zerwał się wiatr który strącał liście z drzew. Tak wygadała jesień w królestwie i nikogo to nie dziwiło, lecz wiatr był mocniejszy, a chmury ciemniejsze niż zwykle. Tyfon swą mocą utworzył na Hirej dużą łudź żaglową, zaś Owiryj prowadził Emige i usypiał elfich strażników na swej drodze. Gdy po trapie wchodziła na łudź, spostrzegł to Elsui i pobiegł do niej.
* Pani! – krzyknął gdy zbliżał się do niej – uciekasz z pałacu?
* Tak, lecz ty zostań. Jesteś oficerem mego ojca, nie chcę abyś mi pomagał w ucieczce.
* Ale kto pokieruje tak wielką łodzią?
* Ja – za elfem zjawił się Tyfon
* Na Ullfiego – Elsui uklęknął przed aniołem
* Lecz możesz z nami płynąć i towarzyszyć swej pani w tej podróży. Zemsta Arada i tak z pewnością by cię dosięgła w Kufus.
Elsui z chęcią wszedł na łudź. Wtedy też nad posiadłością Arada zerwał się jeszcze większy wiatr, zgromadził jeszcze więcej chmur i pchnął przed siebie łudź z Emige i Elsuim.
Arad i Idel stali na dziedzińcu i obserwowali jak zmienia się jesienna pogoda.
* Bardzo dziś wieje Idelu. Jesień nadchodzi z całą siłą.
* Tak panie dziś wyjątkowo pochmurna pogoda. Z pewnością będzie padać
* Być może będzie nawet burza. Dobrze że żniwa już zakończone a zboże w magazynach.
* Tak udało się hrabio.
* Patrz ile liści na dziedzińcu, jeszcze tyle nie widziałem. Trzeba będzie je uprzątnąć jutro.
* Tak panie. Z dziesięć tysięcy ich będzie – Idel uśmiechnął się na moment, lecz po chwili na jego twarzy pojawił się smutek – Panie?
* Tak Idelu?
* To może zabrzmi dziwnie, lecz czuję…
* Co takiego?
* Ten wiatr jest zły. Źle wieje, te wichury przyniosą coś niedobrego
* Też tak wyczuwam, lecz nie chciałem nic mówić
* Może wzmocnić straże, choć w taką pogodę to nie będzie dobry pomysł?
* Nie … nie rób tego – Na twarzy Arada pojawiło się przerażenie, jego ojcowski instynkt podpowiadał mu coś – Moja córka! – Oboje spojrzeli na niebo spowite ciemnymi chmurami i pobiegli do pomieszczenia Emige. Udali się do drzwi i ujrzeli nieprzytomnego strażnika. Arad wpadł do pomieszczenia.
* Pusto! – Jego twarz przepełniała rozpacz i panika – Uciekła do Kedylga
* Obudź się!! – Idel potrząsał strażnikiem, lecz ten uśpiony mocą Ullfiego pozostawał nieprzytomny. Obaj ruszyli ku rzece, po drodze napotykając kolejnych nieprzytomnych strażników.
* Co się tu dzieje – mówił do siebie Arad – Wezwij wszystkich strażników. Tylu ilu się tylko da, ruszamy za nią.
* Panie mamy zostawić Kufus bez opieki?
* Nic się tu nie stanie, ma córka jest ważniejsza.
Elsui i Emige stali spokojnie na łodzi płynącej po Hirej, nad nimi świeciło zachodzące słońce. Chmury gromadziły się jedynie nad Kufus, lecz silny wiatr wiał i tu. Po pewnym czasie chmury jednak poczęły przesuwać się ku nim. Najpierw powoli, lecz potem coraz szybciej. Arad i Idel ruszyli za nimi, zaś chmury podążały za nimi. Cześć strażników ruszyła wraz z Aradem i Idelem łodziami, reszta drogą jaka prowadziła do zamku.
Arad nie poddawała się, kazał wiosłować coraz mocniej. Chmury cały czas były nad nimi, a po chwili zaczęło grzmieć i błyskać pioruny. To Owiryj począł używać mocy Ullfiego aby zawrócić hrabiego z jego elfami. Arad mimo wszystko nie ustępował. Po chwili zaczęło padać. Lecz nie był to zwykły deszcz. Takiej ulewy nie spotykano w tej części Kety nigdy dotąd. Łodzie zwolniły, lecz Arad ciągle był nieustępliwy. Znacznie łatwiej poszło ze strażnikami na drodze. Wystarczyło kilka piorunów i złamane drzewa aby przerażeni mocą burzy, strażnicy zawrócili do Kufus. Dopiero gdy pojawiły się na spokojnej zawsze Hirej wiry i łodzie pełne wody z deszczu kołysały się niebezpiecznie Idel odezwał się.
* Panie!. Musimy płynąć na brzeg! Nie możemy podróżować dalej! – Krzyczał Idel, deszcz i pioruny zagłuszały wszystko włoku
* Płyniemy dalej!
* Panie, łodzie toną!
* Płyniemy dalej! Mimo iż mój Bóg jest dziś przeciwko mnie, nie odpuszczę – ostatnie zdanie powiedział cicho odo siebie
Lecz anioły miały tego dnia wiele mocy swego Boga. Wiry na Hirej stały się jeszcze mocniejsze i łodzi obracały się w miejscu. ze skał poleciały głazy, grożące roztrzaskaniem łodzi na drzazgi.
Wtedy Arad poddał się i nakazał płynąc na brzeg. Lecz nie poddała się do końca. Na lądzie byli bardziej bezpieczni wiec rozkazał marsz do zamku. Mimo fatalnej pogody i wielu przeciwieństw, jego charyzma była tak wielka iż strażnicy poszli za nim dalej. Nawet iż znajdowali się pod osłoną drzew, deszcz bardzo przeszkadzał. Do zamku wiodła zwykła droga, która przy takim deszczu szybko wchłaniała wodę iż zamieniała się w rzekę błota. Z drzew łamały się gałęzie, zaś ze skał jakie mieli z prawej strony spadały głazy i kamienie. To był najcięższy marsz jaki przeżyli, lecz ten jeszcze się nie skończył. Przed sobą mieli jeszcze kilka kilometrów, a pokonanie ich miało im zając w takich warunkach wiele czasu.
W tym czasie łudź wraz z Emige i Elsuim dobiła do zamkowej przystani. Tam czekał na nią Kedylg i gdy tylko Elsui pomógł Emige wysiąść na brzeg padli sobie w ramiona. Byli niesamowicie szczęśliwi. Anioły nie były już potrzebne więc odeszły i powróciły przez bramę na Keike do zaświatów. Przy doku na Pawie stał statek Kedylga, gotowy aby zabrać ich oboje na zamek w którym mieszkał Kedylg. Wsiedli na niego i popłynęli ku Ottotowi, a dalej na zachód na zalew Tyny. Tam nad wielkim zalewem na Ottocie stała twierdza Kedylga, Mazureth.
Chmury zniknęły, tak jak i uporczywy deszcz i spadające głazy. Arad i Idel dotarli po wyczerpującym marszu na zamek. Tam jednak zastali jednak zamknięte bramy i łuczników na murach. Ci jednak nie trzymali łuków w gotowości jak kazał Ruget, byli to w końcu ich rodacy, zaś ich widok był straszny. Zmęczeni, osłabieni, niektórzy wyczerpani. Brudni przemoczeni, pokaleczeni, ledwo trzymający się na nogach. Marsz był dla nich straszny
* Jestem Hrabia Arad! Przybyłem tu po mą córkę! – Na murach pojawił się Ruget
* Mam dla was złe wieści Hrabio. Twej córki tu nie ma. Kedylga też. Są już daleko stąd
* To nie prawda! Żądam wydanie mej córki! Wiem że tu jest!
* Mówiłem już że ich tu nie ma. Oboje wsiedli na statek kapitana Kedylga i popłynęli do Mazureth – Arad złamany usiadł na ziemi
* Panie co robimy dalej? – spytał Idel – Nie damy rady wrócić do Kufus, strażnicy są wyczerpani
* Nie wiem, nic już nie jest dla ważne
* Wiedze w jakim jesteście stanie! – krzyknął Ruget – Jeśli oddacie nam broń, to wpuścimy was na zamek i będziecie mogli odpocząć, opatrzyć rany, posilić się i wrócić do Kufus kiedy tylko będziecie chcieli
W tym Momocie strażnicy zaczeli zdejmować miecze i podchodzić do bramy, Ruget machnął ręką aby otwarto im wrota.
Arad był załamany, siedział na zamku pośród swych elfów i rozpaczał. Jego córka odpłynęła daleko, bardzo daleko, jedyna i ukochana znalazła się w tej części Królestwa w jakiej nie miał żadnych wpływów ani znajomych. Myśl o bezsilności pogłębiała jego rozpacz. Jednak pojawiła się nagle nadzieja. Strażnicy Kufus odpoczywali i opatrywali rany w królewskim zamku, zaś Aradowi zaświtała myśl że jest jedna osoba do której może się jeszcze udać. Następnego dnia wraz z Idelem, Elsuim i strażnikami powrócili do Kufus. Lecz Arad nie pozostał długo w pałacu, pośpieszył do Newli, na spotkanie z Einoritrem. Wiedział że wszystko potrwa długo, nim osiągnie cel, lecz liczyła się dla niego jedynie córka. Niekoniecznie jej dobro.
Kedylg z Emige po kilku dniach dotarli wreszcie do Mazureth. Lecz wkrótce Kedylg miał powrócić do swych obowiązków. Zamek był już prawie na ukończeniu i musiał dopilnować wszystkiego nim nadejdzie zima. Choć Emige bardzo tęskniła za Kedylgiem nie nudziła się w Mazureth. Mogła podziwiać nowe miejsca i ogrom zalewu Tyny. I mimo iż Mazureth leżał w miejscu zagrożonym przez ataki orków to była to twierdza z silnym garnizonem. Emige była więc bezpieczna, w dodatku zawsze czuwali w jej pobliżu najlepsi żołnierze Kedylga. Teraz Emige czuła w pełni że cała Zija stała się dla niej otwarta.
Kedylg nie pozostawał jednak nad Hirej zbyt długo. Po dwóch tygodniach powrócił do Mazureth. Ruget miał dokończyć zamek, który właściwie budował samodzielnie i był dumny ze swego dzieła. Po ukończeniu budowy Ruget powrócił do Mazureth i udało mu się zdążyć na uroczystości zaślubin Kedylga z Emige. Cała uroczystość była skromna i bez zbędnego przepychu, choć Baron Denao który uczestniczył w uroczystości bardzo lubił wystawne uroczystości. Uroczystość udało się też utrzymać w tajemnicy mimo obecności wielu ważnych magnatów, szlachciców i generałów Królestwa, oraz krasnoludów z Królestwa Haly.
Wszystko wyglądało na to iż nic nie zakłuci ich spokoju i szczęścia.
Gdy Arad stał się uciążliwy dla Einoritra i Król postanowił posłać po Kedylga i Emige, aby stawili się w Newli i wyjaśnić całą sytuację do końca. Kiedy Kedylg dostał list od Einoritra wyruszył wraz z Emige natychmiast. Nikt nie spodziewał się że może być cokolwiek co zakłuci ich szczęście, nawet oni sami byli dobrej myśli.
Miesiąc później oboje dotarli do Newli. Emige była oczarowana tym pięknym miastem. Od kiedy była z Kedylgiem wiele widziała. Bogactwo kolorów, najwyższej klasy kunszt elfickiej architektury, ogromne miasto i bardzo rozbudowane. Nie miało murów obronnych więc rozrastało się szybko. W środku miasta znajdowała się wysoka wieża, na której spoczywał ogromny kryształ. Ten świecił światłem tak jasnym jak słońce i oświetlał miasto i w dzień i w nocy. Ten widok pozostawiał w pamięci niezatarte wspomnienia. Gdy jechali przez miasto, Emige ciągle spoglądała przez okno podziwiając piękno Newli i bogate stroje swych rodaków.
Gdy przybyli na zamek czekał już tam na nich Arad, gdy oboje wchodzili do ogromnej sali tronowej Einoritra, wypełnionej bielą i srebrem, z wieloma motywami roślinnymi, kolumnami w kształcie drzew i wieloma innymi bogato zdobionymi szczegółami. Arad stał przy tronie Króla, na razie jeszcze pustym i spoglądał na Kedylga z nienawiścią. Pomału zbliżali się do tronu prowadzeni przez dostojnie ubranych oficerów, w świecących zbrojach całych pokrytych srebrem i złotymi symbolami.
Do Sali pośpiesznie wszedł Einoritr, nim jeszcze Kedylg i Emige dotarli do tronu. Wszyscy ukłonili się mu nisko i podnieśli gdy ten zasiadł na tronie.
* Witaj Kedylgu. Wiele lat minęło od kiedy byłeś tu ostatnio.
* Tak wasza wysokość. Baron Denao daje mi dużo pracy nad zabezpieczeniem Królestwa.
* Cieszę się. Wiecie pewnie dlaczego wezwałem was tutaj. Twój ojciec Emige pragnie cię odzyskać.
* Ten łotr ukradł mi córkę
* Spokojnie Aradzie. Takie zachowanie nie przystoi elfowi, a do tego jeszcze hrabiemu.
* Ale my jesteśmy już małżeństwem – Odpowiedziała Emige, Arad nie wiedział co powiedzieć
* Wiec jak widzisz Hrabio niewiele ci mogę pomóc. Osobiście wolałbym abyście tę sprawę rozwiązali sami i w sposób pokojowy. W dodatku właśnie wracam ze świątyni Ullfiego. I mam dla ciebie wieść Aradzie iż to z woli naszego Boga oboje są razem. Więc tak czy inaczej nie mogę ci pomóc. Me stanowisko jest zawsze zgodne z wolą Ullfiego a i tobie Aradzie proponuję pogodzić się z nią. Ja osobiście daję tobie Emige i tobie Kedylgu swe błogosławieństwo i z chęcią będę wam służyć pomocą. Jak widzisz Aradzie oboje się kochają i nikt ich nie rozdzieli. Aradzie.
* Tak wasza wysokość?
* Pozwól im żyć sobie spokojnie. Kedylg to dobry elf, choć wiem że wielu jak i ty nigdy go nie zaakceptujecie. Spróbuj jednak. Królestwo wiele zawdzięcza temu oficerowi. Możecie więc wracać do domu, choć wolałbym abyście pozostali i pogodzili się.
* Wybacz Królu – Arad wstał i opuścił salę. Nie miał zamiaru godzić się z Kedylgiem
* Przykro mi. Wracajcie do domu – Einoritr też wstał i wszyscy dworzanie ukłonili się – Audiencja skończona.
Choć Arada przepełniała nienawiść do Kedylga i ciągle pragnął odzyskać córkę nie mógł wiele zrobić. A w dodatku wszystko i wszyscy byli przeciw niemu. Emige i Kedylg powrócili do Mazureth szczęśliwi, choć Emige żal było ojca i wierzyła głęboko iż ten odmieni swą postawę. Oboje żyją po dziś dzień, co się tyczy Arada, ten ku uciesze córki pogodził się z tym związkiem wybaczył obojgu. Lecz musiało upłynąć wiele setek lat nim to się stało a zanim zaakceptował w pełni Kedylga upłynęło jeszcze więcej czasu. Podczas wojny z Sarmanem gdy Kedylg udowodnił swą wartość i miłość do Emige podczas swej pierwszej śmierci.


“Chajr-Ad-Din” chajr@op.pl / michal_wipmfs@o2.pl
Myszków 10 luty 2006 r.
16:45

Data:

 10 luty 2006

Podpis:

 Chajr-Ad-Din

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=23113

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl