DRUKUJ

 

PARA Z PRZESZŁOŚCI

Publikacja:

 06-02-07

Autor:

 epsonka
To dziwne, tego dnia przebudziłam się z nocnego koszmaru, a nigdy mi się to nie zdarzało. Najgorsze było to, że sen był bardzo realistyczny… byłam spocona i przestraszona, chciało mi się pić, więc poszłam do kuchni i nalałam sobie zimnej wody. Kiedy siedziałam przy kuchennym stole weszła moja zaspana sublokatorka i powiedziała wylewne „cześć”, a po chwili zapytała:
- Jak ci się spało?
- Miałam koszmarny sen, śnił mi się bardzo przystojny chłopak, a może nawet już mężczyzna, brunet, zielone oczy, który był wampirem, chciał mnie pocałować, a ja myślałam, że chce wyssać ze mnie krew. To dziwne, ale ten koszmar był tak realistyczny, że się przebudziłam.
- To wszystko przez te twoje nocne oglądanie horrorów, mówię ci, to przez to masz te koszmary. – odrzekła Dominika i robiła sobie kanapkę.
- Ale to było tak realistyczne, miałam wrażenie, że to dzieje się naprawdę. – powiedziałam i weszłam do łazienki, by umyć zęby, gdyż musiałam zdążyć do pracy.
- Słuchaj Eliza, to tylko sen. A w śnie wszystko jest zbyt realistyczne, a zresztą wampiry nie istnieją, nie ma ich wśród nas, to tylko jakaś głupia legenda, wymyślona przez jakiegoś głupka, który chciał zarobić na tym trochę grosza.
- Może masz i rację, ale jeszcze nie potrafię się z tego otrząsnąć.- odpowiedziałam i szykowałam się do pracy.
Pracowałam na giełdzie, jako makler, więc wolałam się nie spóźniać, zresztą zależało mi na tej pracy i to bardzo. Ubrałam się jak zwykle elegancko ruszyłam na przystanek. Miałam jeszcze dwa miesiące wakacji, więc wiedziałam, że ani w autobusach, ani w tramwajach nie będzie korków. Po 30 minutach dojechałam na miejsce i weszłam do mojego biura. Powiedziałam wszystkim znajomym „cześć” i zaczęłam robić sobie kawę. Nagle podszedł do mnie mój kolega z pracy i powiedział:
- Czeka ktoś na ciebie w twoim biurze.
Byłam zdziwiona, bo nikogo tutaj dobrze nie znałam i nikt nigdy na mnie nie czekał w pracy, no chyba, że pośrednicy firm, którzy inwestują swoje akcje na giełdzie. Skończyłam robienie kawy i poszłam do siebie. Kiedy weszłam do środka, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Z rąk wypadł mi kubek z kofeinowym napojem, bo zobaczyłam obiekt moich snów. Przystojnego bruneta z zielonymi oczami, ubranego w czarny garnitur. Byłam tak poruszona, że nawet nie zauważyłam, że mój kubek szybuje delikatnie w powietrzu w stronę biurka.
- Nie warto marnować kawy. – odrzekł nieznajomy.
Stałam jak wryta i nie mogłam wydusić z siebie nawet słowa. Wiedziałam doskonale, że ten kubek to sprawka nieznajomego, albo znajomego z mojego snu.
- Jak ty to zrobiłeś? – wydusiłam w końcu.
- Nie wiesz? Ty tez tak umiesz, albo przynajmniej umiałaś kiedyś…
- Nie przypominam sobie i przestań wyprawiać jakieś głupie iluzje w moim biurze. A jeśli masz zamiar dalej to robić to wyjdź. Nie znam cię i nie wiem czego chcesz.
- Znasz mnie i to bardzo dobrze. – odpowiedział czułem głosem nieznajomy.
- Posłuchaj musiałeś mnie z kimś pomylić, ja nigdy w życiu cię nie widziałam, nawet na żadnej imprezie, ani w pracy, bo chyba tutaj nie pracujesz???
- Jeszcze nie, ale wszystko się da załatwić.
- Wyjdź, albo wezwę ochronę. – powiedziałam w końcu. Coś jednak ciągnęło mnie do przystojniaka, musiałam to jednak powstrzymywać i to bardzo, bo uczucie przyciągania było ogromne.
- I tak by mi nic nie zrobili, ale wyjdę. Nie myśl sobie jednak, że mnie już nie zobaczysz, bo w tym momencie się grubo mylisz Elizo.
Po tych słowach otworzył drzwi i przeszedł korytarzem do windy. Widziałam jak szedł, był zdecydowany i nie skrępowany tym, że oglądają się za nim wszystkie dziewczyny z pracy. Gdy wszedł do windy, zobaczyłam, że patrzy tylko na mnie. Uśmiechnął się złośliwie, machnął ręką i zniknął za zamykającymi się drzwiami. Przez chwilę nie mogłam się otrząsnąć. Zamknęłam drzwi i usiadłam przy biurku, popijając kawę. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi, a po chwili ukazała się w nich moja wspólniczka z pracy.
- Cześć Eli, możesz mi powiedzieć kim był ten przystojniak? Znasz go? Może będziemy zajmować się jego akcjami? – zadawała pytania Weronika.
- Zrezygnował z inwestowania na giełdzie… i nie wiem kto to jest.
- Jejku, jaki on był przystojny. Jak przechodził to myślałam, że wszystkie dziewczyny się na niego rzucą.
- Ja też tak myślałam, a teraz skończmy ten temat i bierzmy się za robotę. Bo chyba coś mamy do zrobienia na dzisiaj. – odpowiedziałam, bo chciałam zapomnieć o tym co się wydarzyło. Miałam nadzieję, że mi się uda, ale nic z tego. Nawet praca nie potrafiła pochłonąć mnie do reszty. Byłam trochę zamyślona i rozproszona, a w niektórych momentach łapałam się na tym, że o nim myślę. Szybko jednak odsuwałam to w zakamarki mojej głowy i wracałam do pracy.
Wracając do domu postanowiłam udać się do pobliskiego pubu na lampkę wina. Spotkałam tam Dominikę, zresztą nie było to dla mnie zaskoczeniem, bo ona tam ciągle przesiadywała.
- Hej, jak tam w pracy?
- Dziwnie, wiesz… - zaczęłam, ale Doma przerwała mi mówiąc – Ty nawet nie wyobrażasz sobie jaki przystojny barman tu pracuje. Jest cudowny.
- Na dzisiaj mam już dość przystojnych mężczyzn. – odpowiedziałam i popijałam wino. Dominika świetnie się bawiła, na Sali z naszymi znajomymi, a ja siedziałam i przyglądałam się stojącym na półkach butelkom z alkoholem. Nagle jedna z nich uniosła się lekko w powietrzu, tak, że tylko ja to zauważyłam. Przypomniałam sobie poranną kawę i zaczęłam rozglądać się po sali, ale nigdzie nie zauważyłam kogoś podejrzanego. Odkręciłam się w stronę baru i zobaczyłam nieznajomego, który nawiedził tego ranka moje biuro.
- A nie mówiłem, że tak łatwo się mnie nie pozbędziesz?
- Czego ty ode mnie chcesz? Co ja ci takiego zrobiłam? – zadałam pytania i znowu poczułam dziwną siłę przyciągania w stronę przystojniaka. – Kim ty właściwie jesteś?
- Mam na imię Ernest, a kim jestem, to ty już doskonale to wiesz, Elizo.
- Skąd znasz moje imię?
- Ja je znam od wieków, od wieków jest w moim sercu tylko jedno imię – Eliza.
- Jesteś chory i powinieneś się leczyć. – odrzekłam i wyszłam z pubu. Kierowałam się w stronę domu, bo nie miałam ochoty na więcej przygód tego dnia. Myślałam o tym co powiedział Ernest, o tym, że ja doskonale wiem kim jest. Jedyna rzecz jaka przychodziła mi do głowy to wampir z mojego snu, ale to było zbyt nieprawdopodobne. Zastanawiała mnie także ta dziwna siła przyciągania, to było dość silne uczucie, które żeby powstrzymać musiałam w to włożyć dużo wysiłku. Tej nocy nie mogłam zasnąć. Śnił mi się znowu dziwny nieznajomy. Tym razem oboje spacerowaliśmy po pięknym ogrodzie, pełnym białych róż. Nie przypominam sobie bym znała to miejsce wcześniej, ale cieszyłam się, że to nie był jeden z moich koszmarów, które miałam poprzedniej nocy. Obudził mnie dzwoniący jak oszalały budzik. Zerwałam się na równe nogi i poszłam do łazienki. Umyłam zęby i położyłam szczoteczkę na zlewie, spojrzałam się na nią i pomyślałam, że fajnie by było, gdyby znalazła się ponownie na swoim miejscy. Wtedy mały przedmiot zaczął się z lekka unosić i zatrzymał się w kubeczku. Nie wiedziałam co robić. Byłam święcie przekonana, że to sprawka mojego natarczywego nieznajomego, ale gdy weszłam do kuchni i pomyślałam o tym, by nastawić wodę i przyszykować sobie kawę, wtedy rzeczy kuchenne jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zaczęły robić to co im rozkazałam Czajnik sam przefrunął do kranu i nalał wody, a kawa za pomocą łyżeczki nasypała się do szklanki.
„To niemożliwe” – szepnęłam sama do siebie.
- Co jest niemożliwe? – zapytała Dominika, wchodząc do kuchni.
- Nic, nie ważne – odpowiedziałam zmieszana i wzięłam do ręki czajnik, w którym zagotowała się woda.
- Ja idę do łazienki, mogłabyś mi zrobić herbatę?
- Tak, jasne, nie ma sprawy… - plotłam trzy po trzy, bo nie wiedziałam co się dzieje.
Kiedy Doma zamknęła za sobą łazienkę, ja zrobiłam jej herbatę, ale tym razem swoim starym sposobem, potem zjadłam śniadanie i ubrałam się do pracy. Wzięłam potrzebne rzeczy i wyszłam.
Po 30 minutach byłam na giełdzie, gdzie już na progu wiedziałam, że dyrektor prosi mnie do swojego biura. Nie wiedziałam o co tak właściwie chodziło, bo i tak nie miałam nic na sumieniu, więc bez żadnych stresów zapukałam do mojego pracodawcy. Weszłam i przy dużym biurku zobaczyłam pana Parkera.
- Dzień dobry, czy coś się stało? – zapytałam.
- Właściwie to tak, twoja współpracownica wzięła urlop, ponieważ chciała sobie trochę odpocząć, dlatego postanowiłem, że znajdę ci kogoś innego do pomocy. To bardzo mądry i wykształcony człowiek, który z chęcią ci pomoże.
- Ale ja bym sobie sama dała radę, to naprawdę było zbyteczne.
- To jest tak na wszelki wypadek, gdyby coś ci nie wychodziło, lub miałabyś za mało czasu. – odrzekł Parker, a po chwili dodał – Możesz już iść, on czeka na ciebie w biurze.
Szczerze mówiąc to niczego złego nawet nie podejrzewałam, ale gdy weszłam do mojego miejsca pracy, to po prostu się załamała. Na moim fotelu siedział mój tajemniczy adorator. Udawałam, ze nie jestem zaskoczona i powiedziałam:
- Przynajmniej wiem, jak masz na imię, pytanie jednak, czy jest prawdziwe?
- Jestem Ernest, imię jest prawdziwe. Nie jesteś zdziwiona, że mnie tutaj widzisz?
- Nie, domyślałam się, że pewnie coś takiego zrobisz, po ostatniej wizycie tutaj. – odpowiedziałam i usiadłam na miejscu, gdzie zawsze siedziała Weronika.
- Tutaj zawsze siedzisz…
- Wiem, ale jakoś nie mam ochoty zasiadać na miejscu wariata.
- Nie jestem wariatem i doskonale o tym wiesz. Przekonałaś się o tym dzisiaj rano. – odrzekł z największym spokojem w głosie.
- Nic się nie wydarzyło rano, wręcz przeciwnie, to był zwykły dzień. – kłamałam.
- Posłuchaj mnie! Jesteś moją ukochaną, tylko ty potrafisz odpierać moją moc oczarowywania płci przeciwnej, tylko na ciebie nie działa.
- To jeszcze o niczym nie świadczy, mam silną psychikę. A teraz skoro jesteś moim współpracownikiem to bierz się do roboty. – powiedziałam, bo nie chciałam wchodzić w dalszą rozmowę z Ernestem.
- Wszystko już zrobiłem, gdyż chciałem z tobą porozmawiać. Na dzisiaj to koniec twoich obowiązków na giełdzie, nie znajdziesz niczego, żeby się wymigać. – odrzekł przystojniak. Wtedy znowu poczułam tą dziwną siłę przyciągania. Miałam ochotę rzucić mu się na szyję i pocałować, ale mój rozum wziął górę nad moimi zmysłami i zaczęłam robić sobie kawę.
- Czego ty do jasnej cholery ode mnie chcesz???!!! – krzyknęłam, bo moja cierpliwość się wyczerpywała.
- Chcę, żebyś mnie wysłuchała.
- To mów. Słucham. – odrzekłam i usiadłam w fotelu.
- Jesteś czarownicą, a ja wampirem, wiele setek lat temu zakochaliśmy się w sobie, ale nasz związek nie mógł się udać. Nasze pochodzenie było temu przeciwne, więc w tajemnicy przed wszystkimi pobraliśmy się i uciekliśmy, jednak zostaliśmy odnalezieni i skazani na śmierć. Umieraliśmy obok siebie w objęciach, zostaliśmy pochowani obok siebie, a na naszych grobach wyrosły białe róże, które do dzisiaj łączą się ze sobą.
- Fajna bajka, niczym „Romeo i Julia”, a zakończenie z „Tristiana i Izoldy”,na takie bajki mnie nie nabierzesz, nie jestem głupia.
- Ale to prawda. A jak wytłumaczysz dzisiejszy poranek, najpierw szczoteczka do zębów, a potem czajnik i kawa… twoja moc się budzi, bo twoja dusza czuje obok moją, ale ty nie chcesz tego poznać, nie chcesz przypomnieć sobie uczucia, które nas kiedyś połączyło.
- Słuchaj, ja już ci mówiłam, że powinieneś się leczyć. Dam ci dobry numer do psychiatry. – powiedziałam i zaczęłam szukać numeru. Nagle nieznajomy objął mnie w pasie i niespodziewanie pocałował. Byłam zła i po chwili go spoliczkowałam.
- Nigdy więcej tego nie rób!!! – krzyknęłam i wybiegłam z biura.
Jadąc w windzie usłyszałam w głowie: „Na naszym pierwszym spotkaniu też mnie spoliczkowałaś, w ten sam sposób”.
Miałam dosyć wszystkiego, byłam zła, a z drugiej strony wiedziałam, że jest trochę prawdy w tym co on mówił. W sumie to co się działo rano, nie wzięło się z nikąd.
Tej nocy nie mogłam spać, wieczorem Dominika próbowała mnie przekonać, bym poszła z nią do pubu, ale nie miałam ochoty na zabawę. Leżałam w łóżku i przekręcałam z boku na bok. Nagle poczułam niesamowite uczucie chłodu, moje okno otworzyło się z wielkim hukiem a na parapecie stała postać, mężczyzny w czarnym płaszczu.
- Kim ty jesteś? – zapytałam przestraszona, ale on nie powiedział nawet słowa. Podszedł do mnie i wziął mnie na ręce, stanął na parapecie, miałam wrażenie, że chce skoczyć, ale za nim zdążyłam coś powiedzieć już szybowaliśmy nad budynkami. Nie mogłam w to uwierzyć, to było jak sen, więc postanowiłam się uszczypnąć.
- To nie jest sen. – oznajmił nieznajomy, jakby czytał w moich myślach.
- Kim ty jesteś? – zadałam pytanie po raz drugi, bo nawet nie wiedziałam co robić.
- Jestem przyjacielem Ernesta, to ja pomogłem wam wtedy uciec, a teraz chcę też mu pomóc za nim zmarnuje swoje życie na dobre.
Wtedy zapadła niezręczna cisza, a po kilku minutach znaleźliśmy się na cmentarzu. Zobaczyłam dwa groby, na których rosły oplecione wokół siebie białe róże. Zobaczyłam napisy na nagrobkach i stare zniszczone zdjęcia. Zaczęłam im się przyglądać.
- Poznajesz? To ty a to Ernest. On mówił prawdę, to raczej ty kłamałaś, jeśli chodzi o twoją moc.
Nagle zaczęłam sobie wszystko przypominać. Czułam się tak jakbym odzyskiwała pamięć. Ernest był rzeczywiście moim ukochanym z przed setek lat.
- Gdzie on teraz jest? – zapytałam wstając na równe nogi.
- Miał trzy dni na znalezienie ciebie i sprawienie byś sobie wszystko przypomniała, o północy mija czas jego pobytu na ziemi. Warunek polegał na tym, że jeśli mu się uda odzyskać ciebie, to będzie mógł zostać, a jeśli nie to wróci do królestwa umarłych wampirów na zawsze.
- Gdzie on jest, muszę go odnaleźć!
- W starej wieży kościelnej, tam musi się rzucić w dół i będzie koniec.
- Nie będzie koniec, zanieś mnie do niego, jeśli jesteś jego przyjacielem, takim prawdziwym.
Wtedy nieznajomy wziął mnie ponownie na ręce i polecieliśmy w stronę starej wieży. Na zegarze biła północ. Kiedy byliśmy prawie na miejscu zobaczyłam postać Ernesta, który szykował się do skoku.
- Nieeeeeeee!!!!! – krzyknęłam, ale w tej samej chwili wybranek mojego serca skoczył.
Po moich policzkach popłynęły łzy. Jego przyjaciel wylądował dokładnie w tym samym miejscu, co stał Ernest.
- Przykro mi. – wyszeptał i przytulił mnie.
- Jaka ja byłam głupia, przecież ja to wszystko wiedziałam od samego początku, ale trudno mi było się do tego przyznać. To wszystko moja wina…
- Przestańcie się pocieszać i mi pomóżcie. – usłyszeliśmy głos z dołu.
Ja i nieznajomy wampir spojrzeliśmy w dół i zobaczyliśmy desperata, który wisiał na drążku, do którego kiedyś była doczepiana flaga.
- Ernest! – krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję, kiedy jego przyjaciel go sprowadził.
- Cieszę się, że krzyknęłaś. Gdyby nie ty na pewno bym skoczył. Jesteś kochana.
- Ty też. – odpowiedziałam i wtedy nasze usta połączyły się w namiętnym pocałunku.
Wróciliśmy do mnie do domu. W swoim pokoju zobaczyłam tysiąc białych róż, których zapach unosił się już na klatce.
- To był prezent pożegnalny dla ciebie, ale teraz to chyba prezent dla mojej ukochanej.
Białe róże uwielbiałam setki lat temu, teraz zresztą też, ale już nie tak bardzo. To one symbolizują delikatną i spontaniczną duszę wampira, która tak jak biała róża odznacza w bardzo wyraźny sposób krew – pokarm tych stworzeń…

Data:

 wiosna 2005r.

Podpis:

 Eve:)

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=22682

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl