DRUKUJ

 

Historia pewnego zamachu

Publikacja:

 05-12-30

Autor:

 hanibal
Nad polaną unosił się pył i kurz. Wznosiły go dwie stojące naprzeciw siebie armie. Po jednej stronie stali ubrani jednako wojowie, wraz z nieliczną grupą konnych na wzgórzu nad nimi górującą. Odziani w dość prymitywne, ale zawsze w jakiś sposób zabezpieczające pancerze. Dodatkowo chronili swoje ciała drewnianymi tarczami. Trzymane w dłoniach włócznie, miecze i topory skierowane były w kierunku przeciwników. Ich oczy tryskały pełnymi kpiny spojrzeniami. Po drugiej stronie znajdowała się gromada odzianych w różne stroje kmieci. Z ich ust bez ładu i składu wyrywały się złośliwe okrzyki, odwagi im dodające. Niektórzy pomalowani w dziwne barwy, w ich mniemaniu groźny wygląd ich twarzom dodający. Tak naprawdę jedynie karykaturę prawdziwych wojowników z nich czyniące.

Byli to pogańscy mieszkańcy wzgórz i lasów, pragnący powrotu swoich bóstw oraz przepędzenia Boga wojów i możnowładców. Wierzyli że ich bogowie pomogą im sukces w bitwie osiągnąć. Jednak nie trzeba było być wybitnym strategiem, by nie poznać po czyjej stronie sukces w tym starciu być musi. Stojący wśród jezdnych książę Bezprym z pogardą patrzył na kolorowe szeregi pogan. Pewien był zwycięstwa w tej potrzebie. A było mu ono bardzo potrzebne. Dzięki temu znowu coś sobie i wszystkim dookoła będzie mógł pokazać. Jakim to jest zdolnym strategiem i genialnym władcą. Tak, to przekonanie bardzo mu przydatne było. Musiał zresztą nie tylko sobie coś udowodnić.

Największa złość go brała na decyzję nieżyjącego już ojca Bolesława w narodzie Wielkim zwanego. Jak mógł on nie jego pierworodnego do sukcesji po sobie wskazać? Wbrew wszystkim prawom postąpić? Ten bękart Mestko miał mu zabrać należną dziedzinę? Jego zaś do stanu duchownego przeznaczyć? O, nie było to możliwe. Zaledwie sześć lat po objęciu władzy przez brata, Bezprym sprzymierzywszy się z cesarzem Konradem II oraz księciem Jarosławem Mądrym, odzyskał należny my stolec książęcy. Musiał co prawda oddać w zamian koronę królewską, którą jego ojciec zdobył, jednak nie była to w jego mniemaniu, zbyt wysoka cena za zdobycie władzy. Na jej przywrócenie przyjdzie jeszcze odpowiedni czas.

Wiedział oczywiście że jego nędzny brat nie podda się jego woli i knowania przeciw niemu prowadzić będzie, jednak pewny był swego sukcesu w tym sporze. Na razie musiał jednak utrwalić zdobytą władzę. Nie było to łatwe. W kmiecych duszach ciągłe grały jeszcze tęsknoty do pogańskich wierzeń. Nie wszyscy zgadzali się na prawa wprowadzone jeszcze przez jego wielkiego dziada Mestka i wiarę, która od jego panowania wiodącą się stała. Od jakiegoś czasu, zapewne przez jego brata cichcem wspierana, rewolta pogańska w kraju panowała. Jednak Bezprym nie miał zamiaru się ugiąć. Jego woje, razem z cesarskimi posiłkami skutecznie prowadzili akcję przeciw buntownikom. Nie odpuszczali ni kobietom ni dzieciom.

Ślad pochodu jego armii znaczyły trupy wszystkich, którzy pecha mieli spotkać ich w lasach. Oczywiście były próby stawiania oporu, jednak z góry skazane na klęskę. Tak właśnie było w tym przypadku. Zbuntowani poganie swoje sioło przed wejściem armii Bezpryma próbowali chronić. Jednak jaką szansę w konfrontacji ze świetnie przygotowanymi wojami, miała gromada kmieci, których bronią niejednokrotnie grube gałęzie były? Część z nich miała co prawda świetne łuki i oszczepy na zwierzynę przeznaczone, jednak w porównaniu ze zbrojnymi księcia wyglądało to mało poważnie. Już w duchu się uśmiechał Bezprym na myśl jak poswawolić swoim wojom pozwoli w tamtych chatach, po zasłaniu trupem kmiecym polany.

Jego wojowie także musieli mieć motywację do dalszej walki. A czy można było lepszą znaleźć niż zaspokojenie swoich męskich potrzeb na brankach? Przecież to stare jak świat prawo i nikogo dziwić nie powinno. Jednak przyjemność ta nie Bezrymowi pisana była. Jeszcze jako młodzieniec został pozbawiony przez psa członka męskiego i dlatego do stanu duchownego przez ojca został przeznaczony. Bo jakże władcą mógł być ktoś, kto następców zostawić nie mógł? Było to niezgodne z wizją sprawowania władzy przez rodzinę. Taka była decyzja wielkiego rodzica. Jednak nikt o to Bezpryma nie pytał. Nikogo jego plany i zamierzenia nie obchodziły.

Dlatego pozornie przyjął bez słowa i w pokorze decyzję ojca. Jednak czekał cierpliwie na swój czas. Wreszcie on nadszedł. Pokonanie na Łużycach Mestka, wraz z atakiem na Morawy Czechów, było kroplą która przelała czarę. Głosząc chęć uporządkowania spraw państwowych, na należne w jego mniemaniu ziemie wkroczył. Możnowładcy i wojowie z radością przyjęli nowego władcę, który mógł im przynieść upragniony pokój. Tak też pozornie wpierw się stało. Początkowo jako ten który pokój i dobrobyt wszystkim przyniesie Bezprym się jawił. Naprawdę miał on swoją wizję, jak dziedzinę mlekiem i miodem płynąca stworzyć. Chciał tego dokonać. Musiał wpierw spokój zaprowadzić. Nie było to łatwe. Okazało się że ucieczka Mestka wcale nie oznaczała uspokojenia sytuacji. Zapewne podburzani przez niego kmiecie podnieśli bunt pogański, który Bezprym wraz z wojami cesarskimi tłumić musiał.

Bezprym dał sygnał do ataku. Tak naprawdę to starcie nie wymagało żadnych zdolności taktycznych. Zdecydowanie przeważające zarówno liczebnością, jak i uzbrojeniem zaatakowanych oddziały uzurpatora, starły się w polu z obrońcami sioła. Bitwa zmieniła się w rzeź. Zaatakowani przez wojów kmiecie rozpaczliwe bronili się ustępując jednak przewadze. Coraz więcej ciał zalegało zieloną polanę. Tylko straszliwa pewność, że w przypadku porażki ich rodziny na swawole wojów oddane będą, powstrzymywała buntowników przed ucieczką. Jednak stało się to co musiało. Wszyscy pokotem zalegli na nasiąkniętej ich krwią murawie. Pobudzeni zapachem i oparami bitwy wojowie wtargnęli między chaty osady. Wkrótce rozległy się okrzyki gwałconych niewiast oraz charkot zabijanych starców i dzieci.
Bezprym z dumą patrzył przed siebie. To było to.Kolejna sławna potrzeba do jego sukcesów zapisana będzie.

Wiedział, że nikt nie przeżyje zabaw jego wojów. Cóż, taka była cena zdobycia i utrzymania władzy. W sumie nie za wysoka.
Wreszcie zapanowała nienaturalna cisza i spokój. Zmęczeni dziennym trudem bohaterscy wojownicy bez słowa gromadzili się wokół swego władyki. Wiedzieli ze noc spędzą w polu. Chcieli jak najszybciej zmienić miejsce ewentualnego obozowania. Nikomu nie uśmiechało się spać z pociętymi trupami w chatach zdobytego sioła. Bezprym skinął ręką:

-Cni wojowie. Wasze dzieło sławić będą potomni nasi. Dzisiaj wielkie zwycięstwo odnieśliście. Cześć wam i chwała. Na wozach za mymi plecami napitek należny wam się znajduje. Zapraszam.

Nie dali sobie dwa razy powtarzać. Wkrótce między zgromadzonymi na polu dzbany pełne miodu krążyć poczęły. Pił i Bezprym. Dusza jego śpiewy radosne ku niebiosom wnosiła. Nie znał on jednak jeszcze prawa, że prowadząc wojnę bratobójczą na wszystkich i wszystko baczenie mieć należy. Mimo całego okrucieństwa, brak mu było chytrości, którą dobry władca posiadać powinien. Nie przyjrzał się uważnie temu co najbliżej siedzący robią. Nie ujrzał jak do przekazanego mu dzbanowi, wlano chyłkiem tajemniczych kropel kilka. Z wdzięcznością wziął z rąk zaufanego woja dzban pysznego wina pełen. Przechylił go do ust. Łapczywie pijąc słodkawy płyn, poczuł nagle jak straszliwa gorąc w żołądku jego pali. Czuł jak jakiś ostry hak rwie jego trzewia. Zgiął się w pół i padł na ziemię brocząc krwią z ust wylewaną.
Do jego gasnącej świadomości dotarły słowa wypowiadane przez tego samego dworzanina, który napitek mu podał:

-Wojowie, nie będziem braci naszych mordowali.
Niech władzę przejmie ten, kto przez Bolesława Wielkiego był wskazany. Cześć niech będzie Mestkowi.

Były to ostatnie słowa które usłyszał w swoim krwawym życiu. Próba wytrącenia z normalnego biegu historii, zakończyła się sromotną klęską niedoszłego zakonnika. Lepiej niech każdy bierze z pokorą to co mu los daje, bez oglądania się na to, co chciałby od niego otrzymać...

Data:

 2005-12-29

Podpis:

 PawełK

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=21511

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl