DRUKUJ

 

Historia jednej koronacji

Publikacja:

 05-12-29

Autor:

 hanibal
Ostatnie promienie słońca opatulały swoim blaskiem Gniezdo. Jednak nie o odpoczynku myśleli przyzwani na pilną naradę przez władykę wojowie, duchowni oraz doradcy książęcy.

Wszyscy gromadzili się w głównej sali dworzyszcza w którym na co dzień władca zamieszkiwał. Z zainteresowaniem wpatrywali się w postać siedzącą na siedlisku, nad nimi górującą. Można tak było śmiało powiedzieć. Był to mężczyzna w sile wieku, prawie że 60 letni. Siwizną już włos jego bujny zarówno na głowie jak i na brodzie się zanosił. Olbrzymie, sumiaste wąsy mocno odstawały poza kąciki ust. Był on potężnej postury. Jego wygląd zarówno powagę, jak i strach wśród rozmówców, a szczególnie wrogów wzbudzać musiał. Teraz patrząc z góry na swoich doradców i przyjaciół wpierw skinął na chłopaczków. W mgnieniu oka na potężnych dębowych stołach, pojawiły się potrawy oraz wszelkiego rodzaju napitek. Władyka, które imię Bolesław było przemówił:

-Siadajcie do wieczerzy, a potem pilne sprawy omawiać poczniemy.

Zaproszeni nie dali sobie tego dwa razy powtarzać. Potężne kawały mięsiw zaczęły wnet znikać w szeroko rozwartych ustach. Po nich kolej na miedziane kielichy pełne miodów przyszła. Niektóre wlewane były do ust, inne na szatach siedzących się znalazły. Wokół rozlegało się smakowite siorbanie, mlaskanie oraz oczywiście głośne beknięcia wyraźnie wskazujące że jadło i napitek olbrzymie wśród gości upodobanie znajduje. Kiedy siedzący pierwszy głód zaspokoili, a ich umysły rozweseliły się pod wpływem napojów, podniósł Bolesław ponownie rękę do góry. Zapadła cisza. Wszyscy wpatrywali się jego twarz z uwagą.

-Słuchajcie mnie ponownie. Wiecie, że pierwszą i najważniejszą sprawą dla mnie jest zdobycie korony królewskiej. Nie może być bym ja, który tego ponuraka Henryka po lasach gonił, który tego chłystka Ottona do moich zamierzeń namówił, bym mojego zamiaru nie spełnił. To jest mi przez ojca i Boga pisane. Tak być musi. Bo tego chcę. Czy się to komuś podoba czy nie.

Mówiąc te słowa groźnym wzrokiem obecnych przeszył. Żaden z zaproszonych nie był na tyle niemądry by powiedzieć „nie” gospodarzowi. Doskonale wiedzieli że był on twardym, despotycznym władcą, który nie uznawał żadnej polemiki. Zresztą gdyby był inny, z pewnością nie osiągnąłby nawet połowy tego, co udało mu się zdobyć. Takie były czasy i takich wymagały ludzi. Żaden jajogłowy demokrata, o wyidealizowanych poglądach na życie, nie miałby szans na zdobycie czegokolwiek. Mógłby być najwyżej trefnisiem na dworze władcy rozśmieszającym zaproszonych gości. Tak przynajmniej długo, nim jego poglądy ich na tyle nie znudziły, by wraz z jego głową z pieńka w późniejszym czasie szafotem zwanego nie sturlały się. Tylko twardy, ba nawet okrutny władca o wyjątkowo silnej woli i twardym charakterze mógł w tych czasach sukces osiągnąć. Taki był Bolesław, którego jeszcze za życia poddani Wielkim zwali. Jednak nie tylko mieczem drogą swoją torować potrafił. Wszystkim w pamięci żywo tkwił przykład jak młodego Ottona do swoich pomysłów nakłaniał. Przybyły z pielgrzymką do grobu męczennika Wojciecha cesarz, nawet jeden dzień swojego pobytu trzeźwy nie był. Karmiony i pojony skutecznie, zgadzał się na wszystko co wprawny w piciu Bolesław mu proponował. Zgodził się na przyznanie księstwu Polan arcybiskupstwa oraz trzech biskupstw.

Szczytem było jednak, kiedy otumaniony do granic możliwości oparami alkoholowymi, diadem na głowę osobiście Bolesława nałożył. Oczywiście następnego dnia po wytrzeźwieniu, cesarz już o tym nie pamiętał, jednak odpowiednio nagłośniona przez książęca propagandę sprawa szerokim echem po ówczesnej Europie się rozniosła. Jeżeli dodamy do tego wygrane w popularnej grze ale w niezbyt uczciwy sposób gwóźdź z Krzyża Jezu Chrysta, oraz włócznie św. Maurycego, to łatwo można sobie wyobrazić ten niespotykany w historii naszej dyplomacji sukces. Niestety przedwczesna śmierć młodego cesarza, nie pozwoliła by to Bolesław objął władzę nad cesarstwem do czego mało co nie doszło. Następca Ottona, Henryk II wraz z ówczesnym papieżem Benedyktem VIII, ostrą akcję przeciw Bolesławowi prowadzili. Między Bogiem a prawdą trudno było mu się dziwić, jeżeli na początek jego władania, niemal na dzień dobry, po objęciu przez Henryka tronu cesarskiego, Bolesław bezczelnym atakiem Milsko, Łużyce i Miśnie mu zajął. Z różnymi etapami i kolejami trwała wojna , jednak zwycięsko z niej Bolesław wyszedł, nie zawsze rycerskim obyczajom hołdujący. Ze zgryzoty zmarł i Henryk II i wspierający go papież.

Korzystając z zamieszania na cesarskim tronie, wysłał do nowego papieża Jana XIX poselstwo o koronę grzecznie proszące. Niestety z odmową wrócili posłowie i dlatego wściekły Bolesław obecną naradę wezwał. Nie widząc niczyjego sprzeciwu Bolesława ciągnął dalej:

-Nie zamierzam przed wolą papieża wstrętu czynić... Jednak nie wiem czy dobrze słyszałem naszych posłów...

Mówiąc to groźnie spoglądał na stojących przed nim na drżących nogach przybyłych:

-Ojciec Święty zgodził się na naszą prośbę i z radością błogosławieństwo swe mi przysłał... Prawda???

Na te słowa zadrżeli jeszcze bardziej ci którzy złą nowinę przynieśli. Zadrżeli także wszyscy na sali siedzący. Zdali sobie sprawę, że w ten sposób ich władca z odmowy, zgodę chce uczynić. W głowie się nikomu nie mieściło, jak można tak było to odebrać. Jednak Bolesław nie zamierzał się przejmować takimi drobiazgami. Postanowił, że będzie królem i żadni bogowie czy czarci mu w tym nie przeszkodzą. Pod wpływem jego spojrzenia posłowie pokornie skinęli głowami:

-Tak Panie, przywozimy zgodę papieża na wasza koronację...

Olbrzymie napięcie spadło ze wszystkich obecnych. Nawet nie wyobrażali sobie co by mogło się zdarzyć, gdyby prawdę powiedzieli przybyli. Zapewne wojowie otaczający siedzibę wkroczyliby do środka bezlitośnie wkroczyliby do środka nie darując życia nikomu. A tak? Wszyscy są szczęśliwi, bo i króla mają i niemały napitek po koronacji się zapowiada.
Rozpogodzony już zupełnie gospodarz zapowiedział:
-Jutro w dzień Wielkiej Nocy, gdy nasz Pan zmartwychwstał uczynimy dniem mojej koronacji. A teraz bawmy się bo jest z czego.
Mówiąc te słowa z wdzięcznością spojrzał w górę, gdzie wierzył, że ojciec jego Mestko z upodobaniem jego poczynania śledzi.

Data:

 2005-12-28

Podpis:

 PawełK

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=21477

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl