DRUKUJ

 

Wielki Bóg i Dwunastu Medrców cz.II

Publikacja:

 05-07-18

Autor:

 Meritaten
Rozdział II


Króla zaskoczyło surowe potraktowanie dziecinnego zachowania jego syna. Nie spodziewał się, że kapłaństwo zareaguje tak gwałtownie, że zechce tak poniżyć i skompromitować młodzieńca. Wydawało mu się, że znał przyczynę, tak samo, jak znał siłę kleru. Amenhotep miał zostać nauczonym pokory i posłuszeństwa wobec świątyni i sług bożych. Cechy te miały ułatwić mu przyszłe panowanie, a nieprzyjemne wspomnienia z młodości wryć się w pamięć, hamując jego spontaniczność i samodzielność. Faraona zaskoczył niesłychany spryt przebiegłego Amona. Bóg najwidoczniej nie chciał, by książę był w przyszłości kimś więcej, niż jego bierny ojciec. Po plecach wielkiego faraona przebiegł zimny dreszcz. Nie był pewny siebie, nie chciał też zawieść własnych ambicji. Czy podoła zadaniu? Czy osiągnie swój cel? Wokół króla narastały niepokoje. Panowanie sprawiało mu trudność, wymagało ciągłego pokonywania własnych słabości, i wykuwania własnej siły wewnętrznej. Królowanie było niezgodne z naturą faraona. Była to najgłębsza tajemnica tego 55- letniego, doświadczonego życiem mężczyzny. Prawdy nie znał nikt. Amenhotep III bardzo liczył na to, że zabierze ten sekret ze sobą do grobu, pozostawiając po sobie jedynie chwalebne wspomnienia. Świadomy był jednocześnie tego, że w każdej chwili może załamać swój dotychczasowy wizerunek jednym zdaniem bądź uległą decyzją. Dlatego tez dążył do swych celów zawsze drogą kompromisów, unikając gwałtownych nieporozumień. Prowadzenie sporów mogłoby wyjawić własną słabość. Nagle faraon ujrzał niespodziewanie swą małżonkę, wchodzącą z gracją na postument i zajmującą obok króla miejsce na własnym tronie. Władca Egiptu odetchnął z ulgą. Nie będzie musiał samodzielnie obdarzać syna pouczeniami przed obecnością całego dworu, ani też niepewnie spoglądać na stojących w dali przedstawicieli świątyni. Królowa, pomimo że zarzekała się jeszcze wczoraj, że nie będzie brała udziału w ośmieszającej jej syna, a co za tym idzie całej rodziny królewskiej haniebnej audiencji, postanowiła stawić się przed obliczem dworaków. Wyczuła niezręczność a zarazem zakłopotanie swego męża. Ona też znała jego życiowy sekret. Dlatego właśnie tak bardzo doceniała jego poświęcenie, i starała się wraz z nim dzielić ciężar wszechwładzy.
Po niedługiej chwili od pojawienia się królowej Teje, na środek Sali wysunął się ochmistrz. Był człowiekiem tęgim, o okrągłej twarzy i zabawnych oczach. Stanął z najwyższą powagą na środku przepełnionej sali, przed wszystkimi zgromadzonymi wokół urzędnikami, kapłanami, damami i panami dworu. Niski, szczupły sługa odziany w prosty, lniany fartuszek podał mu zręcznie pozłacany zwój papirusu. Mężczyzna przejął cenny dokument. Począł czytać beznamiętnym, urzędniczym tonem:
-Doskonały bóg, Pan Obydwu Krajów, żyjący wiecznie król Egiptu Nebmaatre Amenhotep III, oraz jego ukochana, Pani Obydwu Krajów, Wielka Małżonka Królewska Teje pragną podczas dzisiejszego spotkania sług swych w Sali Audiencyjnej udzielić gościny oraz rad swemu najstarszemu potomkowi, Dziedzicznemu Księciu, Synowi Boga Amenhotepowi.

Król z trudem przełknął ślinę. Starał się zachować władczy wyraz twarzy, jednak pod cienką warstwą królewskiej godności kryły się tłumione usilnie emocje. Faraon, przyparty do muru, zmuszony był odbyć to niecodzienne spotkanie. W przeciwnym razie mógł obawiać się, że jego ignorancja może oznaczać dla innych brak szacunku do najwyższego bóstwa w państwie.
Starzejący się król nie chciał stracić dzieła swego życia, jakim była stabilność wewnętrzna i bogactwo kraju. Zanadto ukochał sobie prestiż i uznanie. Utrata tych przymiotów napawała go przerażeniem.

-Faraon ,boski władca tej ziemi pozdrawia swego królewskiego syna Amenhotepa- ciągnął mistrz ceremonii.
Cedrowe odrzwia rozwarły się z piskiem. Pomiędzy ich pozłacanymi skrzydłami pojawił się oczekiwany przez wszystkich, rzadki gość pałacu. Twarz księcia wyrażała wiele, a zarazem nic. Chłopiec chciał ukryć swoje nerwy. Podniósł dumnie głowę w kierunku królewskiej pary. Otworzył szerzej oczy, nie wierząc temu, co widział.
-Podejdź bliżej, synu- rozkazała władczym tonem królewska matka.
Amenhotepa przeszyła nieprzyjemna fala chłodu. Rozejrzał się niepewnie wokół. Wśród dworzan dojrzał obce, nieznane twarze. Setki oczu śledziły jego ruchy i gesty. Wśród tłumu Książe rozpoznał niewyraźnie cztery swoje starsze siostry, na których ustach błąkał się ironiczny uśmieszek. Ich czarne oczy śmiały się zagadkowo. Najstarsza z księżniczek, Satamon wskazała na swego młodszego brata palcem, i szydząc zapewne szeptała coś młodszej Izis do ucha. Jej zachowanie było nie królewskie.
Cóż takiego zrobił? Czy wypuszczenie na wolność kilku ptaków jest przestępstwem? Czy jego ojciec nie boryka się z ważniejszymi sprawami nie cierpiącymi zwłoki? Amenhotep pomyślał, że gotów był by zostać wychłostany na świątynnym dziedzińcu w obecności jednego arcykapłana, niż zostać poniżonym wobec całego dworu. Wydawało mu się, że niebawem zemdleje. Kilka metrów, które musiał pokonać by dotrzeć przed oblicze króla stało się milami. Gdy Amenhotep pokonał z trudem przeznaczoną mu odległość, tłum zebrany wokół zamknął usta. Szepty i wszechobecny szum ustały. Faraon ścisnął mocno swe berło, powstał, i wypiął władczo tłustawą pierś. Książę również stojąc podniósł oczy na ojca, by przyjrzeć mu się bliżej. Nie przypuszczał nigdy, że w ten sposób może wyglądać dumne oblicze władzy. Twarz faraona była okrągła, policzki i wargi pełne. Wyraz twarzy króla był raczej pełen powagi i skupienia. Choć obraz całości stwarzał wrażenie niedostępnej boskości, w kasztanowych oczach starego mężczyzny migotało jeszcze słabo ciepłe światełko. Owa dwuznaczność jeszcze bardziej zdezorientowała syna króla. Postanowił jednak odważyć się, by jako pierwszy zadać pytanie i przerwać martwą ciszę:
-dlaczego kazałeś mnie tu przyprowadzić? Czy miłujący ojciec nie zna wybaczenia?- Wyrzucił z siebie jednym tchem książę. Bardzo obawiał się reakcji ojca i zgromadzonych osób, choć jednocześnie nie żałował swoich słów. Królowa Teje spojrzała się z satysfakcją na syna. Właśnie tego od niego oczekiwała-sprzeciwu. Uśmiechnęła się dyskretnie do Amenhotepa. Książę pochwycił jej ciepłe spojrzenie. Pożałował w jednej chwili lat spędzonych z dala od pałacu i rodziny. Czuł się we własnym domu jak niepożądany gość.
Faraon zmieszał się. Otworzył niepewnie usta, by odpowiedzieć niepokornemu synowi. Postanowił odegrać rolę surowego ojca, by nie urazić brakiem konsekwencji zgromadzonych. -czy odebrałem ci kiedykolwiek prawo do otwartego sprzeciwianiu się mojej woli? Owszem. Chciałbym, żebyś wiedział mój synu, że to ja podyktuję ci dzisiaj pytania i odpowiedzi. Doniesiono mi, że skradłeś ofiarę najwyższemu z najwyższych, ojcu bogów, wtargnąwszy wcześniej potajemnie do świętego sanktuarium. Zakłóciłeś sen bóstwa okrzykami ptactwa, a co więcej sprawiłeś, że zwierzęta, których los przypieczętował Amon zbezcześciły świątynie i dom boży, biegając swobodnie po posadzkach Karnaku.
Amenhotep faktycznie, bezmyślnie otworzył wszystkie klatki z gęsiami, gołębiami oraz uwolnił małą kozę, zapominając, że od otwartej przestrzeni zwierzęta dzielą setki metrów krętych korytarzy i dziedzińców. Księcia ogarnął wtedy jednak zbyt wielki lęk i podniecenie, by mógł dopilnować wszystkich szczegółów. Teraz odpowiadał samodzielnie za poczynione szkody. W milczeniu odpowiedział na ripostę ojca. Nie czułby się dobrze, prowadząc niewyrównaną walkę na słowa z własnym ojcem. Zrozumiał, że musi okazać przynajmniej pozorną skruchę. W tłumie podniósł się dziewczęcy chichot. Wargi królowej Teje skrzywiły się w pełnym niezadowolenia grymasie. Wydawałoby się, że kilkunastoletnie księżniczki zachowają umiar i dobre zwyczaje. Czuły się jednak nazbyt stabilnie. Lata pieszczot i bezzasadnego uwielbienia zbierały bogate żniwo. Ze słodkich, kapryśnych księżniczek przeistoczyły się nagle w aroganckie, egoistyczne i rozpasane dziewczęta. Dwór traktował ich młodzieńcze wybryki z przymrużeniem oka. Faraon cieszył się, że jego śliczne córki maja w sobie tyle niespożytkowanej energii. Najprzenikliwsze oczy miała jednak królowa. Tylko ona nie miała złudzeń – młode namiestniczki egipskiego tronu są zepsute. Niezdolne do sprawowania władzy i prowadzenia skomplikowanej polityki państwa u szczytu rozwoju. Zbyt wiele można zaprzepaścić, by ryzykować.
Teje skierowała wzrok na syna. Był skupiony, spokojny. Nie robił sobie nic z niedorzecznego zachowania sióstr. Królowa przyjrzała mu się uważniej. Dostrzegła w jego oryginalnych rysach coś dziwnie znajomego. Z całej wątłej postawy księcia biła ogromna siła. W jego oczach, na które opadały ciężkie powieki dostrzegła własne spojrzenie. W grubych wargach księcia, o opadających lekko kącikach ujrzała własny zarys ust. Wreszcie zdecydowanie wygięte łuki brwiowe, oddające wyraźnie władczy charakter obojga były dla nich wspólną cechą. Amenhotep bardzo wydoroślał. Królowa postanowiła przejąć rozmowę.
-oboje z ojcem, Wielkim Królem Egiptu, zdecydowaliśmy, że nie tylko otrzymasz od nas wybaczenie, lecz także obdarzymy cię szczodrze nowymi zaszczytami. Przejmiesz tytuły swego starszego brata, Królewskiego Syna, Ozyrysa- Totmesa- zapowiedziała zdecydowanym tonem. Faraon spojrzał na nią z nieskrywanym zaskoczeniem. Królowa nie spuszczając oczu z syna, dodała:
-możesz wrócić ze spokojem do swych obowiązków. Nie będziemy wraz z twym ojcem wyciągać żadnych konsekwencji. Wręcz przeciwnie. Zasłużyłeś sobie na wiele, dojrzałeś. Oddal się.
Królowa kilkoma zdaniami zakończyła audiencję. Faraon zahwiał się z lekka. Dojrzał poirytowane twarze kapłanów. Kilku z nich zmarszczyło brew. Wyszli z Sali Audiencyjnej chwilę po księciu, lecz jeszcze przed odejściem królewskiej pary. Władca Egiptu poczuł falę gorąca obezwładniającą stopniowo jego ciało. Wstał gwałtownie z tronu, pociągnął za sobą spokojną, jakby zadowoloną małżonkę. Chwilę potem zawiedziony brakiem sensacji tłum dworzan ulotnił się z ogromnej komnaty. Co bardziej spostrzegawczy zauważyli niepokój króla. Kilku z nich podążyło bezpośrednio za obrażonym, zignorowanym bestialsko klerem, przedstawicielem i sługą największego z bogów. Faraon poczynił pierwszy błąd. Bóg Amon nie będzie zadowolony…Syn króla zasłużył sobie na karę, lekceważąc bezczelnie święte, boskie prawo. Żywe stworzenia są przeznaczone na ofiarę. Tak jest od pokoleń… Król doskonale zdawał sobie z tego sprawę.

*

W świeżym, wiosennym powietrzu unosił się kojący zmysły zapach młodej roślinności. Królowa Teje, wciągając w nozdrza orzeźwiającą woń pływających spokojnie po tafli jeziora lotosów, powoływała w myślach przyjemne wspomnienia z młodości. Zapach wydobywający się z błękitnych kielichów wodnych lilii kojarzył się jej nierozłącznie z długimi, wypełnionymi próżnym lenistwem podróżami łodzią po przejrzystym jeziorze. Zostało ono wykopane przed laty z rozkazu króla, w dowód miłości i uznania dla osoby Wielkiej Małżonki Królewskiej. Jego przeznaczeniem było uprzyjemnianie wolnego czasu królewskim małżonkom, jako miejsce do długich przejażdżek pozłacanymi czółnami i łodziami. Teraz ten imponujący niegdyś zbiornik wodny zarósł niemal po samo dno ciemnozielonymi glonami i brązowawymi pędami wodnych chwastów. U brzegów wyrosły długie łodygi sitowia i trzcin, przesłaniające szczelnie widok jeziora. Gdzieniegdzie szarą monotonię wyschniętej roślinności przerywały piętrzące się kwiaty papirusu o jasnozielonej, żywej barwie. Nad jeziorem unosiła się mgła i chmary insektów. Wykładane starannie kamienne ścieżynki zarosły suchą, wysoka trawą o żółtym zabarwieniu. Kilka pięknych niegdyś, obsypanych kwiatami drzew odpychało nagimi konarami. Opuszczony ogród królewski-milczący świadek minionej epoki pozornego szczęścia był teraz zaledwie niewielkim skrawkiem jałowej ,
bezużytecznej ziemi. Kiedyś miejsce to tętniło życiem i różnorodnością barw. O dawnej świetności świadczyła jednie stojąca w głębi samotnie pusta altana ogrodowa, która służyła obecnie nietoperzom i innym stworzeniom za schronienie. Żywe kolory pokrywających ten niewielki budynek malowideł kazały zastanowić się nad przemijaniem czasu. Stara królowa westchnęła cicho. Czas płynął zbyt szybko by Teje zauważyła zaszłe niespodziewanie zmiany. Jej młody syn dorastał, córki zaś były od dłuższego czasu gotowe do za mąż pójścia. Kruczoczarne niegdyś włosy królowej były teraz przetykane gęsto niby srebrnymi niteczkami. Czas jej i jej małżonka już dawno dobiegł końca. Rodzinna idylla zakończyła się szybko. Dawna świetność i młodość przemieniły się w proch i pył, przeistaczając się w zatarte, odległe wspomnienia. Teraz pozostało jedynie zaniedbane jezioro i uginający się pod ciężarem koron stary faraon. Szarość i monotonia, oraz ból i uczucie beznadziejności coraz częściej gościły w myślach zmęczonej życiem królowej. Małżonka króla sama nie pojmowała, czemu wybrała spacer przez tę opuszczona, zapomnianą przez lata część pałacu-obraz osobistej porażki Teje. Królowa pozwoliła, by czas uczynił z piękną ostoją natury to, co leżało w jego woli. To ona, Królowa Egiptu wydała zgodę na to, by pamiątka po najpiękniejszych latach życia stała się martwym cieniem. Pomimo wyrzutów sumienia, czuła jednak czasami niewyraźnie, że stoi przed nią jeszcze jeden istotny obowiązek. Poświęci mu ostatnie lata życia.

Królowa Teje zdjęła przed wejściem do komnat faraona złote, zakurzone sandały po to, by rozkoszować się swobodnie przyjemnym chłodem alabastrowej posadzki. Idąc wolnym, miarowym krokiem po pokrytej malowidłami podłodze rozmyślała ze spokojem o przebiegu wielkich uroczystości uczczenia jubileuszu panowania króla, które miały nastąpić z hukiem następnego dnia. Czy dzięki magicznym ceremoniom królewska władza i prestiż odnowią się? Czy podstępny Meriptah wyjawi odwieczny sekret boga Amona? Czy prawdziwe, ukryte imię boga zostanie wydane na światło dzienne? Znając autentyczne imię Amona, faraon zdobywał nad bogiem rytualną władzę. Czyż nie tego pragnął chciwy faraon? Czy nie chciał być silniejszy od samego stwórcy, oderwać się od kajdanów, jakie nałożył na niego sam bóg i jego słudzy? Tylko tego potrzebował do osiągnięcia pełni majestatu.
Królowa nadepnęła niechcący na leżącego pod jej stopami, brunatnego kota. Faraon lubił zwierzęta. Tłuste kocisko wydało z siebie donośny okrzyk, i uciekło pod rozkładany, bogato dekorowany fotel króla, na którym leżały purpurowe, wyszywane poduszki-obraz czystego luksusu. Amenhotep III, wielki król Egiptu obejrzał się nerwowo za siebie. Któż ośmiela się składać mu niezapowiedzianą wizytę wczesnym rankiem? Faraon zaczął szybciej chwytać powietrze w płuca, serce jego zabiło mocniej. Król obawiał się zamachu. Z pewnością nie wszystkim spodobało się jego publiczne wystąpienie przed kilkoma dniami. Jego syn powinien był otrzymać karę, a delikatny incydent rozszedł by się po kościach. Nie było by zbędnych tłumaczeń, usprawiedliwień, niespokojnych myśli.
Krzyk kota rozproszył na chwilę myśli Teje. Królowa poprawiła długą, powłóczystą, błękitną suknię o charakterze żałobnym-jeszcze dzisiaj miał odbyć się pogrzeb następcy tronu Totmesa. Jasnobrązowego ciała władczyni nie zdobiła ani jedna ozdoba-rozpuszczone, nieuczesane włosy opadały na brunatne ramiona, zaś na owalnej twarzy nie było śladu makijażu. Królowa zastała swojego małżonka, który wbijał nieobecny wzrok w ciemny korytarz, skąd wyłoniła się po chwili Teje. Wyczuła ona jego niepokój i nie najlepszy nastrój. Świadczyła o tym podniesiona, decydowanie wygięta lewa brew faraona, który zawsze robił podobną minę, widząc zbyt małą miskę z owocami, lub obserwując ze znudzeniem popisy akrobatyczne wykwalifikowanych tancerek podczas religijnych uroczystości. Wielka Małżonka królewska usiadła z niedoścignioną elegancją na hebanowym krześle, po czym nalała sobie i małżonkowi czerwonego wina do białych, kalcytowych pucharów. Królowa miała cichą nadzieję, że chłodny napój uśmierzy ból, i silną czasami wolę króla, rozwiąże jego język. Teje jednak nie miała zamiaru upić swego męża. Liczyła raczej na to, że lekko oszołomiony winem faraon wypowie słowa, które ucieszyły by królową, i pozwoliły wypełnić jej ambitną misję.
Faraon zaniepokoił się na jej widok jeszcze bardziej. Królowa była od kilku dni powodem jego zmartwień. Wykrzywił mięsiste wargi w gorestkowym grymasie. Milcząc, podniósł do ust puchar z winem. Uwielbiał sobie dogadzać. Teje znała powód jego obojętności i milczenia. Zapytała go spokojnym tonem:
-czemu nienawidzisz swojego młodszego syna? Czyż nienawiść nie jest wstrętna bogom?
Król trwał uparcie w ciszy. Pozwalał kpić sobie i szydzić swej małżonce, wpatrując się nieruchomo w martwy punkt gdzieś w oddali. Jego myśli były daleko i od tej sali, i od swej niepokornej żony.
-czy uważasz może, że moją winą jest to, że zamknięto go w świątyni? Że wychowują go według własnego uznania ci podli kapłani biorąc w zastaw za uczynione ci dobra?- pytała zapalczywym głosem Teje.
-nie chciałem, by był kapłanem, i ty dobrze o tym wiesz, moja żono. Jeśli oddamy Egipt w jego ręce, oddamy całą krainę Kemet w ręce złodziei i lisów-odpowiedział faraon.
Teje wiedziała, do czego zmierza jej mąż. Za cenę jej wpływów chciał widzieć na tronie jednego z chłopców zrodzonych z nałożnicy, lub drugorzędnej żony. Przebiegła władczyni poprzysięgła sobie, że nie da się tak łatwo usunąć się w cień. Władza zanadto zasmakowała jej podczas 37- letnich rządów. Pragnęła potęgi dla swojego syna. Słaby, zmienny charakter jej męża nie powinien stanowić problemu. Amenhotep III zbyt cenił sobie, nawet po latach, urodę i wdzięk swojej królowej. Teje doskonale o tym wiedziała. Czy nie wystarczył jeden uśmiech, by zniweczyć plany faraona?
-czy naprawdę chcesz, by dobre imię tej rodziny zostało zatracone? Co pomyśli sobie lud, gdy zobaczy na tronie bękarta? Nasz syn jest silny, Amenhotepie. Jego imię i imię twoje za jego sprawą będzie na ustach wszystkich przez pokolenia. Widzę to w jego oczach. Jego spojrzenie, to twoje spojrzenie. Stanowicie jedność. Nie możesz go odrzucić-to wbrew boskiemu porządkowi.- powiedziała zdecydowanym tonem królowa.
Argumenty Teje były bardzo silne. Król nadal starał się niezręcznie stać przy swoim. Jego głos był jednak cichy, i jakby zabarwiony zrezygnowaniem. Słowa faraona drżały, jak delikatne liście tamaryszku na lekkim wietrze:
-czy ryzyko to dobra droga? Czyż nie lepiej oddać berła komuś, kto nie jest skrępowany złotymi łańcuchami? Naszego syna będzie kosztowało bardzo wiele osiągnięcie samodzielności. Może znów postąpi wbrew woli bogów i prawa? Może po raz kolejny uczyni coś, co skarze go na wieczyste zapomnienie? Walka z bogami nie jest tylko potyczką. Obawiam się rewolucji.
Pod koniec wypowiedzi faraon nabrał nieco pewności. Królowa postanowiła nie wybierać w środkach. Ujęła króla za rękę. Faraon natychmiast ochłonął. Ciało obezwładniło uczucie ulgi, dziwne ciepło rozlało się w sercu. Królowa postanowiła bezzwłocznie kontynuować. Wykorzystując chwilową słabość małżonka, otworzyła usta, by mu odpowiedzieć:
-zastanów się przez chwilę Amenhotepie, chodź raz. Nie pozwól, by twój syn spędził resztę życia niegodnie. Jest twoim odbiciem. Czy nie zasługuje na koronę? Nie krzywdź mnie i jego. Nie zrywaj z tradycją.
Królowa mówiła niemalże szeptem. Rozpaczliwie walczyła o przyszłość, stając się największym sprzymierzeńcem zarówno swego syna, jak i kapłanów. Żądza władzy oślepiła ją, przesłoniła oczy. Teje nie wiedziała, ze nieświadomie rujnuje dynastię.
Kapłaństwo Amona od lat sprawowało patronat nad rodziną królewską. Bóg uznawał króla za swego syna, a faraon budował mu świątynie w całym kraju. Władca otrzymywał władzę, zaś słudzy boży bogactwo. Wspólna egzystencja dwóch najwyższych organów państwa- boga i króla stanowiła gwarancję stabilności wewnętrznej pastwa. To właśnie one były fundamentem państwa egipskiego. Zakłócanie równowagi pomiędzy zależnościami łączącymi rodzinę królewską z świątynią było niebezpieczne, ale opłacalne. Kapłani stanowili elitę i inteligencję imperium, potrafili wykorzystać swe wpływy. Czasem ich nadużywali. Obie strony były chciwe- zarówno król, jak i zwierzchnicy boga. Podział władzy nie mógł być równy, zaś sprzeciw wobec boga stał się powodem delikatnych nieporozumień między obiema stronami. Faraon chciał uniknąć uzależnienia państwa i faraona od kleru ,zaś Teje dążyła do osadzenia na tronie swego syna, który miał mocne powiązania z bogiem. Od kiedy młody książę przebywa pod jego opieką, jest jego wychowankiem , zakładnikiem winnym wdzięczność.

Władca nie zastanawiał się długo. Królowanie nauczyło go, że kompromis bywa najlepszym wyjściem z trudnej sytuacji. Bez dłuższego zamysłu odpowiedział nieśmiałe, głosem pełnym skruchy, bojaźni.
-jeśli miał bym umrzeć jutro, to tylko tobie przekażę władzę. Uczynię następczynią tronu , koregentem. Oddam ci korony choćby dzisiaj, jeśli odsuniesz mnie od mojego syna ,jeśli sprawisz , że nie będę miał nic wspólnego jego panowaniem , jego imieniem…Chcę być zapamiętany przez lud ,jako największy z królów, prawy ojciec Egiptu. Ty natomiast zrobisz z władzą to ,co będzie leżało w twojej woli. Ja umywam od tego ręce. Zależy mi na honorze.
Teje właśnie to chciała usłyszeć. Uśmiechnęła się chytrze, odwracając twarz od twarzy swego króla. Nie chciała, by widział w jej oczach zawziętość i upór. Królowa wolała, by stary głupiec wierzył w to, że to do niego należy ster. Długie lata spędzone u boku króla zaowocowały. Teje nie tylko zdołała wprowadzić swój zamysł w życie, lecz poczuła wyraźnie, jak grubymi więzami spowity jest jej mąż. W rzeczywistości był w jej rękach tylko małym dzieckiem ,gliną , która można dowolnie ugniatać. Miłość, jaką faraon darzył swą królową stała się narzędziem w jej rękach. Władca przytakiwał jej przez całe życie, i wielbił niczym samą boginię. Wznosił dla niej świątynie i pałace, pozwolił, by stała się wobec niego równą. Królowa bardzo ceniła sobie jego uległość.
Była mu wręcz wdzięczna za to, że pozwolił jej z taką łatwością decydować o następstwie tronu. Nie podejrzewała, że wystarczy jedno spojrzenie, jeden czuły gest…Po raz kolejny zrozumiała ,jak wiele znaczy. Nie chcąc pozostawać dłużną wobec swego męża, nachyliła się nad królem, by go pocałować.
Miała nieodparte wrażenie, że tym jednym muśnięciem warg wiąże faraonowi ręce po raz kolejny.
*
Niebo zasnuło się niepokojąco ciężkimi, przesyconymi granatem i fioletem chmurami. Wiatr uderzył w kilka chwil z nieoczekiwaną siłą, gnąc drzewa i elastyczne palmy w wielkie łuki, które czubkami swych konarów dotykały ziemi. Nic nie zapowiadało podobnej pogody rankiem. Słońce świeciło nieznośnie tak jak zwykle. Senai zastanowiła się, czy podczas takiej wichury będą mogły nastąpić przewidywane uroczystości. Czy syn króla spocznie dzisiaj grobowcu? Dziewczyna nie interesowała się na co dzień państwem, ani jego troskami. Zadawalała się szczęśliwym ,nudnym żywotem zamożnej ,egipskiej arystokratki, spędzając czas na rozkosznym wpatrywaniu się w niebo. Jednak według wszelkich pogłosek, krążących w Tebach, pogrzeb księcia Totmesa miał być niezwykle barwny i uroczysty. Wielu ludzi oczekiwało przerwania monotonii, liczyło na dzień wolny, święto przepełnione ucztami. Podekscytowana była także młoda Senai.
Myśli dziewczyny rozproszył wiatr. Długie, kruczoczarne włosy Senai zaczęły tańczyć w powietrzu, porywane gwałtownie przez podmuchy powietrza. Młoda kobieta chwyciła swe opętane przez wiatr kosmyki, po czym biegnąc przez rozhuśtany ogród, udała się w kierunku domu. Wchodząc nerwowym krokiem do głównego hollu, podpartego z czterech stron wysokimi, czerwonymi kolumnami, ujrzała ukradkiem ojca i matkę, siedzących naprzeciw siebie na hebanowych krzesłach. Otworzyła usta, by powiadomić rodziców o niespotykanej pogodzie, jednak głos zamarł jej w gardle. Poważne miny obojga, zarówno matki, jak i ojca zdradzały, że małżeństwo naradza się w sprawie niezwykle ważnej kwestii. Senai zatrzymała się odruchowo na progu, wbijając wzrok w przygarbionego mężczyznę, podpartego na łokciu.
Głos ojca był pełen emocji. Zdradzał jego podniecenie. Matka Senai, niegdyś uboga tkaczka, która stała się przed laty miłością bogatego panicza, słuchała z szacunkiem, nie zabierając głosu.
Dziewczyna otworzyła szerzej oczy, wsłuchując się w rozmowę.
-ona ma już czternaście lat, jest niemal dorosła. Już najwyższy czas- ciągnął Useramon.
-a czy nie będzie lepiej, jeśli poczekamy z tą decyzją jeszcze kilka miesięcy? Jaki dasz jej posag? Przeprowadzimy wszystkie uroczystości po plonach. Dobrze wiemy oboje, że będzie nas to wiele kosztowało. Rozważ moje słowa, drogi mężu.
Senai zamarła na chwilę. Na dźwięk słowa „posag” osunęła się z niedowierzaniem po ścianie, by przykucnąć na ziemi, ochłonąć. Nie mogła uwierzyć słowom rodziców. Nie było jej tęskno do małżeństwa, wychowywania dzieci…Cieszyła się swą niezależnością, możliwością spędzania długich godzin nad ogrodowym stawem, liczenia ptaków szybujących mad jej głową, wolnością. Nie potrafiła wyobrazić sobie siebie jako młodej żony, matki, pani domu. Były to tylko odległe plany na odległą przyszłość, nic ponad to. Senai domyśliła się szybko, że za kilka dni pozna swego męża, człowieka, z którym będzie musiała dzielić życie. Przymknęła powieki.
-niech wiec będzie ,jak radzisz. Pytałem o zgodę Meriptaha. Nie ma nic przeciwko, był nawet zadowolony-powiedział Useramon.
Syn Arcykapłana? W serce Senai wlała się złość. Nikt nie pytał jej o zdanie. Dziewczyna miała wrażenie, ze dla jej rodziców uczucia młodej córki są nic nie warte. Liczy się tylko złoto, posag, bogaty zięć. Młoda kobieta nie mogła tego dłużej słuchać. Wybiegła z westybulu ze łzami w oczach w kierunku drzwi. Zahwiała się jednak na progu, i upadła. Rzadki w Egipcie deszcz sączył się z nieba całymi strugami, zalewając wszystko wokół. Schody i weranda były śliskie, ociekające wodą. Senai podniosła się z bólem. Poczuła na swym ciele chłód. Szaty dziewczyny były przesączone wodą.
-o Amonie, jak bardzo karasz swego sługę o czystym sercu! -zbluźniła z wysiłkiem.
Gdy udało się jej niezgrabnie stanąć na dwóch nogach, udała się niepewnym krokiem ku schodom.Bose stopy po raz kolejny poślizgnęły się na wilgotnej powierzchni. Senai zsunęła się ku dołowi, lądując w ogromnej kałuży błota. Uderzyła pięściami w miękką masę i gorzko zapłakała. Bóg ukarał ja za bluźnierstwo. Wbijając spojrzenie ku niebu, pozwalała, by strugi deszczu spływały po jej twarzy, zmywały ślady błotnej masy. Dlaczego jej życie zmieniło się tak nagle bez zapowiedzi? Dlaczego niepowodzenia męczą jej duszę tak bardzo? Nie potrafiła odpowiedzieć sobie na żadne z pytań. Siedziała na zewnątrz w niewinnej ciszy, spowita w mokre, brudne szaty, i nieznaną wcześniej nostalgię, która zwykle nęka ludzi starszych i zmęczonych.

*

cdn...

Data:

 18.VI.2005

Podpis:

 Córka króla Meritaton

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=17134

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl