DRUKUJ

 

Wielki Bóg i Dwunastu Medrców cz.I

Publikacja:

 05-07-18

Autor:

 Meritaten
Rozdział I


Delikatne gałęzie palm daktylowych huśtały się leniwie na wietrze, zaś masywne pnie sykomór rzucały długie cienie na ścieżkę pałacowego ogrodu. Niezliczone gatunki kwiatów zachwycały swymi barwami ludzkie oczy bardziej, niż kiedykolwiek, tworząc razem zwartą, kolorową, miękką masę. Cała przyroda wydawała się tworzyć wspólnie jednolita harmonię, na wzór współgrającego ze sobą zgodnie zespołu muzyków. Każda gałązka, każda łodyżka wydawała z siebie kolejno, w określonym czasie delikatny dźwięk, pieszczący ucho i duszę.
Sędziwy faraon, wsparty na wspaniałym krześle wykonanym w całości z litego złota, wpatrywał się z podziwem w otaczający go palmowy zagajnik. Cudowny, rajski widok natury pozwolił mu na chwilę zapomnieć o dręczącym jego serce zmartwieniu.
Śmierć jego najstarszego syna, a zarazem wymarzonego następcy tronu położyła kres jego dumnym, pełnym chwały planom na przyszłość. Totmes był pięknym młodzieńcem, o jasnym spojrzeniu i urodzie swej wielkiej matki, królowej Teje.Odznaczał się wszelkimi przymiotami i talentami, niezbędnymi w sprawowaniu władzy. Dla ojca był ostatnią nadzieją na udane, godne następstwo tronu. Tylko jemu pragnął powierzyć swe insygnia władzy,cały piękny Egipt wraz z krajami ościennymi- Mitanni, Palestyną,oraz dziką Nubią.To do niego,Wielkiego,Dziedzicznego Księcia Totmesa należałyby wszystkie krainy- i te usiane wokół piaskiem, oraz takie, w których złoto przelewało się pomiędzy palcami Wielkiego Faraona.
Złoto…jego ciepły blask przyciąga uwagę bogów…Jednak nawet odlewane z najcenniejszych kruszców posągi nie potrafiły zapewnić szczęścia, i ochronić przed tragedią. Młody, obiecujący książę zmarł, tonąc w Nilu podczas feralnego polowania na hipopotamy i ptactwo wodne. Rzeka wyniosła jego ciało na brzeg, co uznano za cud, w związku z obfitością drapieżnych krokodyli. Teraz dostojne szczątki księcia, skrępowane setkami bandaży, spoczywały na ceremonialnym łożu, symbolizującymi władcę zaświatów- Ozyrysa. Tonąc w wiecznej ciszy, syn króla nieświadomie ustąpił miejsca intruzowi. Jego niespodziewana, nagła śmierć wstrząsnęła Wielką Królewską Małżonką oraz starym faraonem. Dla obojga odejście rozpieszczonego królewicza było osobistą tragedią. Egipt miał by wspaniałego króla…
Faraon niedbale odgonił od siebie kilka natrętnych much, które nie dając za wygraną, wciąż uparcie atakowały jego miskę z owocami. Poddając się im wreszcie, wielki władca Egiptu podniósł się z trudem i pokuśtykał w stronę swych prywatnych komnat, by odpocząć od natrętnych owadów, i myśli, które dręczyły jego duszę. Wiedział, że rada proroków Wielkiego Boga, wraz z jego małżonką na czele zechce widzieć jako jedynego godnego następcę tronu kogoś, kto miał być w rzeczywistości kimś zupełnie innym w przyszłości. Młodszy syn króla nie wiedział o niczym. Na jego barki nie został jeszcze narzucony ciężar ciężkiego, ceremonialnego naszyjnika.
Wszystko mogło jeszcze ulec zmianie-król nie rzekł ostatniego słowa.
Faraon westchnął głęboko.

*

Stary arcykapłan przywiązywał ogromną wagę do obowiązku, jaki mu powierzono. Nauka młodego, niesfornego księcia Amenhotepa, drugiego syna królewskiej pary była bardzo odpowiedzialnym zadaniem. Staremu, przebiegłemu sknerze, mającemu wśród otoczenia opinię lisa i człowieka, który zanadto ukochał wino wydawało się, że ofiarując cenne pouczenia najstarszemu żyjącemu synowi króla sięgnie po jeszcze większe zaszczyty i uznanie. Dlatego narzucił sobie rygorystyczne warunki, odrzucając na pewien czas trunki i huczne uczty, zastępując je godzinami spędzonymi w towarzystwie młodego księcia. Uczył go nie tylko umiejętności posługiwania się wiotkim, trzcinowym piórem, ale też cennej dworskiej etykiety, która wcześniej dla chłopca była rzeczą całkowicie obcą. Wzrastając do tej pory w otoczeniu wysokich kolumn świątynnych, niezliczonych portyków i sanktuariów, pozbawiony był gruntownego wykształcenia następcy tronu. Starego Meriptaha zdumiały nieoczekiwanie ukryte dotąd cechy młodzieńca. Książę posiadał niesłychaną zdolność do ładnego, wręcz poetyckiego składania dobranych słów w wypowiedzi, ale też błyskotliwą spostrzegawczość. Najwyższy rangą kapłan nigdy nie przypuszczał, że chłopak, który spędził dotychczasowe życie w odseparowaniu od świata wytworności i przesadnego dystyngowania, będzie zaskakiwał nawet bogatego w doświadczenia człowieka. Meriptah czuł się w obecności księcia czasami jak odkrywca, poznający nowe lądy i zjawiska. Książe był najwyraźniej ciekawą zagadką, wartą poznania. Tego dnia jeszcze, oraz kolejnego wieczora będzie nadal pozbawionym znaczenia, nieznanym nikomu księciem. Jednak, kiedy drzwi do grobowca następcy tronu Totmesa zostaną ostatecznie zaplombowane, cały Egipt pozna jego imię, ujrzy jego twarz. Meriptah bardzo na to liczył. Książe już jako władca ,będzie zawdzięczać swoja władzę jedynie jemu i samemu Amonowi, a co za tym idzie-spłacać swój dług…Wszystko jednak zależy od samego faraona. Arcykapłan przygryzł nerwowo wargi. Jeśli król osadzi na tronie kogoś innego? Czy może zdecyduje się przekazać najwyższą godność w państwie synowi, którego wcześniej umieścił z własnej woli w domu boga, wśród kapłanów i cichej modlitwy? Czy pogodzi się kiedyś z tym, że jego najmłodszy syn z prawowitej linii jest chorowitym niedołęgą? Czy doceni może jego zdolności? Myśli arcykapłana zaczęły tworzyć chaotyczny wir. Starzec usiadł z trudem na kamiennej ławeczce, na dziedzińcu wielkiej świątyni. Słońce zanadto świeciło tego dnia…


*

-oszalałeś? Czy nie wiesz, co ci za to będzie grozić? Karzą cię wychłostać!- Nawoływał Amenhotepa młody, kilkunastoletni kapłan, który właśnie przechodził święcenia.
-mnie? przecież jestem synem króla głupcze!- odkrzyknął ironicznym tonem Amenhotep. Nigdy wcześniej nie czuł się poważanym synem króla, toteż postanowił korzystać z tego daru, jak wiele jak tylko zdoła. Nigdy jeszcze ciężkie, złote bransolety nie krepowały jego nadgarstków do tego stopnia, że z trudnością poruszał dłońmi. Młody, siedemnastoletni książę Egiptu balansował właśnie na granicy nieba i ziemi, przechadzając się wąską ścieżyną na wierzchołku monumentalnej bramy do wewnętrznych struktur świątyni Amona. Wyglądał komicznie, gdy ze skupieniem próbował utrzymać równowagę, jednocześnie pozwalając na to, by wiatr buszował pomiędzy połaciami jego szat. Po kilku chwilach niepewności zniknął po drugiej stronie pylonu. Nacht uśmiechnął się z politowaniem. Jeśli przyszły król najbogatszego kraju na świecie poświęca własne zdrowie i reputację ratowaniu gołębi i gęsi przekazanych na ofiarę bogu, Egipt może już zacząć się obawiać.


*

Ciemność…najmniejszy promyczek słońca nie docierał do pomieszczeń należących do ojca bogów. Gorące powietrze wypełniało całe pomieszczenie, wydając się wirować w zamkniętej przestrzeni. Chłopiec rozglądał się wokół z podziwem, próbując dostrzec choć zarysy cudownych kolumn i płaskorzeźb. Monumentalność miejsca, które przyszło mu zwiedzać przytłaczała go nieznośnie. Czuł się jak niepożądany intruz, i w istocie nim był. Sunąc ostrożnie po wapiennej posadzce szukał po omacku pomieszczeń magazynowych, gdzie w zupełnej ciemności czekało na śmierć rozmaite skrzydlate ptactwo. Amenhotep przełknął ślinę. Dopiero wtedy, gdy stanął w obliczu klatek z gołębiami, niespodziewanie zdał sobie sprawę z tego, że to, czego ma zamiar dokonać to wręcz świętokradztwo. Przerażała go myśl o rozzłoszczonej, poważnej minie kilku arcykapłanów, którzy zapewne pochwycą go i zaprowadzą przed nieznane oblicze ojca. Nie mógł znieść jednak świadomości, że tych kilka niewinnych stworzeń odda życie za sprawą jakiegoś przestarzałego ceremoniału. Otwierając niepewnie pudło z gołębiami, wyjął kilka sztuk, chowając je nerwowo w warstwy sukni. Przestraszone ptaki trzepotały z całych sił skrzydłami, sprawiając ich wybawcy niemały kłopot. Książę wybiegł na otwarty, osłoneczniony oślepiającym światłem dziedziniec. Kilka gołębi wydało z siebie donośny okrzyk strachu. Zdenerwowany chłopak rozwiązał supeł i uwolnił ptaki. Nagle pomiędzy złotymi drzwiami do sanktuarium świątyni pojawił się niewysoki mężczyzna o łysej czaszce.
-Co to ma znaczyć?!- wykrzyknął do młodzieńca, widząc jego zakłopotaną, zmieszana minę, odlatujące w dal ptaki, oraz pomiętą szatę księcia. Okrzyk gołębi zdradził działania chłopca. Amenhotep nie mógł się pogodzić z tym, że ptaki mogłoby zostać złożone w krwawej, okrutnej ofierze chciwemu, bezdusznemu bóstwu. Zacisnął więc zęby i zamknął na chwilę oczy, by teraz zapłacić za swoją dobroć.

cdn...

Data:

 26.II.2005

Podpis:

 Córka króla Meritaton

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=17133

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl