DRUKUJ

 

Polska

Publikacja:

 04-12-02

Autor:

 Sanit
Boję się, bo widzę, że chcą myśleć tak samo.
Tak samo, jak ci, którzy też myślą tak samo,
jak ci, którzy również myślą tak, jak ci pierwsi.

Tańszy prąd, telewizja, DVD, CD, AGD
i kultura –
czemu tańsze ma znaczyć prostsze, a dalej – prostackie ?

Droższe życie, książki, pokarm
i idea,
bo wszystko to ciężko połknąć, jak za dużą pigułkę.

Na razie zachłystujemy się,
klaszczemy jak każde nowe pokolenie wyzwolenia:
1918, 1945, 1989, 2004... ?

Co potem ?

Rozczarowanie i wydęte wargi,
które prowadzą do przystosowania.
Globalizm, unifikacja, zrównanie gustów...
Zmieszani w nazwach, uniformach
stajemy się gęstą papką, gęstym klajstrem,
który łatwo uformować
i jak śmieć pozostawić w kącie odległym dla oczu.

Jak rezerwat żywych – ale jednocześnie muzealnych – zabytków,
któremu obcy jest wszechnarodowy interes.
Karmi się łakociami obietnic.
Puchnie ten karzeł hodowany na granicy Nowego Imperium,
ale tylko do czasu...

Jego historyczne serce kiedyś nie wytrzyma
i pęknie, rozleje się pod ciężarem
otwartych oczu,
używanych samochodów,
droższego gazu.
Karzeł rozpadnie się – gdzieś z boku – jak dokuczliwy wyrostek robaczkowy,
a na jego powierzchni będzie dryfować
i stękać
mentalność niewolnika.

Data:

 listopad 2004r.

Podpis:

 Sanit

http://www.opowiadania.pl/main.php?id=showitem&item=10988

 

Powyższy tekst został opublikowany w serwisie opowiadania.pl.
Prawa autorskie do treści należą do ich twórcy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szczegóły na stronie opowiadania.pl