https://www.opowiadania.pl/  

Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc 

 

Moje konto Moje portfolio
Ulubione opowiadania
autorzy

Strona główna Jak zacząć Chcę poczytać Chcę opublikować Autorzy Katalog opowiadań Szukaj
Sponsorowane Polecane Ranking Nagrody Poscredy Wyślij wiadomość Forum

Sponsorowane:
25

Imagine

  Nie tylko z tego świata jesteśmy, bo życie się zmienia, ale się nie kończy...  

UŻYTKOWNIK

Nie zalogowany
Logowanie
Załóż nowe konto

KONKURS

W grudniu nagrodą jest książka
LATA
Annie Ernaux
Powodzenia.

SPONSOROWANE

Imagine

Nie tylko z tego świata jesteśmy, bo życie się zmienia, ale się nie kończy...

Bliskie spotkania

Chodźmy...

Sen o Ważnym Dniu

Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny).

Mefisto i Carmen

"Nie moja w tym wina, że jak to bywa w świecie Los z przekory nici gobelin życia plecie."

Rosół

Aż raz, na mojej drodze, wiodącej do niechybnej śmierci,

Nowa Atlantyda

Jedna z przyszłości futurystycznych zawartych w e-booku "Futurystyka" (Przyszłość kiepska)

Nowozrodzenie

Czym jest zbawienie.

Targ - Dzień VI - Rozdział XXIV

Niewierny nie wygasił swoich ognistych kul od razu po ucieczce drugiego cienia. Trzymał ręce uniesione przed sobą na wypadek, gdyby intruz powrócił. Tymczasem Zima podał Sferię Trumnie.

Nowa płeć

Wierszyk satyryczny

Ró-ża

Na skrawku zapisane

REKLAMA

grafiki on-line

WYBIERZ TYP

Opowiadanie
Powieść
Scenariusz
Poezja
Dramat
Poradnik
Felieton
Reportaż
Komentarz
Inny

CZYTAJ

NOWE OPOWIAD.
NOWE TYTUŁY
POPULARNE
NAJLEPSZE
LOSOWE

ON-LINE

Serwis przegląda:
2226
użytkowników.

Gości:
2224
Zalogowanych:
2
Użytkownicy on-line

REKLAMA

POZYCJA: 82763

82763

Pęknięcie - Rozdział 4

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

Data
26-01-17

Typ
P
-powieść
Kategoria
Psychologia/Horror/Przyjaźń
Rozmiar
13 kb
Czytane
148
Głosy
0
Ocena
0.00

Zmiany
26-01-23

Dostęp
W -wszyscy
Przeznaczenie
R12-powyżej 12 lat pod nadzorem i za zgodą rodziców lub dorosłych

Autor: Hitomi44 Podpis: Hitomi
off-line wyślij wiadomość pokaż portfolio

znajdź opow. tego autora

dodaj do ulubionych autorów
Gdy rzeczywistość zaczyna przesuwać się o milimetr, Nisa i Ellie odkrywają, że niepokój nie jest już tylko w ich głowach. Drobne pęknięcia, obcy mężczyzna w kapturze i zjawiska, których nie da się wytłumaczyć, wkraczają w ich codzienność.

Opublikowany w:

Pęknięcie - Rozdział 4

ROZDZIAŁ 4

Najpierw Nisa poczuła chłód. Nie taki od wody, tylko głębszy, jakby ktoś otworzył drzwi, które nie powinny istnieć. Podniosła wzrok, a on stał zbyt blisko. Zdecydowanie za blisko, jak na kogoś, kogo jeszcze przed chwilą tu nie było.

— Będziecie jeszcze jeść? — zapytał spokojnie.

Ellie poruszyła się pierwsza, choć nie do końca była pewna, co chce zrobić. Nisa pozostała nieruchoma. Cisza, która nastała po jego słowach, miała dobrze znany im ciężar.
Westchnął rozczarowany brakiem reakcji z ich strony, więc po prostu przecisnął się za plecami Nisy i usiadł na krześle obok. Czuła, jak powietrze wokół niego iskrzy, ale gdy tylko znalazł się bliżej, wszystko zaczęło się uspokajać. Jak wiatr cichnący po burzy. W jego szarych oczach odbijał się chłód metalu z czymś iskrzącym na samym dnie. Na razie nie odezwał się więcej, ale nadal tu był i żadne mruganie nie sprawiało, że znikał.

— Ale zdajesz sobie sprawę, że twoje zachowanie jest trochę niepokojące? — Ellie w końcu nie wytrzymała i zareagowała tak, jak miała to w zwyczaju. — Na twoim miejscu zaczęłabym od solidnych tłumaczeń.

Uniósł brew.

— W takim razie sądzę, że należy zmienić miejsce.

— No chyba sobie żartujesz. Nie znamy cię, facet — Ellie zacisnęła pięść. — I mamy wszelkie podstawy sądzić, że to nie pierwszy raz, kiedy jesteś w naszym pobliżu. Nie ruszamy się stąd. Możesz gadać tutaj albo spadać. A jeśli nie dasz nam spokoju, zgłosimy to gdzie trzeba.

— Wiem, jak to wygląda — skrzyżował ręce na piersi i odchylił się na krześle. — Dobrze.
Nie wiedziały, czy zgadza się na zostanie w restauracji, na wyjaśnienia czy jednak żeby dać im spokój.

Nisa do tej pory tylko obserwowała. Czuła lekkie mrowienie w palcach, które powoli obejmowało całe dłonie, a teraz przekroczyło granicę nadgarstków. Była tym tak zaskoczona, że nie mogła wydobyć z siebie głosu. Patrzyła na nie i delikatnie poruszała palcami ukrytymi pod stolikiem.

— Znam cię — szepnęła w końcu, unosząc głowę. — Widziałam. Kilka dni temu.

Mówienie przychodziło jej z trudem. Jakby język stał się nagle odrętwiały. W uszach zaczął narastać pisk na granicy słyszalności. Oddech stał się płytki i urywany.

— Ni? Co się dzieje? — zaniepokojony głos Ellie próbował przebić się przez hałas. Dziewczyna zerwała się z krzesła i podeszła do przyjaciółki, obejmując ją ramieniem. — Słyszysz mnie? — zauważyła, że jej twarz jest coraz bledsza, a na czole pojawiły się kropelki potu.

— To ja — odezwał się mężczyzna przepraszająco, jakby to wszystko wyjaśniało.

Spojrzała na niego zdezorientowana, ale on już zamknął oczy i zmarszczył brwi. Po kilku nieznośnie długich sekundach zagłuszanych ludzkim szumem, Nisa zaczęła oddychać głębiej, a na jej policzkach wykwitły delikatne rumieńce.

— Chodź, usiądź ze mną. Wstań, Ni… — powiedziała łagodnie, pociągając ją delikatnie za ramię i poprowadziła na krzesełko obok swojego. — Lepiej zacznij mówić, bo nie ręczę za siebie — spojrzała wściekle na drugą stronę stolika.

— Nir.

— Co?

— „Lepiej zacznij mówić, bo nie ręczę za siebie, Nir” — spojrzał na nią bez emocji.
Ellie zdecydowanie traciła cierpliwość.

— Gadaj, Nir, bo serio jestem o włos od wezwania policji, gwardii narodowej albo co najmniej wydarcia się, że jesteś zbokiem.

Nisa ścisnęła dłoń przyjaciółki i odezwała się cicho:

— Ell, on coś wie — uniosła spojrzenie i napotkała błyszczące oczy mężczyzny. Obróciła głowę i uśmiechnęła się do niej słabo. — Wyjdźmy na powietrze.


Popołudniowy chłód zadziałał zbawiennie. Rześkie powietrze wypełniło płuca ulgą i trochę rozgoniło ciężkie myśli. Szli przed siebie bez wyraźnego celu, zostawiając samochód pod restauracją. Milczeli, przedłużając moment konfrontacji z rzeczywistością.
Nisa czuła się już lepiej. Krew zaczęła żwawiej krążyć w żyłach, a umysł zaczął rejestrować otoczenie – mijanych przechodniów, dźwięk miękkich podeszw na chodniku, delikatne powiewy wkradające się pod czapkę. I bliskość Nira, która rozpraszała nawet obecność Ellie. Spojrzała na niego kątem oka. Trzymał się prosto, a jego ruchy były pełne czujności i napięcia. Co jakiś czas zaciskał lekko wargi, jakby miał zamiar się odezwać i w ostatniej chwili rezygnował.
Po lewej szła Ellie, która zwalniała co jakiś czas, żeby przepuścić osoby z naprzeciwka – we trójkę zajmowali całą szerokość chodnika. Jej mina była zmartwiona i wkurzona jednocześnie. Nie mogła zrozumieć, czemu zawracają sobie głowę tym facetem – Nirem. Co to w ogóle za imię? Nir. To jakiś skrót? Ksywka? Nie ufała mu i temu, jaki miał wpływ na Nisę. W ogóle się o nią martwiła. Bardziej niż chciała to pokazać, ale wystarczająco, żeby układać właśnie w głowie plany działania na każdą ewentualność.

— Wiem, kim jesteś, Nisa — odezwał się w końcu z pewnym wahaniem Nir.

— I najwidoczniej znasz też jej imię — warknęła Ellie, potrząsając głową i tupiąc głośniej niż to konieczne.

— A kim ty jesteś? — Nisa w końcu odważyła się zadać to pytanie, choć nie wiedziała, czy tak naprawdę chce poznać na nie odpowiedź.

Cisza przeciągała się dłużej niż powinna. Dziewczyny zatrzymały się jednocześnie na środku kładki, przez którą właśnie przechodzili. Nir przeszedł jeszcze dwa kroki i też się zatrzymał. Obrócił się powoli i podszedł do barierki, nadal milcząc. Oparł o nią łokcie i pochylił głowę, a dziewczyny patrzyły na niego z wyczekiwaniem.

— Ja… — zaczął tak cicho, że musiały się do niego zbliżyć — umiem tworzyć pęknięcia i je w ograniczony sposób kontrolować.

Zamilkł, patrząc na przejeżdżające w dole samochody. Miejski ruch trwał bez przerwy, choć tak łatwo można było o nim zapomnieć.
One też milczały, czekając na ciąg dalszy, który nie chciał nastąpić.

— No i? — Ellie straciła w końcu cierpliwość. — To powinno nam coś powiedzieć? Skończ te gierki. Ni…

Ale Nisa patrzyła na Nira rozszerzonymi oczami, a serce waliło jej w piersi, jak dzwon, który nagle zyskał nowy rytm.
Pęknięcia. On wie.
Przełknęła ciężko ślinę i usiadła na zimnym betonie. W głowie jej szumiało. Zdjęła czapkę i zanurzyła chłodne palce we włosach.

— Ni, znowu ci słabo? — Ellie przykucnęła obok niej, ale Nisa zaprzeczyła ruchem głowy.
Spojrzała przyjaciółce w oczy i przestała się kontrolować. Łzy spłynęły jej po policzkach, choć jeszcze przed momentem ich nie czuła. Po chwili była już w ramionach Ellie i chowała twarz w jej ramię.

— Pójdę już — Nir podszedł i podał im poszarpany kawałek serwetki. — Tu macie mój numer. Czas jest ograniczony.

I poszedł, nie wyjaśniając nic więcej, znikając w zapadającym zmierzchu, jak zwiastun, którego nie zrozumiały.


Ellie zaparkowała pod budynkiem i zgasiła silnik.
W samochodzie przez całą drogę panowała ciężka cisza. Nisa zdawała się nieobecna i całkowicie pochłonięta własnymi myślami. Co jakiś czas zamykała oczy i drżała lekko. Ellie przez większość czasu trzymała ją za rękę, ściskając mocniej, gdy czuła, że za bardzo się od niej oddala.
Teraz siedziały, słuchając cykania stygnącego silnika i żadna z nich nie spieszyła się z wyjściem. Samochód szybko tracił ciepło, jakby realność wysysała z niego życie.
Ta mała, ekonomiczna Toyota miała już swoje lata. Należała do Nisy i to ona korzystała z niej najczęściej, ale lubiły mówić, że to ich auto. Razem spędziły w nim różne chwile i traktowały go jak członka swojej małej społeczności.
Ellie poklepała z czułością kierownicę, oparła się wygodniej o fotel i znowu wzięła na siebie ciężar przerwania ciszy.

— Ni? — zaczęła ostrożnie. — Myślę, że powinnyśmy zachować ostrożność względem tego całego Nira — zawahała się. — Przecież coś zrobił, że źle się poczułaś…

— Nie. On to zatrzymał.

— Co ty mówisz? Przecież wszystko zaczęło się, gdy usiadł obok. Widziałam, jak cię wtedy zamroziło.

— Tak, ale potem wszystko cofnął.

— Cofnął? Ni, czy ty go usprawiedliwiasz? Serio? Gość pojawia się znikąd, gada trzy słowa na krzyż, coś tam o pęknięciach, zostawia numer telefonu i znika. I tym wzbudził w tobie zaufanie? Większe niż masz do mnie? — pożałowała tych słów, gdy tylko opuściły jej usta.

Nisa spojrzała na nią rozdrażnionym wzrokiem, a nozdrza się jej rozszerzyły.

— Poważna jesteś, że o to pytasz? — zacisnęła dłoń na skraju kurtki. — Tak, facet pojawił się znikąd. Tak, jest cholernie podejrzanym typem. Tak, poczułam się przy nim przez chwilę źle. Ale on wie o pęknięciach. Rozumiesz? — podniosła głos. — To pierwsza osoba, która wie. Coś musi w tym być. Musi, Ell — głos jej się załamał na ostatnich słowach.

— A jeśli nie ma? Jeśli to jakaś jedna wielka ściema? Przypadek?

— Jaki przypadek? — przerwała jej Nisa. — Szukałam innych przez cały ten czas. Nikogo nie było. Nikt nie wiedział…

— Tym bardziej to podejrzane, że on nagle się pojawił — westchnęła. — Poza tym on za tobą chodził. I był w naszym mieszkaniu!

— Pukał do drzwi, a nie był w środku — Nisa przewróciła oczami. — I zaznaczmy, że to wydarzyło się jednego dnia. Gdybyśmy wtedy z nim porozmawiały, wszystko mogłoby wyglądać inaczej. Może powiedziałby nam więcej?

— Albo nas zamordował, gdybyśmy tylko otworzyły drzwi — Ellie opuściła ramiona z rezygnacją i odwróciła twarz do zaparowanej szyby. — To wszystko jest bardzo podejrzane — mruknęła. — Co chcesz teraz zrobić?

— Nie wiem. Chyba… chcę się dowiedzieć czegoś więcej…

Ellie wyjęła kluczyki ze stacyjki i sięgnęła do klamki.

— Dobrze. Jeśli to wszystko okaże się kolejnym koszmarem, będziemy w tym razem. Zapamiętaj i nie waż się mnie odsuwać — spojrzała na nią groźnie, choć z lekkim uśmiechem i wysiadła z samochodu.

Nisa uniosła lekko kąciki ust pierwszy raz, czując się znowu odrobinę mniej sama.


Idąc w stronę drzwi wejściowych, rozmawiały o niezobowiązujących sprawach, jak domowe obowiązki, plany obiadowe czy zakupy. Zawiasy lekko zaskrzypiały, gdy wchodziły do środka – dźwięk tak dobrze znany i obwieszczający wkroczenie do ich azylu. Drzwi zatrzasnęły się za nimi z cichym stukiem i chwilowo znalazły się w przytulnej ciemności. Zrobiły kilka kroków po omacku, aż fotokomórka zareagowała, włączając światło na korytarzu, prowadzącym do windy. Nagle jednak Ellie zatrzymała się, łapiąc Nisę za rękę.

— Ej, czujesz to? — pociągnęła nosem i rozejrzała się z niepokojem.
W powietrzu unosił się delikatny metaliczny zapach, jakby ktoś w pobliżu przecinał niedawno kawałek metalu.

— Może była kolejna usterka pieca? — zastanawiała się Nisa.

— Nie. To inny zapach — Ellie była przekonana, że pamięta tę woń. Okręciła się dookoła i wskazała palcem. — To stamtąd.

Ruszyły w kierunku schodów do piwnicy, które znajdowały się za otwartymi teraz na oścież drzwiami. Cisza panująca na korytarzu potęgowała odgłosy ich kroków. Mrok panujący na dole przyprawiał o lekkie mdłości szczególnie, że zapach się nasilił. Nisa wymacała włącznik na ścianie i schody zalało zimne światło taniej jarzeniówki, która od czasu do czasu mrugała złowrogo.
Spojrzały na siebie bez słowa, złapały za ręce i zaczęły powoli schodzić. Ellie trzymała w pogotowiu telefon komórkowy z włączoną latarką. Z każdym krokiem robiło się chłodniej, a zapach wilgoci mieszał się z czymś innym wiszącym w powietrzu, jak toksyczne opary.
Po lewej drzwi pomieszczenia konserwatora były uchylone, a na zewnątrz wylewało się ciepłe światło mocnej żarówki. Zawahały się, zanim w nie weszły.
Na betonowej podłodze leżał pan Tate. Obok niego leżał przewrócony stołek. Jedna z jego nóg była wygięta pod dziwnym kątem i oblepiona mokrym materiałem spodni. Krew.
Nisa nie mogła się ruszyć. Patrzyła. Drżącymi ustami wyszeptała:

— Ma zawał…

Przyjaciółka kiwnęła głową bez słowa i od razu wybrała numer alarmowy.

— Ma też otwarte złamanie piszczeli…

Słyszała, jak w głośniku odzywa się męski głos dyspozytora, a Ellie opisuje mu sytuację.
Pan Tate. Ktoś, kogo zna. Czuła narastające kłucie w palcach, jakby ciało chciało ją zdradzić i ruszyć z pomocą bez jej udziału.
On jeszcze żyje. Nie patrz.
Zamknęła oczy, ale nogi same zaczęły się unosić. Jeden krok. I drugi.

— Ni — nie zareagowała. — Ni! — Trzeci krok. — Nisa!

Zatrzymała się, jak wryta.

— Co ty wyprawiasz?!

Głos Ellie dotarł w końcu do jej umysłu. Potrząsnęła głową, jakby pozbywała się resztek snu i spojrzała na przyjaciółkę, zagubiona. Stała obok pana Tate’a z ręką zatrzymaną w połowie ruchu nad jego ciałem.

Podpis: 

Hitomi Styczeń 2026
 

Dodaj ocenę i (lub) komentarz

wersja do druku

wyślij do znajomych

brak ocen

brak komentarzy

dodaj do ulubionych

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ OCENĘ

Twoja ocena:
5 4,5 4 3,5 3 2,5 2 1,5 1

ZALOGUJ SIĘ ŻEBY DODAĆ KOMENTARZ
Twój komentarz:

zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła zmień kolor tła

zmiejsz czcionkę czcionka standardowa powiększ czcionkę powiększ czcionkę
Bliskie spotkania Sen o Ważnym Dniu Mefisto i Carmen
Chodźmy... Opowiadanie napisane na konkurs związany ze słowem "JUBILEUSZ". Horror... swego rodzaju (nie do końca poważny). "Nie moja w tym wina, że jak to bywa w świecie Los z przekory nici gobelin życia plecie."
Sponsorowane: 25Sponsorowane: 15
Auto płaci: 100
Sponsorowane: 10
Auto płaci: 10

 

grafiki on-line

KATEGORIE:

więcej >

Akcja
Dla dzieci
Fantastyka
Filozofia
Finanse
Historia
Horror
Komedia
Kryminał
Kultura
Medycyna
Melodramat
Militaria
Mitologia
Muzyka
Nauka
Opowiadania.pl
Polityka
Przygoda
Religia
Romans
Thriller
Wojna
Zbrodnia
O firmie Polityka prywatności Umowa użytkownika serwisu Prawa autorskie
Reklama w serwisie Statystyki Bannery Linki
Zarejestruj się  Kontakt z nami  Pomoc
 

www.opowiadania.pl Copyright (c) 2003-2025 by NEXAR All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Prawa autorskie do publikowanych treści należą do ich autorów. Nazwy i znaki firmowe innych firm oraz produktów należą do ich właścicieli i zostały użyte wyłącznie w celu informacyjnym.